Przyszłość niemożliwa


                      Przyszłość niemożliwa – rewizja tożsamości nostalgicznej                     w twórczości Tadeusza Konwickiego

 


Aleksandra Siemieniuk

(Uniwersytet Warszawski)


 

Tożsamość po modernizmie jest procesem podlegającym ciągłym przemianom, w którym ostateczny cel życiowej wędrówki nie jest wyznaczony[1]. Nie oznacza to jednak, że podmiot poszukujący siebie pozbawiony jest możliwości dotarcia do rdzenia „ja”, wręcz przeciwnie – poszukiwanie jest istotą tożsamościWówczas rdzeń tożsamości jest chwilowo odnajdywany i nawet jeżeli poczucie spójności będzie zaledwie temporalne, to właśnie takie, pojedyncze doświadczenia budują tożsamość ponowoczesną, bądź też – jak wspomina Zygmunt Bauman – brak tożsamości[2]. Konstrukcje podmiotowe postaci nowoczesnych są zatem transwersalne. Bohaterowie, poszukując bądź to źródeł własnego „ja”, bądź to jego gwarantu, przełączają się pomiędzy różnymi alternatywnymi wersjami siebie, rozpatrując każdą z nich jako możliwie znaczącą. Głębokie pragnienie nadania sensu wydarzeniom rozgrywającym się w ich otoczeniu bardzo często rozpoczyna się od konstrukcji osobistej biografii. 

Kondycja większości protagonistów w twórczości Tadeusza Konwickiego nosi dokładnie takie znamiona. Generują oni kolejne możliwe wcielenia oraz wydarzenia, które mogły stać się ich udziałem po to, by nadać ich życiorysowi sens. Rekonstrukcje biografii zazwyczaj jednak nie prowadzą do odnalezienia rdzenia tożsamości i sprowadzają się do konstatacji, że  to wszystko nie ma sensu, pozbawione jest wszelkich znaczeń, że nie zawiera początku i końca, że jest tylko trwaniem nieuświadomionym[3]. Jednak właśnie trwanie i jego przebieg stanowi kwintesencję tożsamości.

Czas rozwoju tożsamości modernistycznej przestaje być procesem regularnym. Jak słusznie zauważa Richard Sheppard: albo się rozciąga, albo jest jednoczesnością, w której przeszłość, teraźniejszość i przyszłość stapiają się ze sobą[4]. Czas jest pędem bez strzałki kierunkowej[5] – dodaje Bauman. Jeżeli przyjrzeć się większości bohaterów nowoczesnych i ponowoczesnych, zaobserwować można załamanie się osi tworzącej ich biografie. Poszczególne wydarzenia, które je kreują nie są epizodami zapisanymi w zamkniętym odcinku czasu, lecz raz po raz ożywają przywoływane mimowolnymi reminiscencjami. Cyrkularność czasu ponowoczesnego łączy doświadczenia już zdobyte z nowymi, które, naświetlając się wzajemnietworzą zupełnie nową jakość. Zetknięcie znanego z nieznanym powoduje w podmiocie chwilowe poczucie ciągłości istnienia. Jeżeli przeszłość nie stanowi zamkniętego odcinka na osi czasu, rodzi się potrzeba temporalnego uporządkowania, nawet jeżeli byłoby ono tylko chwilowe.

 

Wrażliwość nostalgiczna

Potrzeba chwilowego uporządkowania sprawia, że bohaterowie twórczości Tadeusza Konwickiego są w stanie reanimować własną przeszłość z pełną świadomością zaistnienia procesu wspominania. Posiadają oni zresztą szczególny rodzaj wrażliwości – wrażliwość nostalgiczną. Należałoby ją wyraźnie odróżnić od melancholii, z którą, zdaniem Marka Zaleskiego [6], jest spokrewniona. Zbudowanie definicji nostalgii jest niezwykle trudne. Jedynym wyznacznikiem, jaki można byłoby jej przypisać, jest umiejscowienie przedmiotu wspominania, ideału – jak powiedziałby Zaleski[7] – w przeszłości. Dalsze trudności piętrzą się jednak wraz z próbą sformułowania, czym właściwie ów przedmiot wspominania miałby być, bowiem na przestrzeni lat był rozumiany na różne sposoby. Jeszcze przed stu laty uznawano, że jest nim utracone, ściśle określone, miejsce pochodzenia[8], zaś sama tęsknota figurowała w rejestrze chorób[9] jako stan zagrażający życiu[10]Lekarstwem na tęsknotę miał być postępujący rozwój przemysłu, który przezwyciężał dotychczasowy dystans komunikacyjnyNostalgia mózgowa – jak zapowiadała notatka jednego z XIX-wiecznych lekarzy – staje się z dnia na dzień coraz rzadsza dzięki możliwościom szybkiej  komunikacji między narodami, zapewnianym przez nowoczesny przemysł, wskutek czego narody te zaczną wkrótce formować jedną wielką rodzinę[11]. Zniesienie uprzednich granic pomiędzy różnymi grupami miało zapewnić utracone poczucie przynależności i w efekcie stłumić nostalgię. Powodowało to, że jednostka czuła się swobodnie i równie komfortowo w dowolnym otoczeniu.

Ustalenia te, jakkolwiek obiecujące, nie rozwiązały problemu nostalgii. Wręcz przeciwnie,  postęp, któremu patronowało oświeceniowe zapewnienie, że rozwój nie tylko pozwoli na lepsze zrozumienie i nadanie sensu zewnętrznemu światu, ale i na władzę nad nim, został wkrótce uznany przez modernizm jako prowadzący do chaosu – anomii[12]. Zniszczenie społeczności tradycyjnych przez nowoczesność, a co za tym idzie norm nimi rządzących, zdaniem Durkheima, powoduje u jednostki poczucie niepewności i zagubienia[13]. Odkrycie, że to zmienność jest naczelną zasadą rzeczywistości, nie zaś stałość i jej regularne uporządkowanie[14], zmusiło podmiot do podjęcia próby odszukania stabilności w zupełnie innym miejscu. Tym miejscem okazało się być własne „ja”.

