Stanisław Ignacy Witkiewicz.

Osobowość (o)pisana w listach.

Na podstawie Listów do żony z 1927 roku

 

Olga Szmidt

 

Błagam Cię, zgódź się na mnie takiego, jakim jestem, i nie bierz na smycz.
Drugiego nie znajdziesz takiego - to nie ma co. Strasznie mi źle.
 (22 VI 1927)

Okropnie się wprost czuję - nikt nie wyobraża sobie,
 jak tragicznie przedstawia się moje wnętrze.
 (19 VII 1927)

Walczę z nudą metafizycznego rzędu, bo mi wszystko zbrzydło. (3 VIII 1927)

Tracę poczucie tego, kim jestem. (7 VIII 1927)

 

Wokół Stanisława Ignacego Witkiewicza (Witkacego), zarówno za życia, jak i (a może szczególnie) po śmierci, narosła niebywała ilość legend. Niekończące się wysiłki badaczy, aby zapobiec rozpowszechnianiu się tzw. „czarnej legendy Witkacego” były tyle istotne, co nieskuteczne. Powstała nawet osobna książka, która z tego problemu uczyniła swój temat[1]. Ostateczną odpowiedź, na pytanie o Witkacego-człowieka, miała dać publikacja prywatnych listów, które pisał przez całe życie do żony[2]. Listy do żony są najpełniejszym zapisem (czy też pisaniem – ten problem chciałabym rozważyć w swojej pracy) osobowości Witkacego. Anna Micińska o Listach… pisze:

Jest bowiem zdumiewające jak bardzo Witkacy w tej korespondencji jest szczery, jak bardzo i do końca wobec żony otwarty. (…) objawia się oto czytelnikowi tych listów Witkacy nie tyle w pantoflach, co obnażony, nie w sensie ekshibicjonistycznym zresztą, lecz po prostu najbardziej intymnym[3].

Posiadamy zatem bezcenne materiały, które pozwalają przyjrzeć się bliżej jednej z najbardziej fascynujących osobowości początku XX wieku. Mimo iż wydawałoby się, że właśnie prywatne listy mogą ukazać ostateczną prawdę o Witkacym, grzebiąc tym samym dalsze rozważania, efekt jest dokładnie przeciwny. Okazało się, że nie dość, że ostatecznej wersji nie sposób ustalić, to jeszcze znaczna część listów zaginęła albo celowo została zniszczona[4]. Wskutek lektury listów pojawiają się kolejne pytania i problemy, które uwzględniają Witkacego w badaniach już nie tylko literaturoznawczych czy teatrologicznych, ale psychologicznych, antropologicznych czy społeczno-kulturowych. Bezzasadne wydaje się już bowiem pytanie, czy Witkacy był „wariatem z Krupówek”, czy poważnym filozofem, teoretykiem i artystą, ale jak obie te role funkcjonowały i dlaczego było ich tak wiele? Zamiast rozważania autentyczności wyznań w listach, warto postawić pytanie, jak Witkacy się w nich kreował? A wreszcie można zastanowić się, jakie miejsce w tym niezwykłym życiu zajmowali bliscy?

Te i inne problemy będę próbowała rozważyć w swojej pracy, opierając się wyłącznie na Listach…z 1927 roku. Selekcja była koniecznością – analiza wszystkich listów (1278!) nie byłaby możliwa. Rok 1927 wybrałam z dwóch podstawowych powodów. Po pierwsze – był to czas wzmożonej pracy twórczej Witkacego: publikacja Pożegnania jesieni, pisanie Nienasycenia, początek działalności krytycznej na większą niż dotychczas skalę, działalność w ramach Firmy Portretowej „S.I. Witkiewicz”, retrospektywna wystawa w Warszawie i teatralna realizacja jego dramatu[5]. Po drugie, może nawet ważniejsze, jest to rok wielkiego kryzysu osobistego twórcy, który nie pozostał bez wpływu na epistolografię tego okresu. Już ta wstępna selekcja sprawia, że większym zainteresowaniem darzyć będę problemy autokreacji, autoterapii czy „Ja” twórcy, mniejszym zaś innowacyjność językową czy gry z konwencją listu[6].

Kreacja (z łac. creare) to tworzenie, ustanawianie, stwarzanie, wybieranie[7], czyli bez wątpienia aktywności przypisane jednostce twórczej, co więcej takiej, która odczuwa potrzebę określenia własnych cech, miejsca w społeczeństwie, roli społecznej czy artystycznej. Witkacy był bardzo skupiony na sobie, na potrzebie wyrazistego zaznaczenia swojej osobowości, ale również określenia jej w jak najbardziej precyzyjny sposób. W listach do żony widoczne jest nieustanne poszukiwanie odpowiedniej formy czy jakości, w której mógłby zrealizować się możliwie jak najpełniej. Andrzej Zawadzki w tekście na temat podmiotu literackiego tak pisze o podmiotowości nowoczesnej:

Pozbawiona oparcia w uniwersalnych, ponadindywidualnych modelach „ja”, na których mogłaby się bezpiecznie wzorować, zmuszona jest do podjęcia ciężaru swej jednostkowości i niepowtarzalności, do ponawiania nieustannie wysiłku autokreacji. (podkr. – O.S.)[8]

To rozpoznanie wydaje się idealnie opisywać sytuację, którą Witkacy opisuje w listach. Jednostka wybitnie indywidualna (a może wręcz solipsystyczna), jaką bez wątpienia był Witkacy, nie może i nie chce przyjmować gotowych wzorców wypracowanych w tradycji. Z jednej strony są one niewystarczające do wyrażenia skomplikowanej osobowości, która nie daje się zamknąć w uniwersalizujących modelach, z drugiej zaś „produkty kulturowe” skutecznie hamują kreatywność człowieka. Niekonieczna jest wtedy jego aktywność samozwrotna, nie powstają warunki sprzyjające stwarzaniu siebie, a co za tym idzie wykorzystywaniu indywidualnej energii twórczej i ciągłemu poszukiwaniu nowych środków wyrazu, które byłyby odpowiednie dla osobowości twórcy. Witkacy nieustannie zmienia się pod wpływem wielu, bardzo różnorodnych czynników. Często pozornie mało istotne sprawy stają się impulsem do podjęcia decyzji o wprowadzeniu wielkich zmian w życiu. Pisze na przykład:

Jestem potwornie nieszczęśliwy. (…) Trzeba zrobić eksperyment tego życia na nowych podstawach, bo teoretycznie do niczego nie dojdziemy. (…) Ja muszę strasznie pracować nad sobą, aby się podnieść z „otchłani”, w którą się stoczyłem – jestem zupełnie zniechęcony do życia. (podkr. – O.S.)[9]

Witkacy nieustannie zmaga się z ciężarem swojej skomplikowanej osobowości, nigdy nie daje za wygraną, nie poddaje się w obliczu doznawanych porażek. Jego życie to nieprzerwane doskonalenie się na wszystkich polach, tak jak to sam ujął – nieustanna „praca nad sobą”. Jest to bardzo widoczne w relacjach z bliskimi (szczególnie z żoną), które stara się doprowadzić do jak najlepszego stanu. Nie pozwala jednak w żadnym stopniu ingerować w swoje decyzje, pisze tak:

I to, że Cię kocham, jest zawsze prawdą, tylko nienawidzę Cię wtedy, jeśli stajesz się dla mnie symbolem wyrzeczenia się. Ja się sam mogę wyrzekać dla własnej doskonałości, ale nie mogę tego robić dla kogoś, bo go wtedy nienawidzę[10].

