Materialność w literaturze ziem zachodnich. Huelle, Zagajewski, Chwin, Kornhauser, Tokarczuk

Łukasz Łoziński (UJ)

 

1. Wstęp

Zjawisko powszechnie nazywane literaturą małych ojczyzn wydaje się z dzisiejszej perspektywy czymś więcej niż tylko modną, lubianą przez sentymentalnych czytelników konwencją, która prędko wyczerpała swoje możliwości[1]. Niekiedy ogranicza się tę kategorię klasyfikacyjną do prozy fabularnej lat 90., takie zawężenie pola opisu trzeba jednak uznać za nieuprawnione. Po pierwsze z tego względu, że, jak zauważył Tadeusz Komendant, antycypacją tendencji tak szeroko reprezentowanych po 1989 roku były powieści znacznie starsze – m.in. Dolina Issy Czesława Miłosza czy Zasypie wszystko, zawieje... Włodzimierza Odojewskiego[2]. Po drugie eksplorowanie tematu małej ojczyzny nie zakończyło się z początkiem XXI wieku. Wręcz przeciwnie, trwa w polskiej kulturze proces decentralizacji – aktywność artystów, badaczy i odbiorców poza głównymi ośrodkami przybiera na znaczeniu. Wspólnota lokalna i przestrzeń prowincji nadal są zagadnieniami szalenie istotnymi, choć poetyki i strategie twórcze podlegają przekształceniom.

Pogłębiona refleksja nad literaturą małych ojczyzn, ze względu na polityczność tematu, wymaga uwzględnienia ustaleń nauk społecznych i kulturowych – cenzura PRL bardzo długo uniemożliwiała swobodne omówienie szeregu problemów, będących efektem II wojny światowej i jałtańskich ustaleń geopolitycznych. Sprowadzając wydarzenia, które wpłynęły na życie milionów osób, do kilku ogólnych stwierdzeń, należy tu wymienić zmianę granic i ustroju oraz wiążące się z nimi migracje i przebudowę struktur społecznych. Literaturę małych ojczyzn można uznać za próbę omówienia tych właśnie procesów – autorzy podejmują tematy alienacji i zadomowienia, absurdu historii i trwania tradycji, szowinizmu i symbiozy odmiennych kultur. Wypowiedzi pisarzy nazwanych przez Ostaszewskiego „hodowcami korzeni” odwołują się do zjawisk uniwersalnych, ale poprzez przykłady bardzo konkretnie umiejscowione na mapie i osi chronologicznej[3]. Podejmowane przez nich próby przepracowania traumy własnej i cudzej, a także stworzenia nowej tożsamości z pewnością nie zawsze bywały interesujące pod względem estetycznym, jednak społeczną wartość tych tekstów trudno przecenić.

Charakterystyczne dla literatury małych ojczyzn jest dowartościowanie roli materialności, rozumianej jako wszystkie elementy świata zewnętrznego, których zmysłowo doświadcza bohater. Co najmniej kilkoro znaczących krytyków próbowało dociec, jaką funkcję pełnią te pełne epitetów, ożywień i enumeracji fragmenty poświęcone rzeczom, zwłaszcza wytworom rzemiosła i przemysłu[4]. Formułowane wnioski nie wyczerpują jednak tematu. Aby je choć częściowo uzupełnić, w niniejszej pracy przeprowadzona zostanie analiza pięciu tekstów poświęconych „ziemiom odzyskanym”[5]. Omawiane utwory spotkały się z raczej przychylnym przyjęciem przez krytykę, a ich autorzy – Paweł Huelle, Adam Zagajewski, Julian Kornhauser, Stefan Chwin i Olga Tokarczuk – należą do grona najwyżej cenionych polskich pisarzy współczesnych.

Z pewnością do tej listy można by dodać Ingę Iwasiów, Artura Daniela Liskowackiego, Andrzeja Zawadę, Henryka Wańka i wielu innych. Artykuł ma jednak na celu nie tyle omówienie wszystkich ważniejszych tekstów – porównania stałyby się wówczas siłą rzeczy mało czytelne – ile refleksję nad wybranymi utworami autorów powszechnie znanych. Uzyskany obraz nie będzie pełny, zostanie natomiast poparty stosunkowo obszerną egzemplifikacją. Ograniczenie badań do tekstów dotyczących ziem zachodnich pomoże określić granicę między doświadczeniem jednostkowym i wspólnym dla pisarzy z tą właśnie przestrzenią związanych. Oczywiście, aby lepiej zrozumieć istotne dla polskiej kultury problemy obcości i zakorzenienia, należałoby się zastanowić nad literaturą małych ojczyzn w ogóle, zwłaszcza nad tekstami poświęconymi Kresom. To jednak temat wymagający obszerniejszego studium, zresztą częściowo już opracowany[6].


2. Swoje, obce i nijakie

W tekstach krytycznych na temat literatury małych ojczyzn wielokrotnie zwracano uwagę, że jej twórcy często posługują się figurą przedmiotu znaczącego, dookreślającą problematyczną tożsamość osób funkcjonujących na styku kultur. Rozpoznaje się zatem elementy przestrzeni – głównie krajobrazy i architekturę – przedmioty codziennego użytku czy nawet typy antropologiczne jako swoje lub obce. Tego rodzaju operacja myślowa zazwyczaj zdradza też poglądy podmiotu lub bohaterów i ich metody kategoryzacji świata. W przypadku tekstów na temat ziem zachodnich szczególnie istotny jest szeroko rozumiany kontekst polityczny, co chyba najlepiej sproblematyzował Zagajewski w eseju Dwa miasta (1991), tworząc wprawdzie uproszczoną, ale przez to bardzo sugestywną typologię:

Ponieważ rodziny deportowane nie dysponowały możliwością wywiezienia wszystkiego, zabierano tylko to, co najcenniejsze, srebro [...], obrazy, dywany, kilimy, akwarele, pamiątki rodzinne, rzadkie książki, stylowe meble. Nazywam je arystokratycznymi, gdyż na ogół do niczego nie służyły, miały wartość raczej emocjonalną, sentymentalną niż handlową. [...] W języku potocznym mówiło się o nich: przedwojenne.

Rzeczy mieszczańskie natomiast nazwane zostały za pomocą specjalnie utworzonego przymiotnika [...]: poniemieckie. Niemcy wyjeżdżając musieli kierować się tą samą logiką co i mieszkańcy Lwowa, [...] to znaczy zabrali swoje przedmioty arystokratyczne [...]. Zostawili za to mnóstwo rzeczy użytkowych, kuchenki, maszyny do szycia marki Singer, maszyny do pisania marki Erika i Continental, narzędzia, rowery, sztućce z nieszlachetnych  metali. [...]

Rzeczy socjalistyczne wreszcie produkowane były przez powojenną, nieudolną Polskę Ludową. Czasem – rzadko – pojawiało się coś obiecującego, mikser do owoców albo zgrabny motorower, i natychmiast wywoływało to krótkotrwały entuzjazm, [...] podziw podszyty zwątpieniem i rosnącym sceptycyzmem, gdyż doświadczenie uczyło, że tylko brzydkie przedmioty można było znaleźć w sklepach, ładne znikały błyskawicznie i więcej już się nie pojawiały.[7]

Klasyfikacja Zagajewskiego oparta jest na nakładających się podstawowych wyróżnikach – pierwszy odnosi się do czasu, drugi można nazwać klasowym. Istnieją zatem rzeczy przedwojenne, czyli arystokratyczne – dzięki zapobiegliwości rodziny ocalone z trzech okupacji Lwowa i przetransportowane do Gliwic – posiadające szczególną wartość ze względu na związane z nimi wspomnienia, jakość materiału i wykonania oraz rzadkość. Tło dla nich stanowią przedmioty powojenne, a więc socjalistyczne, w opinii Zagajewskich wysoce rozczarowujące pod względem technologii i estetyki. Wbrew pozorom stwierdzenie, że światowy konflikt zbrojny stanowi główną cezurę czasową – prawdziwe w odniesieniu do polskiej kultury w ogólności – nie ma tu zastosowania. Należy zwrócić uwagę na kilkakrotnie zaznaczaną w utworze empatię wobec obywateli III Rzeszy, a także na szacunek dla wytworów jej gospodarki. Autor zarzeka się wprawdzie, że „żelazo maszyn do szycia, pokrytych czarnym lakierem, w którym odcinały się złociste litery Singer, pachniało zupełnie inaczej niż srebrna chochla” z monogramem babci, niemniej kategorię rzeczy poniemieckich dookreśla jako „mieszczańskie”, i raczej nie jest to przymiotnik pejoratywnie nacechowany. Wywodzący się z wielopokoleniowej inteligencji autor nie wydaje się uznawać tych przedmiotów za całkowicie obce, są one bowiem częścią zachodnioeuropejskiej tradycji, od której Polska została w wyniku decyzji Stalina odcięta[8]. Najważniejszą katastrofą współczesnej historii i zarazem datą graniczną pozostaje w oczach Zagajewskiego konferencja jałtańska razem z jej następstwami[9]. Autor artykułuje głęboką niechęć do Polski Ludowej, państwa, w którym się wychował, podczas gdy „przedmioty wyłowione z gigantycznego złomowiska wojennych arsenałów”, „niezwykle cenione wśród chłopców”, stanowią osobną grupę, niezróżnicowaną ze względu na przynależność do stron konfliktu – nie zostały tu wyeksponowane negatywne emocje, jakie mogłyby wzbudzać elementy wyposażenia żołnierzy niemieckich[10].