Paradoksalnie ową stabilność odnalazł nostalgik, dla którego nieistniejąca już w czasie aktualnym przeszłość dyktuje porządek życiu i wyznacza kierunek biografii, orientuje jej teleologię[15]. Nostalgia ofiarowała mu coś znacznie więcej niż był w stanie świat rzeczywisty – pewność istnienia czasu minionego podtrzymywaną przez kompulsywne powroty. Jako że „ja” nostalgiczne określane jest jako „ja” poszukujące samego siebie czy też „ja” istniejące w separacji z samym sobą i przez to skazane na nieustające studiowanie własnej historii[16], każdorazowy powrót do okresu dzieciństwa, bądź innego znaczącego momentu w biografii danej jednostki, podtrzymują poczucie ciągłości istnienia. W wyniku procesu powracania do przeszłości, jej każdorazowe konstruowanie opiera się na stabilnym fundamencie – czasie przeszłym – którego istnienia nie da się zakwestionować.

Nostalgia może być zatem przezwyciężeniem kryzysu tożsamości. Samotność nowoczesnego człowieka, nieznajdującego oparcia w zewnętrznych regułach, zmusiła go do postawienia własnej tożsamości  pod znakiem zapytania. Doprowadziło to do regresji  jednostki do wczesnych faz towarzyszących wyłanianiu się „ja”[17]. Przejawia się to przede wszystkim odwoływaniem się do konkretnego, znaczącego w życiu danej jednostki miejsca bądź sytuacji i budowania alternatywnych scenariuszy własnego życia. Wyjaśnienia mechanizmu dekonstrukcji tożsamości i jej późniejszej rekonstrukcji w oparciu o przeszłość dostarcza sformułowane przez Arjuna Appaduraia pojęcie wyobrażonej nostalgii, czyli nostalgii po stracie nigdy nie doznanej[18]. Według badacza dotykała ona całe grupy społeczne, które tęskniły za tym, czego nie było im dane nigdy doświadczyćTęsknota orientowała się zatem głównie wokół fundamentalnych doświadczeń historycznych, w których jednostka, z racji dystansu czasowego sięgającego niekiedy kilku stuleci, nie mogła uczestniczyć. Wspominane czasy były idealizowane i analizowane za pomocą obowiązujących kulturowo schematów, co było naturalnym procesem charakterystycznym dla umysłu próbującego pokonać dojmujące niedostatki pamięci. Ślady podobnego doświadczenia z powodzeniem można odnaleźć w sarmackich pamiętnikach, które, bazując na autobiograficznych doświadczeniach, tworzą wizję dawnej, lepszej ojczyzny, najczęściej istniejącej jedynie w umyśle wspominającego.

Podobny rodzaj nostalgii wyobrażonej występuje w twórczości Tadeusza Konwickiego. Status większości jego bohaterów  sytuuje się pomiędzy przestrzenią związaną z młodością (Dolina) a aktualnym miejscem ich życia (najczęściej Warszawą). Sakralna przestrzeń Doliny zdeterminowana jest przez znaki takie jak: las, pociąg i rzeka tworzące w pamięci postaci niezmienny świat-model[19]. Dokładnie te same znaki występują w świecie aktualnym, pełniąc funkcję katalizatorów procesu wspominania. Bardzo często ich przywołanie asocjuje kolejno nakładające się na siebie wspomnienia. Jednocześnie, nostalgiczne powroty do ściśle określonego miejsca na mapie – Doliny – wykraczają poza zwykłe wspominanie jednostkowego miejsca pamięci. 

Scalenie przestrzeni Doliny z okresem dzieciństwa łączy się silnie z poszukiwaniem przez bohaterów podstaw własnej podmiotowości. Konwicki najczęściej wysyła ich w kierunku Wileńszczyzny właśnie wówczas, gdy próbują odnaleźć jakikolwiek gwarant własnego istnienia. Podążają tropem lasu, torów kolejowych bądź nurtu rzeki z przeświadczeniem, że na ich końcu odnajdą dawne „ja” nie jako ja minione, lecz ciągle istniejące w niezmienionej formie lub takie, które pozwoli im na dookreślenie biografii i wyznaczenie roli przeszłości w kreacji „ja” aktualnego. Tęskni się nie tyle za miejscem utraconym, ile za sobą dawnym w tym miejscu[20]  – powtórzy za Starobinskim Zaleski. Nostalgiczni bohaterowie Konwickiego poszukują w Dolinie nie tyle lasu, torów czy rzeki, co własnego „ja” . Jeżeli próba odnalezienia go zakończy się fiaskiem, spróbują je stworzyć na nowo. Dzieciństwo stwarza zresztą dogodną dyspozycję do podobnych pamięciowych wędrówek; jest to czas, w którym tożsamość nie została jeszcze wykształcona, jest potencjalna, a co za tym idzie, może być dowolnie kształtowana. Dyskurs nostalgiczny przesuwał zatem stopniowo punkt ciężkości z tęsknoty za ściśle określonym miejscem (przedmiotem wspominania) na procesualny charakter nostalgii. Tęsknota przestała kojarzyć się z domem, a zaczęła być pojmowana jako ogólne tęsknota za przeszłością[21].

 

Melancholia czy nostalgia?

Wątpliwości budzić może wspomniana już nieostrość terminów melancholii i nostalgii. Uznanie bohaterów prozy Tadeusza Konwickiego za postaci nostalgiczne, nie zaś melancholijne, będzie niezwykle ważne podczas moich dalszych rozważań. O bliskości obu pojęć świadczyć może określanie nostalgii mianem siostry melancholii[22], ponieważ oba zjawiska w podobny sposób rzutują na doświadczanie aktualnej rzeczywistości. Zarówno nostalgik, jak i melancholik nie są w stanie obiektywnie percypować wydarzeń. Uniemożliwia im to nieustanne postrzeganie świata zewnętrznego przez pryzmat czasu minionego. Percepcja otoczenia łączy się z doświadczaniem uogólnionego smutku, który nie zawsze wynika z bezpośrednio doznanego nieszczęścia[23].

Portugalski pisarz, Fernando Pessoa, określił melancholię mianem „niczego, które boli”[24] i jest to jedno z najcelniejszych stwierdzeń. Osoba dotknięta melancholią zwykle nie wie, co utraciła. I nawet jeżeli sam obiekt straty potrafi ukonkretnić, to nie jest w stanie sprecyzować, co wraz z nim zostało mu odebrane[25]. Wszystkie aktywności melancholika lokują się przeważnie w poszukiwaniu i dojmującej potrzebie dookreślenia przyczyny utraty owego obiektu. Jednocześnie im usilniej melancholik próbuje ją zgłębić, tym większy jest jego smutek, ponieważ towarzyszy mu mechanizm zamieniający utratę zewnętrznego obiektu w stratę zachodzącą wewnątrz „ja”[26]. Melancholik obwinia się zatem za doznaną stratę, dokonuje niekończącego się rachunku sumienia, skrupulatnie analizuje sytuacje, które stały się jego udziałem, a które mogły doprowadzić do zatracenia owego obiektu. Samoudręczanie, paradoksalnie, może pełnić funkcję przystosowawczą do otaczającego świata. Jak zauważa Antoni Kępiński, który łączył melancholię z depresją,


w długotrwałych zespołach depresyjnych [...] chory nieraz nurza się w depresji, jak w przyjemnym ciepłym błotku, ciężko mu wyjść z tego stanu [...] braku odpowiedzialności, życzliwego ciepła otoczenia [...], boi się życia, odpowiedzialności, nie wierzy swoim siłom [...], boi się krytyki otoczenia[27].


