„Butelka wódki albo kilo soli…”

polski przekład księgi pamięci

gminy żydowskiej w Szczekocinach

 

Marek Tuszewicki

 

Dzieje żydowskiej społeczności Szczekocin, miasteczka położonego na pograniczu Śląska, Małopolski i Kielecczyzny, sięgają co najmniej XVIII w. Przed II wojną światową stanowiła ona blisko 50% (ok. 3 tys. osób) wszystkich jego mieszkańców. Ludzie różnych profesji i przekonań, kupcy, rzemieślnicy, syjoniści i komuniści, Żydzi świeccy, religijni i chasydzi – do dnia święta Jom Kipur, 20 września 1942 r., cały ten światek przestał istnieć. Większość zginęła w Treblince. Tylko nieliczni przeszli cało piekło niemieckich obozów lub przetrwali łagry Syberii. W samym mieście nie pozostało po nich nic, prócz synagogi obróconej w spichlerz i dwóch doszczętnie zrujnowanych cmentarzy…

Przez blisko rok, dzięki zaufaniu, jakim obdarzył mnie pan Mirosław Skrzypczyk, miejscowy polonista, regionalista i inspirator wydania w Polsce księgi pamięci żydowskiej gminy Szczekocin, pracowałem nad jej przekładem i opracowaniem. Bezpośrednie obcowanie z tekstem oryginalnym pozwoliło mi bliżej poznać charakter tego spisanego, zbiorowego świadectwa o Zagładzie. Wśród szeregu interesujących problemów, z jakich zbudowana jest Pinkes Szczekocin, na plan pierwszy wysuwa się problem pamięci. Nie jest to pamięć współczesnych mieszkańców miasteczka, lecz zapis tego, co zapamiętali i co uznali za warte zapamiętania ocaleni – Żydzi. Niniejszy artykuł ma za zadanie przybliżyć istotę fenomenu ksiąg pamięci na przykładzie Pinkes Szczekocin, ukazując stosunek jej twórców do Polski i Polaków.

Księgi pamięci i Pinkes Szczekocin

Pamięć stanowi jedną z kategorii konstytuujących tożsamość narodową i kulturę Żydów. Już w czasach Biblii Hebrajskiej nakaz podtrzymywania pamięci posiadał status przykazania, którego źródłem i strażnikiem był Bóg. Opowieści o przeszłości, przekazywane z pokolenia na pokolenie, oraz budowane na tej bazie rytuały, pozwalały zachować tożsamość w epoce wygnania, tworzyły przestrzeń „żydowskości”, w której wyznawcy judaizmu jeszcze do przemian oświeceniowych spędzali większą część życia.

Elementem tej przestrzeni były memorbücher, księgi upamiętniające ofiary prześladowań, doznanych przez gminy żydowskie w średniowiecznych Niemczech. Ich nazwa wywodzi się najprawdopodobniej od łacińskiego słowa memoria (pamięć), chociaż wskazuje się też na możliwość związku z wyrazem almemar, oznaczającym podwyższenie w domu modlitwy, z którego odczytywano m.in. imiona zabitych. Tradycja włączania treści tych ksiąg w liturgię synagogalną zachowała się w Rzeczypospolitej do rozbiorów, uzupełniona m.in. relacjami z hekatomby Żydów ukraińskich podczas powstania Chmielnickiego. Do idei upamiętniania zniszczonych gmin w specjalnych księgach powrócono na początku XX w., w czasie I wojny światowej i następującym po niej okresie gwałtownych wystąpień skierowanych przeciw Żydom w Galicji i na Ukrainie. W latach dwudziestych i trzydziestych ukazały się w Nowym Jorku księgi pamięci Żytomierza, Płoskirowa i Felsztyna, posiadające cechy charakterystyczne dla współczesnych publikacji tego typu.

Księgi pamięci poświęcone okresowi II wojny światowej, wydawane z inicjatywy wychodźców z miast i miasteczek Europy Środkowo-Wschodniej, stanowią zjawisko niejednorodne. Powstawały na przestrzeni wielu dziesięcioleci, począwszy od roku 1941. Najczęściej spisywane były w językach jidysz i hebrajskim (szczególnie w Izraelu). Różnią się pod względem objętości (od kilkudziesięciu do kilkuset stron) i wartości literackich. Niektóre miasta i miasteczka posiadają więcej niż jedną księgę, inne nie są w ogóle reprezentowane. Tytuły większości zawierają takie słowa, jak „pamięć”, „upamiętnienie”, „pomnik”, „kronika”, oraz jidyszowe i hebrajskie terminy oznaczające zagładę, zniszczenie, unicestwienie. Niejednolita jest również treść ksiąg. Głównym punktem odniesienia pozostaje okres II wojny światowej i zniszczenie społeczności żydowskich w Europie Środkowo-Wschodniej. Wielokrotnie jednak starano się utrwalić, i to w jak najszerszej perspektywie, również obraz przedwojennego życia gminy. Artykuły zawarte w księgach opierają się przede wszystkim na wspomnieniach autorów, czasem tylko sięgając do stosunkowo nielicznych, trudno dostępnych źródeł. Co zrozumiałe, nacechowane są silnymi emocjami i nie brak w nich błędów. Pewnego rodzaju dopełnieniem publikacji tego typu są liczne ilustracje, zwłaszcza przedwojenne fotografie i plany miast[1].

