„Teatr wspomnień i opera łez!” (K. Jasztal). Poezja smoleńska – rozpoznania wstępne

Maria Kobielska

  

         Trudno jednoznacznie zarysować dziś granice pomiędzy poezją amatorską a profesjonalną. Wydawanie publikacji książkowych czy tworzenie sankcji instytucjonalnych nie jest wyłącznie domeną tej ostatniej, obiegi życia literackiego łączą się ze sobą w wielu – niekiedy zaskakujących – miejscach i momentach, otwarta przestrzeń internetu staje się miejscem prezentacji zarówno licznych efektów grafomańskiej ekspresji, jak i utworów renomowanych autorów. Nie ma więc wyrazistych wyznaczników instytucjonalnych czy organizacyjnych, które pozwoliłyby bezwzględnie scharakteryzować interesującą mnie tu w pierwszym rzędzie nieprofesjonalną twórczość i jej funkcjonowanie; nie sposób oczywiście również założyć, że rozróżnienie to może się odbyć na podstawie wyłącznie jakościowej, recenzencko-krytycznej oceny tekstów. Poezja ta będzie się znajdowała pomiędzy głównym nurtem literatury a obszarem, by użyć określenia Daniela Fabre’a, „pisania zwyczajnego” (l’écriture ordinaire), a więc w ogóle nieprzeznaczonego do druku, często niezważającego na potwierdzenie autorstwa, okazjonalnego, związanego zwłaszcza z doświadczeniem codziennym – zbioru luźnych zapisów (takich choćby jak e-maile, podpisy na fotografiach, listy zakupów...), których „jedyną funkcją wspólną (...) jest pozostawienie śladu”[1]. Tych trzech sfer nie rozdzielają jednak jasne linie graniczne, ale raczej pogranicza, w ramach których teksty mogą w zaskakujący sposób łączyć cechy typowe dla zupełnie różnych rodzajów piśmiennictwa.

Anegdotycznym przykładem rozmaitych tego rodzaju trudności może być tom Zdzisława Cieplińskiego Tren Katyński 2010. W hołdzie Ofiarom katastrofy lotniczej 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem[2]. Publikację Wydawnictwa Nasz Czas bez wahania uznamy za dość krańcowy przykład amatorstwa – to minibroszurka, licząca sobie osiem stron, zawierająca odautorski wstęp oraz jeden tylko pozbawiony tytułu utwór, którego forma poetycka niemal ogranicza się do arbitralnego stosowania pauzy wersowej. Tym niemniej książeczka ta opatrzona została numerem ISBN, jest publikacją notowaną w bazach i katalogach, jej obowiązkowy egzemplarz powinna posiadać Biblioteka Narodowa – a co najciekawsze, zawiera informację dotyczącą nakładu: 2000 egzemplarzy. Polscy wydawcy rzadko decydują się obecnie na eksponowanie takich danych, stąd trudno ze stuprocentową pewnością porównać tę liczbę (o ile jest wiarygodna) z innymi. Skądinąd wiadomo jednak, że głównonurtowe tomiki poetyckie w Polsce, jeśli nie otrzymują jednej z kilku najważniejszych nagród i nie są autorstwa jednego z wąskiego grona najpopularniejszych poetów, często osiągają nakłady kilkakrotnie niższe niż Tren Katyński – kilkuset egzemplarzy[3].

         Mając na uwadze wspomniane trudności, chciałam w tym artykule poddać analizie frapujące zjawisko kulturowe, jakim jest obfita twórczość poetycka łącząca swoją główną inspirację i tematykę z tomikiem Cieplińskiego – będąca reakcją na katastrofę lotniczą, w której 10 kwietnia 2010 r. zginął prezydent RP Lech Kaczyński, jego żona Maria oraz dziewięćdziesiąt cztery inne osoby, w tym wielu przedstawicieli elity (zwłaszcza politycznej) państwa polskiego. Delegacja ta udawała się na obchody upamiętniające 70-lecie zbrodni katyńskiej. Rządowy samolot Tu-154M nr 101 rozbił się przy próbie lądowania na lotnisku Siewiernyj w pobliżu Smoleńska. Choć trudno hierarchizować katastrofy, tę trzeba uznać za wyjątkową, zarówno ze względu na liczbę ofiar, jak i na to, że znalazła się wśród nich głowa państwa oraz wiele innych ważnych osobistości życia publicznego. A także ze względu na unikalny – w mojej ocenie – oddźwięk, jaki wywołała w polskim społeczeństwie.

Jedynym wydarzeniem w historii państwa polskiego po 1989 r., z którym można by zestawić katastrofę smoleńską pod względem intensywności i powszechności reakcji, była śmierć papieża Jana Pawła II 2 kwietnia 2005 r. Zestawienie obu żałób pojawiało się już w pierwszych reakcjach i komentarzach po 10 kwietnia 2010 r.; co ciekawe, wysnuwano z nich zarówno pozytywne wnioski na temat polskiego społeczeństwa, jego wrażliwości moralnej, zdolności do zjednoczenia się, jak i wprost przeciwne, zwracające uwagę na przypadkowość czy nieadekwatność reakcji, ich wykluczający potencjał, tymczasowość deklaracji i ostatecznie brak rzeczywistej wspólnoty, której tylko iluzją jest chwilowa emocjonalna zgodność[4]. Trudno porównywać skalę takich zjawisk i reakcji; pojawiają się także jakościowe różnice pomiędzy oboma wydarzeniami, przede wszystkim dużo większy potencjał doraźnej politycznej antagonizacji w przypadku katastrofy smoleńskiej. Oba wydarzenia stały się też rzadkim we współczesnych czasach impulsem spontanicznej twórczości poetyckiej – liczność zbiorów tych tekstów nie jest jednak również łatwa do porównania[5]. Innym podobnym pod względem skali, zakresu i struktury zjawiskiem kulturowym wydają mi się pewne szczególne nurty poezji lat ’80 – tzw. poezja strajkowa oraz poezja stanu wojennego[6].

Z różnorodnych aspektów przeżywanej w sferze publicznej żałoby, prowadzenia dyskusji dotyczącej przyczyn i skutków katastrofy, jej znaczenia w definiowaniu podziałów na polskiej scenie politycznej, z licznych tekstów kultury, jakich stała się powodem, punktem wyjścia czy inspiracją – wybieram więc na pozór niewielki wątek. W istocie jednak okazuje się, że – wedle mojego roboczego określenia – poezję smoleńską tworzy trudna do oszacowania liczba utworów, zarówno znajdujących się  w kolejnych publikacjach książkowych[7], jak i funkcjonujących jedynie w prasie oraz internecie. Starając się dobrać reprezentatywną, lecz możliwą do analizy na potrzeby artykułu próbę tej poezji, oparłam się na obszernej antologii Lament smoleńsko-katyński pod redakcją Antoniego Dąbrowskiego[8], uzupełniając ją niektórymi charakterystycznymi przykładami wierszy pochodzących z innych źródeł – gdy reprezentowały szczególnie wyraziście pewne rozwiązania poetyckie lub kiedy spotkały się z wyjątkowym rozgłosem. W tomie tym znajdują się wiersze sześćdziesięciu siedmiu autorów; ogromną przewagę ilościową ma poezja twórców szerzej nieznanych, obok debiutantów  postaci funkcjonujące w lokalnym życiu literackim; zawiera on jednak także kilka utworów uznanych poetów oraz jeden wiersz anonimowy. Niektórzy autorzy są reprezentowani zaledwie przez jeden tekst poetycki dotykający tematu katastrofy smoleńskiej, z kolei rekordzistka, Katarzyna Jasztal, zamieściła w Lamencie... czterdzieści dziewięć utworów.