Tekst Kornhausera zatytułowany Dom, sen i gry dziecięce. Opowieść sentymentalna (1995), w którym narrator przyjmuje perspektywę J., gliwiczanina żydowskiego pochodzenia, równie nieprzychylnie przedstawia rzeczywistość PRL. Kontrast pomiędzy wolnością gospodarczą i obyczajową krajów kapitalistycznych a antysemickim, purytańskim socjalizmem lat 60., z jego totalitarnymi skłonnościami, został uwydatniony poprzez liczne odniesienia do materialności. Tak jest na przykład we fragmencie opisującym powrót ojca głównego bohatera z podróży do Francji i Izraela. Mężczyzna przywozi stamtąd przedmioty, które bardzo silnie, a w dodatku jednoznacznie pozytywnie oddziałują na wszystkie zmysły. Skoncentrowanie się na jedzeniu i ubraniach w oczywisty sposób sygnalizuje niedobór tych produktów w Polsce, gdzie wieść można tylko „szarą egzystencję”. Podział na swoje i obce okazuje się skomplikowany, bo emocje towarzyszące opowieściom o dostatnim jak rajski ogród Tel Awiwie i wyzwolonym erotycznie Paryżu świadczą zarówno o pragnieniu przynależności do świata zachodniego, jak o silnie zakorzenionym kompleksie:

Tylko raz, na kilka miesięcy ożywił się i [...] nabrał ochoty do życia. Nastąpiło to zaraz po przyjeździe z Izraela [...] Długo krążyło zaproszenie od siostry, a wydawanie paszportu przeciągnęło się ponad miarę, nie mówiąc o upokarzających rozmowach na komendzie, [...] jednak sam wyjazd osłodził [...] niedogodności. [...]

Zjawił się nagle, rozpromieniony, w nowym jasnym ubraniu, ze stosem wypchanych bagaży. [...] Zalśniły pomarańcze i mandarynki, a zapach prawdziwego kakao wypełniał wszystkie zakątki mieszkania. [...] Nikt nie chciał uwierzyć, że pomarańcze można zrywać na ulicy, a w Tel Awiwie stoją białe, bielusieńkie domy. No i Paryż! [...] Nocne kabarety, nagie ciała paryskich dziewcząt, kawalkada neonów! [...]

Ta podróż była widoczna [...] w wełnianych, granatowych swetrach, przywiezionych z zagranicy. [...] Zaopatrzone w zamki błyskawiczne, z mięsistymi, wykładanymi kołnierzami, nie tyle ogrzewały spragnione ciepłych mórz ciała wylęknionych mieszkańców ulicy Lellka, ile zapewniały im solidną ochronę przed szarą egzystencją. (DSGD, s. 45-46)[11]

Jeśli zaś chodzi o wzmiankowane w Dwóch miastach zainteresowanie ekwipunkiem wojennym, warto przyjrzeć się uważnie sposobowi, w jaki opisał to zjawisko Paweł Huelle – w rozgrywającej się w latach 50. powieści Weiser Dawidek (1987) zazdrość młodych gdańszczan wzbudzają w tym samym stopniu francuska lornetka artyleryjska, zdobyta przez dziadka jednego z nich pod Verdun, jak „zardzewiały hełm wehrmachtowski”[12]. Najbardziej pożądanym przez chłopców przedmiotem jest „stary zdezelowany schmeisser” – tak, od nazwiska konstruktora, nazywano pistolety maszynowe MP 40 oraz ich mniej popularne warianty[13]. Była to broń wysokiej klasy, zasadniczo przysługująca dowódcom drużyn, plutonów i kompanii oraz spadochroniarzom. Bohaterowie znali ją zapewne tak dobrze dzięki częstym wizytom w kinie „Tramwajarz” – MP 40, choć wyprodukowano ich stosunkowo niewiele, ze względu na charakterystyczny wygląd były często pokazywane przez filmowców. To jednak nie wyjaśnia, akcentowanego przez narratora braku uprzedzeń przed wejściem w ramach zabawy w rolę wrogiej strony konfliktu – nawet jeśli założyć skomplikowane pochodzenie niektórych spośród przedstawionych w powieści postaci. Tymczasem narrator wydaje się uznawać opisaną poniżej sytuację za całkowicie naturalną:

Kłóciliśmy się o to, która strona powinna posiadać automat. Byłem w oddziale Piotra i oczywiście chciałem, żebyśmy mieli go my, skoro tamci posiadali hełm. Ostatecznie ustaliliśmy nowy, ciekawszy styl gry wojennej. Odtąd po każdej bitwie Piotr zamieniał z Szymkiem automat na hełm i tak raz byliśmy Niemcami, gdy nasz dowódca wkładał hełm, a raz przeistaczaliśmy się w partyzantów, goniąc między zarośniętymi nagrobkami z karabinem w ręku. [WD, s. 19]

Znacząca część tekstów poświęconych ziemiom zachodnim zdradza jednoznacznie przychylny stosunek podmiotu do obcej etnicznie spuścizny tych terenów. Czytając powieść Hanemann (1995) Chwina, trudno się oprzeć wrażeniu, że narrator, być może tożsamy z autorem, lubuje się w szczegółowym opisywaniu niemieckiego Gdańska, zwłaszcza wypełniających go ruchomości, które Zagajewski z pewnością przyporządkowałby do kategorii mieszczańskich. Za przykład niech posłuży fragment poświęcony gmachowi Anatomii przy Delbrück-Alee 12 – nawet przedmioty niewidoczne dla zebranych na korytarzu, zupełnie nieistotne dla akcji utworu, zostały opisane za pomocą epitetów mówiących o ich wysokiej klasie: wanny wykonane są z miedzi, będącej doskonałym przewodnikiem ciepła, a narzędzia z niklu, materiału o znacznej odporności na korozję i ścieranie:

Przed drzwiami z emaliowaną tabliczką, na której czernił się rząd gotyckich liter, robiło się coraz tłoczniej. Laski z białymi i mosiężnymi gałkami, wstawione do stojaka zwieńczonego żelazną lilią, połyskiwały w ciemnym kącie za dębową barierką, a na czarnym wieszaku, nad seledynową lamperią, imitującą żyłkowanie zielonego marmuru, stygły płaszcze z kropelkami mgły na kołnierzach. Pod półkolistym sklepieniem drżało nerwowe echo głośniejszych śmiechów, cichnące w chwilach, gdy z podziemi dobiegał łomot przesuwanych miedzianych wanien, dudnienie śliskich blach i brzęk niklowanych narzędzi.[14]

Hanemann to powieść ufundowana na dychotomii śmierci i trwania. Tytułowy bohater, pruski chirurg, żyje dzięki przypadkowi – z trudnych do wyjaśnienia powodów nie wsiadł na statek, który wkrótce po odbiciu od brzegu został zatopiony. Kilka miesięcy później Hanemann powstrzymał Hankę, młodą Ukrainkę, przed samobójstwem, a potem zaopiekował się Adamem, niemym chłopcem, prawdopodobnie Żydem. Postawa gdańskiego lekarza wobec ludzi w naturalny sposób koresponduje z jego stosunkiem do rzeczy[15]:

Lecz jeśli przed chwilą czuł odrazę i nienawiść do tych, którzy wyważali drzwi, wywlekali z szaf bieliznę, przetrząsali pościel, pruli obicia mebli w poszukiwaniu zaszytego złota, teraz dosięgło go uczucie gorsze, bardziej bolesne. [...]

Bo przecież po co by tamci, którzy szukali w opuszczonych domach złota, pierścionków, krzyżyków, łańcuszków, broszek, wisiorków, srebrnych łyżek, cukiernic, monet, maszyn do pisania, maszyn do szycia, maszyn do liczenia, wiecznych piór, po co mieliby rozbijać to lustro w dębowej ramie, po co mieliby zrywać tę portierę z jasnymi frędzlami, dziurawić nożem tę herbacianą tapetę? [...] Może ci, którzy wyważyli drzwi, mścili się za to, że nie znaleźli tu złota, może z zemsty roztrzaskiwali naczynia wyrzucone z kredensu – ale wanna? umywalka? potłuczone kafelki nad zlewem w kuchni? rozbite żyrandole? [...]

Więc to nie oni? Więc to nie ci, którzy w porzuconych domach szukali porcelany, sreber, platerów, więc to on, Erich Schulz, to jego ręka tłukła pryskającą porcelanę, to jego obcasy rozbijały kruche szkło?... [H, 56-58]

Stanowisko Hanemanna jest nieubłagane – szaber wzbudza negatywne emocje, ale można ten proceder zrozumieć, wściekłość z powodu braku spodziewanych kosztowności także, jednak z pewnością nie metodyczną zemstę za wygnanie dokonywaną poprzez niszczenie dóbr. Gdański lekarz opowiada się za poczuciem odpowiedzialności – wobec ludzi, którzy włożyli trud w wytworzenie przedmiotów, i wobec przedmiotów, które mają służyć ludziom[16].