Dyskurs powojenny ukształtował przekonanie o wyjątkowości Holokaustu. Szczególnie mocno podkreślali to filozofowie, w tym Emmanuel Lévinas, zwracający uwagę na etyczny sens zjawiska, porażającego nawet nie tyle swym ogromem, co absolutna innością, „niespotykanością” i bezsensem. Przewartościowanie w obliczu Holokaustu dotychczasowego podejścia do wydarzeń historycznych wymusiło wprowadzenie do dalszej dyskusji kategorii dopuszczalności. Pisaniu narzucono etyczne, ale również w znacznym zakresie estetyczne rygory, szczególnie w odniesieniu do literatury pięknej. Fenomen ksiąg pamięci wydaje się przeczyć twierdzeniom o „niewysłowionym” charakterze Zagłady, literackiej nieprzekazywalności doświadczenia Auschwitz i braku właściwych form po temu. Zwróciła na to uwagę Małgorzata Zduniak-Wiktorowicz, analizując polski przekład księgi Sierpca. Jej zdaniem publikacje tego rodzaju napędzał wewnętrzny i zewnętrzny przymus pisania, który znajdował ujście dzięki wybraniu sprawdzonej drogi realizmu jako narzędzia relacjonowania[2]. Podobnie swoje przemyślenia sformułowała Aleksandra Ubertowska, główną przyczynę nośności ksiąg pamięci upatrując w możliwości swobodnego mieszania wzajemnie uzupełniających się gatunków i dyskursów. Tak ukształtowana forma pozwala w możliwie najpełniejszy sposób odzwierciedlić pamięć zbiorowości w jej wieloaspektowości[3].

Księga pamięci Szczekocin jest pod wieloma względami reprezentatywna dla tego nurtu. Wydana została w 1959 r. z inicjatywy Ziomkostwa Szczekocinian w Izraelu. Jej tytuł – Pinkes Szczekocin – nawiązuje do tradycji spisywania kronik kahalnych, tzw. pinkasów lub pinkesów (od hebr. פנקס). Podtytuł w języku jidysz uściśla charakter publikacji – wskazuje, iż mamy do czynienia z księgą pamięci, która opisuje „życie i zagładę żydowskiego miasteczka”. Głównym jej redaktorem był ocalony Isroel Szwajcer. W pracy redakcyjnej wspomagali go członkowie Ziomkostwa, których artykuły stanowią główny zrąb księgi. Dominują teksty pisane w jidysz, ale redaktorzy zdecydowali się zawrzeć również kilka artykułów po hebrajsku. W tym też języku sporządzone zostały listy szczekocińskich ofiar Zagłady i ocalonych. Zróżnicowanie tekstów pod względem poziomu literackiego i poprawności językowej jest bardzo wyraźne i zależy od indywidualnych predyspozycji autorów. W przypadku fragmentów hebrajskich zjawisko to wydaje się szczególnie widoczne ze względu na przywiązanie piszących do różnych form współczesnej hebrajszczyzny. Znaczne odstępstwa od zasad daje się zauważyć także w sferze ortografii i interpunkcji, a ponadto w kilku miejscach dostrzec można usterki związane ze składem i drukiem.

Układ Pinkes Szczekocin odzwierciedla w dużym stopniu plan innych tego typu publikacji. Otwierają ją artykuły wstępne, wyjaśniające przyczyny i okoliczności wydania księgi, będące jednocześnie rodzajem emocjonalnej dedykacji. Redaktorzy podkreślają ogromny wysiłek, jaki towarzyszył ich pracy. Wyrażają żal, iż nie mieli dostępu do źródeł i udało im się zebrać skromny materiał naukowy. Właściwa treść dzieli się natomiast na dwie części. Pierwsza opowiada o życiu gminy żydowskiej przed wybuchem II wojny światowej. Wspomina działające w miasteczku stowarzyszenia, instytucje i osoby szczególnie wyróżniające się na tle społeczności, jak również zawiera sentymentalne opisy miasta i stara się nakreślić dzieje osadnictwa żydowskiego na przestrzeni wieków. Druga część księgi koncentruje się na wspomnieniach wojennych. Szczekocinianie opisują w swoich artykułach pierwsze dni września 1939 i kreślą okoliczności zetknięcia się z rzeczywistością okupacyjną. Ocaleni wspominają też ucieczkę autobusem na wschód, dzięki której wielu Żydów ze Szczekocin zamiast do hitlerowskich obozów zagłady trafiło na Syberię, a ponadto przytaczają losy tych, którzy mieli mniej szczęścia i pozostali w piekle niemieckiej okupacji.