Większość analizowanych wierszy pozostaje poza obiegiem głównego życia literackiego, poza zainteresowaniem historii literatury; nie mają przeważnie łączności z istotnymi nurtami poezji współczesnej. Obok nich odnotowuję jednak również pewną liczbę utworów poetów bez wątpienia profesjonalnych – to one przede wszystkim ukazywały się na łamach ogólnokrajowej prasy. Ich zaistnienie, jak mi się wydaje, nadawało wyraźny kształt opisywanemu zjawisku, uświadamiało publiczności jego istnienie, wreszcie stymulowało dalszą tego rodzaju twórczość. Wolałabym unikać jednoznacznego wartościowania, jednak w tym miejscu dopowiem: całość poezji smoleńskiej zaliczyłabym do literatury drugorzędnej zwłaszcza pod względem walorów artystycznych. Moim celem w niniejszym artykule jest jej analiza jako zjawiska kulturowego, jednak motywacje takiej oceny będą się w jego toku – nie da się tego uniknąć – coraz bardziej rozjaśniać.

Spośród wspomnianych uznanych poetów bez wątpienia najwyżej cenionym jest Jarosław Marek Rymkiewicz, którego wiersz Do Jarosława Kaczyńskiego (L 130) ukazał się również na łamach ogólnopolskiej prasy jako jeden z pierwszych[9]. Kończący się apostrofą do brata bliźniaka zmarłego prezydenta, szefa głównej partii opozycyjnej utwór wyznacza jedną z podstawowych ścieżek poezji smoleńskiej: zaangażowanie polityczne, rozumiane jako zajmowanie stanowiska nie tylko w sporze ideowym, ale także na faktycznej – tymczasowej, zmiennej – polskiej scenie politycznej. Rymkiewicz kreśli wizję „ojczyzny w potrzebie”, w której przewagę, w obliczu tragicznej śmierci prezydenta – strażnika honoru i wartości, zyskują zdrajcy, „złodzieje/Którzy chcą nam ją ukraść i odsprzedać światu”. Utwór ma niewątpliwy cel antagonizujący: nie ma w nim mowy o wątkach jedności narodowej w obliczu tragedii, przeciwnie, obraz społeczeństwa i jego elit wyraża się w następującej figurze:

I znowu są dwie Polski – są jej dwa oblicza

Jakub Jasiński wstaje z książki Mickiewicza

Polska go nie pytała czy ma chęć umierać

A on wiedział – że tego nie wolno wybierać

Dwie Polski – ta o której wiedzieli prorocy

I ta którą w objęcia bierze car północy

Dwie Polski – jedna chce się podobać na świecie

I ta druga – ta którą wiozą na lawecie

Postulatem nie jest tu naturalnie pokonanie podziału między jedną a drugą Polską, ale zwycięstwo tej opcji, która kontynuuje godnościowo-mesjańską narrację[10] o losach Polski w historii – mające się dokonać przez działania adresata wiersza.

W takiej sytuacji często nacisk zostaje przeniesiony z katastrofy jako takiej na tragiczną śmierć Lecha Kaczyńskiego. Składnikiem wspomnianej narracji okazuje się oskarżenie części społeczeństwa, a zwłaszcza mediów, należących za życia prezydenta do grupy jego – nierzadko niewybrednych – krytyków o, w łagodnej wersji, hipokryzję, a w ostrzejszej – o zdradę narodową i przyczynienie się do tragedii. Głośnym przykładem tego typu retoryki jest wiersz satyryka Marcina Wolskiego Na śmierć prezydenta Kaczyńskiego (L 184), w którym dokonuje się wyraźna wykluczająca dystrybucja prawa do żałoby, a wspomniani krytycy to „pętaki” i „łajdaki”; ich uczynki czynią ich niezdolnymi do oddania tej najważniejszej ofierze katastrofy hołdu minutą ciszy:

Na kolana łajdaki, sypać popiół na głowę,

Dziś możecie Go uczcić tylko wstydu minutą!

Wspomnianą ostrą wymowę tego wiersza ostatecznie rozjaśnia fakt, że jest on trawestacją utworu Juliana Tuwima Na śmierć prezydenta Narutowicza, który obciąża – z dużą siłą przekonywania, zwłaszcza w kontekście ówczesnych praktyk medialnych i inżynierii nastrojów społecznych – środowisko Narodowej Demokracji odpowiedzialnością za zamach Eligiusza Niewiadomskiego na życie pierwszego prezydenta II RP. Nawiązanie Wolskiego do tego wzoru literackiego niesie w podtekście interpretację katastrofy smoleńskiej nie jako przypadkowego tragicznego wypadku, ale wydarzenia, za którym stoją konkretne inspiracje, zamiary i plany polityczne.

Zasadniczo odmienny ton poetycki tworzy ta część poezji smoleńskiej, która podejmuje zasadniczo tradycję trenu i dokonuje przede wszystkim ekspresji uczuć żalu, rozpaczy i osierocenia po katastrofie, poszukuje pocieszenia, często starając się w tym celu wyciągnąć z niej uniwersalne moralne wnioski. Reprezentować ten nurt wśród wierszy poetów profesjonalnych może utwór Leszka Długosza Modlitwa za Nich (L 28), który już swoim tytułem wprowadza kolejny arcyważny aspekt poezji smoleńskiej: obfite występowanie elementów religijnych i pobożnościowych. Katastrofa staje się tu zarzewiem przeżycia religijnego, powodem modlitewnego zwrotu do Boga i początkiem rozpoznania przez żałobnika własnej ludzkiej kondycji w perspektywie religijnej:

A byli wzięci

Do Arki Twego Miłosierdzia

– Są ocaleni

Istoto licha

Lepianko człowiecza marna... wierzysz tak?

– Wierzę Panie

Z kolei obszerny utwór Krzysztofa Koehlera Odpowiedź[11] zbiera powyższe wątki, wychodząc od poetyckiego sprawozdania z narodowej, zbiorowej żałoby – nie tyle z indywidualnych przeżyć, co z uczestnictwa w takich wydarzeniach, jak odwiedzanie wystawionych na widok publiczny trumien czy nabożeństwa pogrzebowe bądź w intencji ofiar. Wspólnota wytwarza się mimo ukazanych w wierszu nieprzyjemnych realiów, tłoku, zmęczenia, brudu:

Widziałeś?

Widziałeś naród?

Widziałem, jak wznosi flagi

W łopocie na Rynku w Krakowie,

Jak intonuje pieśń, aż szyby drżą,

Jak szuka miejsca, by w przykucu

Najświętszy Sakrament, gdzieś

Na drugim końcu placu, we wnętrzu,

Wznoszony rękami kardynała,

Adorować.