Jednocześnie „przyjemne ciepłe błotko” nie musi być całkowicie określone: melancholik równie chętnie wspominałby dzieciństwo, jak i pierwszą miłość. Nie tyle przedmiot wspomnień jest dla niego istotny, o ile sama czynność wspominania.

„Przyjemne ciepłe błotko” nostalgika jest tymczasem drobiazgowo sprecyzowane i wielokrotnie dookreślane. Twórcza rola pamięci, polegająca nie na biernym odtwarzaniu minionych wydarzeń, a na skrupulatnej analizie ich znaczenia w perspektywie całego życia, sprawia, że podmiot jest świadomy zarówno samego wymiaru straty, jak i przyczyn, które ją spowodowały. Z tego też powodu wspomniany już ideał, a zarazem wszystkie czynności mające na celu odzyskanie go, będzie konsekwentnie sytuował w czasie minionym. Świadomość jego odzyskania wydaje się dla niego niemalże namacalna. Wobec tego wyznacznikiem nostalgii jest odnawiająca się z każdym przeżytym aktem iluzja i obietnica, że przeszłość powróci jako echo estetyczne[28].

Dostęp do ideału umożliwiają zwykle znaki pamięci będące przypadkowymi sytuacjami doświadczonymi w teraźniejszości, paralelne do wydarzeń już przeżytych, zapachy bądź obrazy skojarzone z zjawiskami już oswojonymi, przynależnymi czasowi minionemu. Zaczynają one wówczas pełnić rolę medium uobecniającego to, co już było ijak się zdawałomiało już nigdy nie powrócić. Za pośrednictwem medium przed nostalgikiem odsłania się rzeczywistość przeżyta, pożądana, która powoduje jednocześnie niedosyt ze względu na czasową niedostępność. Dokładna transkrypcja doświadczenia minionego na aktualne nie jest możliwa. Proces wspominania różni się więc znacząco od procesu przeżywania zanurzonego w aktualności doznawanych wrażeń. Toteż nostalgik najczęściej nie tyle tęskni za dawnymi wydarzeniami, co sposobem ich odbioru i sobą samym w nich zanurzonym. Działania resuscytujące przeszłość są zatem skierowane nie ku konkretnemu przedmiotowi, jaki pragnąłby wydrzeć przeszłości, lecz ku samemu, niemożliwemu do odzyskania, czasowi[29].

Tak rozumiana postawa nostalgiczna znamionuje kondycję większości bohaterów literackich oraz filmowych w twórczości Tadeusza Konwickiego. Są oni, jak słusznie zauważył Marek Zaleski, skazani na bezustanne studiowanie bólu pustki i rozłączenia z samym sobą[30]. Jest to najprawdopodobniej spowodowane umiejscowieniem punktu ciężkości w ocenie świata minionego po stronie jaźni pamiętającej. To ona, zdaniem psychologa Daniela Kahnemana, decyduje o aksjologii przeżyć[31]. Pomimo że koncepcja Kahnemana wykorzystywana jest głównie przez psychologów i nie była dotychczas użyta w badaniach literaturoznawczych, poczynione przez niego rozróżnienie na jaźń pamiętającą i jaźń doznającą może rzucić nowe światło na zrozumienie istoty nostalgii. Według niego wspomnienia, oceniane ex post z perspektywy teraźniejszości, doświadczane są za sprawą wspomnianych już dwóch jaźni. Jaźń doznająca ma za zadanie odpowiedzieć na pytanie: „Czy teraz odczuwam ból?”, jaźń pamiętająca zaś dookreśla to  wartościując, jaki ogólnie ten ból jest.

Jaźń doznająca reminiscencję Marcela Prousta wywołaną smakiem magdalenki, doświadczyłaby ją jako „rozkoszną słodycz, odosobnioną, nieumotywowaną”, która „sprawiła, że w jednej chwili koleje życia (...) stały się obojętne, klęski jego błahe, krótkość złudna”[32]. Za sprawą magdalenki jaźń doznająca choć na moment umożliwiła „ja” przeżycie tego, co już zostało przeżyte. Ciemiężąca jaźń pamiętająca sprawiła jednak, że wraz z drugim łykiem herbaty z rozmoczoną w niej magdalenką, Marcel nie znajdował nic więcej niż w pierwszym, kolejne zaś przynosiły mu zdecydowanie mniej niż poprzednie[33]Jedyną formą doświadczenia życia są wspomnienia, dlatego też perspektywa, z której można myśleć o przeszłości nazywana jest jaźnią pamiętającą[34], która uświadamia, że czas miniony jest niemożliwy do odzyskania. Im bardziej wytężona jest praca pamięci usiłującej przywołać całą feerię wspomnień, tym większą moc zyskuje jaźń pamiętająca. To ona tyranizuje doznanie jako nieobecne a zaledwie uobecnianie.

Cierpienie nostalgika, odmiennie niż osoby melancholijnej, będzie zatem wynikać ze znajomości znaczenia utraconego obiektu i świadomości, że owego znaczenia nie można ponownie wywołać. Uporczywe próby odszukania znaków pamięci mają efekt odwrotny od oczekiwanego – uświadamiają nostalgikowi, że to, co już się wydarzyło, nigdy nie powróci. Odmiennie rzecz ma się w przypadku postawy melancholijnej. Jej istotą jest nie tyle przywołanie wspominanego obiektu, co poszukiwanie jego prawdy. Dlatego też melancholik lubuje się w „przyjemnym ciepłym błotku”, gdyż wie, że to, co znajduje się pod jego powierzchnią, nigdy nie będzie mu dostępne. Sam jego bulgot jest jednak atrakcyjny: smutek przez niego wywoływany, odcina go od zmieniającego się otoczenia, umożliwiając pogrążenie się w czymś znanym, pewnym.