Witkacy bardzo dobitnie daje do zrozumienia, że zmiany w swoim życiu wprowadza wyłącznie z własnej woli, w wyniku własnych przemyśleń i decyzji. I tak, jak nie mieścił się w żadnym modelu, który proponowała mu kultura, tak nie potrafił zgodzić się na narzuconą mu, choćby przez najbliższą osobę, formę kształtowania siebie. I jak widać nie o konkretne zmiany czy propozycje chodziło, lecz o sam fakt narzucenia ich z zewnątrz.

Wielokrotnie wskazywana przez badaczy swoista asceza Witkacego miała prowadzić do zagłębienia mitycznej Tajemnicy i uzyskania większej samoświadomości[11]. Ciekawe jest jednak, czy Witkacy deklaracje w listach (cykliczne rozpoczynanie Nowego Życia Na Wielką Skalę) traktował jako opis działań, które podjął lub podejmuje, czy też traktuje je jako performatywy, a więc przyjmuje, że jeżeli deklaruje rozpoczęcie nowego życia, ono rzeczywiście takim się stanie? Co więcej, Ryszard Nycz, referując stanowisko Johna Austina dotyczące aktów performatywnych, w Tekstowym świecie pisze:

Jak wiadomo, Austin rozpoczyna swe dociekania od rozróżnienia dwóch klas wypowiedzi: konstatywów, czyli zwykłych wypowiedzi, które mogą być prawdziwe bądź fałszywe, oraz performatywów (…), które nie podpadają pod to kryterium, a wypowiadanie jest tu zarazem wykonywaniem tego, o czym mowa. Kryterium prawdy/fałszu wskazuje na relację, która zawsze obowiązuje; kryterium stosowności/niestosowności, któremu podlegają performatywy, ma natomiast charakter społecznej konwencji, zinstytucjonalizowanego uznania – zmienić się może zatem wraz ze zmianą warunków wypowiedzi[12].

Jeżeli zatem uznać wypowiedzi Witkacego dotyczące radykalnych zmian, które wprowadza w życie, za wypowiedzi performatywne, odsuniemy zagrożenie, które powstaje, gdy spróbujemy określić ich prawdziwość. Nie sposób bowiem stwierdzić, czy Witkacy cynicznie manipulował żoną, czy też istotnie życie zmieniał, choćby we własnym przekonaniu. Z jednej strony zakłada się, że istnieje wiele czynników warunkujących skuteczność, ale także możliwość, aktu performatywnego (jak choćby rytuał chrztu, mianowania), z drugiej zaś zdania etyczne czy też egzystencjalne także uznaje się za performatywy[13]. Przekonania Witkacego nie dość, że są bezsprzecznie egzystencjalne, to wydaje się także, że znaczenie społecznej konwencji, którą podkreśla Austin, jest w tym przypadku wyjątkowo duże. Odnosząc się do „projektu” Witkacego nieco bardziej krytycznie, należało by zapytać: czy Witkacy obwieszczając (bo w takim to przecież było utrzymane tonie) początek Nowego Życia miał przekonanie, że nie jest to deklaracja wiążąca? Na pewno w pewnym sensie tak było. Warto zauważyć, że, poza rzucaniem palenia i picia, nie podejmuje właściwie żadnych kroków, które miałyby wprowadzić jakiekolwiek większe zmiany. Także brak akceptacji – szczególnie dla preferowanego przez niego stylu życia – ze strony żony, z którą żyje w separacji już dwa lata[14], mógł skłaniać go do podejmowania takich niewiążących zobowiązań. Żona nie brała zbyt poważnie deklaracji „swojego Stasia”, do których podchodziła (jak można się zorientować po reakcjach męża) z daleko posuniętą ostrożnością. Witkacy mając świadomość, że nie będzie musiał nigdy odpowiadać za niespełnienie obietnic, mógł swobodnie „życzyć sobie” Nowego Życia. Warto tu przywołać słynny tekst Paula de Mana:

Zakładamy, że życie rodzi autobiografię, tak jak jakiś czyn rodzi skutki; czyż nie możemy przyjąć, jako równie uzasadnionego, założenia, że przedsięwzięcie autobiograficzne może samo tworzyć życie, decydować o nim, i że wszystko, co autor czyni, podyktowane jest technicznymi wymogami portretowania samego siebie, a zatem że określają to – we wszystkich aspektach – możliwości obranego przezeń środka wypowiedzi[15]?

Czy można by zatem przyjąć, że Witkacy podejmował próby zmienienia swojego życia, aby móc o tym opowiedzieć? Wydaje się to prawdopodobne z kilku co najmniej powodów. Listopisanie Witkacego nie mogło obyć się bez pewnej stałej dynamiki, zarówno opisywanych zdarzeń, jak i emocji. Jego portret, jakkolwiek pełny sprzeczności, wydaje się być dokładnie przemyślany i, co można zauważyć również w innych świadectwach biograficznych, konsekwentny. Warto się zastanowić także, czy ta niebywała stałość eskalacji uczuć (Witkacy wydawał się odczuwać, a może opisywać, wyłącznie skrajne emocje) nie była podyktowana koniecznością spełnienia zamysłu autobiograficznego, a co za tym idzie, czy jego emocjonalność nie funkcjonowała w ścisłej zależności z opowiadaniem siebie w listach. Deklaracje Witkacego mają też cechy autoterapeutyczne z wielu powodów. Po pierwsze – Witkacy niewątpliwie czuł się lepiej wiedząc (wiedząc, że ktoś wie?), że zaczyna nowy rozdział w życiu[16], po drugie – zyskiwał nadzieję na lepsze stosunki z żoną, a po trzecie wreszcie – miał poczucie zerwania z dotychczasowym życiem, co pozwalało mu na tworzenie nowego planu działania, bynajmniej nie tylko na polu artystycznym.

Ryszard Nycz w swoich rozpoznaniach na temat literackich wypowiedzi autobiograficznych wskazuje:

Tekstualizacja nadaje bowiem sens rozproszonej całości życiowych działań, narzucając selekcję i uporządkowanie, które maskuje i zniekształca źródłową „bosość” jednostki. (…) Nawet najprostsze konwencje autobiograficznego pisarstwa zawierają rodzaj swoistych scenariuszy, pozwalających wydarzenia codziennego życia zespolić w sieć powiązań skupionych wokół ja, działającego mniej czy bardziej celowo[17].