W tych okolicznościach wyeksponowana zostaje wspólnota narodowa, mająca swój nieodłączny komponent religijny, używająca patriotycznych symboli, opierająca się na „zbiorowych uniesieniach i rachunku/narodowego sumienia”, a sprzeciwiająca się tym, którzy negują te wartości i dokonując ich socjologicznych czy psychologicznych analiz, utwierdzają podziały w społeczeństwie (przykładem obiektu sprzeciwu lirycznego „ja” mógłby tu być cytowany wyżej artykuł Nawratka). Pojawia się więc z jednej strony wspólnota narodu, która „oddycha, śpiewa, płacze”, z drugiej – odszczepieńcy, przypisujący jej „wynaturzenia”, to, że „truje, zatruwa, kazi, sączy, bredzi”. Polityczny antagonizm domyka przywołanie hipotezy o zamachu, odrzucanej przez postępowe narracje, gardzące spontanicznymi reakcjami narodu. To jednak temu ostatniemu przepowiada się zwycięstwo: mimo jątrzących podziałów, dzięki zwrotowi ku sacrum i wspólnocie żałoby w finale dokonuje się powrót do realnego istnienia państwa i narodu (co implikuje, że wcześniej zostało ono zatracone):

Jesteśmy w Polsce już.

W Polsce jesteśmy znów.

Wiersze dwóch nie tak znanych, ale nieanonimowych autorów wprowadzają kolejny bardzo istotny nie tylko historiozoficzny, ale i wewnątrzpoetycki kontekst poezji smoleńskiej: figurę powtórzonego Katynia. Roman Misiewicz, autor kilku co najmniej utworów o tej tematyce, jeden z nich tytułuje Katyń II[12]. Status ofiar katastrofy określa w nim znaczący dwuwers: „oni nie są już/z tego czasu” – nie tylko dlatego, że opuścili doczesność, ale też dlatego, że ich los staje się tożsamy z losem oficerów zamordowanych w Katyniu przed siedemdziesięciu laty[13]. Z kolei w wierszu Przemysława Dakowicza Piosenka o guzikach[14] nawiązanie to ma bardziej złożony charakter, odwołuje się bowiem także do najczęściej wykorzystywanych w kontekście zbrodni katyńskiej motywów literackich.

Jednym z najczęściej powtarzających się w poezji katyńskiej – która zasługuje na osobne studium[15] – rozwiązań jest mianowicie odwołanie do swego rodzaju rekwizytów, przedmiotów-pamiątek, stanowiących też świadectwo przeszłości. Wiersz Zbigniewa Herberta Guziki[16] nie tylko stanowi jeden z niewielu bez wątpienia pierwszorzędnych artystycznie utworów współtworzących ten zbiór, ale także ten, który doczekał się szerokiej sławy. Tytułowy rekwizyt, „guziki nieugięte”, „świadkowie zbrodni”, „jedyny pomnik na ich grobie”, „potężny głos zamilkłych chórów”, pojawia się również choćby w najgłośniejszej i najpopularniejszej artystycznej wypowiedzi na ten temat. Otóż w filmie Andrzeja Wajdy pod tytułem Katyń w inspirowanej Herbertem scenie jeden z oficerów w obozie jenieckim wypowiada zdanie „zostaną po nas guziki”, co ma stanowić swego rodzaju wsteczną legitymizację takiej interpretacji rekwizytu. Wiersz z tomu Rovigo (1992) został na nowo odkryty po 10 kwietnia 2010 r., gdy bardzo często cytowano fragment „i cisza jest na wysokościach/i dymi mgłą smoleński las”, który rzeczywiście zaskakuje adekwatnością do realiów katastrofy – zwłaszcza tym, że poeta wspomina akurat o „smoleńskim lesie”, nie odwołując się do tego najbardziej znanego miejsca zbrodni – lasu katyńskiego. Dakowicz przetwarza ten motyw, tworząc w operującym elementami makabry wierszu obraz rozmowy między guzikami spoczywającymi tam od siedemdziesięciu lat i tymi należącymi do ofiar katastrofy:

pod całunem popiołu guzik gada z guzikiem

sokiem ziemi przeżarty mosiądz szepce z plastikiem

Prosta synekdocha z wiersza Herberta zostaje tu dodatkowo zmetaforyzowana, guziki są ożywione i uosobione, w związku z czym wygrana zostaje nie tylko analogia pomiędzy tragiczną śmiercią z 1940 i 2010 r., ale i sugerowane jest porozumienie ofiar, dzielących i los, i ideową postawę, a także, jak się okaże w innych wierszach eksplorujących ten motyw – zrównanych w poświęceniu i micie, tworzonym przez zbiorową pamięć[17].

Na zakończenie tego przeglądu poezji smoleńskiej autorstwa przedstawicieli profesjonalnego życia literackiego przywołam wiersz niegdysiejszego laureata Nagrody Kościelskich, bez wątpienia ważnego poety ostatnich piętnastu lat, który jednak tym razem, publikując napisany na gorąco[18] utwór, wpisał się częściowo w poetykę typową dla obszaru poezji amatorskiej. W wierszu Wojciecha Wencla In hora mortis[19] zwracają uwagę niekonsekwentne rozwiązania poetyckie, zwłaszcza w kwestii rytmu i rymu – obok regularnie rymowanych dwuwersowych strof pojawiają się całostki o rymie zaburzonym, co, jak się wydaje, nie pełni w utworze żadnej roli semantycznej:

ścieżka wiedzie przez grób Pański – nie ma innej drogi

trzeba się owinąć w całun biały i czerwony

(...)

a im bardziej bezsensowny twój zgon się wydaje

tym gorętsze składaj dzięki że jesteś Polakiem

Niektóre ryzykowne rozwiązania obrazowe w tym wierszu również trzeba uznać za nieudane, tracące znaczenie w przez przeładowanie sensów. Przywołując bohaterów-patriotów z historii Polski, Wencel przypomina powstańców warszawskich, przechodzących kanałami – pod ziemią – do Śródmieścia. Jak można się domyślać, to niefortunna kontaminacja tych słów zaowocowała skierowaniem żołnierzy Warszawy do „Śródziemia”, które to określenie budzi jednak wyłącznie nadmiarowe skojarzenia z Tolkienowską fantastyczną krainą[20]. Podobne pomieszanie może wywołać finał wiersza, w którym potoczne określenie „pocałunek śmierci” zostaje wplecione w metafizyczną sytuację narodu i perspektywę religijną, budząc zarazem trudne do uporządkowania odwołanie do pocałunku Judasza. Z całości wiersza wybrzmiewa fatalistyczna wizja, w której Polacy muszą umierać, i to za sprawą zdrady, gdyż jest to jedyna, usankcjonowana religijnie, droga do przetrwania Polski (incipit wiersza trawestuje Mazurka Dąbrowskiego w słowach „Jeszcze Polska nie zginęła póki my giniemy”). Wencel proponuje zatem bardzo nieskomplikowane wyjaśnienie metafizycznego sensu katastrofy z 10 kwietnia, dla którego zbędna jest argumentacja i uzasadnienie, nawet przez analogie historyczne czy obrazy poetyckie – po prostu „nie ma innej drogi”. Trudno o lepszy przykład wspierający diagnozę Agaty Bielik-Robson – choć nie chcę tu przesądzać, czy jest ona w całości przekonująca – o „polskim triumfie Tanatosa”[21]. Ten sposób myślenia powraca również w niektórych wierszach autorów pozostających poza ogólnopolskim obiegiem literatury.