 

Pamięć nieistniejąca

Zjawisko pamięci koniecznej wiąże się ściśle z innym, również występującym w literaturze Tadeusza Konwickiego, fenomenem pamięci nieistniejącej. Tym terminem chciałabym określić wszystkie te wydarzenia, które w całości bazowały  na tkance wyobrażeniowej, nieopartej na jakimkolwiek zjawisku, które zaistniało w przeszłości bohatera bądź osób, z którymi miał on styczność i których doświadczenia mógłby inkorporować. Przebieg obu rodzajów „pamięci” pozornie jest ze sobą zbieżny, mają bowiem podobne źródła. O ile jednak pamięć konieczna opiera się na istniejącym w przeszłości wydarzeniu[35], o tyle pamięć nieistniejąca jest niemalże w całości wynikiem wytężonej pracy umysłu próbującego wykreować świat miniony. Najczęściej taka sytuacja ma miejsce wówczas, gdy informacje o przeszłości są dla podmiotu niedostępne, a wiara w to, że zdobycie ich dałoby mu jakikolwiek punkt oparcia, wzmaga potrzebę odszyfrowana nieznanej historii rodziny. Przyczyniłoby się to do odzyskania przez niestabilne „ja stałego punktu, do którego mógłby się odnosić podczas konstruowania struktury własnej tożsamości.

Podobna sytuacja ma miejsce w przedostatniej powieści Tadeusza Konwickiego – Bohini, która została zapamiętana przez krytyków jako „jeden z najpiękniejszych romansów dworkowych, jakie powstały w polskiej literaturze powojennej”[36]. Bohater, wnuk Heleny Konwickiej, „[...]przedziera się przez zaułki czasu, przez drętwotę wyobraźni” [37] [B 6] powodowany potrzebą uobecnienia czasu minionego, do którego nie ma dostępu. Żadne pamiętniki, rodzinne opowieści bądź urzędowe notatki dotyczące pochodzenia, nie zostały mu przekazane. Zatem wszystkie próby przywołania obrazu babki opierają się na kreującej mocy wyobraźni. Jej działanie nie jest pozbawione teleologii. Konwicki doskonale wie, do jakich wydarzeń chciałby się odwołać, a tę wytężoną pracę imaginacji znakomicie obrazuje poniższy cytat pochodzący z pierwszych stron powieści:


Wracam z takim mozołem przez wydmy minionego czasu, przez trzęsawiska dni i puszcze godzin do mojej babki, Heleny Konwickiej, której ja nigdy nie widziałem, i nikt z tych, co znałem, nie spotkał jej nigdy, nie spojrzał jej w oczy, nie dotknął ręki, nie obdarzył przyjaznym słowem. A może ścigam ją przez obszary przeczuć, przez jeziora tęsknot, przez gęste mgły niepewności. Dlaczego teraz, kiedy przeżyłem wszystkim swoich bliskich, kiedy jestem najstarszy i kiedy nie mogę doczekać się mojej godziny, dlaczego ścigam cień, widmo, marę młodej kobiety biegnącą przez banalną sierpniową łąkę ku banalnemu białemu dworowi (…). [B 88]


Znamienny jest również moment, gdy wnuk Heleny Konwickiej staje przed drzwiami dworku, którego nigdy nie odwiedził:


Ja znam ten las, ten dwór w ruinie i tę rzekę, co niesie przed siebie smoliste trawy. W tej chwili barwny motyl zawisł nad krzakiem jałowca, a jeszcze przed ułamkiem sekundy uderzał boleśnie o szybę mego okna pokrytą przezroczystym szronem. Słyszę jakiś wysoki brum, coś na kształt dzwonienia drutów telefonicznych przed zmianą pogody, albo dalekiego rzężenia motorów niemieckich wozów pancernych, czy tylko nocnego jęku starych murów warszawskiej kamienicy. Gdzie ja jestem. Stoję na progu. Zatrzymałem się w drzwiach. Tak słabo widzę. Jeśli przekroczę, nie będzie powrotu. Jakiś ból ćmi w głowie. O tym bólu już wspomniałem kiedyś. Widzę ten las jak przez poranną mgłę. [B 12]


Bohater z niezwykłym trudem sięga do prapoczątków własnej biografii. Celem wspominania nie jest odniesienie się do jakiegokolwiek momentu w historii rodziny, lecz odczytanie konkretnej, znaczącej dla niego historii. Jest to zapewne spowodowane potrzebą uzupełnienia luki w biografii, domknięcia obrazu „ja” jako solidnie osadzonego w drzewie genealogicznym. Konwicki zatem próbuje dokonać autoidentyfikacji nie tyle poprzez recepcję własnych doświadczeń, co narrację życia przodków. To właśnie oni, jako element opowieści już zakończonej, stanowią trwalszy punkt oparcia niż zmienna sytuacja głównego bohatera.

Wnuk Heleny Konwickiej „ściga ją przez obszary przeczuć, przez jeziora tęsknot, przez gęste mgły niepewności [B 88] w znamiennym momencie swojego życia. Sam siebie przedstawia jako najstarszą osobę w rodzinie, która przeżyła wszystkich bliskich i pozostało mu tylko oczekiwanie na śmierć, co zaświadcza wprost: nie mogę doczekać się mojej godziny” [B 88]. Jego zdziwienie budzi fakt, że w takim właśnie momencie życia próbuje ścigać cień Heleny Konwickiej, o której ani on, ani bliscy, kiedy jeszcze żyli, nie wiedzieli nic więcej ponad to, że istniała. Powodów dokonywania bilansu można upatrywać w świadomości przemijania. Jak trafnie dostrzega jeden z bohaterów Jak daleko stąd, jak blisko: „Nas męczy potrzeba bilansu. My się ciągle podsumowujemy. Rano, wieczorem, czasem w ciągu dnia. Podsumowujemy się, podsumowujemy się i nie możemy podsumować”[38]. Podsumowują się więc postacie Konwickiego każdego dnia, gdy leżą w łóżku i zastanawiają się nad tym, co było, budzą się w środku nocy, kalkulują zyski i straty. Pamiętna jest figura głównego bohatera z Małej apokalipsy, dokonującego nocnego rozrachunku życia:


Zbudziłem się o tej mrocznej godzinie, która zaczyna beznadziejny deszcz jesienny. Leżę i patrzę w okno pełne chmur, a właściwie pełne jednej chmury, jak sczerniała ze starości tapeta. To jest godzina podliczania kasy życiowej, godzina codziennego obrachunku. Kiedyś ludzie podsumowywali się o północy, przed ciężkim zaśnięciem, teraz biją się w piersi nad ranem, obudzeni łoskotem zdychającego serca. [MA 5]