Świat żydowskiego miasteczka

Jak przyznaje Isroel Szwajcer, rzeczywistość wyłaniająca się ze wspomnień ocalonych ma charakter „na wskroś żydowski”. Autorzy z pełną świadomością ograniczyli swoje zainteresowanie do społeczności szczekocińskich Żydów. Stawiając za cel jak najpełniejsze jej odwzorowanie, pozostawili w głębokim tle całą nie-żydowską historię miasteczka. Zabieg taki uzasadnia już sama funkcja księgi jako pomnika. Jest w niej miejsce tylko na to, co, zdaniem autorów, w najlepszy sposób przypominać będzie tragicznie zniszczoną przeszłość. Trzeba oczywiście zaznaczyć, że przynajmniej do końca XIX w. żydowskie mieszczaństwo faktycznie kształtowało zewnętrzny obraz Szczekocin. Także w przededniu II wojny światowej w znacznym stopniu współtworzyło ono miejscowy klimat[4]. Jednak wyidealizowane wspomnienie przeszłości przybiera w księdze pamięci postać jeszcze bardziej jednostronną. Czytamy np.: „Przychodził szabat i zdawało się, że nikt prócz Żydów tam nie mieszka. Wszystko było jak obumarłe.”[5]. Miasteczko, o którym sucha notka encyklopedyczna mówi, że leży „w powiecie Włoszczowa (woj. Kieleckie), 19 km od stacji Sędziszów”[6], w opowieści ocalonych stanowi świat niemal zupełnie oderwany od nazw geograficznych. Jest to uniwersum nawiedzane przez Szechinę, ezoteryczny aspekt Bożej obecności. Żyje w rytm świąt judaizmu, i nawet lęg komarów zwiastuje w nim stosowny cytat z Tory.

Wiedza autorów księgi w dziedzinie historii jest ogólna, nabyta jeszcze przed wojną w szkole i środowisku, częściowo oparta na własnych doświadczeniach. Uległa oczywistej idealizacji, nie ustrzegając się przy tym błędów w warstwie faktograficznej (np. zamiast magnatów Dembińskich, właścicieli miasta, występują Radziwiłłowie). Nie powinno więc dziwić, że cokolwiek działo się w miasteczku i okolicy, w większości artykułów wiąże się ściśle z losami miejscowych Żydów. „Istnieją przypuszczenia, że była to jedna z pierwszych gmin żydowskich w Polsce” – napomyka dumnie jeden z redaktorów, z żalem potwierdzając brak jakichkolwiek źródeł to potwierdzających[7]. Pomimo, że według wspomnianej już encyklopedii miasteczko otrzymało prawa miejskie w XV w., jako punkt zwrotny w jego historii Pinkes… przedstawia akt jednoczesnego ufundowania kościoła i synagogi, dokonany w XVIII w. przez właścicielkę okolicznych dóbr, panią Dembińską vel Radziwiłł. Wydarzenie to urasta do rangi faktycznego początku, a wszystko, co je poprzedza, wydaje się legendą, mglistą i nie zupełnie zrozumiałą.

Późniejsze dzieje Szczekocin przedstawiają się zgoła wyraźniej, ciągle jednak w kontekście żydowskim. Ostatnia bitwa insurekcji kościuszkowskiej kilkakrotnie wspominana jest w ramach legendy o wysadzanym brylantami czapraku, który sam Naczelnik miał podarować pewnemu Żydowi na miejskim rynku. W następnych latach ekonomiczny rozwój miasteczka i okolicy możliwy jest dzięki działalności żydowskich przedsiębiorców. To oni budują nowoczesne młyny wodne czy garbarnie, rozwijają handel zbożowy i wznoszą murowane domy. Ich też w pierwszej kolejności dotykają nieszczęścia, chociażby ograniczenia wynikające z konstytucji kwietniowej 1935 r., a przede wszystkim okropieństwo wojny. Są pierwszymi śmiertelnymi ofiarami niemieckich nalotów. Ich domy i młyny stają się pierwszymi celami bombardowań.