Starając się wyróżnić szczególnie charakterystyczne cechy amatorskiej poezji smoleńskiej, spróbuję spojrzeć na nią niejako z pewnego oddalenia, poświadczając moje rozpoznania przykładowymi wierszami spośród kilkuset, które poddałam lekturze. Dla uporządkowania głównych trybów, w których funkcjonuje ta poezja, inspirująca okazuje się klasyfikacja Agnieszki Dębskiej. Wyróżnia ona mianowicie (przy okazji badania wspomnianej wyżej poezji strajkowej) wśród wierszy nieprofesjonalnych autorów, powstałych spontanicznie, zainspirowanych uczestnictwem w istotnym wydarzeniu w sferze publicznej, pięć grup: „utwory relacjonujące, komentujące, więziotwórcze, konsolacyjne i satyryczne”[22]. Jak się okaże, podobne podziały można by zaprowadzić w poezji smoleńskiej, choć naturalnie niejednokrotnie kilka wskazanych cech łączy się w jednym tekście.

Spora część poezji smoleńskiej wychodzi od zrelacjonowania ostatniego lotu Tu-154M oraz jego fatalnego zakończenia. Znajdują się wśród nich utwory będące właściwie arbitralnie podzielonymi na wersy dyskursywnymi opisami, pozbawione nadorganizacji retorycznej czy nawet wyrazistszego komentarza. Za przykład może służyć wiersz Barbary Reklewskiej Polska w żałobie (L 120-121):

         Na pokładzie Elita polskiego społeczeństwa

            spieszy do Katynia

            dla uczczenia pamięci zamordowanej

            siedemdziesiąt lat temu Polskiej Inteligencji.

            (...)

            Samolot dolatuje do Smoleńska.

Za chwilę będzie lądował.

Maszyna przechyla się (...)

Szybko można jednak zauważyć powracające motywy, realia, którym autorzy przydają szczególnego, symbolicznego znaczenia: mgła panująca na smoleńskim lotnisku czy brzoza, o którą uderzył spadający samolot (skąd już blisko do znanego obrazu katyńskiego lasu i wspominanego wyżej połączenia w jedno zbrodni z roku 1940 i tragicznego wypadku z 2010). Powtarza się także na przykład przypomnienie faktu, że po katastrofie z wraku samolotu wydobyto stosunkowo nietkniętą flagę, godło oraz wieniec, jaki prezydent miał złożyć na mogile katyńskiej:

Ona – biało-czerwona

On – srebrny orzeł w locie

ocaleli – niemi świadkowie zdarzeń

w prezydenckim samolocie

i jeszcze wieniec ocalał

ludzie – polegli, zginęła elita (z wiersza Marii Szulikowskiej Solidarni, L 148-149)

Na podobnej zasadzie świadkiem tragedii staje się brzoza (na przykład w wierszu Veni Creator Waldemara Podworskiego, L 118) i inne elementy przyrody smoleńskiej; wszystkim tym realiom zostaje tu nadane czytelne symboliczne znaczenie. Mgła z kolei oznacza fatum, zły los, na jaki skazana jest Polska, a także podstęp i zdradę. Tak jest na przykład w utworach: Antoniego Dąbrowskiego Hieny (L 25: „wszystko przykryłaby/smoleńska mgła”); Elżbiety Goraj Katastrofa (L 34: „Zwodnicza mgła pochłonęła/Tak wiele serc”); Anny Nogaj Ostatni lot (L 106: „gęsta mgła lepkimi palcami/wciągała rozpaczliwie/już do innej przystani”), a w Partii szachów Wandy Nowik-Pały (L 109-110) fatalnemu Losowi w metaforycznej rozgrywce przypadają białe – właśnie ze względu na kolor powiązanej z nim mgły:

jak zwykle

rozpoczęły białe

 

bielą zasnuło się niebo

pod wielką papachą mgły

znikło smoleńskie lotnisko

W tej grupie tematycznej niewątpliwie zwracają uwagę utwory Katarzyny Jasztal, bardzo konsekwentne w obrazowaniu, wprowadzające często motyw – trudno nie zaznaczyć jego kuriozalności – romansu czy aktu erotycznego pomiędzy tupolewem a podstępną, mamiącą go mgłą bądź pomiędzy tymże samolotem a ziemią, w którą uderzył. Wiersze te, w przeciwieństwie do wielu bardzo oszczędnych i surowych w środkach poetyckich, odznaczają się wręcz nadekspresją, licznymi wykrzyknieniami, na ogół także regularnym rymowaniem, obfitością epitetów, metafor tworzących fantastyczny, naiwnie baśniowy i makabryczny zarazem klimat sytuacji lirycznej. Zaskakujący motyw erotyczny pojawia się w wielu wierszach Jasztal, niekiedy dodatkowo ubrany w formę zacytowanej „opowieści lasu katyńskiego”:

– Powiedz, co pamiętasz, ty, ojcze zieleni...

Do dzisiaj mam w myślach pocałunek ziemi

W metalowe usta osłabłej maszyny!...

Słodki pocałunek... chyba jak dziewczyny.

Bo zadrżał tupolew w śmiertelnej rozkoszy

I pękł! (z wiersza Opowieść lasu katyńskiego, L 47)

 

Mgła wyciągnęła dłonie hen, w siódme niebiosa

I na rzęsach jej siadła wzruszenia łez rosa,

To na niego czekała! (...)

On w dłonie mgły wciąż się uniżał,

Niepewny, czy go przyjmie! (...)

– Chodź! – mgła krzyknęła czule – Me usta nie kłamią!

Nie bój się drzew i słupa, co prądem cię łechce!

Jego ogień nie taki jest jak mój chłód! (z wiersza Spotkanie, L 56)

W innych utworach Jasztal rozpoznać można dalekie – niestematyzowane, ale wyraźne – echa rozmaitych motywów popkulturowych. Opis dalszych losów – czy lotów – ducha samolotu przywodzi na myśl nieodparcie Latającego Holendra:

Duch tupolewa przez niebo mknie!

Obłoki z lękiem zaglądają do środka kabiny,

Gdzie czarną kawę nocy podają stewardessy – dziewczyny

Z uśmiechem wiecznym na sinych ustach,

Z ogniem eksplozji w oku!

Piloci dłońmi wpół spalonymi machają do obłoków...! (z wiersza Duch tupolewa, L 39)

Za sprawą innych zaś utworów Tu-154 kojarzy się z najsłynniejszym rozbitym statkiem – Titanikiem, a zwłaszcza z popularną piosenką Lady Pank Zostawcie Titanica (Przerwany lot, L 44-45, rozpoczynający się od słów „Zostawcie ich, niech lecą dalej”; utwór bez tytułu, z incipitem „Zostawcie szczątki tupolewa/Jak kwiaty krwi w katyńskich drzewach”, L 51-52). Co najmniej problematyczna pozostaje kwestia stosowności tych – jak wspomniałam, niestematyzowanych, można zaryzykować stwierdzenie, że nieświadomych – nawiązań. W poezji Jasztal sąsiadują one na przykład z obrazami podwójnej katyńskiej ofiary, opisami żałoby czy rzadkimi w poezji smoleńskiej autotematycznymi rozważaniami:

Jakie wiersze o tragedii pisać?

Jak odnaleźć najczulszy sens słowa?

(...)

Z czego wiersze ponure wyplatać

Ku pamięci tego wydarzenia?

(...)

I gdzie rymów do poezji szukać?

Chyba w tej trawie spalonej,

W źródłach krwi, co na ziemi zostały,

Strasznym cudem na cmentarz zmienionej! (wiersz bez tytułu, L 42-43)

W zakończeniu tego utworu ostatecznym źródłem natchnienia okazują się „te ciche rzędy trumien/Pod lotnikiem i szczątki zwęglone”. Nie są one jednak, jak można by się spodziewać, inspiracją dla poezji milczenia, niedopowiedzenia, oszczędnej w środkach. W rzeczy samej między konsekwentnym nadmiarowym obrazowaniem poezji Jasztal a „cichymi rzędami trumien” wyrasta nieusuwalna sprzeczność.