Zbieżny światopogląd, choć zapewne z mniej bezinteresownych powodów, wyznają bohaterowie powieści Tokarczuk Dom dzienny, dom nocny (1998), mieszkańcy okolic Kłodzka. To niemal bez wyjątku przyjezdni, głównie Kresowi chłopi, którzy przywieźli ze sobą jedynie ubrania, pościel, naczynia, święte obrazy, fotografie w drewnianych ramkach. Podczas wielotygodniowej jazdy towarowymi wagonami bez dachów kobiety „rozmarzały się o szafach pełnych jedwabnych sukienek, o skórkowych butach na obcasie, o torebkach z pozłacanym zameczkiem, koronkowych serwetach i śnieżnych obrusach”, ale przedmioty nie-arystokratyczne i nie-mieszczańskie również potrafiły utrzymywać w dobrym stanie, skoro świat przedstawiony wypełniają poniemieckie wózki dziecięce, makatki i widelce ze swastyką[17]. Obojętność wobec rzeczy mogących wywoływać skojarzenia ze zbrodniami III Rzeszy bywa tu jeszcze większa niż u bohaterów Weisera Dawidka – uwolnione z obozu koncentracyjnego bliźniaczki, ofiary nieludzkich eksperymentów, ubrane w „garsonki przerobione z pasiaków”, czynią zapewne mniej upiorne wrażenie na kobiecie, która przyjęła je do domu, niż na czytelnikach[18]. Ignorowanie naznaczenia przedmiotów wojenną traumą wynika z konieczności ekonomicznej, później jednak staje się dla mieszkańców ziemi kłodzkiej przyzwyczajeniem. Być może dlatego Marta, sąsiadka narratorki, nie pozbywa się tkanin z haftowanymi po niemiecku maksymami, tak samo jak zachowuje „blaszane kubki z dorobionym niedbale drucianym uchem” i „nitowane garnki z rdzawymi śladami po odpadniętej emalii”[19]. Odrzucenie zdatnych do użytku przedmiotów tylko ze względu na pochodzenie byłoby niezrozumiałą ekstrawagancją, zresztą wiele z nich jest towarem szczególnie pożądanym i imponującym, jak „mahoniowy kredens z wieżyczkami” czy „wielkie martwe natury w ciężkich ramach”[20]. Bohaterowie powieści Tokarczuk wykazują specyficzną umiejętność przeczesywania przestrzeni, w której żyją, w poszukiwaniu zapomnianych lub ukrytych przez Niemców przedmiotów, nazywanych przez narratorkę skarbami. Najlepszy przykład to mężczyźni z fikcyjnej wsi Pietno, z których żaden nie zasiał zboża w pierwszym roku po wojnie, ponieważ woleli „ruszyć w pole, kopać pod wielkimi drzewami, w pobliżu samotnych kapliczek, przekładać kamienie w ruinach, penetrować stare studnie”[21]. Co ważne, intuicyjnie doceniają oni przedmioty o trudnej do rozpoznania wartości. Ten szacunek dla tajemniczych znalezisk bywa sowicie wynagradzany, jak w przypadku rodziny Popłochów, posiadaczy kompletu wyjątkowo porządnie wykonanych naczyń:

Wszystko to [...] stało tak w ciszy i milczeniu długie lata, do stanu wojennego, kiedy to przejezdny handlarz starymi meblami przyuważył ów rondel z mlekiem. Szukał na denku jakiegoś znaku, ale nie wiedzieli, czy znalazł. Gdy Popłoch pokazał mu cały kredens wypełniony resztą serwisu, handlarz umilkł na moment, a potem zaoferował im ogromną sumę, sam z siebie. Więc się nie targowali, tylko ich córce żal było rozstać się z tą srebrzystą poświatą naczyń, która jak blask telewizora wieczorami wypełniała pokój. [DDDN, s.231]

Zamieszkiwanie na ziemiach zachodnich, w stałym kontakcie z obcością, formuje tożsamość hybrydyczną, opartą zarazem na emocjach pozytywnych i negatywnych. Bliskość granicy sprawia, że jej istnienie wydaje się narratorce absurdalne – przejścia na drugą stronę po grzyby przez las, z pominięciem usankcjonowanych prawnie procedur, należą do codzienności, tak jak picie czeskiego wina ze słonecznikiem, noszące jednocześnie znamiona fascynacji egzotyką[22]. Na podstawie personalnej narracji da się wyznaczyć obszar wspólnoty i empatii, obecny i w zachowaniach bohaterów, i w języku, obejmujący przede wszystkim elementarne potrzeby życiowe. Już na tym poziomie zwraca jednak uwagę silnie doświadczana obcość, wynikająca z odmiennych zwyczajów, a zwłaszcza z upokarzającej wyższości cywilizacyjnej Niemców. W rezultacie krótkotrwała koegzystencja dwóch narodów – poprzedzająca wygnanie, które nastąpiło kilka lat po wojnie – nie może się obyć bez wrogości czy nawet przemocy:

Kobiety gotowały razem w milczeniu obiad, wymieniały ze sobą pojedyncze słowa i niechętnie, mimowolnie uczyły się nienawistnych języków. [...] Jak dziwnie jedli ci Niemcy: na śniadanie taka milch-zupa, na obiad ziemniaki w mundurkach, trochę sera do tego i trochę masła, a w niedzielę bili królika albo gołębie i na tym robili krupnik. Na drugie były kluski i koniecznie kompot ze słoików. Mężczyźni chodzili do stodół oglądać te ich maszyny, ale nie wiedzieli, jak one miałyby działać i do czego są. Kucali przy domu, rozprawiali o tych maszynach i wypijali po szklance bimbru – tak już było do wieczora. [...] Czasem ich ponosiło – chwiejnym krokiem szli do domu, ściągali te ich niemieckie święte obrazy i wrzucali za szafy, aż pękało na nich szkło. Na gwoździach wieszali swoje, bardzo podobne, może nawet takie same Chrystusy, Matki Boskie Zbolałe z sercem krwawiącym.

Nie musieli pracować, dopóki byli Niemcy. Oddawali Niemcom to, co się im należało, w końcu nie z własnej winy tu się znaleźli, nie z własnego pomysłu zostawili swoje rozległe pola na wschodzie i tłukli się tutaj dwa miesiące. Wcale nie prosili o te obce, kamienne domy. Niemki doiły krowy i wyrzucały gnój, a potem szły na pole albo sprzątały, wystraszone, przygięte do ziemi, milczące. Tylko w niedzielę dawali im spokój, a one ubierały się odświętnie, wkładały nawet białe rękawiczki i szły do kościoła, żeby zbawić swoją niemiecką, grzeszną duszę. [...]

Wróciła do kuchni i chwyciła porcelanową miskę, a Bobol, już podpity, próbował wyrwać jej naczynie. Szarpali się chwilę, aż starej rozburzyły się siwe włosy i nagle, po raz pierwszy od miesięcy, zaczęła coś wykrzykiwać. Wybiegła przed dom i krzyczała z pięścią uniesioną do nieba. [DDDN, s. 222-223]

Specyficzne zwyczaje kulinarne czy zaawansowana technologia pracy na roli okazują się nie mniej istotnym od języka wyznacznikiem tożsamości. Wspólnota religii nie czyni sobie Polaków i Niemców bliższymi – na zło doznane ze strony Bobola stara Niemka odpowiada złem – przeklina go w wyszukany, niemal rytualny sposób („żeby ziemia ci nie rodziła, żebyś został sam, żeby nie ominęły cię żadne choroby, żeby padały ci zwierzęta, żeby drzewa nie miały owoców, żeby łąki palił ci ogień, a pola zalewała woda”), czyli, negując moralność chrześcijańską, zbliża się ku pogaństwu[23]. Silniejsze od nakazu miłosierdzia jest pragnienie pomsty, co więcej klątwa odnosi się wyłącznie do dóbr materialnych, jak gdyby duchowe były mało istotne. Wszystko to ma jednak miejsce w latach 40., pół wieku później Niemcy, przyjeżdżający na ziemię kłodzką, aby złagodzić tęsknotę za krajem młodości, nie wzbudzają już tak negatywnych emocji. Wprawdzie ich obuwie wyróżnia się intensywną bielą, narratorka pisze znów o wstydzie z powodu gorszej sytuacji gospodarczej, ale w gruncie rzeczy wysiedleni są gośćmi pożądanymi. Nie tylko dlatego, że płacą miejscowym za opiekę nad grobami i załatwiają im pracę w Niemczech. Oznaki melancholii, takie jak robienie zdjęć pustym przestrzeniom, wzbudzają zdumienie, ale w pewnym sensie czynią przyjezdnych nietykalnymi. Dystans czasowy od zakończenia wojny i momentu wypędzenia pomaga uznać prawa drugiej strony. Przywiązanie narratorki do małej ojczyzny okazuje się symetryczne wobec tego, które odczuwali dawniejsi mieszkańcy tych terenów:

Oboje palcem wskazywali nam nie istniejące domy. Potem wysyłaliśmy sobie kartki na święta. Powiedzieli uspokajająco, że rodzina Frostów nie interesuje się już naszym domem.

- Dlaczego ktoś miałby interesować się naszym domem? – zapytałam ze złością Martę.

A ona odpowiedziała:

- Bo go zbudował. [DDDN, s. 90]

 

3. Intensywne doświadczenie materialności

Istniejące w świecie przedstawionym rzeczy bardzo często służą skrótowemu dookreślaniu bohaterów – omawiane w powyższym rozdziale wytwory rzemiosła i przemysłu, precyzujące tożsamość etniczną lub ideową, są aktualizacją tej właśnie, upowszechnionej przez wielki realizm techniki. Można je zatem omawiać jako źródło wiedzy o danej epoce albo o metodach kategoryzacji świata stosowanych przez autora. Nadużyciem byłoby jednak w przypadku literatury ziem zachodnich sprowadzanie materialności wyłącznie do roli ugruntowanej konwencji. Znaczna część przedmiotów pojawiających się w omawianych tu tekstach stanowi samodzielny temat, który traktuje się jako poważne zadanie pisarskie. Są one nie tylko atrybutem bohatera, fragmentem milieu, sokołem w noweli czy Proustowską magdalenką – stanowią punkt wyjścia dla rozważań epistemologicznych oraz refleksji nad kształtowaniem się osobowości w odniesieniu do tego, co empirycznie doświadczane.