Czy zatem epistolografię Witkacego, której przecież nie porzucił do ostatnich dni życia, można uznać za próby scalenia osobowości, uzyskania jednolitego sensu, który musiał być opisany, aby zaistnieć? A może musiał mieć poczucie ciągłego rozwoju, świadomość głębokiego sensu życia, którego zwieńczeniem będzie odkrycie Tajemnicy Istnienia? Życie jako summa rozproszonych zdarzeń i sensów nie było przez Witkacego w żadnym razie pożądane. Kiedy wielokrotnie pisze, że jest rozbity[18], bez wątpienia nie czyni z tego inspiracji, przeciwnie – ciągle walczy o jedność, która ma mu dać pełnię satysfakcji[19]. Andrzej Zawadzki w swoich dalszych rozważaniach o podmiocie pisze:

Poznanie siebie nie dokonuje się w procesie biernej kontemplacji, obserwacji tego, co w podmiocie dane. Jest natomiast interpretacją, wykładaniem. (…) Poznanie to dokonuje się w procesie nieustannej autokreacji – konstruując swój świat, rzeczywistość, podmiot k o n s t r u u j e tym samym siebie. (podkr. – O.S.)[20]

Trudno znaleźć lepszy przykład ciągle aktywnego podmiotu, który nieprzerwanie zmienia, reorganizuje i analizuje swoją osobowość i rzeczywistość – Witkacy prowadzi zabójczo wręcz aktywne życie, nie tylko na polu towarzyskim czy artystycznym. Wkłada wiele energii w eksperymentalne badania nad skutkami działania narkotyków, bada ludzką kondycję opierając się na najnowszych osiągnięciach psychoanalizy, czego owocem jest książka Narkotyki. Niemyte dusze. Filozofia pasjonuje go całe życie, ją też uważa za najważniejszą – i jedyną poważną – spośród dziedzin, którymi się zajmuje. Pisze Pojęcia i twierdzenia implikowane przez pojęcie Istnienia, opracowuje własne teorie, które prezentuje w mniejszych pracach. Również jego utwory literackie, z czego często czyniono zarzut, przepełnione są refleksjami filozoficznymi. To uzmysławia, jak istotna dla Witkacego była szeroko zakrojona refleksja nad człowiekiem, jego kondycją i przyszłością. Wszystko to wydaje się implikować refleksję nad samym sobą albo odwrotnie[21] – namysł nad sobą jest przyczynkiem do rozważań nad kondycją ludzkości. Witkacy ciągle interpretuje swoje działania, wypowiedzi poddaje analizom, krytyczne zdania na swój temat traktuje z przesadną wręcz podejrzliwością. Sytuację europejskiej cywilizacji rozważa niemal jak osobiste problemy, co świadczyć może bez wątpienia o mimowolnym zaangażowaniu społecznym. Wróżąc upadek kultury i mechanizację społeczeństwa, Witkacy między wierszami opowiadał też o swoich osobistych lękach. Nie wyobrażał sobie miejsca dla siebie w takim społeczeństwie, starał się zatem, na wszelkie dostępne mu sposoby, zapobiec temu, co z wieszczą powagą przewidywał i głosił.

Witkacy był ciągle niepewny swoich uczuć, domagał się ciągle jasnych deklaracji miłości od żony. Nieustannie miał poczucie rozdarcia, które jednak można uznać za znamię epoki, w której żył, za jeden z objawów, mówiąc po Heglowsku, ducha czasu. Gdyby jego osobowość dawała się opanować i ująć w ramy proponowane przez kulturę, nie odczuwałby takiego bólu, który wywoływały wszelkie ambiwalencje:

Przeciąganie struny musi mnie doprowadzić do bzika, bo ja w sprzeczności uczuć żyć stale nie mogę. (podkr. – O.S.)[22]

Widać zatem wyraźnie, że ani rozbicie, ani niepewność na jakimkolwiek polu nie były przez Witkacego stanami pożądanymi. Życie bez solidnych podstaw traciło dla niego sens. Gdy czuł się niepewny i tracił punkt odniesienia, wpadał w rozpacz. Jego katastrofizm można także w ten sposób odczytywać: jako lęk przed światem bez fundamentów[23]. Kierkegaardowska „rozpacz z powodu bycia sobą i w stosunku do siebie”[24] jest rozpoznaniem, które jest bardzo uzasadnione w odniesieniu do stanu Witkacego, który nie godzi się na własną, frustrującą, niedoskonałość, i robi wszystko, żeby „przekroczyć siebie”. Jeżeli dopowiedzieć, że stosunek do społeczeństwa, nawet mu najbliższego, był w jego przypadku, co najmniej ambiwalentny, bo z jednej strony był człowiekiem bardzo zaangażowanym w życie towarzyskie, z drugiej zaś wielokrotnie pisał:

Ludzie są okropne bydlęta. Izoluję się coraz bardziej. Czeka mnie nędza, choroba i śmierć. Nic więcej[26].

to okaże się, że uzyskujemy niebywale skomplikowany obraz osobowości człowieka, który, upraszczając znacznie, był jednocześnie rozbity w bardzo nowoczesnym znaczeniu kryzysu podmiotu[27] i zarazem dążył do uzyskania pozycji artysty, która przypisana jest tradycji romantycznej.

Pojawia się też pytanie, bodaj najważniejsze w kontekście tej niezwykłej epistolografii, czy Witkacy opisywał swoją osobowość, a więc swoje zwyczaje, refleksje, teorie i plany, czy też pisał ją, a więc nadawał jej kształt dopiero w akcie pisania? Jak wskazywał Ryszard Nycz, tekstualizacja musi zawierać selekcję i uporządkowanie, co prowadzi w sposób oczywisty do usunięcia jednych elementów, a tym samym marginalizowania ich znaczenia już na etapie wyborów, i wprowadzenia innych, które podczas opisywania (w choćby najbardziej realistyczny sposób) są już ich interpretacją. Kiedy Witkacy odtwarza wybrane fragmenty codzienności, przedstawia swoje refleksje na wszelkie tematy w bardzo emocjonalny sposób i zwierza się z najbardziej intymnych spraw, tworzy, a więc (nomen omen) kreuje swój obraz tak, aby mu odpowiadał w możliwie największym stopniu i oddawał pożądany sens. Nawet w sytuacjach, gdy opisuje „orgie i papojki”, których żona nie toleruje, w pewnym sensie zabezpiecza sens, natychmiast interpretując zdarzenia, wprowadzając oceny innych osób, itd., tak, aby nie pozostawić jej miejsca na własne wnioski. Anna Micińska listy Witkacego nazwała „autobiograficzną powieścią psychologiczną”[28], czy zatem w tym kontekście można mówić o ich celowym ukształtowaniu tak, aby całość była interpretowalna w ramach, które wytyczył ich autor? Wydaje się, że i to nie jest wykluczone. Zgodnie z tym, co pisze również Ryszard Nycz, Witkacy realizuje konkretne, jakkolwiek w jego przypadku zmodyfikowane i przystosowane do osobowości, scenariusze przewidziane w kulturze i społeczeństwie. Wydaje się, że najtrafniej w odniesieniu do Witkacego rozpoznaje ten problem Maria Anna Potocka:

Witkacy wyczuwał w sobie przeróżne napięcia, od najbardziej biologicznych do najbardziej spirytualnych. I tym wszystkim napięciom próbował stworzyć adekwatne pola uwolnienia, realizacji i rozwoju. (…) wyzwolił zwierzę biologiczne, człowieka pojedynczego, człowieka niespołecznego (…) człowieka literackiego i w końcu człowieka zderzonego z bezsensem[29].