Wiele utworów poezji smoleńskiej wygrywa realia smoleńskie i katyńskie w mniej ekstrawagancki sposób. Powraca w nich motyw poranionej, nieludzkiej (z nawiązaniem do tytułu świadectwa Józefa Czapskiego), przeklętej, ale zarazem świętej katyńskiej ziemi (na przykład w wierszu Aliny Bursze Katyń, L 16-17, Marzeny Kasprowicz Cień, L 70-71, Bogusława Pijanowskiego Katyń 2010, L 115, Marii Szulikowskiej Na nie-ludzkiej ziemi, L 150-151) i złowieszczego lasu, który niekiedy staje się jednak także depozytariuszem pamięci ofiar (na przykład w utworach Doroty Putowskiej Katyń – dopełnienie, L 119 czy Andrzeja Piskulaka Nad lasem katyńskim, L 117). W wierszu Stanisławy Kosmali Ścięte kwiaty (L 84-85) szczególnie wyraźnie widoczna jest ta ambiwalencja: z jednej strony „katyńska ziemia/jak widać jest nienasycona” i to ona żąda coraz to nowych ofiar, z drugiej zaś ona właśnie i rosnący na niej las w poetyckim obrazie opłakują ofiary oraz żądają sprawiedliwości i prawdy:

           Bolesny krzyk każdego dnia

           Z tej ziemi się wyrywa,

           Wciąż niesie się echem

           I wstrząsa każdym Polakiem.

Kolejna grupa tematyczna smoleńskich utworów to te, które koncentrują się na przeżywaniu żałoby – czy to opisując faktyczne uroczystości i zgromadzenia w polskich miastach, czy to nawiązując do tradycyjnej formy epitafium i trenu poświęconego ofiarom katastrofy bądź którejś z ofiar w szczególny sposób. Najczęściej przywoływaną postacią jest oczywiście Lech Kaczyński – określany na przykład jako „prezydent polskiej pamięci/bonaparte wdeptanych w ciemię” (Antoni Dąbrowski, Prezydent nieomal IV RP, L 20-21), „Śpiący Rycerz”, „zamknięty w czarnej kuli/medialnego odium”, opiewany przez „strofy wajdeloty” (Zofia Korzeńska, Strofy wajdeloty, L 81-82), „Mały Rycerz” (Maria Szulikowska, Ostatni lot, L 145), „Prawy Orzeł/Syn Polskiej Ziemi”, „Wielki patriota i wielki człowiek”, „Dumny patriota i Polak”, „Orzeł-Patriota” (Wanda Robak, wiersze Pod Pomnikiem Czynu Legionowego, L 125, Na twórczym dla Ojczyzny szlaku, L 127, Idą rzesze Polaków, L 127-128), ten, „którego przebodli” (Celina Ślefarska, Którego przebodli, L 153). Powszechnie jest również pokazywany w roli kochającego męża[23] – reprezentatywna jest tu seria wierszy Zyty Trych (L 166-168): Znowu zakwitły, Małżeństwo, *** (34 lata w przykładnym/Stadle małżeńskim), wreszcie następujący utwór bez tytułu:

           On, mąż stanu, dostojnie

           Podawał żonie ramię

           Obejmował czule, kupował prezenty

           Przynosił kwiaty

           Po kryjomu całował jej włosy

           I przytulał bez przerwy

           Prezydent Lech Kaczyński

           Nie żyje.

Bohaterką liryczną wielu utworów jest również sama Maria Kaczyńska; często jej emblematem stają się kwiaty – tulipany (jeszcze za jej życia jedna z odmian została nazwana jej imieniem), na przykład w wierszu Jasztal Wywiad z Prezydentem (L 49-50), Celiny Ślefarskiej Pierwszej Damie (L 152), Zyty Trych Tulipany Prezydentowej (L 177)[24].

Lech Kaczyński funkcjonuje jako mąż opatrznościowy; gdy go zabrakło, rola ta jest najczęściej przenoszona na jego brata. Jarosław Kaczyński pojawia się też niekiedy jako podmiot mówiący – na ryzykowany chwyt takiej prozopopei zdecydowała się Marzena Kasprowicz, w wierszu Bratu Bliźniakowi (L 72-73) opowiadająca z perspektywy Jarosława Kaczyńskiego o jego żałobie i bólu, a także Artur Łyczek, inscenizujący jego rozmowę z matką (Troska matczyna, L 100-101). Jarosław Kaczyński-podmiot liryczny doszukuje się tu sensu śmierci brata w tym, że poprzez nią utwierdził on ostatecznie pamięć o zbrodni katyńskiej, „dopełnił ofiary” zamordowanych oficerów; na przyszłość postuluje zgodę między narodami (jak można domniemywać – polskim a rosyjskim), zawierzenie Bogu i sprawiedliwość w osądzaniu żywych i umarłych.

Wśród pozostałych przywoływanych z imienia ofiar znajdują się także na przykład prezydent Polski na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski (np. Do braci harcerzy leciałeś Mieczysława Nowaka, L 108, Nestor Ślefarskiej, L 180), generał Bronisław Kwiatkowski (wiersze Zofii Korzeńskiej – Moc korzeni i W ogień skoczył, L 83); zbiorowym bohaterem lirycznym bywa załoga samolotu czy szerzej – cały pułk lotnictwa obsługujący loty VIP-owskie (Słowo o pułku Lecha Antoniego Dąbrowskiego L 23-24, Hymn 36. Pułku Lotnictwa Transportowego Jasztal, L 62). W kilku ciekawych wierszach pojawia się z kolei poseł Przemysław Gosiewski (stosunkowo częste występowanie tej postaci wiąże się także z faktem, że spora część poetów z analizowanego zbioru pochodzi z regionu, z którym i on był związany – z Świętokrzyskiego). Wyjątkową kontaminacją różnych motywów i poetyk jest wiersz Danieli Kowalskiej Nie ma posła Przemka (L 93-95). Łączy on pieśń ludową w typie lamentu, pogańską apostrofę do góry Łysicy (która obejmuje większą część utworu), ducha regionalizmu, pochwałę gospodarskich zasług „posła Przemka” (niemal w stylu poezji socrealistycznej) oraz modlitwę wstawienniczą za niego:

            Da moja Łysico

            Mój ty złoty lesie

            Niechaj każde drzewo

            Ugnie się przed człekiem

            Który nasz był

            (...)