Osią debiutanckiej powieści Pawła Huellego są podejmowane przez narratora próby rekonstrukcji niewyjaśnionych wydarzeń z dzieciństwa. Na pierwszy plan wysuwa się doświadczenie jednostkowe, momentami wręcz intymne – Heller, główny bohater, jako dorosły już człowiek wspomina intrygujące zabawy z rówieśnikami, stara się zrozumieć więzy, jakie ich łączyły, i zjawiska, których doświadczali. Bez wątpienia pojawiające się w retrospektywnej narracji przedmioty bywają nośnikami historii, stanowią swego rodzaju materiał dowodowy, starannie badany za pomocą intelektu i intuicji[24]. Nie oznacza to jednak, że Heller, alter ego autora, całkowicie panuje nad uruchamianymi przez rzeczy procesami. Nierzadko to one przejmują nad nim władzę – duża cześć narracji podporządkowana zostaje kompulsywnym enumeracjom, przydawaniu epitetów, tworzeniu groteskowych niekiedy porównań. Fragmenty takie jak ten, pochodzący z pierwszej strony powieści – „patrzyliśmy, jak promienie wrześniowego słońca, przebijając się przez zasunięte firanki, oświetlają zakurzony dywan bordowego koloru, i było nam żal minionego lata” – nie są bowiem konwencjonalnym ozdobnikiem[25]. Heller wydaje się absolutnie przekonany, że nie można zdobyć wiedzy o tym, co ukryte, inaczej niż przez intensywne obcowanie ze światem materialnym. Kluczowe przedmioty, zdarzenia i zjawiska pojawiają się więc w powieści po kilka razy, jak gdyby próbowano je oglądać z wielu stron – „razem ze światłem wrześniowego popołudnia, [...] razem z widokiem firanki poruszanej łagodnym podmuchem wiatru” – co nie prowadzi do jasno wyłożonej konkluzji[26]. Dorosły już Heller wciela się niemal całkowicie w siebie samego sprzed lat – dziecko, które w niewielkim stopniu kontroluje własną percepcję i wyobraźnię, rejestruje wszystko, cokolwiek wydaje się zajmujące, nie prowadząc przy tym selekcji. Narracja wielokrotnie odstępuje od głównego toku fabuły, po to, by z perspektywy bohatera charakteryzować rzeczywistość w sposób metaforyczny:

Dyrektor poluźnił krawat, który teraz przypominał kompres na gardło, jaki zakłada się przy anginie. [WD, s. 23]

 [...] dyrektor zaś manipulował wokół swego krawata, który teraz nie przypominał już kokardy jakobińskiej ani szalika, tylko mokrą szmatę, nie najlepiej wyżętą i wykręconą. [WD, s. 58]

 [...] dyrektor bawił się końcem krawata, który nie przypominał już teraz kokardy jakobińskiej ani zmoczonej szmaty i podobny był do pętli sznura z ruchomym węzłem przesuwanym w górę lub w dół. [WD, s. 147]

 Wyczulenie zmysłów podmiotu to, jak się wydaje, cecha charakterystyczna tekstów poświęconych „genialnej epoce”, nieodwracalnie straconemu czasowi dzieciństwa[27]. W obrębie literatury ziem zachodnich chyba najlepszym przykładem takiej strategii jest Opowieść sentymentalna Juliana Kornhausera. Główny bohater dorasta w szeregowym domu z ogrodem na przedmieściu powojennych Gliwic. Najbliższe otoczenie jest opisywane z nieprzeciętną dbałością o szczegóły, wrażenia, doznania zmysłowe związane z doświadczaniem codzienności. Nie wydaje się jednak, żeby główną funkcją tych opisów było tworzenie efektu realizmu. Graniczące z grafomanią zagęszczenie epitetów i wyjątkowo kunsztownych fraz mogą przywodzić na myśl prozę Schulza, ale jest to skojarzenie uprawnione tylko do pewnego stopnia, Kornhauser bowiem nie zmierza ku wyrazistej deformacji czy hiperboli. Nadrzędnym celem pozostaje przekonująca – choć niewolna od elementów mitycznych – reprezentacja miejsca, które na zawsze zdeterminowało wrażliwość podmiotu:

Jeszcze niedawno zbierał chrabąszcze do pustych pudełek po zapałkach, podziwiając niesamowity chrobot, jaki się z nich wydobywał. Teraz pobielone wapnem drzewa uśmiechają się do niego. Ulicą Olchową przechodzą dziewczęta w kolorowych spódnicach, a na Rybnickiej, od której wchodziło się do domu i do sklepu, prowadzonego przez rodziców jeszcze kilka lat po wojnie, tylko od czasu do czasu przejeżdża furmanka. Ze sklepu wydostawały się słodkie, nęcące zapachy. J. często tam wchodził, a matka odpędzała go, kładąc mu na rękę kilka grylażowych cukierków, które wyjmowała z pękatego słoja białą, plastykową łyżką. [...] Ściany pokryte setkami białych, gładkich kafelków. Także podłoga była wykafelkowana, a gdzieniegdzie na ścianach straszyły ostre, długie haki. Dopiero później J. dowiedział się, że służyły, w czasach, gdy królował tu wujek, do wieszania wędlin. Po tamtych przedwojennych szynkach i baleronach nie było już śladu, także zapach sklepu mięsnego ulotnił się i przepadł na wieki. Białe, teraz szpitalne niemal pomieszczenie wypełniały inne, kolonialne zapachy.[28]

Fragmenty traktujące o obcowaniu z harmonijną, podporządkowaną mieszkańcom przyrodą, bez wątpienia służą dookreśleniu portretu bohatera, znowu tożsamego z narratorem i podmiotem czynności twórczych, trudno tu jednak mówić o klasycznym przypadku zastosowania techniki milieu. Oczywiście, natura występuje w funkcji tła dla wielokulturowej, dostatniej Arkadii, ale jest także trwającą poza granicami oswojonej przestrzeni potęgą, niekiedy złowrogą, nigdy możliwą do zrozumienia. Dojrzewający mężczyzna musi się z tą siłą skonfrontować i temu właśnie służy przedmaturalna wycieczka w Beskidy: „Oderwawszy się od gliwickich ulic, poczuli smak przygody i nagle tu, w górach, być może po raz pierwszy zrozumieli znaczenie dorosłości”[29]. Podróż nie miałaby charakteru inicjacyjnego, gdyby nie tak intensywnie doznawana w dzieciństwie inna – przychylna i zrozumiała – strona przyrody. Czemu natomiast służy szczegółowy opis sklepu połączony z czynionymi przez narratora uwagami na temat historii tego miejsca – nieznanej przecież małemu J.? Z pewnością podkreśla palimpsestowy charakter przedmieścia, każe się domyślać skomplikowanych losów rodziny, informuje o nacechowaniu przestrzeni przedmiotami wyrwanymi z kontekstu, które kłócą się z otoczeniem – jak masarskie haki z wonią towarów kolonialnych[30]. Nadrzędnym celem narracji nie jest syntetyczne, maksymalnie uporządkowane przedstawienie ex post wyklarowanych w umyśle autora poglądów na temat charakteru Gliwic, tożsamości miejsca i mieszkańców. Ustępy poświęcone spódnicom, furmance, cukierkom i łyżce nie zostały też podporządkowane fabule, ponieważ to one ją tworzą, w zasadzie na równi z narracją o kolejnych etapach rozwoju bohatera, jak gdyby każdy z tych pozornie niepotrzebnych fragmentów zawierał w sobie obietnicę wyjaśnienia zasady świata[31].

Nieco inaczej rzecz wygląda w dotyczącym Lwowa i Gliwic eseju Zagajewskiego. Wprawdzie Dwa miasta nawiązują do tradycyjnej konwencji opowieści rodzinnej, są jednak wypowiedzią w wysokim stopniu zintelektualizowaną, służącą argumentacji i przedstawieniu wniosków. Aby zdać relację z doświadczeń repatriantów, urodzony tuż po zakończeniu II wojny światowej autor korzysta z cudzych relacji, własnych wspomnień, spostrzeżeń, dokumentów oraz wiedzy z dziedziny nauk o człowieku. Zagajewski pisze o sobie jako o wychowywanym w niechęci do Gliwic, a postawę krewnych opisuje z dużą dozą ironii – choć nie bez współczucia[32]:

Jakie to było miasto? Gorsze. Mniejsze. Niepozorne. Przemysłowe. Obce. Moja mama płakała chodząc jego ulicami.

Ale trzeba było w nim żyć. O dziwo, także i tutaj zdarzały się wschody i zachody słońca i te same pory roku przechodziły przez kalendarz i przez miejskie parki. [...]