Co istotne, żadna z tych ról nie mogła stać w sprzeczności z pozostałymi, miały się uzupełniać i wzajemnie komentować, może nawet interpretować. Kiedy Witkacy stwierdza, że Czysta Forma w malarstwie się wyczerpała – porzuca ją, przerywa też na kilka lat pisanie dramatów (powodów możemy się domyślać). Zaraz po zakończeniu Pożegnania jesieni, pisze bardzo podobne konstrukcyjnie Nienasycenie. Wszystko to jest potwierdzeniem przekonania, że Witkacy z jednej strony dąży za wszelką cenę do doskonałości[30], z drugiej zaś nie pozwala się zamknąć w sztywnym modelu, choćby nawet artysty. Nie stoi to rzecz jasna w opozycji do doskonalenia się – przeciwnie: wydaje się, że może się wręcz wzajemnie warunkować.

Wielomedialność, ale też wyzwolenie od rygorów wyznaczanych przez twórczość oficjalną (świadomie pomijam tu, eufemistycznie rzecz ujmując, niesubordynację Witkacego w tym zakresie), jakie dawało mu pisanie prywatnych listów czy fotografowanie (także wyłącznie dla celów prywatnych), wydaje się być symptomem, co najmniej dwóch istotnych procesów. Po pierwsze jest to poczucie niewystarczalności żadnego z dostępnych mediów, żadnej roli społecznej, ale też żadnej kreacji. Żadnej nie uznawał za doskonałą czy choćby satysfakcjonującą, a to skłaniało go z kolei do ciągłego podejmowania, jak pisał Andrzej Zawadzki, wysiłku autokreacji. A po drugie, i tu znów odwołam się do tekstu Marii Potockiej:

W spuściźnie Witkacego nie można wskazać ani jednego arcydzieła, a mimo to nad całością unosi się aura genialności. Jej nośnik musi istnieć gdzieś poza, a raczej pomiędzy dziełami. Istnieje w przemyconej poprzez nie osobowości. (…) Twórca osobowości nie dba o jakość dzieł, ponieważ nie są one celem. Dziełem docelowym jest opanowanie życia, przemodelowanie i usprawnienie jego uwarunkowań pod kątem własnej, niepokornej osobowości.[31]

Witkacy odczuwał prawdopodobnie potrzebę uobecnienia się w każdym dziele, w każdym „okruchu rzeczywistości” dawał świadectwo swojej obecności. Jego osobowość mogła się uwidocznić pod warunkiem właśnie ciągłej kreacji, która w przypadku artysty najdoskonalej realizuje się w sztuce, listach czy nawet spotkaniach towarzyskich.

Ważne jest także to, że Witkacy podejmuje ciągłe próby samookreślenia, które chce osiągnąć poprzez nieustające autorefleksje, które odsuwa tylko wtedy, gdy stają się nieznośne, nie przynoszą pożądanych efektów i stają się niemożliwe do twórczego spożytkowania, towarzyszące rozpoznaniom swoich stanów emocjonalnych i nastrojów. W jednym z listów pisze:

Ale jeśli długi czas pozostawisz mnie w rozpaczy samego, to nie wiem, do jakich transformacji stanę się zdolny i co zrobię. (…) Tracę poczucie tego, kim jestem. Dążę do zapełnienia czasu, bo gdy się zastanawiam nad wszystkim, to rzuca się na mnie kręciek. Chciałbym przy następnym widzeniu się przedstawić Ci się jako całkiem kto inny. (podkr. – O.S.)[32]

Te wielkie potrzeby określenia siebie wobec innych i stworzenia jasnego przekazu były dla Witkacego zarówno inspirujące, jak i frustrujące. Kiedy nie mógł spełnić wymagań, które sam przed sobą postawił – był na skraju rozpaczy, kiedy ze swoją rozpaczą zostawał sam – popadał niemal w szaleństwo. Ta niebywała potrzeba jedności osobowości (może także to miał na myśli pisząc o „jedności w wielości”?), ale też zdolność do niemal każdej zmiany wewnętrznej czy też zewnętrznej[33], świadczą o tym, jak ważny był dla niego własny wizerunek, zarówno ten widoczny dla innych, jak i tworzony dla samego siebie. Zdolność do transformacji dowodzi także pewnego zatarcia granic tożsamości, gdzie podmiot jest jednocześnie transgresyjny i transwersalny[34], co daje mu szerokie pole autorefleksji i nieograniczone możliwości autokreacji. Niesie za sobą jednak problem rozbicia, niepewności i ciągły wymóg twórczej pracy „Ja”.

Witkacy obserwował siebie, malował autoportrety, robił sobie zdjęcia, portretował siebie w utworach literackich[35], a co mnie w tym momencie najbardziej interesuje – ze swojej osobowości uczynił główny temat listów do żony. Nie sposób powiedzieć, czy Witkacy był autentyczny, czy kreacja jest dla niego satysfakcjonująca, gdy ujawnia pewne cechy jego osobowości, czy gdy je tworzy. Czy jakaś kreacja była dla niego w jakimś stopniu satysfakcjonująca i to ją poddawał ciągłym transformacją (tu należałoby wskazać prawdopodobnie na narodzenie Witkacego jako projektu Stanisława Ignacego Witkiewicza), czy też istniał w pewnym sensie pomiędzy tymi kreacjami, tak jak pomiędzy minami uwiecznionymi na fotografiach? Wydaje się, że druga propozycja, jakkolwiek trudniejsza do obronienia, daje nieco bardziej adekwatny opis dynamicznej osobowości Witkacego.

Niemożność samookreślenia czy porażające spostrzeżenie, że „traci się poczucie tego, kim się jest” były dla niego druzgocącymi przeżyciami. Nijakość i trwanie w martwym punkcie były dla niego całkowicie nie do przyjęcia, zawsze wtedy rozważał możliwość popełnienia samobójstwa, która jak pisze Anna Maria Potocka, było dla niego „wentylem bezpieczeństwa”[36], zapewniającym ciągle wysoką jakość projektu „Witkacy”. I tak w liście pisze:

Nie mam co pisać, bo całą siłę zużywam na opanowanie siebie. Wczoraj miałem napad met[afizycznej] nudy tak strasznej, że mógłbym się zabić – ale nie chciałem. (podkr. – O.S.)[37]

Gdy stwierdzał, że znajduje się właśnie w takim punkcie, robił wszystko, bardzo często z przesadą i zachowaniem na granicy obłędu, żeby odzyskać „bosość”, istotę siebie, a więc tę pożądaną i akceptowalną kreację. Maria Potocka tak charakteryzuje sytuację Witkacego:

(…) nieustanne dążenie do doskonałości (według przepisu własnego) i ciągła, zaskakująca w swej radykalności walka o samego siebie. Od tego momentu uprawniona stała się jedynie kreacja[38].