W żydowskich Szczekocinach kościół wydaje się elementem zarazem oczywistym i bardzo obcym. Okoliczna ludność jest chrześcijańska i tak nazywają ją najczęściej autorzy księgi, dla odróżnienia od Żydów. Relacje z nie-żydowskimi sąsiadami w obrębie gminy (chociaż nie w szerszej perspektywie) chętniej sytuują na podłożu religijnym niż narodowym. Nie wspominają przy tym ani o świętach ani o obyczajach chrześcijan, podkreślają natomiast, że w żydowskie święto Radości Tory (Simchat Tora) dołączali oni do bawiących się, tańczących na ulicy chasydów. Dwukrotnie, przy okazji historii o fundacji synagogi, wymieniany jest również budynek kościoła. W obu przypadkach wzmiance towarzyszy tradycyjny zwrot, wyrażający potrzebę rozgraniczenia między światem „czystym” (żydowskim) a „nieczystym”. Oprócz krótkiej uwagi o zbiórce zarządzonej przez Niemców w ogrodzie proboszcza, sfera kościelna więcej w księdze pamięci nie występuje[8].

Polacy w Pinkes Szczekocin

Kategoria wyznania nie wystarczy już do opisania relacji z Polakami, wykraczających poza obręb najbliższego sąsiedztwa (a więc miasta i okolicy). Autorzy sięgają wówczas chętnie do tradycyjnego języka, w którym społeczeństwo polskie dzieli się na chłopów (pojer, pojerim) i dziedziców (porec, pricim). Są to terminy sięgające swymi korzeniami czasów feudalnej Rzeczypospolitej, znajdują jednak zastosowanie także w rzeczywistości XX-wiecznej. Zdecydowanie częściej też podstawą rozumienia tych relacji staje się kategoria narodu. Ona z kolei przejawia się najjaskrawiej w dwóch przełomowych momentach historii polsko-żydowskiego współistnienia: odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r. oraz jej utraty w roku 1939 i latach okupacji.

W tym pierwszym przypadku można mówić o wielkim rozczarowaniu. Księga pamięci opisuje wpływ, jaki na młodzież żydowską miało przebudzenie narodowe Polaków w okresie I wojny światowej. Towarzyszyła mu silna potrzeba samookreślenia, manifestująca się m.in. rosnąca liczbą partii politycznych. Dla młodych Żydów ciągle otwartą wydawała się kwestia, na ile pragną związać się z odrodzoną Rzeczpospolitą. Wielu z nich zaczęło uczyć się języka polskiego i przygotowywało do egzaminów wstępnych do gimnazjum. Niestety, wojna z Rosją Sowiecką rozbudziła nastroje antysemickie, które na dobre odepchnęły te rzesze młodych od idei polskości, dodały zaś argumentów coraz popularniejszemu obozowi syjonistycznemu.

Autorzy Pinkes Szczekocin ukazali okres międzywojenny jako czas niełatwego, ale pokojowego współżycia obu społeczności. Należy zwrócić uwagę, że większość ocalonych z Zagłady odnosiła się ze szczególnym sentymentem do lat dwudziestych i trzydziestych, kiedy dopiero wchodzili w wiek dorosły, zakładali rodziny i realizowali marzenia. Dlatego w ich wspomnieniach dominuje problem walki politycznej „na żydowskiej ulicy” (między obozem syjonistycznym a religijnym), ze szczególnym naciskiem na takie osiągnięcia, jak: przejęcie władzy w gminie, budowa szkoły hebrajskiej oraz biblioteki. Jednak poza tarciami w radzie miejskiej nie pojawia się w nich wątek konfliktu z Polakami. W księdze pamięci zagrożeniem nie są polscy antysemici, których hasła, szczególnie po śmierci Józefa Piłsudskiego, coraz częściej znajdowały posłuch w różnych warstwach społeczeństwa[9]. Tym niebezpieczeństwem są nazistowskie Niemcy, z którymi już na kilka lat przed wybuchem wojny „świadoma” młodzież syjonistyczna podejmowała walkę na polu gospodarczym.

Niemiecka agresja, według świadectwa ocalonych, nie przyniosła radykalnej zmiany. Na polecenie chrześcijańskiego burmistrza Żydzi, mimo szabatu, wzięli aktywny udział w przygotowaniach do obrony. Wspólnie z Polakami ponieśli pierwsze wojenne ciężary i straty, spowodowane przez nalot Luftwaffe, w wyniku którego spłonęła duża część zabudowy. Szczególnie znamienna jest historia Awruma Zylbersztajna, który zaraz po wkroczeniu Niemców do miasteczka został schwytany i wraz z kilkoma innymi Polakami i Żydami uwięziony w naprędce skleconej szopie. Tam, w oczekiwaniu na śmierć, ludzi sobie w zasadzie obcych i pochodzących z różnych światów połączyła więź wspólnoty losów.

Napięcie w szopie osiągnęło punkt kulminacyjny. Chrześcijanie żegnali się znakiem krzyża i płakali. Żydzi odmawiali modlitwę widuj i psalmy, prosząc Wiekuistego o pomoc.