Najtrudniejsze były wieczory. W spokojny, letni dzień zachód słońca jest jak pieszczota i dotknięte nim miejsca napełniają się czułością. Co robić? Wystudiowana obojętność wobec nowego miasta, typowa dla przybyszów, narażona bywała wieczorami na ciężką próbę. Z pewnego wzgórza to brzydkie miasto wyglądało całkiem ponętnie. Spośród stłoczonych kamienic wyrastały wieże kościołów, a na każdej wieży widniał zielony kaptur zarośniętego śniedzią dachu. Okna pokrywały się szkarłatnym blaskiem. Blaszane koguciki, wskazujące kierunek wiatru, furkotały przyjaźnie.[33]

 W przypadku przesiedlonych kontakt z materialnością jest zdeterminowany przez poczucie krzywdy, wynikające z zerwania więzi społecznych, utraty prestiżu, przymusu adaptacji do nowych warunków. Dla należącej do wielopokoleniowej inteligencji rodziny Zagajewskiego zmiana ustroju była szczególnie dotkliwa[34]. Autor jednakże dostrzega w owym odrzuceniu Śląska rażącą niesprawiedliwość, choćby wobec budynków i detali podporządkowanych innym niż lwowskie wymogom estetycznym – a także wobec przyrody, z jej elementami tak uniwersalnymi jak światło słoneczne. Przywiązanie starszych pokoleń do nieaktualnej tytulatury i pańskich zwyczajów oraz niezwykły pietyzm dla przedwojennego biurka, fotela, futra, kilimów, obrazów i fotografii, wydają się tyleż zrozumiałe, co żałosne. Z postawą rodziny wyraźnie kontrastują doznania autora, który, zamiast naśladować nostalgię za miastem „najpiękniejszym na świecie”, śmiało korzysta ze „skromnych dostatków”, jakie Gliwice mają mu do zaoferowania[35]. Są to rozrywki pospolite, dostępne mieszkańcom wielu miejscowości, jak łowienie ryb, jazda na rowerze czy pływanie w otwartym basenie. Jednakże emocjonalne przywiązanie do konkretnych obiektów usytuowanych w oswojonej przestrzeni okazuje się dla Zagajewskiego bardzo istotne:

Ten park, w którym rosła wysoka trawa, a niektóre stare drzewa były wyższe niż kamienice przy głównej ulicy, należał do mnie. Tak w każdym razie myślałem. Nikt inny go nie chciał. Starsze pokolenia wciąż patrzyły z lekceważącym pobłażaniem na kwiaty i drzewa rosnące w tym mieście. Liczyły się wyłącznie ogrody pozostawione tam, na wschodzie. Ale ja znałem tylko tutejsze topole i jesiony i lubiłem je coraz bardziej. Lubiłem smak liści mięty roztartych między zębami, lubiłem szorstkie pnie nielicznych sosen i gładkie, popielate pnie ogromnych buków, na których zakochane pary wycinały scyzorykiem swe splecione monogramy. [...]

Podobały mi się te okolice, bo nie znałem innych. Ciekawiło mnie to, co się działo, bo nic innego nie przeżyłem. [DM, s. 23]

 Zagajewski w tym, a także kilku innych fragmentach tekstu, jak gdyby usprawiedliwia się przed krewnymi, że był tylko „spóźnionym konstruktywistą” pragnącym „podziwiać rzeczy i ich rytmy”, tłumaczy, iż w parku podobała mu się przede wszystkim „absolutna [...] realność drzew i krzewów i nawet podstępnej, nieubłaganej trawy”[36]. W pewnej mierze korespondują z tymi deklaracjami uwagi o zdjęciach:

Podobała mi się ziarnistość fotografii. Powierzchnie fotografowanych przedmiotów – i ludzi – nie stanowiły zwartych, solidnych plam, tylko składały się z punktów, ziaren, były nierealne, mgliste, świadczyły o kruchości świata. Pomiędzy czarnymi punktami, z których utkane były rzeczy, prześwitywało białe nic. [DM, s. 30]

 Autor nie ogranicza się do prób demaskacji fałszu percypowanego świata, choć z pewnością jakiś rodzaj epifanii jest tu istotnym bodźcem, punktem wyjścia do rozważań nad możliwością poznania. W dalszej części eseju pojawia się postulat o charakterze pisarskiej dewizy: „Patrzeć z czułością i inteligentnie rozumieć”[37]. Odczytanie sensu zawartego w otaczającej człowieka rzeczywistości wymaga zatem zaangażowania i wiedzy, uwzględnienia cudzych i własnych przedsądów, ale też gotowości do odrzucenia tych uprzedzeń. Zagajewski nie przyjmuje roli nigdy nie pogodzonego z własnym losem piewcy Lwowa. Mocno nacechowany emocjonalnie opis zakrystii gliwickiej katedry należy do niezupełnie sfunkcjonalizowanych fragmentów krótkiego przecież eseju – można zaryzykować tezę, że uchwycenie wrażeń, wszelkich detali i charakteru miejsca, staje się tu zasadniczym celem. Nie służy dowodzeniu, jest natomiast wyrazem przywiązania i poszukiwaniem silnie oddziałującej materialności w przestrzeni zdominowanej przez znaczenia abstrakcyjne, symboliczne:

W zakrystii panował zawsze półmrok i senność. Pod ścianami wznosiły się wysokie kredensy, pełne szuflad. Na środku stał stary dębowy stół. Zapach drewna mieszał się z zapachem wody święconej (bo oczywiście woda święcona pachnie inaczej niż zwykła). W głębokich szufladach kredensu spoczywały złożone jak obrusy komże i ornaty (zapach krochmalu). Prawdziwym gospodarzem tego pomieszczenia był stary kościelny, dla którego i proboszcz, i stadko wikarych – nie mówiąc już nawet o ministrantach – należeli do osobistości wymiennych, tymczasowych, przychodzących i odchodzących i tylko on, zgarbiony tak bardzo, że niewiele mógł widzieć poza kamiennymi płytami posadzki, był tutaj na zawsze, do końca, w dzień i w nocy. [...]

W zakrystii promienie słoneczne, wąskie jak snop światła z projektora filmowego, wędrowały po kredensie i po ścianach, dotykały stóp Chrystusa, przybitych do krucyfiksu, bukietu więdnących mieczyków, błyszczącej sutanny księdza. Neogotyckie okno było niezmiernie skąpym źródłem światła. Kurz drżał i podróżował powoli w korytarzach słonecznego blasku. [DM, s. 25]

Skonfrontowanie cudzych przeświadczeń z własnym punktem widzenia jest świadomie wybraną przez Zagajewskiego strategią epistemologiczną, opartą bez wątpienia na powiązaniu kategorii prawdy i etyki. Autor dąży do oddania sprawiedliwości swojej małej ojczyźnie – za pomocą eseju nie tylko zabiera głos w kwestii niedostatecznie wówczas, na początku lat 90., omówionej krzywdy przesiedlonych, ale też dowartościowuje znajdujące się na obrzeżach konurbacji górnośląskiej Gliwice, przestrzeń w polskiej literaturze niemal nieistniejącą, tworząc jej stosunkowo szczegółowy obraz.

Wydaje się, że podobny cel próbował osiągnąć Chwin, pisząc Hanemanna. Podmiot przyjmuje w empatyczną postawę wobec bohaterów, będących reprezentatywnymi typami dla zbiorowego wyobrażenia o tym wielokulturowym mieście. Należy jednak zastrzec, że, podczas gdy Huelle, Kornhauser i Zagajewski używają technik utwierdzających czytelnika w przekonaniu o wiarygodności utworu jako zapisu ich własnych przeżyć, Chwin stosuje mowę pozornie zależną, podaje szczegóły wydarzeń mających miejsce krótko po wojnie lub jeszcze w jej trakcie, choć ani autor, ani pierwszoosobowy narrator nie mogą ich pamiętać – jako urodzeni w II połowie lat 40.[38] Taki rodzaj narracji zachęca czytelnika do czasowego wcielania się w przedstawione postaci, także w Hanemanna, co jest bez wątpienia aktem o potencjale politycznym. Niemiecki lekarz, który z niejasnych powodów decyduje się pozostać w Gdańsku, podczas gdy jego rodacy uciekają na zachód, stanowi tak dla autora, jak dla odbiorcy, zagadkę intelektualną i etyczne zadanie jednocześnie. Co więcej, Chwin portretuje tytułowego bohatera przede wszystkim w konfrontacji ze światem materii, w ten sposób Hanemann pozornie oddala się od literatury opartej na wypowiedzi subiektywnej, a zbliża do naturalizmu i konwencji pokrewnych. Faktycznie, główną strategią pisarską zastosowaną w tej powieści jest opis, fachowy i gęsty, szczegółowa re-kreacja świata, który rzeczywiście istniał. Przekazanie odbiorcy wiedzy o charakterze faktograficznym ma dla nadawcy niewątpliwe znaczenie – w mniejszym stopniu interesuje go biologiczność człowieka i relacje społeczne – tematy tak ważne dla prozy dziewiętnastowiecznej. Jednakże Hanemann, podobnie jak inne powieści Chwina, eksponuje materialność z innego powodu: przede wszystkim po to, by ulżyć nostalgii za Danzig, miastem bezpowrotnie utraconym, nigdy bezpośrednio nie poznanym przez młodsze pokolenia mieszkańców Gdańska. Stąd wyjątkowo rozległe enumeracje, frenetyczny charakter opisów, zawierających znaczną liczbę ożywień, porównań i innych środków świadczących o szczególnym zaangażowaniu, charakterystycznym dla tych, którzy nigdy nie odnajdą straty[39]. Chwin tworzy apokryf, opowieść częściowo wypełniającą lukę. Czy można tu jednak mówić o empirycznej znajomości tematu? W pewnym sensie tak, o ile na serio potraktujemy termin zastosowany przez Chwina w obszernym eseju – doświadczenie wyobraźni[40].