Może się wręcz wydawać, że problemem dla Witkacego były jego własne wyobrażenia na swój temat, a w konsekwencji niemożność sprostania im. Całe życie męczył i wypróbowywał siebie i innych, badał granice ludzkiej wytrzymałości, a wszystko po to, aby dowiedzieć się o sobie jak najwięcej. Tak daleko poprowadzone eksperymenty z „Ja” nie mogą być dysfunkcjonalne. Wydaje się, że Witkacy oczekiwał od siebie, że uda mu się odsłonić Tajemnicę Istnienia (której poszukiwaniom podporządkował całą swoją twórczość) w sobie samym. Doprowadzając wszystko do najbardziej skrajnych form wyrazu, nie mógł Witkacy nie mieć jednocześnie zamiaru stworzyć siebie takim, jakim chciałby być widziany przez innych. Wielokrotnie przecież podkreślał duże znaczenie ich obecności, akceptacji i zainteresowania wobec jego przedsięwzięć. W listach do żony ciągle pisze o tym, jak bardzo potrzebuje jej aprobaty i wsparcia w nowych projektach i nieustającym rozpoczynaniu Nowego Życia[39].

Wspominany już przeze mnie problem obecności i znaczenia innych ludzi w życiu Witkacego, zdaje się wyłaniać w większości listów. Wielokrotnie pojawia się wszechobecna matka[40] – Maria Witkiewiczowa, inne osoby z rodziny czy przyjaciele. Zdarza się również, że żona jest pośredniczką w kontaktach z przyjaciółmi Witkacego w Warszawie – Tadeuszem i Zofią Żeleńskimi, często także z wydawcami jego książek. Jednak to Jadwiga jest dla niego najważniejszą osobą, to do niej pisze niemal codziennie, zwierza się z wszelkich problemów. To po kłótniach z nią najbardziej rozpacza, domaga się ciągłego kontaktu, który, z powodu znacznej odległości dzielącej małżonków, możliwy jest tylko dzięki korespondencji. Można wysnuć wniosek, że listy, poza terapeutyczną funkcją, którą najwyraźniej pełniły dla Witkacego, były medium, które decydowało o możliwości istnienia małżeństwa. Małżonkowie mieszkali razem bardzo krótko, po przeprowadzce Jadwigi do Warszawy następowały serie zerwań i separacji, jednak kontakt nigdy ostatecznie nie ustał. Wydaje się, że listy, telegramy i pocztówki są zapisem i świadectwem związku, a jednocześnie jego pisaniem. W sytuacji braku ciągłego kontaktu bezpośredniego, więź kształtuje się właśnie na podstawie kontaktu nawiązywanego za pośrednictwem listów. Jest to sytuacja niezwykła, nieznajdująca swojego odpowiednika w zbyt wielu znanych przypadkach. Dla uzyskania jaśniejszego obrazu problemu, warto zadać sobie następujące pytanie: czy małżeństwo Witkiewiczów istniałoby, gdyby nie ich korespondencja? Oczywiście mogłoby istnieć, znane są przecież (nomen omen) „papierowe małżeństwa”. W ich przypadku, nawet sama formuła oznacza coś zupełnie innego. Jest to małżeństwo, które istniało n a papierze i dzięki papierowi. Trwało, mimo odległości, zdrad, kłótni, niezgodności temperamentów i charakterów. Może tylko w takiej formie – pośredniego kontaktu, który sprawiał, że Jadwiga nie była naocznym świadkiem zdrad, a jedynie czytała wyznania i opowieści męża na ten temat – małżeństwo mogło przetrwać. Można zatem wnioskować, że Witkacy – z jednej strony opisuje żonie siebie, ale z drugiej – konstruuje swój obraz dla niej, czyniąc ją jedynym[41] odbiorcą, świadkiem i współuczestnikiem tej, jakże niezwykłej i trudnej, kreacji.

Należy pamiętać, że nie znamy listów Jadwigi. Jej obraz konstytuuje się niemal wyłącznie poprzez to, jak funkcjonuje w opiniach męża. Tym samym, wypowiedzi Witkacego odnoszące się do Jadwigi, są jedynym źródłem (oczywiście poza Wspomnieniami o Stanisławie Ignacym Witkiewiczu), na którym możemy opierać poglądy na jej temat, niejako domyślając się odpowiedzi na znane nam listy. To wbrew pozorom bardzo znacząca i symboliczna sytuacja. Z wielu listów wiemy przecież, że Witkacy uważał się za twórcę Jadwigi, co w interpretacjach badaczy często było przyrównywane do mitu o Pigmalionie[42]. Czy jednak na pewno było tak, że żona była w pełni posłuszna Witkacemu, który autorytarnie decydował o jej losie? W świetle omawianych listów, a więc z 1927 roku, wygląda to nieco inaczej. Owszem, Witkacy stara się wymóc na niej odwiedziny, żąda ich, szantażuje ją, grozi samobójstwem, jednak… bezskutecznie. Jadwiga jest bardzo długo nieugięta i nie decyduje się na przyjazd do cierpiącego męża. Posłużę się kilkoma cytatami:

4. Nie będę się rozwodził nad moim stanem, bo widać, nic Cię to nie obchodzi. 5. Za tydzień przekręcę się na pewno zupełnie albo sfiksuję z powodu sprzecznych stanów psychicznych. 6. Jeśli nie możesz przyjechać to trudno. 7. Spodziewałem się Ciebie dziś[43].

Jeśli mnie opuścisz, zginę. Musimy się pogodzić[44].

Jeśli mnie opuścisz, będziesz miała ciężki grzech na sumieniu, a sama mówiłaś Matce i pisałaś do Ojca, że oprócz mnie nikogo nie masz[45].

W obliczu takich wypowiedzi, nasuwa się pytanie, czy w przypadku tak egocentrycznego zachowania, możliwa jest jakakolwiek równowaga w małżeństwie? Prawdopodobnie nie, ale nie partnerstwo i harmonia miały być celem związku. Wielokrotnie podkreśla się, że to „małżożeństwo”, jak je określał Witkacy, było raczej przyjaźnią niż miłością. Nieobecna seksualność musiała być wielkim problemem dla obdarzonego tak wielkim temperamentem Witkacego. Po latach Jadwiga z naiwną wręcz szczerością wyzna:

Była jeszcze bardzo ważna przeszkoda w osiągnięciu harmonii w naszym małżeństwie. Staś był erotomanem i więcej niż erotomanem – uważał przeżycia seksualne z osobą kochaną za coś bardzo pięknego i istotnego. Ja, niestety, mimo pozorów «wampa», byłam pozbawiona temperamentu[46].