Wspominanie historii rodzinnej przez wnuka Heleny Konwickiej jest nieco odmiennym podsumowaniem. Co prawda, analogicznie jak postać z Małej apokalipsy rozpoczyna on rozrachunek z przeszłością w kluczowym momencie – punkcie przecięcia życia, które było, i śmierci, która dopiero ma nastąpić – jednak jego wspominanie ma inny wymiar. Pozwala na osadzenie indywidualnej historii w ogólnym kontinuum, wyznaczając jego istnieniu sens. Kosztorys wydarzeń codziennego obrachunku za przedmiot usensowniania obiera zaledwie pojedyncze, powszednie doświadczenia. Przesądzają one o istocie egzystencji. Sytuacja Konwickiego, powracającego z mozołem przez wydmy minionego czasu przez trzęsawiska dni i puszcze godzin do (…) babki, Heleny Konwickiej” [B 88], jest zatem wyjątkowa. Jest osobą starą, której zapewne nie pozostało wiele dni życia, a którą, za Jeanem Améry'm, można określić następująco: „im mniej czasu mamy przed sobą (…), tym więcej czasu jest wewnątrz nas”[39]. Młody człowiek, któremu pozostało wiele lat życia, oczekuje – według filozofa – rzeczy, które dopiero mają go spotkać. Czas w jego rozumieniu jawi się jako coś nieodzownie istniejącego w przestrzeni przywoływanej snutymi planami bądź wizjami tego, co dopiero ma wkroczyć w życie. Tymczasem stary człowiek, który już na nic nie czeka, „siedzi pogrążony w sobie, leży skulony na łóżku, zamyka oczy, aby tego, co było życiem, światem, przestrzenią, a teraz już tylko czasem, w daremnym trudzie miłosnym poszukiwać w samym sobie”[40]. Dlatego też analizuje dawne zdarzenia, zastanawia się, które mogłyby dojść do skutku, a nie doszły i co mogłyby w jego życiu zmienić. Tworzy rozmaite scenariusze, mając nadzieję, że choć w ten sposób będzie w stanie zawrócić czas przeżyty. Choć jest na to za późno, „sens jego życia, jego bezsens, jeśli mu się dokładniej przyjrzeć, zgromadził się już w nim jako masa czasowa, rzeczywistość zmyła dawną możliwość, substancja, z którą ma do czynienia, nie jest już plastyczna”[41].

Istotnie, substancji czasu przeżytego starca, pomimo podejmowanych w wyobraźni prób, nie można dowolnie formować. Jest jednak inna możliwość – stworzenie czasu przeszłego, który nie stał się jego udziałem, ale dotyczył go i mógłby nadać sens życiu. Dokładnie tak dzieje się w przypadku Bohini. Narrator tworzy dzieje Heleny Konwickiej, ponieważ jest to jeden z mglistych punktów na osi czasu, który mógłby wyznaczyć jego istnieniu odmienne znaczenie. Praca wykonana nad wykreowaniem losów osoby, którą zna zaledwie z imienia i nazwiska, jest próbą odnalezienia wątków, które mogłyby rzucić na biografię bohatera nowe światło. Jako że przyszłość stanowi dla niego obszar niedostępny, wszelkie działania lokować będzie w czasie przeszłym nieprzeżytym. Namysł nad dziejami Heleny Konwickiej, będącej tajemniczą osobą w życiorysie jej wnuka, miałby zatem pomóc mu w odnalezieniu się w czasie, w wyznaczeniu porządku. Słowa Pawła, bohatera Sennika współczesnego, mówiące o podobnym dążeniu do ogarnięcia świata, można z powodzeniem odnieść również do Konwickiego:


Miałem w życiu wiele możliwości wyboru, pozostałem przy udręce. Bo chcę znaleźć w tym sens. Zgodzi się pan, ze wypadło nam wiele przeżyć. Naszym losem można by obdzielić kilka pokoleń. Więc chyba dlatego odczuwamy potrzebę jakiegoś podsumowania, wniosku, nie wiem, doprawdy nie wiem, jakiegoś porządku, który by wszystko uzasadnił (…). Nie potrzebuję wiary z zewnątrz. Chcę znaleźć w sobie ukojenie. [SW 124]


Hannah Arendt pisze, że: 


starość polega na kurczeniu się przyszłości [która – przyp. A.S.] zbiega się z końcem indywidualnego życia człowieka, które u kresu, umknąwszy nieustannej zmienności czasu oraz niepewności, jaką niesie przyszłość, otwiera się na »spokój przeszłości«, a tym samym na badawcze, refleksyjne, skierowane wstecz spojrzenie myślącego ego, pogrążonego w poszukiwaniu sensu”[42].


Problem w tym, że „spojrzenie myślącego ego” w twórczości Tadeusza Konwickiego nie jest skierowane na „spokój przeszłości”, lecz jej nieuchwytność i niepewność. Aktywność wspomnieniowa przywołanego Pawła nie ma ściśle wyznaczonego punktu dojścia, czegoś, co mogłoby ukoić niezaspokojenie nostalgika. Konstatuje on zresztą, że szuka sensu nie po to, aby go wreszcie odnaleźć, lecz dlatego, że nie jest w stanie pogodzić się z bezsensownością istnienia, co sam zresztą wyznaje[43]:


jeśli pielgrzymuję z miejsca na miejsce, jeśli nigdzie nie mogę znaleźć spokoju, to nie dlatego, że pragnę jakiejś rekompensaty, że szukam czegoś, czego nie można znaleźć. Ja budzę się co dzień i zasypiam z lękiem, przerażeniem, ogromnym poczuciem bezsiły. Mogę wybrać rezygnację. Traktat jałowej wegetacji, stan otępienia spowodowany biologicznym przeżuwaniem dni, oszukiwanie pamięci starczymi przyjemnostkami w popychaniu krążków warcabowych. [SW 251]


Można więc reanimować „nieuchwytność” i „niepewność” przeszłości zarówno celowo, jak i przypadkowo. Wówczas, podczas działań przywołujących wspomnienia, nie zachodzi żadna intencjonalna aktywność podmiotu. Można stwierdzić,za Jeanem Améry'm[44], że nosi on w sobie czas[45]. Nosiciel czasu nie musi uświadamiać sobie przeszłości jedynie podczas wspominania, a uobecnia się ona przed nim „(...) jako czyste poczucie, bezpośrednia i nieprzekazywalna jakość (...)”[46]. Jej nieprzekazywalny charakter nie oznacza, że jest ona całkowicie niemożliwa do zwerbalizowania, lecz symbolizacja odbywa się poza świadomą aktywnością tożsamości nostalgicznej.