Gdańsk bywał tłem lub głównym tematem dla wielu różnorodnych tekstów – wspomnieniowych, fikcjonalnych, popularnonaukowych i innych. Tokarczuk natomiast, opisując losy mieszkańców ziemi kłodzkiej, wykonała pracę w dużej mierze pionierską, przeciwstawiając się przy tym nie tylko propagandzie „powrotu do macierzy”, ale też tradycyjnej metodzie historyków. Dom dzienny, dom nocny stanowi alternatywne wobec dominującego dyskursu o tym regionie kompendium wiedzy, nie podporządkowane dziejom politycznym, społecznym ani gospodarczym, nie przyjmujące też formy żywotów sławnych mężów[41]. Podobnie jak Chwin, Tokarczuk każe czytelnikowi skoncentrować uwagę na nieoczywistości kontaktu ze światem materialnym, rezultatem tej operacji nie jest jednak rekonstrukcja widmowej Atlantydy. Dom dzienny, dom nocny to przede wszystkim powieść o oswojeniu się z elementarną tajemnicą egzystencji i jednoczesnym trwaniu w dystansie wobec niej[42]. Punktem wyjścia jest współczesna idea ciała jako strefy granicznej, wspólnej dla ducha i materii, wynikająca z rozczarowania racjonalistycznym przekonaniem o wyraźnej rozdzielności podmiotu i rzeczy[43]. Co więcej narratorka przenosi ten sposób myślenia także na własny dom i najbliższe otoczenie, traktując je w dużym stopniu jako część samej siebie[44].

Podkreślanie obustronnych powiązań między człowiekiem a światem zewnętrznym nie jest stanowiskiem nowym, o oryginalności decyduje radykalizm niektórych stwierdzeń zawartych w powieści Tokarczuk. Narratorka, jak gdyby przyznawała rację licznie występującym w powieści jasnowidzom i herezjarchom, opowiada się bowiem za ostentacyjną alogicznością myślenia, mistyką opartą na paradoksach:

Ja też urodziłam się w pałacu. Był to pałac myśliwski przerobiony na szkołę. W tamtych czasach nie mówiło się „pałac”, tylko „budynek”. To słowo kojarzyło mi się z budyniem, nie z budowaniem, dlatego wyobrażałam sobie mój dom jako coś do jedzenia.

Pewnie go kiedyś nieopatrznie zjadłam, bo teraz mam go w sobie – wielopiętrową budowlę wewnątrz mnie. Jej kształt nie jest jednak ani stały, ani przewidywalny. To znaczy, że pałac jest żywy, że zmienia się razem ze mną. Mieszkamy w sobie nawzajem. [DDDN, s. 190-191]

 W tekście Tokarczuk materia jest również źródłem wiedzy znacznie bardziej konkretnej. Pod tym względem Dom dzienny, dom nocny zbliża się do Hanemanna, ponieważ Chwin kulturę duchową ukazuje głównie poprzez opisy tego, co fizyczne. Kiedy mowa o „Lesie Gutenberga”, czyli o rzędach tekstu składających się na literaturę, narrator jak gdyby nie potrafił się powstrzymać przed opisaniem warstw kurzu na książkach oraz papieru żółknącego „na marmurkowych brzegach stron”, a tytuł rozdziału odsyła czytelnika do fraktury, gotyckiej czcionki o bardzo wyszukanym w porównaniu z antykwą kroju[45]. Nawet wzniosłość przywołanej na prawach dygresji samobójczej śmierci Heinricha von Kleista wyrażona została przede wszystkim poprzez towarzyszące jej rekwizyty – „koszyczek nakryty białą chusteczką”, kawę z rumem, filiżanki, stolik i dwa krzesła ustawione nad jeziorem[46]. Gdańszczanin pisze o cywilizacji, nadającej życiu ludzkiemu szczególną godność, koniecznej, aby jednostka mogła się swobodnie rozwijać. Dostatni port na przecięciu głównych szlaków regionu – przestrzeń dobrze zorganizowana, złożona z prężnie działających instytucji oraz pierwszorzędnej architektury – musi być postrzegany jako tryumf woli. Narracja Chwina nawiązuje do dziewiętnastowiecznych bedekerów, oznaczających za pomocą gwiazdek miejsca najbardziej interesujące, związane na ogół ze sferą władzy. Na tym tle podmiot Domu dziennego... oraz Marta, sąsiadka głównej bohaterki, wydają się bardzo osobliwymi przewodniczkami. Nawet Weiser, tajemniczy Żyd – tytułowa postać z powieści Huellego – imponuje kolegom przede wszystkim wiedzą praktyczną – „O, tutaj zimą przychodzą dziki. [...] O, tędy się idzie do Matemblewa” – oraz znajomością wojennej historii Gdańska[47]. Metoda Tokarczuk jest inna – na charakterystykę ziemi kłodzkiej składają się skrótowo opisane zdarzenia dnia codziennego o niejednoznacznej poincie, informacje na temat rzadkich gatunków zwierząt i roślin, przepis na potrawę z trujących grzybów, a nawet absurdalna typologia ludzi, mających wykazywać określone cechy ze względu na rodzaj podłoża dominującego na zamieszkiwanym przez nich terenie[48]. Autor Hanemanna, niczym dziewiętnastowieczny uczony, tworzy katalog przedmiotów, a zwłaszcza fragmentów przestrzeni, epatując odbiorcę nazwami topograficznymi, które w Kluczu do miejsc na końcu książki zostały starannie zestawione przez Krystynę Chwinową w niemiecko-polskie pary[49]. Tokarczuk z kolei poszukuje niekonwencjonalnych metod poznawczych, zapisuje przeczucia, niepotwierdzone przeświadczenia, udziela głosu szaleńcom i wolnomyślicielom. Jednakże zarówno ona, jak Chwin, Huelle, Kornhauser oraz Zagajewski, starają się – na różne sposoby – skoncentrować na świecie zewnętrznym wytężoną uwagę, przeniknąć go, dotrzeć do zasadniczego sensu, i w ten sposób zrozumieć zamieszkiwaną przestrzeń.

 

4. Zakończenie

Doświadczenie wykorzenienia lub choćby nieoczywistości miejsca zamieszkania oraz konieczność konstrukcji tożsamości niemal od podstaw – motywy charakterystyczne dla literatury małych ojczyzn – wyraźnie stymulują refleksję nad rzeczami, nie zdeterminowaną przez ugruntowane schematy myślowe. Powtarzalność tych tendencji każe uznać materialność za fundamentalny temat tekstów o ziemiach zachodnich, rozpatrywany nie tylko jako zagadnienie polityczno-społeczne, ale też filozoficzne i egzystencjalne. Z tego powodu omawiane tu utwory mają wartość ponadpartykularną. Najczęściej odczytywano je – bez wątpienia słusznie – jako reprezentację ważnych dla powojennej Polski zjawisk, część procesu odtwarzania zerwanej ciągłości kulturowej, początek rzetelnej dyskusji o kwestiach wcześniej unieważnianych między innymi przez traumę wojenną, wobec której niemal wszystkie tematy musiały się wydawać trywialne. To podstawowa rola literatury poświęconej ziemiom zachodnim, należy jednak pamiętać, że tereny te współtworzą region Europy doświadczony w szczególny sposób, dlatego potraktowanie ich reprezentacji jako przedmiotu szeroko zakrojonych badań komparatystycznych może przynieść wartościowe rezultaty.

Tematowi materialności, która przez niektóre nurty filozoficzne uważana była za nędzne odbicie świata idei, poświęcono we współczesnej literaturze wiele miejsca. Ma to związek z refleksją nad ustrojami gospodarczymi i konsumpcjonizmem świata Zachodu, a także z rewolucją seksualną końca lat 60. i gwałtownym rozwojem feminizmu – żeby wspomnieć choć kilka ważniejszych zjawisk Na pierwszy plan wysuwają się zapewne zagadnienia zmysłów i ciała oraz kwestie sprawiedliwości społecznej. Literatura ziem zachodnich naświetla inny fragment tego problemu, to znaczy stanowiący o człowieczeństwie imperatyw troski o przestrzeń i przedmioty, skłaniający do zachowania ich w dobrym stanie i zrozumienia niesionych przez nie znaczeń[50]. Wątek ten poruszał Huelle podczas gdańskiej konferencji „Literatura, wartości i tożsamość europejska” w 2003 roku:

Zatem moje życie i moje pisanie naznaczyła nie tylko owa strata mitycznego Lwowa, ale też próba opisu wrastania w nową rzeczywistość. I tutaj oczywiście czułem ogromną różnicę, jaka dzieliła [...] moją gdańską młodość od sytuacji moich rówieśników z Galicji, na przykład z Krakowa. Bo kiedy mój równolatek w Krakowie pytał dziadków czy rodziców: „A co to jest za dom? Kto tutaj mieszkał? Co działo się na tym placu, czy na tej ulicy?”, uzyskiwał jasną lub mniej jasną odpowiedź, albo dziadek czy ojciec mówił mu: „O tam w książce zobacz, przeczytaj”. Zupełnie inną przestrzenią był Gdańsk jeszcze dla mojego pokolenia, ponieważ moi rodzice albo nie znali historii tego miasta, albo nie byli nią aż tak bardzo zainteresowani. Rzecz jasna chodziło o silny jeszcze w tamtym pokoleniu resentyment w stosunku do Niemców i do całej ich kultury. Ja na szczęście już nie byłem takim resentymentem obciążony i pamiętam, jak dużą ulgę odczułem, kiedy przeczytałem zdanie Jana Józefa Lipskiego [...] w którym powiedział, że my Polacy, którzy przeżyliśmy tę traumatyczną przeprowadzkę ze wschodu na zachód, w dużym stopniu jesteśmy depozytariuszami kultury niemieckiej [...] i też jesteśmy za nią odpowiedzialni[51].