Witkacy rozwiązywał ten problem w bardzo dla siebie właściwy sposób – wdawał się w romanse. A to z kolei było dużym problemem dla Jadwigi. To zamknięte koło było wielokrotnie tematem rozważań Witkacego w listach. Z nieskrywanym rozczarowaniem pisze na przykład:

Ach – gdybyś Ty chciała zrozumieć wartość prawdziwą dla nas dla siebie w przyszłości, a nie niszczyć tego, co istotne w imię fikcji – bo dla Ciebie nie ma namiętności, tylko fikcja własności[47].

Spekulacje, czy gdyby Jadwiga spełniała oczekiwania Witkacego, to ten nie byłby tak skłonny do zdrad, wydają się bezzasadne. Ważniejsze jest to, jaką rolę pełniła dla niego żona i dlaczego potrzebował jej ciągłej, choćby listownej, obecności i czy rzeczywiście „zasada niewspółodczuwania”[48] obowiązywała także w kontaktach z nią?

622 upadkach Bunga… tytułowy Bungo, często zestawiany z Witkacym, mówi:

Ja ludzi, pewnych ludzi, albo kocham i są oni dla mnie czymś w życiu, albo ich traktuję artystycznie. Wtedy pozwalam sobie na wszystko[49].

Zdanie to może być uważane za kwintesencję poglądów Witkacego na sprawy towarzyskie i uczuciowe. Bo jeśli przyjrzeć się dokładnie, kto i dlaczego uważa go za towarzyskiego sadystę, kpiarza i błazna, który wciąga w swoje gry i wykorzystuje innych ludzi, zauważymy, że nie były to dla niego osoby istotne[50]. Gdy jednak chodzi o blisko z nim związane kobiety czy rodzinę, a na myśli mam tu głównie matkę, sytuacja prezentuje się zgoła inaczej. Nie twierdzę tym samym, że był on usłużnym mężem i pokornym synem, bo przecież w żadnym wypadku tak nie było. Wydaje się jednak, że relacje te były na tyle skomplikowane – może z powodu zaangażowania Witkacego – że nie sposób precyzyjne i jednoznacznie dookreślić ich istotę. Warto może w tym miejscu przytoczyć dwa fragmenty wspomnień – pierwsze są autorstwa Marii Kasprowiczowej, drugie, co znaczące, Witolda Gombrowicza:

Witkiewicz był zdolny do przyjaźni, i to wiernej i wytrwałej. Człowiek go naprawdę obchodził, może właśnie dzięki temu mógł go łatwo zranić lub dotknąć. Witkiewicz lubił czynnie interweniować w losy i życie bliskich mu ludzi[51].

On nigdy nie był w stanie spoczynku, zawsze naprężony, dręczący siebie i innych nieustannym aktorstwem, żądzą epatowania i skupiana na sobie uwagi, wiecznie bawiący się okrutnie i boleśnie ludźmi[52].

Mimo wielkich różnic, jakie dzielą te dwie opinie, istnieje swego rodzaju „wspólny mianownik” cech dostrzeganych u Witkacego – jest nim potrzeba posiadania wpływu na innych ludzi. Czy Witkacy kreował zachowania swoich towarzyszy? Na pewno miał świadomość, jakie reakcje wywoła jego prowokacyjnie zachowanie. Czy były to jednak „zabawy” mające na celu ranienie czy krzywdzenie ludzi? Co do tego nie jestem przekonana. Można odnieść wrażenie, głównie w wyniku lektury listów, że Witkacy chciał mieć poczucie panowania nad sytuacją, nad swoimi relacjami z bliskimi, tak, aby to on decydował o ich ostatecznym kształcie. Oczywiście nie wyklucza to, że były to zabiegi bolesne, niemniej, nie wydaje się, aby zadawanie bólu było celem Witkacego. Był to raczej efekt uboczny eksperymentów, które realizował podczas kolejnych kreacji. Nie inaczej problem wygląda w odniesieniu do Jadwigi, dla której pragnie wszystkiego, co najlepsze. W jednym z listów pisze:

Mogę Ci gwarantować, że będę niewymuszenie dobry – poza tym nie mogę odpowiadać za każdą minę, jako że jestem człowiek widać (widać jak na dłoni) nienormalny. (podkr. – O.S.)[53]

Czy należy zatem uważać Witkacego za dobrego człowieka, który nad sobą zwyczajnie nie panuje i wtedy krzywdzi swoich bliskich? Wydaje się, że nie jest to aż tak proste. Michał Paweł Markowski o minach Witkacego tak pisze:

Strojąc miny, Witkacy nie buduje nawet sobie – jak można by mniemać – nowych tożsamości. Nie staje się kimś innym. Raczej stara się znaleźć pozycję, która wyprzedzałaby jego (i jakąkolwiek inną) tożsamość i która dawałaby szansę wymknąć się temu, co jest zawsze takie samo i niezmienne.(…) Miny to ślady czystej potencjalności, zagrożonej nieustannie stwardnieniem w kształt ostateczny[54].

Czy w takim razie Witkacy znów boi się zamknięcia w określonym modelu? Tym razem – modelu męża? Takie wrażenie niewątpliwie można odnieść. Witkacy z jednej strony deklaruje, że będzie dobrym człowiekiem, nie może jednak, i ma tego pełną świadomość, przewidzieć, kim będzie i jaka kreacja stanie się wtedy odpowiednia. Można ten problem spróbować skonkludować następująco: Witkacy bez wątpienia chce, aby jego żona była szczęśliwa, stara się zapewniać jej jak najlepszą atmosferę. Jego starania nie mogą się jednak zrealizować, ponieważ na drodze stoi jego osobowość, która nie pozwala nad sobą w pełni zapanować i domaga się podejmowania ciągłej aktywności, którą najprościej można nazwać autokreacją. Ta z kolei nie daje się w żaden sposób przewidzieć, zanim nie zaistnieje.

Warto na koniec raz jeszcze odwołać się do koncepcji Paula de Mana:

Okazuje się więc, że rozróżnienie między fikcją i autobiografią nie sprowadza się do opozycji albo-albo, lecz prowadzi do sytuacji, w której nie sposób rozstrzygnąć, czy coś jest jednym, czy drugim.

i dalej:

Autobiografia jest więc interesująca nie dlatego, że jest wiarygodnym świadectwem samopoznania – bo nim nie jest – lecz dlatego, że wyjątkowo jasno dowodzi niemożności zamknięcia w jakąś całość (czyli niemożności powstania) żadnego z takich systemów tekstu, na które składają się tropologiczne podstawienia. Z jednej bowiem strony autobiografia (…) otwarcie głosi swą strukturę poznawczą i tropologiczną, z drugiej zaś strony w równym stopniu pragnie wyrwać się z ograniczeń, jakie nakłada na nią ten system[55].