Trwało to trzy nerwowe godziny. Każdy czuł się skazany na śmierć. Jednak nagle drzwi szopy otworzyły się. Wszedł Niemiec. Serca wszystkich zastygły jak skamieniałe. Wszyscy stali nieruchomo. Ów niemiecki żołnierz kazał wszystkim ustawić się w szeregu i zaczął zapisywać imiona, mówiąc jednocześnie, że jeśli coś takiego powtórzy się ponownie, zapisani ludzie zostaną rozstrzelani.

Ciężko opisać radość, która nas wówczas opanowała. Żydzi i chrześcijanie rzucali się sobie na szyje i całowali. Zostaliśmy uwolnieni[10].

W pierwszych miesiącach okupacji atmosfera współpracy utrzymywała się, mimo coraz gorszych warunków życia obu społeczności. Przykładem może być inicjatywa rodziny Menachema Frajkorna. Dzięki porozumieniu z miejscowym restauratorem (Polakiem), udało się jej otworzyć własną restaurację. Działalność tego lokalu została przerwana wraz z wprowadzeniem przez władze niemieckie wydzielonej dzielnicy żydowskiej – getta. Wówczas też, a także za sprawą kolejnych zarządzeń okupanta, uderzających wyłącznie w Żydów, poczucie wspólnego losu zaczęło odchodzić w zapomnienie.

Prawdziwość wspomnień

Stosunki polsko-żydowskie w okresie II wojny światowej to szczególny rozdział w dziejach obu narodów. Pinkes Szczekocin stanowi ważne świadectwo „czasu pogardy”, przesiąknięte goryczą powojennej refleksji nad ogromem cierpień oraz postawą chrześcijańskich sąsiadów. Spośród autorów księgi, tylko Isroel Ber Cukerman przeżył okupację w ukryciu. Większość ocalała dlatego, że 3 września 1939 r., dzięki pomocy chrześcijańskiego adwokata ze Szczekocin, uciekła wynajętym autobusem na wschód. Spędzili oni wojnę w łagrach Syberii, z których powrócili do Polski w ramach tzw. repatriacji, po czym wyemigrowali do Izraela. Obie te relacje obciążone są szeregiem niedoskonałości. Spisywane blisko 15 lat po zakończeniu wojny, w naturalny sposób ulegały wpływom wiedzy nabytej w warunkach powojennych. Koncentrują się, co zrozumiałe, na przeżyciach ludności żydowskiej, nie dostrzegając szerszego kontekstu wielu wydarzeń. Ponadto ocaleni w Związku Sowieckim nie mogli odwołać się do osobistych doświadczeń, a ich obraz okupacji w Polsce był bardzo ogólny i w pewnej mierze oparty na informacjach „oficjalnych”. Dodać tu można także wpływ ideologii syjonistycznej, kształtującej patriotyzm odrodzonej ojczyzny Żydów w Izraelu.

Jan Tomasz Gross zawarł w jednym z rozdziałów Sąsiadów myśl o konieczności nadania opowieściom tych, którzy przeżyli Zagładę, rangi źródeł historycznych[11]. Nie jest to postulat nowy, szczególnie w dyskursie amerykańskim porusza się go niemal równocześnie z kwestią „niewypowiedzialności” Auschwitz[12]. Przez wiele lat historycy traktowali księgi pamięci z dużą ostrożnością. Zarzucano ich autorom braki warsztatowe oraz „kompromitujące” błędy w zakresie faktów. Bez wątpienia dzieło literackie, aby uznano je za źródło historyczne, musi stać się w pierwszej kolejności przedmiotem analizy pod względem prawdziwości. Jerzy Topolski, rozpatrujący to zagadnienie z punktu widzenia historyka, dostrzegł, że teoria literatury operuje trzema terminami, dzielącymi wypowiedzi na: fakty rzeczywiste, klasy faktów rzeczywistych oraz fikcje. Wprowadzenie pojęcia klas faktów pozwala uznać pewne zjawiska ogólne, zawarte w treści dzieła, za reprezentujące fikcjonalność ograniczoną, odnoszącą się jedynie do warstwy faktograficznej. Wówczas różnego rodzaju typowe dla danego czasu i miejsca fenomeny czy prawidłowości, nawet, jeżeli zachodzą wątpliwości co do szczegółów, uznać można za prawdziwe[13].