Huelle formułuje wprost myśl zawartą implicite w wielu tekstach poświęconych przestrzeniom spornym – choćby w Hanemannie – normalny rozwój jednostki i społeczeństwa wymaga poczucia zakorzenienia, ono z kolei gwarantuje przetrwanie spuścizny europejskiej[52]. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że problematyczne stosunki z Niemcami czy jakąkolwiek inną grupą etniczną nie były jedyną przyczyną dewastacji kultury materialnej i utraty zdolności do odpowiedzialnego traktowania otoczenia. Paradoksalnie system polityczny, który – zarówno w obrębie ontologii, jak inżynierii społecznej – przyznawał kluczowe znaczenie kwestiom związanym z materialnością, uczynił tę właśnie sferę życia swoich obywateli w wysokim stopniu rozczarowującą. Między wierszami utworów Kornhausera i Zagajewskiego można odczytać pytanie o to, czy taki stan rzeczy nie był nieuniknionym rezultatem odrzucenia transcendencji, a więc tego, co w irracjonalny sposób nadawało sens ściśle racjonalnemu aspektowi istnienia. Z kolei bohaterowie wykreowani przez Tokarczuk wydają się na negację metafizyki skutecznie zaimpregnowani[53].

Wpływ politycznej ideologii na otoczenie człowieka został zaznaczony – w różnym stopniu – w każdym z analizowanych tekstów. Nie on jednak wydaje się najważniejszy, ale kwestia istnienia w otoczeniu materialności i poprzez nią. W omawianych utworach trudno się doszukiwać ściśle fenomenologicznej metody – choć techniki poznawcze zbliżone do tego nurtu humanistyki można dostrzec w Weiserze Dawidku i Dwóch miastach – zwraca jednak uwagę fakt, że przedmioty podlegają tu pogłębionej refleksji, ich status i właściwości nie są od początku uznawane za oczywiste. Czapliński, pisząc o prozie lat 90., zaproponował typologię pojawiających się w świecie przedstawionym rzeczy – ogółem bardzo użyteczną, jednak niewystarczającą dla opisu przytaczanych powyżej przykładów[54]. Na tle większości tekstów, do których odnosi się krytyk, utwory poświęcone ziemiom zachodnim znacząco się wyróżniają – niezależnie od oceny ich walorów literackich, trzeba stwierdzić, że Huelle, Zagajewski, Chwin, Kornhauser i Tokarczuk traktują rzeczy wyjątkowo serio. Wypowiedzi pięciorga pisarzy nie zawsze wyjaśniają wątpliwości związane z przedmiotami, ale przynajmniej akcentują istotność świata materialnego – której, być może, wciąż niedostatecznie jesteśmy świadomi.


BIBLIOGRAFIA

Literatura podmiotu

  • S. Chwin, Hanemann, Gdańsk 1995.
  • P. Huelle, Weiser Dawidek, Warszawa 2008.
  • J. Kornhauser, Dom, sen i gry dziecięce. Opowieść sentymentalna, Kraków 1995.
  • O. Tokarczuk, Dom dzienny, dom nocny, Wałbrzych 1998.
  • A. Zagajewski, Dwa miasta, w: idem, Dwa miasta, Kraków 1991, s. 7-46.

Literatura przedmiotu

  • A. Bagłajewski, Oniryczne domy gliwickiego dzieciństwa, „Kresy 1996, nr 26, s. 160-163.
  • T. Bartoś, Mit Galicji w „Dwóch miastach” Adama Zagajewskiego, „Kresy” 2001, nr 4, s. 248-254.
  • M. Bieńczyk, Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty, Warszawa 1998.
  • J. Błoński, Duch powieści i wąs Stalina, „Tygodnik Powszechny” 1987, nr 44, s. 3.
  • W. Bonowicz, Z czułością przedrzeźniając świat. O nowej powieści Stefana Chwina, „Tygodnik Powszechny” 1995, nr 38, s. 12.
  • W. Browarny, Jechać do miasta, „Odra” 1997, nr 9, s. 53-57.
  • S. Chwin, Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni, Gdańsk 2011.
  • I. Copik, Miasto podróżników, miasto pomieszanych języków. Literackie Gliwice Adama Zagajewskiego, Juliana Kornhausera i Henryka Wańka, w: Narracje migracyjne w literaturze polskiej XX i XXI wieku, red. H. Gosk, Kraków 2012, s. 361-378.
  • A. Czachowska, Studnia tajemnic, „Twórczość” 1987, nr 11, s. 107-110.
  • P. Czapliński, Niezgoda na istnienie, http://www.tokarczuk.wydawnictwoliterackie.pl/recenzje.php, dostęp: 29.01.2013.
  • P. Czapliński, Rzecz w literaturze: wyzwanie mimetyczne, w: idem, Świat podrobiony, Kraków 2003, s. 80-124.
  • P. Czapliński, Wzniosłe tęsknoty. Nostalgie w prozie lat dziewięćdziesiątych, Kraków 2001.
  • P. Czapliński, P. Śliwiński, Literatura polska 1976-1998. Przewodnik po prozie i poezji, Kraków 2002.
  • J. Drzewucki, Demon rzeczywistości, „Twórczość” 1992, nr 11, s. 115-117.
  • K. Dunin, Czas Olgi, http://www.tokarczuk.wydawnictwoliterackie.pl/recenzje.php, dostęp: 29.01.2013.
  • H. Gosk, Fragment i całość, „Nowe Książki” 1999, nr 2, s. 21.
  • P. Huelle, Nigdy nie jechałem do Lwowa, „Tytuł” 1992, nr 2, s. 35-44.
  • P. Huelle, Ojczyzna w Europie, w: Ojczyzna w Europie. Materiały z międzynarodowej konferencji, red. F. Altenberger, M. Braun, J. S. Hambura, M. Kurkowska, A. Urbańska, D. Urbańska, Warszawa 2004, s. 33-39.
  • J. Jarzębski, Exodus (ewolucja obrazu kresów po wojnie), w: idem, W Polsce czyli wszędzie. Szkice o polskiej prozie współczesnej, Warszawa 1992, s. 129-147.
  • J. Jarzębski, Hanemann i samobójcy, „Znak” 1995, nr 12, s. 197-203.
  • J. Klejnocki, Mój sen jest moim domem, http://www.tokarczuk.wydawnictwoliterackie.pl/recenzje.php dostęp: 29.01.2013.
  • T. Komendant, Małe ojczyzny, http://www.instytutksiazki.pl/pl,ik,site,8,8,5.php, dostęp: 28.01.2013.
  • J. Kornhauser, Majka Kawczak i Hanemann, „Tygodnik Powszechny” 1995, nr 40, s. 12.
  • M. Krajewski, Przedmiot, który uczłowiecza..., „Kultura Współczesna” 2008, nr 3, s. 43-54.
  • M. Lengren, Książka-dom, „Twórczość” 1999, nr 11, s. 127-129.
  • M. Lubelska, Adam Zagajewski, „NaGłos” 1993, nr 9-10, s. 279-289.
  • A. Łebkowska, Gender, w: Kulturowa teoria literatury, red. M.P. Markowski, R. Nycz, Kraków 2010, s. 367-407.
  • A. Łebkowska, Somatopoetyka, w: Kulturowa teoria literatury 2, red. R. Nycz, T. Walas, Kraków 2012, s. 101-136.
  • K. Masłoń, Ukryte sygnały historii, http://www.tokarczuk.wydawnictwoliterackie.pl/recenzje.php, dostęp: 29.01.2013.
  • D. Nowacki, Obok i ponad, „Twórczość” 1996, nr 3, s. 108-110.
  • T. Nyczek, Kos. O Adamie Zagajewskim, Kraków 2002, s. 141.
  • M. Orski, Tajemnice wychowanka J., „Arkusz” 1996, nr 11, s. 6-7.
  • R. Ostaszewski, Lokalni hodowcy „korzeni”, „Dekada Literacka” 2002, nr 7-8, s. 189-190.
  • T. Rakowski, Przemiany, przesunięcia, przedmioty przejściowe. Antropologia rzeczy, „Kultura Współczesna” 2008, nr 3, s. 55-72.
  • P. Rodak, Kiedy literatura dziecinnieje, „Ex Libris” 1995, nr 85, s. 4.
  • M. Stala, Gorzka niewinność, „Tytuł” 1992, nr 2, s. 25-30.
  • P. Szewc, Wtajemniczenia, „Nowe Książki” 1995, nr 11, s. 15.
  • A. Zawada, Lornetka Olgi Tokarczuk, http://www.tokarczuk.wydawnictwoliterackie.pl/recenzje.php, dostęp: 29.01.2013.

ABSTRAKT

Główną część artykułu stanowi analiza pięciu tekstów, wydanych w latach 90. – autorzy, należący do najwyżej cenionych polskich pisarzy, na różne sposoby podjęli w nich temat ziem zachodnich. Na terenie Gdańska, Gliwic i Kotliny Kłodzkiej dochodziło do konfrontacji – niekiedy bardzo gwałtownej – kilku grup etnicznych, przede wszystkim Niemców, Żydów i Polaków. Doświadczenie życia na spornej, ukształtowanej przez różne tradycje przestrzeni skłoniło związanych z nią pisarzy do niełatwej refleksji nad tworzącymi ją elementami świata materialnego. Próby zapisu tych procesów poznawczych prowadzą do podkreślenia wpływu polityki na życie codzienne, ale też odsłaniają kontrast między propagandą i resentymentami a wiedzą empiryczną, opartą na bezpośrednim kontakcie z zamieszkiwaną przestrzenią. Przedmioty nacechowane znaczeniami kształtują skomplikowaną tożsamość mieszkańców ziem zachodnich i skłaniają do rozważań etycznych – o nacjonalizmie i odpowiedzialności za europejską spuściznę kulturową.