„Listopisanie” Witkacego wydaje się nie podlegać żadnym ograniczeniom formalnym czy konwencjonalnym. Trudno też przyporządkować je do jednoznacznych kategorii – gdy wskażemy jakąkolwiek, która wyda się odpowiednia, przy kolejnym odczytaniu, spojrzeniu z innej perspektywy czy choćby przeczytaniu kolejnego listu, okaże się niewystarczająca bądź niebezpiecznie upraszczająca. Także, jak wskazał de Man, nie sposób przyjąć logikę dwuwartościową, która okazuje się całkowicie dysfunkcjonalna i musi ustąpić choćby teorii aktów performatywnych. Ta „poszatkowana autobiografia”, którą stworzył Witkacy nie daje się także dookreślić przy pomocy niewystarczająco, jak się okazuje, elastycznych określeń. Jeśli bowiem zadamy sobie pytanie, czy Witkacy opisywał siebie w listach do żony (choć nie tylko w nich oczywiście), czy też pisał siebie, i spróbujemy na nie jednoznacznie odpowiedzieć, poniesiemy porażkę. Można przytoczyć niezliczoną ilość argumentów, co – w pewnym uproszczeniu i z koniecznym pominięciem wielu problemów – próbowałam przedstawić w swojej pracy, zarówno za jedną, jak i drugą koncepcją. Wydaje się, że jest to typowy przykład aporii, której rozwiązywanie jest bardzo interesujące i twórcze, ale nie może przynieść jednoznacznego wyniku, który wyeliminuje jedną z opcji. Takie rozważania mogą jedynie prowadzić do przesunięcia punktu ciężkości na którąś z wersji, zaakcentowania jej większego znaczenia czy potencjału badawczego. Dokładnie tak jest w przypadku Witkacego. O ile opisywanie siebie w listach wydaje się być oczywiste i jest przyjmowane w sposób automatyczny, o tyle pisanie siebie, jak próbowałam dowieść, bardziej przystaje do jego osobowości. Potraktowanie „Ja” jako materiału twórczego, jak w tytule pracy Marii Anny Potockiej, wykorzystywanego w procesie autokreacji, zakłada samoświadomość podmiotu, potrzebę samodoskonalenia się, a co może najważniejsze, niestandardowe podejście do siebie i dostrzeżenie swojej twórczej roli w rzeczywistości. Nie trzeba chyba przekonywać, że właśnie taką jednostką był Witkacy. Namysł nad samym sobą, próby przekroczenia siebie i nieustające podejmowanie wysiłku autokreacji, zdają się być warunkiem jego istnienia, aktywnościami, które nadawały sens jego życiu. Wszystko to sprawia, że jako podsumowanie można przytoczyć zdanie Michała Pawła Markowskiego:

Witkacy – największy miniarz w polskiej sztuce – niszczy najgłupszy przesąd zdrowego rozsądku: że życie jest takie, jakie jest, i inne być nie może[56].

 

BIBLIOGRAFIA

Literatura podmiotu

Witkiewicz S.I., Listy do żony, t. 1., przygotowała do druku A. Micińska, oprac. J. Degler, Warszawa 2005.

Witkiewicz S.I., 622 upadki Bunga, czyli demoniczna kobieta, oprac. A. Micińska, Warszawa 1992.

Literatura przedmiotu

Błoński J., Od Stasia do Witkacego, Kraków 1997.

Degler J., Kronika życia i twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza, w: idem, Witkacego portret wielokrotny. Szkice i materiały do biografii (1918-1939), Warszawa 2009.

Degler J., Listopisanie Witkacego, w: Witkacy w Polsce i na świecie, red. M. Skwara, Szczecin 2001.

Degler J., Psychomachia małżeńska, w: idemWitkacego portret wielokrotny. Szkice i materiały do biografii (1918-1939), Warszawa 2009.

Degler J., Witkacy się żeni...

W. Gombrowicz, Wspomnienia polskie, w: idem, Wspomnienia polskie. Wędrówki po Argentynie, Kraków 1999.

Kierkegaard S., Choroba na śmierć, przeł. J. Iwaszkiewicz, Warszawa 1995

Makowiecki A., Witkacy, w: idemTrzy legendy literackie – Przybyszewski, Witkacy, Gałczyński, Warszawa 1980.

Man P. de, Autobiografia jako od-twarzanie, przeł. M.B. Fedewicz, „Pamiętnik Literacki”, 1986, z. 2.

Markowski M.P., Witkacy, w: idemPolska literatura nowoczesna. Leśmian, Schulz, Witkacy, Kraków 2007.

Markowski M.P., Witkacy: miny nad otchłanią, w: idemŻycie na miarę literatury, Kraków 2009.

Micińska A., Autoportret „Alcoforado”. O korespondencji Stanisława Ignacego Witkiewicza, w: eademIstnienie poszczególne: Stanisław Ignacy Witkiewicz, Wrocław 2003.

Micińska A., Witkacy. Życie i twórczość, Warszawa 1991.

Nycz R., Osoba w nowoczesnej literaturze: ślady obecności, w: idemLiteratura jako trop rzeczywistości, Kraków 2001.

Nycz R., Tekstowy świat. Poststrukturalizm a wiedza o literaturze, Warszawa 1995, s. 36.

Potocka M.A., Antropologia sztuki. „Ja” jako materiał twórczy, w: eademWitkacy. Psychoholizm, Kraków 2009.

S. Skwarczyńska, Wokół teorii listu (Paradoksy), w: eademPomiędzy historią a teorią literatury, Warszawa 1975, s. 178-186.

Sławski F., hasło: Kreacja, w: idemSłownik etymologiczny języka polskiego, t. III, Kraków 1966, s. 79.

Witkiewiczowa J., Wspomnienia o Stanisławie Ignacym Witkiewiczu, w: Spotkanie z Witkacym, red. Janusz Degler, Jelenia Góra 1979.

Zawadzki A., Autor. Podmiot literacki, w: Kulturowa teoria literatury, red. M.P. Markowski, R. Nycz, Kraków 2006.

 


 

[1] A. Makowiecki, Witkacy, w: idemTrzy legendy literackie – Przybyszewski, Witkacy, Gałczyński, Warszawa 1980.

[2] J. Degler, Listopisanie Witkacego, w: Witkacy w Polsce i na świecie, red. M. Skwara, Szczecin 2001.

[3] A. Micińska, Autoportret „Alcoforado”. O korespondencji Stanisława Ignacego Witkiewicza, w: eademIstnienie Poszczególne: Stanisław Ignacy Witkiewicz, Wrocław 2003, s. 275.

[4] Nie znamy ani listów Witkacego do ojca, które zostały spalone w 1915 roku, ani listów Jadwigi Witkiewiczowej do męża, które prawdopodobnie zaginęły.

[5] J. Degler, Kronika życia i twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza, w: idem, Witkacego portret wielokrotny. Szkice i materiały do biografii (1918-1939), Warszawa 2009, s. 61-67.