W sielski krajobraz Wileńszczyzny w cytowanym już fragmencie Bohini wdziera się niespodziewanie nastrój należący do zupełnie innego rejestru. Wytwarzany za sprawą wytężonej pracy pamięci nieistniejącej XIX-wieczny dworek Heleny Konwickiej nieoczekiwanie miesza się z czasem II Wojny Światowej i komunistycznej Warszawy. Poszczególne wydarzenia przywołane dzięki asocjacjom wiążą go w jedną część. Zarówno „dalekie rzężenie motorów niemieckich wozów pancernych”, jak i „nocny jęk starych murów warszawskiej kamienicy” istnieją równocześnie. Ukierunkowanie wspominania ku punktowi wcześniejszemu na osi czasu niż życie Konwickiego sprawia, że czas fizyczny, jaki przeżył, traci swoją chronologię. Nie jest w nim istotne, czy jakieś zdarzenie działo się w roku 1939, czy w 1956 – wszystkie rozpatrywane są dokładnie jako to samo trwanie minione.

Nosiciel czasu[47] może doświadczać przeszłości także w trakcie działania całkowicie niezwiązanego z procesem wspominania. Sposób doznawania świata przez osobę o tożsamości nostalgicznej wiąże się ściśle z zawieszeniem kategorii czasu przeszłego, teraźniejszego i przyszłego. Są one ze sobą stopione, zaś „dzianie się” obecne współistnieje z „dzianiem się” minionym wskutek operacji umysłowych asocjujących ze sobą reminiscencje jak w Bohini. Operacje te zachodzą bez celowej ingerencji nostalgika w wydarcie czasu minionego z nieistnienia. Bodaj najlepszy przykład tej równoległości czasu podsuwa jedna z późniejszych powieści Tadeusza Konwickiego – Rzeka podziemna, podziemne ptaki.

Siódmy, będący – jak wielu bohaterów w twórczości Konwickiego – wiecznym pielgrzymem, który „szuka czegoś, czego nie można znaleźć” [SW 251] , zmierzając spod Pałacu Kultury i Nauki w stronę ulic Dolnej i Krętej, dostrzegł oświetlające masywny gmach Pałacu pulsujące różowe światełko, ślady gąsienic na obnażonym z lodu asfalcie oraz rzadkie płatki śniegu sypiące się z niewidocznego nieba. Ta sceneria nie budziłaby jakiegokolwiek zastanowienia, gdyby nie słowa wypowiedziane przez Siódmego:


Nie, to nie było światełko elektronicznego urządzenia na korpusie Pałacu. To była gwiazda wydobywająca się z głębi nieba i zatapiająca w bezkresnej czerni. Odezwał się daleki gwizd lokomotywy, która niecierpliwiła się pod semaforem koło Nowej Wilejki. [RPPR 25]


Bezwiedne powiązanie światła pochodzącego z pomnika socjalizmu z gwiazdą i gwizdem lokomotywy, powołało do istnienia dalsze sceny. Przywiodło ono Siódmemu na myśl odbywające się nieopodal torów kolejowych, na wyżłobionym płozami sanek chodniku, biegi i skoki z prowizorycznie wykonanej stoczni. Jedno zaledwie skojarzenie „światełka elektronicznego urządzenia na korpusie Pałacu” z „gwiazdą wydobywającą się z głębi nieba” wystarczyło, aby teraźniejsza, warszawska rzeczywistość zaczęła stapiać się z krajobrazem wileńskim. Asocjacja ewokuje w bohaterze schematy zachowania znane doskonale z dawnego, minionego świata. Chwilę później rozpoczyna przecież wędrówkę „w dół, ślizgając się na oblodzonych płytkach chodnika” [RPPR 25]. To zdanie jest fundamentalne dla pełniejszego odczytania kondycji postaci. Bez wątpienia świadczy o opisywanej już jednoczesności trzech czasów. Narrator tuż przed przytoczonym powyżej stwierdzeniem informuje o podłożu, na którym nie występuje lód, tymczasem późniejsza wędrówka Siódmego odbywa się już po płytach chodnika skutych lodem, należących do wileńskiej reminiscencji. Przypuszczalnie rzeczywistość miniona i aktualna – za sprawą pojedynczego wspomnienia – nałożyły się na siebie i w konsekwencji dalszą drogę bohater kontynuował współbieżnie[48].

Tożsamość nostalgiczna[49] zatem nie tyle narzuca konieczność bezustannego wspominania, co raczej przyczynia się do produkcji pewnych automatycznych zachowań. Bohater nostalgiczny, nawet jeżeli nie nakierowuje swojej aktywności poznawczej świadomie ku przeszłości, żyje życiem równoległym, powołującym ją do istnienia instynktownie jak flâneur Rzeki podziemnej, podziemnych ptaków lub Konwicki w Bohini.


Sanktuarium tożsamości

Recepcja twórczości Tadeusza Konwickiego z uwzględnieniem sygnałów pomiędzy biografią a fabułą pozwoliła na pełniejsze odczytanie kondycji wiecznych pielgrzymów ścigających przeszłość „przez obszary przeczuć, przez jeziora tęsknot, przez gęste mgły niepewności” [B 12]. Pościg za czasem minionym i związane z nim tworzenie różnych wersji „ja” realizuje się w twórczości Tadeusza Konwickiego przede wszystkim za sprawą pamięci koniecznej oraz pamięci nieistniejącej. To one w dużej mierze są przyczyną podejmowania wędrówek ku Wileńszczyźnie postrzeganej jako sanktuarium, w którym tożsamość może być zrekonstruowana bądź utworzona na nowo. Należy ona bowiem do zamkniętego na osi czasu punktu, który – jako jedyny w świecie ponowoczesnym – wydaje się czymś pewnym. Rozbicie spójności świata zewnętrznego przyczyniło się do podjęcia wysiłku jej odtworzenia w oparciu o to, co stabilne – własną przeszłość. 