Postawa społeczeństwa polskiego w okresie okupacji ukazana została we wspomnieniach Szczekocinian w bardzo przygnębiających barwach. Polska prowincja, miejsce schronienia nielicznych jednostek, dla innych staje się miejscem kaźni. Oprócz kilku przypadków, gdy mieszkańcy okolicznych osiedli wydali Żydów władzom niemieckim (co oznaczało wyrok śmierci!), autorzy wspominają także poruszające historie zamordowanych polskimi rękami, m.in. Gucie Fajerajzn z Wodzisławia („Ludzie AK wykryli ją jednak i po zhańbieniu żywcem pocięli.”[14]) i Josefa Borensztajna („Chłopi, widząc przed sobą nieznanego człowieka, zapytali go o dokumenty. Gdy tamten nie pokazał im żadnych dokumentów, momentalnie go zabili.”[15]). Nawet gospodarze, którzy ukrywają Żydów, robią to, według relacji ocalonych, przede wszystkim licząc na zysk. Jeden z nich, pomimo, że był regularnie opłacany i zgromadził spory majątek, z dnia na dzień wyrzucił z kryjówki czteroosobową rodzinę Cukermanów. Niedługo potem ich kuzyni, bracia Biedak, zostali schwytani we wsi, kiedy próbowali zdobyć trochę jedzenia, i bestialsko zamordowani. Żydzi czuli się zaszczuci, otoczeni ze wszystkich stron niebezpieczeństwem, które wcale nie musiało nosić niemieckiego munduru. Isroel Ber Cukerman wspomina:

A działo się to w lipcu 1942 [1943 – przyp. MT] roku. W środku nocy przychodzi do naszej kryjówki chłop i opowiada, że wszyscy strażacy, polscy policjanci i zwyczajni „patrioci” zebrali się i chodzą od domu do domu, od izby do izby szukając Żydów. Przeszukują wszystko: strychy, stajnie i bunkry, a wszędzie, gdzie znajdują Żyda, znęcają się nad swoją ofiarą w najbardziej bestialski sposób[16].

Wcześniej ten sam autor wzmiankuje m.in. regularne egzekucje 8-10 Żydów dziennie, dokonywane przez „polskich policjantów” w Wodzisławiu na jesieni 1942 r. Natomiast inny z ocalonych, Isroel Szwajcer, który wrócił do Polski z armią Berlinga, przytacza wstrząsającą historię Dowida Miodowy, krawca, członka przedwojennej rady miejskiej Szczekocin. Miodowa ukrywał się całą wojnę w przebraniu wiejskiej baby, zarabiając na chleb robótkami krawieckimi. Nie zdawał sobie sprawy z upadku III Rzeszy. Kilka miesięcy po zakończeniu wojny został napadnięty i zamordowany przez „polskich hitlerowców” [NSZ – przyp. MT]. Po wojnie jego los został ujawniony. Odbył się też proces, w wyniku którego mordercy otrzymali kilkunastoletnie wyroki więzienia.

Dla polskiego czytelnika wydawać się może trudny do zaakceptowania sposób, w jaki autorzy Pinkes Szczekocin ferują sądy na temat ogółu polskiej ludności czy organizacji niepodległościowych, nie opierając się na żadnych konkretnych dokumentach. Szczególnie szokują relacje o zbrodniach dokonanych przez „ludzi AK”, zważywszy na rolę, jaką Armia Krajowa odgrywa w budowaniu współczesnej tożsamości Polaków. Warto wszakże mieć na uwadze, że księga pamięci nie jest podręcznikiem, lecz zapisem wspomnień tych, którym udało się przetrwać Zagładę. Pod wieloma względami stanowi pierwszorzędne źródło informacji, kiedy indziej wymaga jednak od badacza głębszej analizy i konfrontacji z dostępnymi dokumentami. Jej autorzy często nie posiadali dość wiedzy, aby w pełni zrozumieć obserwowaną rzeczywistość. Nie znaczy to jednak, że opisywane przez nich fakty (lub klasy faktów) nie są prawdziwe.

Warto zwrócić tu uwagę na trzy wydarzenia, o których mowa w księdze. Isroel Szwajcer pisze:

Żydzi! Przyprowadźcie Żydów! – Niemcy wydali zarządzenie – a ludzie ruszyli w dzikiej pogoni po miastach i wsiach, po lasach i sekretnych schronach, by ich sprowadzić. „Dobrzy” goje, wczorajsi sąsiedzi, starali się w swej pogoni sprowadzić jak najwięcej Żydów. Butelka wódki albo kilo soli było ceną za każdą żydowską głowę. Zadali sobie wiele trudu, by zarobić jak najwięcej butelek wódki lub kilogramów soli.

Zabrali butelki i „pobożnie” się przeżegnali. Pili wódkę i nie udławili się nią, zupełnie jakby to była rzecz naturalna. Zapiwszy gorzałą trefne sumienia myśleli, w jaki sposób znowu znaleźć Żyda lub ukryte żydowskie dziecko[17].

Autor nie odnosi swych słów do konkretnego wydarzenia. Jego emocjonalna wypowiedź to właściwie zarzut skierowany przeciwko Polakom w ogóle. Badającemu księgę pamięci nie uda się zapewne potwierdzić, iż takie wydarzenia miały miejsce w okolicy Szczekocin. Pojawiają się one jednak w wielu wspomnieniach okupacyjnych, także z innych rejonów Polski, i zostały wielokrotnie poświadczone[18].