[6] Zob. J. Degler, Listopisanie Witkacego...; S. Skwarczyńska, Wokół teorii listu (Paradoksy), w: eademPomiędzy historią a teorią literatury, Warszawa 1975, s. 178-186.

[7] F. Sławski, hasło: Kreacja, w: idemSłownik etymologiczny języka polskiego, t. III, Kraków 1966, s. 79.

[8] A. Zawadzki, Autor. Podmiot literacki, w: Kulturowa teoria literatury, red. M.P. Markowski, R. Nycz, Kraków 2006, s. 225.

[9] S.I. Witkiewicz, Listy do żony, t. 1., przygotowała do druku A. Micińska, oprac. J. Degler, Warszawa 2005, s. 179.

[10] Ibidem, s. 166.

[11] Zob. J. Błoński, Od Stasia do Witkacego, Kraków 1997, s. 14.

[12] R. Nycz, Tekstowy świat. Poststrukturalizm a wiedza o literaturze, Warszawa 1995, s. 36.

[13] Tak problem postrzega (już w 1936 roku!) na przykład A.J. Ayer w pracy Język, prawda i logika.

[14] J. Degler, Witkacy się żeni, w: Witkacego portret wielokrotny, s. 170-171.

[15] P. de Man, Autobiografia jako od-twarzanie, przeł. M.B. Fedewicz, „Pamiętnik Literacki”, 1986, z. 2.

[16] S.I. Witkiewicz, op. cit., s. 150.

[17] R. Nycz, Osoba w nowoczesnej literaturze: ślady obecności, w: idemLiteratura jako trop rzeczywistości, Kraków 2001, s. 63-64.

[18] S.I. Witkiewicz, Listy…,  s. 137, s. 141, s. 151, itd.

[19] Wydaje się, że także pisanie „Hauptwerku” miało być scaleniem, sprowadzeniem całej twórczości do jednego, pełnego dzieła.

[20] A. Zawadzki, op. cit., s. 230.

[21] Trudno w istocie orzec, czy Witkacy stosuje w tym przypadku dedukcję czy indukcję.

[22] S.I. Witkiewicz, op. cit., s. 140.

[23] W tym upatrywał podstaw pragmatyzmu, z którego uczynił swojego głównego wroga na polu filozoficznym.

[24] Zob. S. Kierkegaard, Choroba na śmierć, przeł. J. Iwaszkiewicz, Warszawa 1995, s. 19.

[25] J. Błoński, op. cit., s. 22.

[26] S.I. Witkiewicz, op. cit., s. 174.

[27] M.P. Markowski, Witkacy, w: idemPolska literatura nowoczesna. Leśmian, Schulz, Witkacy, Kraków 2007, s. 297-303.

[28] A. Micińska, Autoportret „Alcoforado”op. cit., s. 270.

[29] M.A. Potocka, Antropologia sztuki. „Ja” jako materiał twórczy, w: eademWitkacy. Psychoholizm, Kraków 2009, s. 299

[30] Ibidem, s. 301.

[31] Ibidem, s. 300.

[32] S.I. Witkiewicz, op. cit., s. 176.

[33] Świadectwem mogą być choćby zdjęcia Witkacego, na których widoczne są jego słynne już miny.

[34] Wskazała na tę cechę Witkacego m.in. Anna Krajewska podczas konferencji Witkacy: bliski czy daleki?, Słupsk, 17-19 września 2009.

[35] Mam na myśli powieść 622 upadki Bunga, czyli demoniczna kobieta, ale również treści autobiograficzne w innych utworach.

[36] M.A. Potocka, op. cit., s. 297.

[37] S.I. Witkiewicz, op. cit., s. 177.

[38] M.A. Potocka, op. cit., s. 297.

[39] S.I. Witkiewicz, op. cit., s. 136.

[40] W Listach… znajduje się nawet kilka fragmentów pisanych przez matkę.

[41] Wielokrotnie wspominał, że przeraża go myśl, iż ktoś mógłby czytać jego listy.

[42] Mówił o tym m.in. J. Gondowicz podczas konferencji w Słupsku.

[43] S.I. Witkiewicz, op. cit., s. 136.

[44] Ibidem, s. 213.

[45] Ibidem, s. 217.

[46] J. Witkiewiczowa, Wspomnienia o Stanisławie Ignacym Witkiewiczu, w: Spotkanie z Witkacym, red. J. Degler, Jelenia Góra 1979.

[47] S.I. Witkiewicz, op. cit., s. 140.

[48] S. Witkiewicz, Listy ojca do Witkacego, w: J. Błoński, Od Stasia do Witkacegoop. cit., s. 13.

[49] S.I. Witkiewicz, 622 upadki Bunga, czyli demoniczna kobieta, oprac. A. Micińska, Warszawa 1992, s. 82.

[50] Najbardziej problematyczna relacja dotyczy chyba znajomości z L. Chwistkiem, jest to jednak zbyt obszerny temat, aby go w jakikolwiek sposób w tej pracy rozwinąć.

[51] M. Kasprowiczowa, Niedzielne popołudnie…, w: A. Micińska, Witkacy. Życie i twórczość, Warszawa 1991, s. 280.

[52] W. Gombrowicz, Wspomnienia polskie, w: idem, Wspomnienia polskie. Wędrówki po Argentynie, Kraków 1999, s. 292.

[53] S.I. Witkiewicz, op. cit., s. 137.

[54] M.P. Markowski, Witkacy: miny nad otchłanią, w: idemŻycie na miarę literatury, Kraków 2009.

[55] P. de Man, op. cit.

[56] Ibidem, s. 304.

 

ABSTRAKT

Autorka rozważa problem pisania i opisywania osobowości przez Stanisława Ignacego Witkiewicza, przedmiotem zainteresowań czyniąc Listy do żony z 1927 roku. Na przykładzie Witkacego, stawia tezy o konstrukcyjnym charakterze osobowości, kreacji jako aktywności konstytutywnej dla modernistycznego artysty, a także aporetycznym charakterze podmiotowości nowoczesnej. Powołując się na stanowiska Ryszarda Nycza i Andrzeja Zawadzkiego, próbuje rozważyć problem podmiotowości nowoczesnej nie mającej oparcia w uniwersalnych i tradycyjnych modelach „ja”, jak również kwestię „sobości” czy autorefleksji podmiotu, mającej na celu scalenie doświadczeń życiowych czy artystycznych. Przywołując stanowisko Paula de Mana, wskazuje na przestrzeń samostanowienia, jaką jest autobiografia. Najważniejszym punktem rozważań staje się problem autokreacji, transwersalności i performatywności podmiotu w stanie kryzysu, nie tracącego jednocześnie marzeń o silnym, romantycznym modelu artysty. Autorka uwypukla także problem tworzenia obrazu „ja” wobec siebie i innych. Witkacy, traktujący „«Ja» jako materiał twórczy”, ukazuje się w Listach do żony jako mistrz autokreacji.