Bohaterowie Tadeusza Konwickiego zwracają się zatem w kreowaniu własnej tożsamości wewnątrz siebie. Nie jest ona wynikiem biernego wytwarzania podmiotu wskutek interakcji z otoczeniem, jak dzieje się w dzieciństwie, gdy dziecko nie jest świadome oddziaływania na nie środowiska, wręcz przeciwnie – tożsamość protagonistów pisarza wynika z głębokiej zadumy nad tym, jakie „ja” mogłoby być, gdyby otoczenie nie istniało. Z tego też powodu rozważają oni możliwe scenariusze „ja”, nie wybierając żadnego konkretnego. Ich tożsamość zatem bezustannie podlega procesowi kreacji, który nigdy się nie kończy. Najczęściej jednak bodźcem wyzwalającym kreacje jest konkretne wydarzenie, do którego bohaterowie retrospektywnie powracają. W osobliwy sposób proces ten zachodzi w przypadku Konwickiego z Bohiń. Pamięć nieistniejąca, jaka staje się jego udziałem, nie ma konkretnego źródła w czasie minionym, zaś efektem jej działania są obrazy niemające żadnej podbudowy w świecie rzeczywistym. Wnukowi Heleny Konwickiej nie zostały przekazane informacje dotyczące babki i „przedzieranie się przez zaułki czasu, przez drętwotę wyobraźni” [B 6] oscyluje wokół wytężonej pracy imaginacji. Tworzenie dziejów Heleny Konwickiej przez narratora powodowane jest chęcią nadania dogorywającemu życiu odmiennego znaczenia. Jest to bowiem jeden z tych mglistych punktów na osi czasu, które pozwoliłby mu na ujęcie jego istnienia w innym, nieznanym dotychczas, świetle.

Tożsamość nostalgiczna protagonistów Konwickiego powoduje zatem naglącą potrzebę przywoływania czasu minionego, a jeśli nie jest on dostępny – wytwarzania wspomnień. Podmiot wspominający u autora Wniebowstąpienia jest zatem nosicielem czasu[50]. Przeszłość przecież nie dochodzi u niego do głosu wyłącznie podczas procesu wspominania, a uobecnia się przed nim „jako czyste poczucie, bezpośrednia i nieprzekazywalna jakość”[51]. Sposób doświadczania świata teraźniejszego łączy się, co znamienne  z zawieszeniem kategorii czasu przeszłego, teraźniejszego i przyszłego. Żyją oni zatem życiem równoległym: niezależnie od tego, czy znajdują się w komunistycznej Warszawie, czy świecie psa-wynalazcy, instynktownie powołując do istnienia Dolinę.

 

 


BIBLIOGRAFIA

Literatura podmiotu:

Konwicki T., Bohiń, Wrocław 1992.

Id., Czytadło, Warszawa 1992.

Id., Dziura w niebie, Warszawa 1997.

Id., Jak daleko stąd, jak blisko, Polska 1972, źródło: https://www.cda.pl/video/86989154

[dostęp: 17.06.2018].

Id., Mała apokalipsa, Warszawa 1979.

Id., Rzeka podziemna, podziemne ptaki, Warszawa 1989.

Id., Salto, w: Ostatni dzień lata. Scenariusze filmowe, Warszawa 1993.

Id., Sennik współczesny, Warszawa 1963.

Id., Wniebowstąpienie, Warszawa 1990.

Id., Zwierzoczłekoupiór, Warszawa 2010.

Proust M., W stronę Swanna, Warszawa 1937.

 

Literatura przedmiotu:

Appadurai A., Nowoczesność bez granic. Kulturowe wymiary globalizacji, Kraków 2005.

Améry J., O starzeniu się. Bunt i rezygnacja, Warszawa 2007.

Bauman Z., Ponowoczesne wzory osobowe, „Studia Socjologiczne” 2011, nr 1 (200).

Bauman Z., Ponowoczesne wzory osobowe, w: Dwa szkice o moralności ponowoczesnej,

Warszawa 1994.

Bieńczyk M., Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty, Warszawa 2000.

Czapliński P., Tadeusz Konwicki – czytani dzisiaj, Poznań 1994.

De Rider J., Indywidualizm, samotność, tożsamość w kryzysie, „Inspiracje. Przegląd Filozoficzno-Literacki” 2013, nr 1-2.

Draaisma D., Fabryka nostalgii. O fenomenie pamięci wieku dojrzałego, Wołowiec 2010.

Kahneman D., Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym, Poznań 2012.

Kępiński A., Melancholia, Kraków 2001.

Konończuk E., Modele świata i człowieka: szkice o powieści współczesnej, red. J. Święch, Lublin 1985 [recenzja], „Pamiętnik Literacki” 1987, nr 1(78).

Kozlova O., Anomia jako choroba społeczna, „Miscellanea Antropologica et Sociologica” 2013, nr 14(2).

Kubiak A.E., Nostalgia i konfluentne wspólnoty pamięci, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa” 2004, nr 1-2.

Różycka A., Współczesna nostalgia w obliczu globalizacji, „Kultura – Historia – Globalizacja” 2014, nr 16.

Sheppard R., Problematyka modernizmu europejskiego, w: Odkrywanie modernizmu, red. R. Nycz, Kraków 1998.

Siemieniuk A., (Re)wizje dzieciństwa w twórczości Tadeusza Konwickiego, w: Kultura wobec nieświadomego. Studia (post)psychoanalityczne, red. J. Osiński, A. Szwagrzyk-Dolasińska, P. Tański, Toruń 2017.

Walc J., Nieepickie powieści Tadeusza Konwickiego, „Pamiętnik Literacki” 1975, nr 1(66).

Walc J., Tadeusza Konwickiego przedstawienie świata, Warszawa 2010.

Zaleski M., Formy pamięci, Łódź 1998.


ABSTRAKT

Zdawać by się mogło, że nostalgik sytuujący ideał w czasie minionym nie jest w stanie brać czynnego udziału w kreowaniu własnego Ja. Jest ono bowiem powiązane zwykle z aspiracjami, życzeniami i nadziejami rzutowanymi na przyszłość, do której nostalgiczny sposób doświadczania rzeczywistości nieraz ma utrudniony dostęp. Celem zatem zarazem podjęcie próby odpowiedzenia na pytanie zarówno na to, czy osobowość o proweniencji melancholijnej ma czynny wpływ na ewolucję własnej tożsamości, jak i jakie mechanizmy pamięciowo-wyobrażeniowe tym żądzą. Analiza tego problemu zostanie przeprowadzona w kontekście twórczości Tadeusza Konwickiego z użyciem aparatu z filozoficznego i psychologicznego.

 

ABSTRACT

It seems to be possible that melancholy person who has an ideal located in the past is not able to take an active part in creating his own Self. It's usually connected with his aspirations, hopes and desires projected for the future to which melancholic has a difficult access. The purpose of this paper is an attempt to answer as well if melancholic could have an active influence on evolution his identity as how it is directed by mechanisms of memorize and imaginary. The analysis of this problem will be conducted with philosophical and psychological methodology.