Nieco inaczej wygląda sytuacja z „ludźmi AK”. Córka Isroela Bera Cukermana, która wraz z ojcem, matką i bratem spędziła niemal całą okupację w kryjówkach i osobiście doświadczyła atmosfery zaszczucia, jest dziś jednym z niewielu żyjących jeszcze świadków tych wydarzeń. Zachowała stosunkowo ciepły stosunek do Polski i Polaków, bywa też częstym gościem w Szczekocinach. Rozmowa z nią nie wyjaśnia, czy osobami, które stały za mordem na braciach Biedakach, byli rzeczywiście ludzie należący do Armii Krajowej. Nie pozostawia jednak złudzeń na temat samego wydarzenia.

W końcu kwestia „polskich policjantów”, którzy mieli brać udział w masakrach na ludności żydowskiej w Wodzisławiu w roku 1942. Jest to jeszcze jeden z wielu tematów trudnych. Postawa tzw. „granatowej policji” w okresie okupacji charakteryzowała się dużą niejednoznacznością i ciężko jest oceniać ją w ujęciu generalnym. Na tę konkretną sprawę rzucają światło najnowsze badania archiwalne doktorantki University of Toronto, historyk Sylwii Szymańskiej-Smolkin. Według odnalezionych przez nią materiałów, oddział „granatowej policji” (złożony wyłącznie z Polaków) uczestniczył w likwidowaniu wodzisławskiego getta i w akcji tej zużył kilkaset sztuk amunicji (z wystrzelonych naboi policjanci rozliczali się z Niemcami). W świetle tych dokumentów prawdziwość relacji księgi pamięci wydaje się nie pozostawiać większych wątpliwości[19].

Zakończenie

W jednym ze swoich esejów Elie Wiesel zaatakował krytyka literackiego Alferda Kazina, twierdząc, iż wątpiąc w prawdziwość przekazu świadectw ocalonych stanął on w jednym szeregu z ludźmi negującymi Holokaust. Jego zdaniem, nieścisłości faktograficzne wspomnień wykorzystywane są jako argument w dyskursie antysemickim, chociaż mało kto dysponuje pamięcią, która pozwalałaby mu zachować przeszłość ze wszystkimi szczegółami[20]. Czytając księgę pamięci Szczekocin trudno nie zauważyć, jak wiele trudu włożyli uratowani z Zagłady, aby zachować dla swych dzieci możliwie najpełniejszy obraz tego, co się wydarzyło. Zwykli ludzie, nie posiadający warsztatu historyka, a czasem wręcz z trudem piszący, zapragnęli przekazać prawdę, i chociaż nie potrafili zweryfikować swojej wiedzy, ich dzieło bez wątpienia jest ważnym źródłem dla badaczy dziejów tego miasteczka.

 

BIBLIOGRAFIA

AIPN GK 652/48, t. 1 (Der Stadt und Kreishauptmann Kielce).

Gross J.T., Sąsiedzi, Sejny 2000.

Lang B., Post Holocaust: Interpretation, Misinterpretation and the Claims of History, Bloomington 2005.

Najnowsze dzieje Żydów w Polsce w zarysie (do 1950 roku), red. J. Tomaszewski, Warszawa 1993.

Pinkes Szczekocin, przeł. M. Tuszewicki, red. Sz. Grajpner et al., Szczekociny 2010.

Prekerowa T., Zarys dziejów Żydów w Polsce 1939-1945, Warszawa 1992.

Szczekociny, w: Wielka Ilustrowana Encykopedja Powszecha wydawnictwa „Gutenberg”, t. XVI, Kraków 1932.

Tam był kiedyś mój dom…, red. M. Adamczyk-Garbowska et al., Sopot 2009.

Topolski J., Korzystanie ze źródeł literackich w badaniu historycznym, w: Dzieło literackie jako źródło historyczne, red. J. Sławiński et al., Warszawa 1978.

Ubertowska A., Literatura i pamięć o Zagładzie: archiwa, ślady, krypty, w: Stosowność i forma, red. M. Głowiński et al., Kraków 2005.

Wiesel E., Looking Back, in: Lessons and Legacies III, P. Hayes ed., Evanston 1999.

Więcławska Katarzyna, Zmartwychwstałe miasteczko… Literackie oblicza sztetł, Lublin 2005.

Zduniak-Wiktorowicz M., Sztetl opowiada – Zagłada zaświadczona, http://www.wkj.ihuw.pl/wkj/uploads/file/Malgorzata%20Zduniak-Wiktorowicz_Sztetl_opowiada.doc, 23 maja 2010.

Żydzi szczekocińscy. Osoby, miejsca, pamięć, red. M. Galasa et al., Budapeszt 2008.

 


 

[1] Tam był kiedyś mój dom…, red. M. Adamczyk-Garbowska et al., Sopot 2009, s. 11-58.