            A Ty mu racz Panie

            Odpoczynek dać wieczny

Na planie ideowym wyjątkowa na tle poezji smoleńskiej jest zupełna nieobecność w tym wierszu motywów narodowo-patriotycznych (w ich miejsce występuje patriotyzm lokalny) oraz nieduża wzmianka pokazująca pewne lekceważenie dla głównej, „katyńskiej” narracji: „po cóż on pojechał/Do tego Katynia”. Na ogół motyw ten rządzi imaginarium symbolicznym oraz patriotyczną wymową utworów, dodatkowo łącząc się z wątkami religijnymi[25]. Podobnie jak w poezji dotyczącej zbrodni katyńskiej, wykorzystywana jest tu często figura Matki Boskiej Katyńskiej lub Smoleńskiej, której emblematem są „przestrzelone czaszki” z 1940 r. (np. w wierszu Wiesława Kota Ziemię smoleńską w żal pamięci włożyć, L 89, Zyty Trych Peregrynacja katyńska, L 164, Matka Boska Smoleńska anonimowego autora o pseudonimie Yuna91, L 186-187, Popatrz Alicji Zanijat, L 189). Ostateczne połączenie postaci Matki Boskiej i motywu powtórzonego Katynia dokonuje się w wierszu Zyty Trych Podwójna blizna (L 174-175), gdzie znakiem obu tragedii stają się dwa cięcia na twarzy Matki Boskiej z najsłynniejszego w Polsce wizerunku – częstochowskiego:

            Czemu znów elity polskie

            Globalnej zagłady doznały?

            I podwójnego cięcia

            Jak oblicze Matki Częstochowskiej.

Kolejnym obrazem łączącym wątek katyński, smoleński i religijny jest motyw Golgoty Wschodu, które to określenie w kulturze zasadniczo odnoszone jest na ogół do losów i świadectw tych, którzy przeszli przez martyrologię sowieckich łagrów. Do męczeństwa Chrystusa zostaje też porównana śmierć oficerów w 1940 r., a dalej – utożsamiana z nią katastrofa smoleńska (np. Eligiusz Dymowski, Smoleńska Golgota 2010, L 30; Kto pilnuje Jasztal, L 44; Golgoto Katyńska Heleny Kowaluk, L 97, Odliczanie dni Zyty Trych, L 183). Motyw ten wpisuje się naturalnie we wspominany wyżej wątek powrotu idei mesjanistycznej, tym razem w dość okrojonej, uproszczonej formie: najczęściej „polscy patrioci”, z wyroku boskiego czy też dla zaspokojenia żądań „nieludzkiej ziemi” muszą składać z „krzykiem bezsilności” „kolejne ofiary” (Irena Mikla, Golgota Wschodu, L 103).

Motywy religijne w poezji smoleńskiej często towarzyszą także refleksji egzystencjalno-moralnej, usiłowaniu wyciągnięcia z katastrofy wniosków i nauki. Można to interpretować jako próbę nadania sensu tragicznemu wydarzeniu, odnalezienia takiego sposobu myślenia, wedle którego spełnią się – by użyć skrótowego określenia Sebastiana Dudy – postulaty w rodzaju „ich śmierć nie może pójść na marne”[26]. Odbywało się to zarówno na planie prywatnym, polegając na indywidualnych rozważaniach moralnych, jak i w odniesieniu do spraw publicznych, do problematyki narodowej i patriotycznej. W wierszach tych często pojawiają się realia żałoby, będące zarazem symbolami polskości: wzgórze wawelskie, na którym pochowano parę prezydencką, żałobny dźwięk dzwonów, a zwłaszcza dzwonu Zygmunta (na przykład w utworze Antoniego Dąbrowskiego Wawel, L 21-22, Zofii Korzeńskiej Lamentacje polskie, L 80, Wandy Robak Zabrzmiał dzwon Zygmunta, L 122, Bogusława Wtorkiewicza Nokturn, L 185). Przykładem refleksji pierwszego typu może być wiersz Barbary Reklewskiej X.X.X. (L 120), rozważający niemożność cofnięcia raz wypowiedzianych złych, krzywdzących słów czy Pytania Małgorzaty Sajkiewicz-Kręt (L 131), która zastanawia się nad sensem egzystencji w cieniu śmierci:

            Próbujemy ogarnąć nieogarnialne,

            odnaleźć sens tej straszliwej Ciszy,

            splatającej nierozerwalnym łańcuchem

            Wczoraj i Dziś.

Z kolei Celina Ślefarska w wierszu Skrusz mnie Panie (L 156-157) wyprowadza swoją refleksję nad kondycją ludzką i moralną powinnością pokory nie tylko z samej katastrofy, ale i z późniejszych wydarzeń naturalnych, które zbiegły się w czasie z okresem żałoby. Autorka nawiązuje do unoszącej się nad Europą w późniejszych dniach kwietnia 2010 r. w wyniku wybuchu wulkanu Eyjafjöll na Islandii, paraliżującej transport lotniczy chmury pyłu wulkanicznego[27]:

            Fontannę popiołu wypluwa islandzka ziemia

            i śle Europie

            Pochylcie głowy

            czas skruchy nadszedł

        Już czas by stać się wreszcie Człowiekiem

Z kolei temat wypływającej z katastrofy i żałoby refleksji nad losami Polski został już wielokrotnie poruszony w powyższych rozważaniach; na koniec pokażę tylko kilka aspektów zaangażowania stricte politycznego, jakie się z nią wiązały. Amatorska poezja smoleńska niekiedy wyraża nie tyle przez aluzje, co wprost stanowiska autorów dotyczące sporów na scenie politycznej – najwyrazistszym przykładem jest tu moim zdaniem wiersz Antoniego Dąbrowskiego Wymuszone wybory 2010 (L 26-27):

            jeśli wybory prezydenckie

            wygra J. Kaczyński

            – współczuję mu

 

            jeśli Komorowski

            – współczuję nam:

            (...)

            kraj po łokcie

            się upalikoci

            a majordomus Niesiołowski

            zagra (...)

            na pogrzebie kolejnej RP

 

            duch dziadka Tuska

            zachichocze

            i włoży mundur SS

            na przedszkolną maskaradę

Nie sposób oczywiście ominąć rozpoznania, że zaplecze ideowe autorów poezji smoleńskiej jest zasadniczo konserwatywne, narodowe, religijne (znamienne, że nie udało się odnaleźć na przykład wierszy poświęconych ofiarom-przedstawicielom lewej strony sceny politycznej, nawet tak popularnym i charyzmatycznym, jak Izabela Jaruga-Nowacka). Niekiedy towarzyszy temu – jak w powyższym przykładzie – potencjał skrajnej antagonizacji, a także teorie spiskowe, ksenofobia, nienawiść do politycznego przeciwnika, usuwanie go poza ramy wspólnoty. Nie brak jednak także apelów o pojednanie, które ma być jednym z najważniejszych – obok oczywiście ostatecznego upamiętnienia zbrodni katyńskiej – powodów, dla których śmierć ofiar katastrofy zyskuje sens. Jest to zarówno postulat zgody narodowej (na przykład w utworze Włodzimierza Kowalczyka Pamiętaj, L 92, Henryka Musy Polsko, Ojczyzno ma, L 105, Zyty Trych Rachunek sumienia, L 179) jak i niekiedy, co warto podkreślić, życzliwego podejścia do Rosjan (na przykład Rocznice, Kamień tragedii, Płacz, Tłumaczenie Zyty Trych, L 170-173).

Z powyższego przeglądu widać, że poezja smoleńska wpisuje się we wszystkie tryby wyróżnione przez Dębską: składa relacje z wydarzeń, komentuje je, dokonując ekspresji uczuć, poszukuje konsolacji przez zrozumienie tragedii, a także stara się tworzyć różnego rodzaju więzi – niekiedy w sposób zamknięty, niekiedy proponując szerokie pojednanie (inna sprawa, na ile projekt ten jest w istocie wykluczający, skoro implikuje, jak się wydaje, jako warunek dopuszczenia do kręgu zgody narodowej podzielanie pewnej perspektywy spojrzenia na rzeczywistość, a zwłaszcza na samą katastrofę). Najsłabiej obecny jest w niej, co zrozumiałe, nurt satyryczny, odzywający się niekiedy w najbardziej zaangażowanych politycznie utworach. Trzeba jednak zauważyć, że w swojej ogromnej większości operuje ona powtarzającymi się kliszami, zadowala łatwymi wytłumaczeniami i jeszcze łatwiejszymi poetyckimi rozwiązaniami, proponuje mało zróżnicowany i w gruncie rzeczy nieskomplikowany obraz świata, w którym role dla podmiotu są ściśle nakreślone.