SŁOWA KLUCZOWE

Tadeusz Konwicki, tożsamość, nostalgia, melancholia, pamięć

KEY WORDS
Tadeusz Konwicki, identity, nostalgic feeling, melancholy, memory



[1]   Z. Bauman, Ponowoczesne wzory osobowe, w: Dwa szkice o moralności ponowoczesnej, Warszawa 1994, s. 10.

[2]   Z. Bauman, op. cit., s. 7.

[3]   T. Konwicki, Wniebowstąpienie, Warszawa 1990, s. 102.

[4]   R. Sheppard, Problematyka modernizmu europejskiego, w: Odkrywanie modernizmu, red. R. Nycz, Kraków 1998, s. 118.

[5]   Z. Bauman, Ponowoczesne wzory osobowe, „Studia Socjologiczne” 2011, nr 1 (200), s. 444.

[6]   Nie bez przyczyny M. Zaleski w swoim fundamentalnym studium dotyczącym pamięci jeden z podrozdziałów tytułuje: Nostalgia, siostra melancholii. Por. M. Zaleski, Formy pamięci, Łódź 1998, s. 11.

[7]   Ibidem, s. 15.

[8]   A. Różycka, Współczesna nostalgia w obliczu globalizacji, „Kultura – Historia – Globalizacja” 2014, nr 16, s. 181.

[9]   M. Zaleski, op. cit., s. 15.

[10] Por. A. Różycka, op. cit., s. 181.

[11] D. Draaisma, Fabryka nostalgii. O fenomenie pamięci wieku dojrzałego, Wołowiec 2010, s. 180.

[12] R. Sheppard, op. cit., s. 84.

[13] O. Kozlova, Anomia jako choroba społeczna, Miscellanea Antropologica et Sociologica 2013, nr 14 (2), s. 31.

[14] R. Sheppard, op. cit., s. 96.

[15] A. E. Kubiak, Nostalgia i konfluentne wspólnoty pamięci, Konteksty. Polska Sztuka Ludowa 2004, nr 1-2, s. 178.

[16] M. Zaleski, op. cit., s. 16.

[17] J. de Rider, Indywidualizm, samotność, tożsamość w kryzysie, Inspiracje. Przegląd Filozoficzno-Literacki 2013, nr 1-2, s. 182.

[18] A. Appadurai, Nowoczesność bez granic. Kulturowe wymiary globalizacji, Kraków 2005, s. 118.

[19] A. Nasalska, Formuła nostalgii. O sposobie kształtowania świata przedstawionego w prozie Tadeusza KonwickiegoZa: E. Konończuk, Modele świata i człowieka: szkice o powieści współczesnej, red. J. Święch, Lublin 1985 [recenzja], „Pamiętnik Literacki” 1987, nr 1 (78), s. 398.

[20] M. Zaleski, op. cit., s. 16.

[21] A. Różycka, op. cit., s. 81.

[22] Jak zostało już powiedziane, w ten właśnie sposób zatytułował pierwszy rozdział swojej pracy cytowany już M. ZaleskiCf. idemop. cit., s. 11.

[23] M. Bieńczyk, Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty, Warszawa 2000, s. 15.

[24] Ibidem, s. 15.

[25] Ibidem, s. 16.

[26] Ibidem, s. 23.

[27] A. Kępiński, Melancholia, Kraków 2001, s. 263.

[28] M. Zaleski, op. cit., s. 16.

[29] Ibidem, s. 16.

[30] Ibidem.

[31] D. Kahneman, Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym, Poznań 2012, s. 506.

[32] M. Proust, W stronę Swanna tłum. T. Boy-Żeleński, Warszawa 1937, s. 76.

[33] Ibidem, s. 77.

[34] D. Kahneman, op. cit., s. 506.

[35] Choćby miało to być wydarzenie w pełni zawłaszczone z doświadczenia innej osoby, jak np. w przypadku wspominanego w poprzednim rozdziale Piotra.

[36] P. Czapliński, Tadeusz Konwicki – czytani dzisiaj, Poznań 1994, s. 172.

[37] Podczas cytowania utworów Tadeusza Konwickiego obowiązywać będą następujące skróty: [Z nr strony] dla: T. Konwicki, Zwierzoczłekoupiór, Warszawa 2010, [DwN nr strony] dla: T. Konwicki, Dziura w niebie, Warszawa 1997, [SW nr strony] dla: T. Konwicki, Sennik współczesny, Warszawa 1963, [B nr strony] dla: T. Konwicki, Bohiń, Wrocław 1992, [RPPP nr strony] dla: T. Konwicki, Rzeka podziemna, podziemne ptaki, Warszawa 1989, [MA nr strony] dla: T. Konwicki, Mała apokalipsa, Warszawa 1979.

[38] Jak daleko stąd, jak blisko, reż. T. Konwicki, Polska 1972, min. 77, źródło: https://www.cda.pl/video/86989154 [dostęp: 17.06.2018].

[39] J. Améry, O starzeniu się. Bunt i rezygnacja, Warszawa 2007, s. 34.

[40] Ibidem, s. 35.

[41] Ibidem, s. 39.

[42] Cyt. za: R. Przybylski, Baśń zimowa. Esej o starości, Warszawa 1998, s. 37.

[43] J. Walc, Tadeusza Konwickiego przedstawienie świata, Warszawa 2010, s. 95.

[44] Chociaż w przypadku Jeana Améry'ego formuła noszenia w sobie czasu posłużyła do zgoła odmiennego rozpoznania – określenia kondycji ludzi starzejących się lub stojących tuż nad grobem.

[45] J. Améry, op. cit., s. 41.

[46] Ibidem, s. 41.

[47] J. Amery, op. cit., s. 41.

[48] O zjawisku pamięci koniecznej u Siódmego pisałam tu: A. Siemieniuk, (Re)wizje dzieciństwa w twórczości Tadeusza Konwickiego, w: Kultura wobec nieświadomego. Studia (post)psychoanalityczne, red. J. Osiński, A. Szwagrzyk-Dolasińska, P. Tański, Toruń 2017, s. 116-126.

[49] W tym przypadku trafniejsze byłoby stwierdzenie: nostalgiczny styl odbioru świata, którego postanowiłam jednak nie wprowadzać w tym momencie, aby nie burzyć spójności wywodu.

[50] J. Amery, op. cit., s. 41.

[51] Ibidem, s. 41.

Comments