[2] M. Zduniak-Wiktorowicz, Sztetl opowiada – Zagłada zaświadczona, http://www.wkj.ihuw.pl/wkj/uploads/
file/Malgorzata%20Zduniak-Wiktorowicz_Sztetl_opowiada.doc
, 23 maja 2010.

[3] A. Ubertowska, Literatura i pamięć o Zagładzie: archiwa, ślady, krypty, w: Stosowność i forma, red. M. Głowiński et al., Kraków 2005 s. 269.

[4] Zob. Żydzi szczekocińscy. Osoby, miejsca, pamięć, red. M. Galas et al., Budapeszt 2008.

[5] Pinkes Szczekocin, przeł. M. Tuszewicki, red. Sz. Grajpner et al., Szczekociny 2010, s. 49-50.

[6] Szczekociny, w: Wielka Ilustrowana Encykopedja Powszecha wydawnictwa „Gutenberg”, t. XVI, Kraków 1932, s. 302. Notka ta cytowana jest przez autorów Pinkes Szczekocin dwukrotnie, w obu przypadkach z pewnymi zmianami i wtrąceniami.

[7] Pinkes…, s. 167.

[8] Tendencja do unikania wątków chrześcijańskich w żydowskich opisach sztetla nie jest wyłączną cechą ksiąg pamięci. Zob. K. Więcławska, Zmartwychwstałe miasteczko… Literackie oblicza sztetł, Lublin 2005.

[9] Najnowsze dzieje Żydów w Polsce w zarysie (do 1950 roku), pod red. J. Tomaszewskiego, Warszawa 1993, s. 179-242.

[10] Pinkes…, s. 250.

[11] J.T. Gross, Sąsiedzi, Sejny 2000, s. 100.

[12] Zob. B. Lang, Post Holocaust: Interpretation, Misinterpretation and the Claims of History, Bloomington 2005.

[13] J. Topolski, Korzystanie ze źródeł literackich w badaniu historycznym, w: Dzieło literackie jako źródło historyczne, red. J. Sławińskiego et al., Warszawa 1978, s. 9-10.

[14] Pinkes…, s. 207.

[15] Ibidem, s. 203.

[16] Ibidem, s. 205-206.

[17] Ibidem, s. 87.

[18] T. Prekerowa, Zarys dziejów Żydów w Polsce 1939-1945, Warszawa 1992, s. 149-161.

[19] AIPN GK 652/48, t. 1 (Der Stadt und Kreishauptmann Kielce). W aktach czytamy m.in. „21.XI.1942 Kmdt posterunku PP [Polnische Polizei – przyp. MT] w Wodzisławiu, pow. Jędrzejowski do Kmdta PP w Jędrzejowie […] Melduję Panu Komendantowi, że w czasie likwidacji żydów w Wodzisławiu otrzymałem od Żandarmerii z Jędrzejowa 300 sztuk amunicji do karabinów […]. Wystrzelonych łusek 91 i 17 łusek przyniniejszym przesyłam.” Więcej informacji przynoszą zeznania złożone przez uczestników tych wydarzeń w czasie procesów prowadzonych po wojnie. Serdecznie dziękuję pani Sylwii Szymańskiej-Smolkin za użyczenie informacji zebranych w czasie pracy nad doktoratem.

[20] E. Wiesel, Looking Back, in: Lessons and Legacies III, P. Hayes ed., Evanston 1999, pp. 14-15.

 

ABSTRAKT

Pinkes Szczekocin należy do liczącego ponad 700 tytułów zbioru współczesnych ksiąg pamięci wschodnioeuropejskich gmin żydowskich. Publikacje te powstawały od lat czterdziestych XX w., głównie w jidysz i po hebrajsku. Zawarte w nich wspomnienia ocalonych z Zagłady, odnoszące się do doświadczeń osobistych, ale niewolne od wpływów polityki i propagandy, w znacznym stopniu różnią się od narracji historycznych dotychczas dostępnych polskim historykom-regionalistom. Od niedawna, za sprawą rosnącego zainteresowania Polaków kulturą i dziejami Żydów, księgi pamięci zaczęły być tłumaczone także na język polski. Pinkes Szczekocin, wydana przez Ziomkostwo Szczekocinian w Izraelu w 1959 r., znalazła się wśród nich – obecnie grupa działaczy społecznych i nauczycieli z tego miasteczka przygotowuje do druku jej przekład. Inicjatywa ta otwiera przed społecznością lokalną możliwość spojrzenia na historię „małej ojczyzny”, a poprzez nią na szeroko rozumianą historię Polski, z tzw. „żydowskiego punktu widzenia”. Artykuł ten koncentrować się będzie na specyfice księgi pamięci gminy żydowskiej w Szczekocinach, stosunku jej twórców do Polski i Polaków oraz na doświadczeniach tłumacza – autora polskiego przekładu księgi.