W ten sposób okazuje się, że poezja smoleńska, choć wydaje się bezsprzecznie efektem bardzo spontanicznego działania – w tym zakresie, że to autor (niekiedy debiutant) decyduje o włączeniu się w niesterowany odgórnie nurt poezji okolicznościowej – to jednak powiela liczne cechy bezwzględnie podporządkowanej władzy, propagandowej, usługowej poezji socrealistycznej w ujęciu Michała Głowińskiego[28]. Wedle badacza jej kluczowe cechy to poddanie się rytuałowi i konwencji. Choć żaden zewnętrzny cenzor nie strzeże zgodności poezji smoleńskiej z wykoncypowanym wcześniej wzorem, to jednak podobieństwo rozwiązań poetyckich składających się na nią, powtarzalność motywów, zasadnicza jednolitość ideowa w jej obrębie każą przypuścić, że rolę tę mogą również pełnić niewspomagane wprost władzą państwową reguły pola społeczno-kulturalnego, w obrębie którego działają i tworzą przywoływani w tym artykule poeci. W efekcie powstaje poezja zrytualizowanej żałoby, skonwencjonalizowanej, płytkiej refleksji, korzystająca z gotowych, jak najłatwiejszych wzorów artystycznych i ideowych. Jak napisała w wierszu bez tytułu (*** Oto dziś dzień krwi i chwały, L 53) najpłodniejsza wedle mojego rozeznania autorka tej poezji, Katarzyna Jasztal, nieświadomie chyba sugerując celną[29] formułę dla określenia własnej (i nie tylko) działalności twórczej – „Teatr wspomnień i opera łez!”.

 

          BIBLIOGRAFIA

          Literatura podmiotu:

  • Ciepliński Z., Tren Katyński 2010. W hołdzie Ofiarom katastrofy lotniczej 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem, Wyd. Nasz Czas, Stalowa Wola 2010.
  • Jasztal K., Jestem tylko Martą, Wyd. Radostowa, Starachowice 2010.
  • Klimaszewski S., Szkatułka katyńska, Polihymnia, Lublin 2010.
  • Łomnicka-Dulak W., Nieszpory katyńskie, Wyd. MS, Opole 2010.
  • zb., Bóg, honor, ojczyzna. Pamiętamy. Antologia wierszy poświęconych Katastrofie Smoleńskiej 10.04.2010., red. J.D. Telejko, Ośrodek Działań Środowiskowych Salonik Literacki Wrocław-Kuźniki, Koło Literatów Polskich im. Z. Herberta – Oddział Wrocławski, Wrocław 2010;
  • zb., Godzina dwudziesta pierwsza trzydzieści siedem. Głos poetów po śmierci Papieża Polska. Antologia, red. T. Jania, Wyd. Św. Stanisława BM, Kraków 2005.
  • zb., Katyń w literaturze. Międzynarodowa antologia poezji, dramatu i prozy, oprac. J.R. Krzyżanowski, wstęp W. Odojewski, Norbertinum, Lublin 2010.
  • zb., Lament smoleńsko-katyński. Antologia o ofiarach katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem, red. A. Dąbrowski, Wyd. Radostowa, Kielce-Starachowice 2010.
  • zb., Rapsod smoleński. Wiersze wybrane o ofiarach katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem, Wyd. Radostowa, Starachowice 2010 .
  • zb., Wiersze o Smoleńsku. Antologia polskiej poezji inspirowanej tragedią 10 kwietnia 2010 roku, http://wierszeosmolensku.blogspot.com, 14.03.2010.
    
          Literatura przedmiotu:

  • Babuchowski S., Zapomniane źródło, „Gość Niedzielny”, 19.12.2010.
  • Dębska A., Satyryczna poezja stanu wojennego, „Literatura Ludowa. Dwumiesięcznik Naukowo-Literacki” 2002 nr 4/5.
  • Eadem, Strajk z perspektywy uczestnika. Poezja Sierpnia 1980, „Literatura Ludowa. Dwumiesięcznik Naukowo-Literacki” 2001 nr 4/5.
  • Głowiński M., Poezja i rytuał, „Teksty Drugie” 1991 nr 6.
  • Horubała A., Patriotyzm w trupim pyle, „Rzeczpospolita”, 27.11.2010.
  • Janowska K., Federacja niepodległych nisz, „Polityka. Niezbędnik Inteligenta” 2005 nr 25.
  • Lubas-Bartoszyńska R., Społeczność pisząca, „Kultura i Społeczeństwo” 1995 nr 4.
  • Urbanowski M., Nie kpić z rozpaczy, „Rzeczpospolita”, 11.12.2010.
  • Żałoba, red. S. Sierakowski, A. Szczęśniak, Wyd. Krytyki Politycznej, Warszawa 2010.



[1] R. Lubas-Bartoszyńska, Społeczność pisząca, „Kultura i Społeczeństwo” 1995 nr 4, s. 176.

[2] Z. Ciepliński, Tren Katyński 2010. W hołdzie Ofiarom katastrofy lotniczej 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem, Wyd. Nasz Czas, Stalowa Wola 2010.

[3] Por. np. K. Janowska, Federacja niepodległych nisz, „Polityka. Niezbędnik Inteligenta” 25/2005, s. 35-40.

[4] Por. np. K. Nawratek, Poza histerię, poza cynizm: „Wybuch histerii (podobny do tego po śmierci Jana Pawła II) wiele mówi o polskim społeczeństwie, lecz niestety nic pocieszającego. Polskiego społeczeństwa nie ma. Są tylko egoistyczne jednostki goniące za indywidualnymi interesami, które od czasu do czasu, czy to przy okazji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, czy tragedii, dokonują symbolicznej emocjonalnej komunii.

Polacy nie zbudowali instytucji, którym mogliby zaufać, nie zbudowali wspólnoty. Ponieważ jednak ludzie są istotami społecznymi, potrzeba dzielenia emocji, potrzeba „bycia razem” od czasu do czasu się ujawnia. Wystarczy tylko impuls – najlepiej jakaś tragedia”. Tekst ukazał się w internecie już 14 kwietnia 2010 r. Cyt. za: Żałoba, red. S. Sierakowski, A. Szczęśniak, Wyd. Krytyki Politycznej, Warszawa 2010, s. 81-82.

[5] W sprawie twórczości poetyckiej po śmierci Jana Pawła II por. np. Godzina dwudziesta pierwsza trzydzieści siedem. Głos poetów po śmierci Papieża Polska. Antologia, red. T. Jania, Wyd. Św. Stanisława BM, Kraków 2005.

[6] Por. np. A. Dębska, Strajk z perspektywy uczestnika. Poezja Sierpnia 1980, „Literatura Ludowa. Dwumiesięcznik Naukowo-Literacki” 2001 nr 4/5; eadem, Satyryczna poezja stanu wojennego, „Literatura Ludowa. Dwumiesięcznik Naukowo-Literacki” 2002 nr 4/5.