[1]Odmienną ocenę formułuje R. Ostaszewski (Lokalni hodowcy „korzeni”, „Dekada Literacka” 2002, nr 7-8, s. 189-190).

[2]T. Komendant, Małe ojczyzny, http://www.instytutksiazki.pl/pl,ik,site,8,8,5.php, dostęp: 28.01.2013. Por. P. Czapliński, P. Śliwiński, Literatura polska 1976-1998. Przewodnik po prozie i poezji, Kraków 2002, s. 154-165, 195-207.

[3]R. Ostaszewski, ibidem.

[4]W. Bonowicz, Z czułością przedrzeźniając świat. O nowej powieści Stefana Chwina, „Tygodnik Powszechny” 1995, nr 38, s. 12; P. Czapliński, Rzecz w literaturze: wyzwanie mimetyczne, w: idem, Świat podrobiony, Kraków 2003, s. 80-124; J. Jarzębski, Hanemann i samobójcy, „Znak” 1995, nr 12, s. 199; D. Nowacki, Obok i ponad, „Twórczość” 1996, nr 3, s. 108-110; M. Orski, Tajemnice wychowanka J., „Arkusz” 1996, nr 11, s. 6; P. Rodak, Kiedy literatura dziecinnieje, „Ex Libris” 1995, nr 85, s. 4.

[5]Ten precyzyjny, ale obciążony propagandą termin, zastępuję w niniejszej pracy znacznie mniej ścisłym, za to neutralnym określeniem: ziemie zachodnie. Mam na myśli całość terenów na zachód od granic II RP, przyłączonych do PRL, a zatem również Pomorze Gdańskie i Górny Śląsk, znajdujące się niemal na osi przechodzącej przez centrum Polski. Nie odnoszę tego terminu do Warmii i Mazur, czyli dawnych Prus Wschodnich, krainy o odmiennej, jak sądzę, specyfice, wynikającej choćby z kontekstu geograficznego (granica z Litwą, bliskość ZSRR).

[6]Zob. P. Czapliński, P. Śliwiński, op. cit.; J. Jarzębski, Exodus (ewolucja obrazu kresów po wojnie), w: idem, W Polsce czyli wszędzie. Szkice o polskiej prozie współczesnej, Warszawa 1992, s. 129-147

[7]A. Zagajewski, Dwa miasta, w: idem, Dwa miasta, Paryż – Kraków 1991, s. 18-19. Wszystkie cytaty podaję za tym wydaniem. Nota bene utwór nosi wyraźne cechy opowiadania – zob. W. Browarny, Jechać do miasta, „Odra” 1997, nr 9, s. 56; M. Lubelska, Adam Zagajewski, „NaGłos” 1993, nr 9-10, s. 287; M. Stala, Gorzka niewinność, „Tytuł” 1992, nr 2, s. 25-26.

[8]Por. M. Krajewski, Przedmiot, który uczłowiecza..., „Kultura Współczesna” 2008, nr 3, s. 50-51.

[9]Zob. T. Bartoś, Mit Galicji w „Dwóch miastach” Adama Zagajewskiego, „Kresy” 2001, nr 4, s. 248-249; J. Drzewucki, Demon rzeczywistości, „Twórczość” 1992, nr 11, s. 115.

[10]A. Zagajewski, op. cit., s. 19.

[11]J. Kornhauser, Dom, sen i gry dziecięce. Opowieść sentymentalna, Kraków 1995. Wszystkie cytaty podaję za tym wydaniem.

[12]          P. Huelle, Weiser Dawidek, Warszawa 2008, s. 18, 30. Wszystkie cytaty podaję za tym wydaniem.

[13]Ibidem, s. 18.

[14]S. Chwin, Hanemann, Gdańsk 1995, s. 8-9. Wszystkie cytaty podaję za tym wydaniem.

[15]Por. P. Czapliński, Wzniosłe tęsknoty. Nostalgie w prozie lat dziewięćdziesiątych, Kraków 2001, s. 201, 211.

[16]Por. ibidem, s. 209.

[17]O. Tokarczuk, Dom dzienny, dom nocny, Wałbrzych 1998, s. 218. Wszystkie cytaty podaję za tym wydaniem.

[18]Ibidem, s. 238.

[19]Ibidem, s. 224. Por. T. Rakowski, Przemiany, przesunięcia, przedmioty przejściowe. Antropologia rzeczy, „Kultura Współczesna” 2008, nr 3, s. 57.

[20]O. Tokarczuk, op. cit., s. 235. Por. M. Lengren, Książka-dom, „Twórczość” 1999, nr 11, s. 129.

[21]O. Tokarczuk, op. cit., s. 229.

[22]Por. K. Masłoń, Ukryte sygnały historii, http://www.tokarczuk.wydawnictwoliterackie.pl/recenzje.php, dostęp: 29.01.2013.

[23]Ibidem, s. 223.

[24]Por. J. Błoński, Duch powieści i wąs Stalina, „Tygodnik Powszechny” 1987, nr 44, s. 3; A. Czachowska, Studnia tajemnic, „Twórczość” 1987, nr 11, s. 107.

[25]P. Huelle, Weiser Dawidek, s. 7.

[26]Ibidem, s. 21.

[27]Por. P. Huelle, Ojczyzna w Europie, w: Ojczyzna w Europie. Materiały z międzynarodowej konferencji, red. F. Altenberger, M. Braun, J. S. Hambura, M. Kurkowska, A. Urbańska, D. Urbańska, Warszawa 2004, s. 34.

[28]J. Kornhauser, op. cit., s. 6-7.

[29]Ibidem, s. 99.

[30]Por. I. Copik, Miasto podróżników, miasto pomieszanych języków. Literackie Gliwice Adama Zagajewskiego, Juliana Kornhausera i Henryka Wańka, w: Narracje migracyjne w literaturze polskiej XX i XXI wieku, red. H. Gosk, Kraków, s. 367, 369-370.

[31]Por. A. Bagłajewski, Oniryczne domy gliwickiego dzieciństwa, „Kresy” 1996, nr 26, s. 160, 163; P. Szewc, Wtajemniczenia, „Nowe Książki” 1995, nr 11, s. 15.

[32]Zob. I. Copik, op. cit., s. 371.

[33]A. Zagajewski, op. cit., s. 12-13.

[34]Zob. I. Copik, op. cit., s. 374; P. Huelle, Nigdy nie jechałem do Lwowa, „Tytuł” 1992, nr 2, s. 42.

[35]A. Zagajewski, op. cit., s. 8, 20. Por. I. Copik, op. cit.,s. 369, 371.

[36]A. Zagajewski, op. cit., s. 24, 30. Por. T. Nyczek, Kos. O Adamie Zagajewskim, Kraków 2002, s. 141.

[37]A. Zagajewski, op. cit., s. 42-43.

[38]Por. D. Nowacki, op. cit., s. 109. Nieco inaczej zagadnienie paktu autobiograficznego i obiektywizmu postrzegał J. Kornhauser (Majka Kawczak i Hanemann, „Tygodnik Powszechny” 1995, nr 40, s. 12).

[39]M. Bieńczyk, Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty, Warszawa 1998. Por. W. Maciąg, Źródła wierności, „Dekada Literacka” 1996, nr 2, s. 12.

[40]S. Chwin, Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni, Gdańsk 2010.

[41]Por. P. Czapliński, Niezgoda na istnienie, http://www.tokarczuk.wydawnictwoliterackie.pl/recenzje.php, dostęp: 29.01.2013.

[42]Por. ibidem; K. Dunin, Czas Olgi, http://www.tokarczuk.wydawnictwoliterackie.pl/recenzje.php, dostęp: 29.01.2013; M. Lengren, op. cit., s. 128.

[43]Zob. A. Łebkowska, Gender, w: Kulturowa teoria literatury, red. M.P. Markowski, R. Nycz, Kraków 2010, s. 377, 392; eadem, Somatopoetyka, w: Kulturowa teoria literatury 2, red. R. Nycz, T. Walas, Kraków 2012, s. 101-136.

[44]Por. A. Zawada, Lornetka Olgi Tokarczuk, http://www.tokarczuk.wydawnictwoliterackie.pl/recenzje.php, dostęp: 29.01.2013.

[45]S. Chwin, Hanemann, s. 116, 124. Por. J. Jarzębski, Hanemann i samobójcy, s. 198.

[46]S. Chwin, Hanemann, s. 127. Por. D. Nowacki, op. cit., s. 110.

[47]P. Huelle, Weiser Dawidek, s. 43.

[48]Por. P. Czapliński, Niezgoda na istnienie; M. Lengren, op. cit., s. 128-129.

[49]Zob. D. Nowacki, op. cit., s. 110.

[50]Por. W. Maciąg, Źródła wierności, „Dekada Literacka” 1996, nr 2, s. 12.

[51]P. Huelle, Ojczyzna w Europie, s. 37.

[52]Por. P. Czapliński, Wzniosłe tęsknoty, s. 203; M. Krajewski, op. cit., s. 47; K. Masłoń, op. cit.

[53]Por. H. Gosk, Fragment i całość, „Nowe Książki” 1999, nr 2, s. 21; J. Klejnocki, Mój sen jest moim domem, http://www.tokarczuk.wydawnictwoliterackie.pl/recenzje.php, dostęp: 29.01.2013.

[54]P. Czapliński, Rzecz w literaturze: wyzwanie mimetyczne.