[7] Np. wspomniany wyżej tom Z. Cieplińskiego; K. Jasztal, Jestem tylko Martą, Wyd. Radostowa, Starachowice 2010 (tom poświęcony w całości ofiarom katastrofy), S. Klimaszewski, Szkatułka katyńska, Polihymnia, Lublin 2010, W. Łomnicka-Dulak, Nieszpory katyńskie, Wyd. MS, Opole 2010; antologie poezji posmoleńskiej Bóg, honor, ojczyzna. Pamiętamy. Antologia wierszy poświęconych Katastrofie Smoleńskiej 10.04.2010., red. J. D. Telejko, Ośrodek Działań Środowiskowych Salonik Literacki Wrocław-Kuźniki, Koło Literatów Polskich im. Z. Herberta – Oddział Wrocławski, Wrocław 2010; Rapsod smoleński. Wiersze wybrane o ofiarach katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem, Wyd. Radostowa, Starachowice 2010 i poniżej omawiany Lament smoleńsko-katyński.

[8] Lament smoleńsko-katyński. Antologia o ofiarach katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem, red. A. Dąbrowski, Wyd. Radostowa, Kielce-Starachowice 2010. Większość omawianych wierszy cytuję za tym wydaniem, oznaczając to bezpośrednio w tekście – za pomocą litery L i numeru strony.

[9] Pierwodruk: „Rzeczpospolita”, 21 kwietnia 2010 r.

[10] Sądzę, że rację w dużej mierze ma przy tym Agata Bielik-Robson, gdy zwraca uwagę na paradoksalną na pierwszy rzut oka dechrystianizację polskiego mesjanizmu, dokonującą się w twórczości Rymkiewicza (i nie tylko w niej oczywiście). Por. np. A. Bielik-Robson, Tanato-mesjano-faszyzm. O ostatnich odsłonach polskiej symboliki mesjańskiej, [w:] Żałoba, op. cit., s. 210 i nn.

[13] Wygrywając to podobieństwo, wiersz inscenizuje obraz katastrofy jako egzekucji, w wielu elementach zbieżny z powstającymi licznie spiskowymi teoriami, wedle których w grę nie wchodził wypadek, a zamach, a nawet dobijanie rannych.

[14] Cyt. za http://wierszeosmolensku.blogspot.com/2010/11/przemysaw-dakowicz.html, 14.03.2011.

[15] Rozeznać się w tej literaturze pozwala tom Katyń w literaturze. Międzynarodowa antologia poezji, dramatu i prozy, oprac. J. R. Krzyżanowski, wstęp W. Odojewski, Norbertinum, Lublin 2010 – choć trzeba tu zaznaczyć, że jego wprost artykułowanym celem było oddanie hołdu ofiarom zbrodni katyńskiej, podkreślenie ich godności i upamiętnienie bohaterstwa, czego efektem jest także wykluczenie niektórych tekstów (por. uwagi redaktora w omawianym tomie: J. R. Krzyżanowski, Zbrodnia katyńska w kulturze polskiej minionego siedemdziesięciolecia, s. 407-416).

[16] Cyt. za: ibidem, s. 364-365.

[17] Inne nawiązanie do tego wiersza Herberta – zaznaczone niemal dokładnym cytatem „i znów zadymił mgłą smoleński las” – znajduje się na przykład w utworze Władysława Janusza Obary Smoleńska apokalipsa czyli Drugi Katyń (L 111).

[18] Ukazał się w „Gościu Niedzielnym”, 18.04.2010., datowany jest na sam dzień katastrofy.

[20] Co ciekawe, na temat tego sformułowania przetoczyła się w prasie polemika krytyków. Uznając je za lapsus, podobnie jak autor bardzo krytycznego artykułu o poezji Wencla, Andrzej Horubała (Patriotyzm w trupim pyle, „Rzeczpospolita”, 27.11.2010.), sprzeciwiam się odczytaniom (por. np. Sz. Babuchowski, Zapomniane źródło, „Gość Niedzielny”, 19.12.2010., M. Urbanowski, Nie kpić z rozpaczy, „Rzeczpospolita”, 11.12.2010.), wedle których jest to zabieg ewokujący baśniowość świata poetyckiego (nie dostrzegam jej w In hora mortis) bądź też udana poetycko kontaminacja nazwy dzielnicy i tego, że – jak głosi drugi wers utworu – „nasi starsi bracia wędrują do ziemi”. Taki efekt byłby moim zdaniem możliwy, gdyby „Śródziemie” było neologizmem Wencla, a nie jednoznacznie kojarzoną polską nazwą Tolkienowskiej Middle-earth, co wywołuje w tym kontekście nieodparty efekt komiczny.

[21] A. Bielik-Robson, Polski triumf Tanatosa, [w:] Żałoba, op. cit., s. 116.

[22] A. Dębska, Strajk z perspektywy uczestnika..., op. cit., s. 81.

[23] Koresponduje to zresztą z faktem, że wizerunek Lecha Kaczyńskiego prezentowany w mediach tuż po jego śmierci różnił się znacznie od wcześniejszego, był ciepły, emocjonalny, podkreślał głównie jego życie rodzinne, uczucia do bliskich, poczucie humoru. Por. np. M. Gdula, Trzy żałoby, [w:] Żałoba, op. cit., s. 45; I. Cywińska w rozmowie z J. Smoleńskim, Żałoba, czyli niezrozumiały obowiązek, [w:] ibidem, s. 140: Gdybym miała coś powiedzieć o prezydencie Kaczyńskim na podstawie tego, co [teraz] widzę w mediach, tobym stwierdziła, że bardzo kochał swoją żonę. (...) od czasu katastrofy nie słyszałam informacji, że Lech Kaczyński podpisał traktat lizboński, że był w Gruzji...

[24] Fakt, że właśnie Marii Kaczyńskiej, jedynej kobiecie występującej dość często wśród bohaterów lirycznych poezji posmoleńskiej, przydano tego rodzaju emblemat – co ją w pewien sposób sakralizuje, kojarzy z postaciami bogiń i świętych – jest zastanawiający.

[25] Ale także z obrzędami o korzeniach pogańskich – Zaduszek czy Dziadów.

[26] S. Duda, Polski mesjanizm i nowa lewica, [w:] Żałoba, op. cit., s. 191.

[27] Motyw ten powraca w kilku innych wierszach smoleńskich: na przykład w utworach W obszarach wiary Wiesława Kota (L 88-89) czy Pył wulkaniczny Zyty Trych (L 179).

[28] M. Głowiński, Poezja i rytuał, „Teksty Drugie” 1991 nr 6.

[29] Naturalnie tylko w obrębie języka potocznego i w odniesieniu do funkcjonującego w nim właśnie znaczenia teatralności jako sztuczności i przesady.


ABSTRAKT

Niniejszy artykuł ma za cel poczynienie wstępnych rozpoznań na temat frapującego zjawiska kulturowego – obfitej twórczości poetyckiej zainspirowanej katastrofą lotniczą 10 IV 2010 r. Zaznaczając obecność pewnych charakterystycznych dla niej tendencji i motywów z utworów poetów profesjonalnych, głównym przedmiotem zainteresowania czyni poezję amatorską. Stara się uporządkować jej obraz, aby w podsumowaniu zarysować główne rządzące nią zasady, takie jak rytualizacja i konwencjonalizacja.