Święty odmieniec. O bohaterach utworów Włodzimierza Pawluczuka

Katarzyna Werstak

 

W latach 50. w polskiej literaturze pojawiło się zjawisko zwane nurtem chłopskim. Fenomen ten wyróżniała przede wszystkim podejmowana tematyka (przedstawienie życia chłopów), ale także swoisty sposób obrazowania wsi oraz zachodzących w niej zjawisk i zmian. Istotnym wyróżnikiem nurtu chłopskiego w literaturze polskiej był również fakt, że w zaliczanych do niego tytułach nie poruszano problematyki politycznej. Do najważniejszych twórców tego typu literatury należą Tadeusz Nowak, Wiesław Myśliwski i Marian Pilot.

Mnie najbardziej interesuje w tym nurcie twórczość związana z przedstawieniem odchodzącego wiejskiego świata: tradycyjnej kultury, wartości, zjawisk, zasad życia w małej społeczności. W utworach takich dostrzec można obecność wielu postaci, stanowiących topos, który obejmę jedną nazwą: inni.

Inni to wyróżniający się (najczęściej negatywnie) w tradycyjnej grupie wiejskiej. To tacy bohaterowie, którzy poprzez swoje działanie – świadomie bądź nie – zaszeregowani są jako odmieńcy, dziwacy. Efektem tego jest wykluczenie z gromady, odsunięcie poza jej obręb, specyficzne traktowanie lub wykorzystywanie. Mam tu na myśli nie tylko obcych (przyjezdnych, innej wiary), lecz także wykonawców niektórych zawodów (np. kowal, hycel, grabarz, muzykant), którzy podejrzewani byli o kontakty z siłami nieczystymi, jak również „uchyniętych”, czyli upośledzonych na ciele lub umyśle. Takie postaci pojawiają się w literaturze epok wcześniejszych[1], co zdaje się potwierdzać ich istnienie jako toposu literackiego.

Inni pojawiający się w literaturze nurtu wiejskiego to również cudotwórcy, nawiedzeni i prorocy, osoby obdarzone nadludzkimi umiejętnościami, miejscowi święci. Osoby, które – wedle oceny społeczności – wybiera Bóg, aby Mu służyły. Pomimo że czasem przychodzą z daleka, jednak dzięki temu, że posiadają wspólną z miejscowymi wiarę, uzyskują status swojego. Jak pisze Ludwik Stomma, „Zasada asymilacji i uswojszczenia dotyczy bowiem również, czy raczej – przede wszystkim, osób świętych”[2]. Tacy święci z utworów Jana Jakuba Kolskiego, Włodzimierza Pawluczuka czy Tadeusza Nowaka przypominać mogą jurodiwego z kultury rosyjskiej. Trzeba jednak wyjaśnić, iż w polskiej kulturze nie ma tradycji jurodstwa, istniejącej w tradycji rosyjskiej - prawosławnej. Możemy dostrzegać podobieństwa cudotwórców i świętych do jurodiwych, jednak pod względem sposobu życia oraz funkcjonowania w rzeczywistości są to zupełnie różne postacie. W literaturze polskiej o tematyce wiejskiej nie pojawia się określenie „jurodiwy”. Stomma używa słowa „urodziwy” (jest to być może spolszczenie „jurodiwego”?) na nazwanie wariata namaszczonego sacrum, którego ma również przypominać człowiek pijany.[3]

Kim jest jurodiwyj? Na czym polega zjawisko jurodstwa?

Przytoczę tu tylko podstawowe informacje niezbędne w poniższej interpretacji[4].

Jurodiwyj to potoczne określenie opętanego, nawiedzonego, ascety – obłąkańca, albo udającego obłąkanego, który według ludzi przesądnych, zwłaszcza chłopów, posiada dar jasnowidzenia, przepowiadania.[5] Jednakże historia i cechy jurodiwego są zagmatwane i trudne do uchwycenia. Jak bowiem uchwycić coś pozarealnego, metafizycznego?

Życie jurodiwego to splot szczególnych, niepowtarzalnych okoliczności. I jego imię, i on sam, jest niezwykle tajemniczy. Nazwa miała, w zależności od czasu, różne znaczenia. W greckim oznaczała „obłąkanego”, „pomylonego”, „chorego na umyśle” i była nacechowane pejoratywnie. Dzięki kontekstowi biblijnemu zyskała jednak inne zabarwienie, specyficzne, pozytywne, bo to szaleństwo „dla Chrystusa”, a także szaleństwo przyjmowane świadomie, z zamysłem wystawienia go na pokaz. Wiadomo, iż takie odczytanie pochodzi z ewangelicznego tekstu Listu św. Pawła do Koryntian: „My, głupi dla Chrystusa” (1 Kor 4, 10). Ową „głupotę” można odczytywać w ten sposób, że dotychczasowa mądrość, jaką dysponował człowiek, w obliczu Boga jest niczym – głupotą. Należy wobec tego odrzucić to, co uznane za mądre i żyć według nowych zasad, które przez otoczenie mogą zostać uznane za szaleństwo i oznakę głupoty. A więc: „Stajemy się głupi, co jest naszym darem dla Chrystusa”.

W staroruskim słowo jurodiwyj oznaczało zwykłe kalectwo umysłowe, niedorozwój, coś nienaturalnego, poronionego. Najbliższym odpowiednikiem tamtego znaczenia wydają się polskie słowa: potwór, potworek. Dopiero wspomniany kontekst biblijny nadał głupocie jurodiwego inne znaczenie – głupoty skrywającej prawdziwą mądrość Bożą. Jednym z synonimów zastępujących słowo jurodiwyj w literaturze hagiograficznej było określenie „błażennyj” – święty, błogosławiony, ale zarazem nawiedzony i głupkowaty.

Polskie tłumaczenia  słowa jurodiwyj nie oddają właściwego – choć może tylko wynikającego z domysłów czy intuicji – znaczenia. Pojawiają się określenia takie jak „święty szaleniec”, „Boży wariat”, „pomyleniec”, odwołujące się do tekstu Biblii. Ale, jak przekonuje Cezary Wodziński: „Wszystkie te odpowiedniki [także francuskie, angielskie, czy niemieckie] odwołują się wprost do tekstu ewangelicznego, zapoznając rosyjską (i grecką) specyficzność terminu. Pomijają fakt, że dziwnej «rzeczy» nieprzypadkowo odpowiada tu dziwne «słowo»”[6] . Sama nazwa wskazuje zatem na wyjątkowość zjawiska. Imię brzmi tak dziwnie, jak dziwnie wygląda i zachowuje się jurodiwy.

Wyjątkowe jest życie jurodiwego: miało dziwić, nakazywać zastanowienie. Cechę charakterystyczną stanowi fakt, iż jurodiwy często jest cudzoziemcem, przychodzi z daleka,  „z zachodnich krajów, z języka łacińskiego, z ziemi niemieckiej”[7] . Jednak miejsce jego narodzenia pozostaje nieznane. Porzuca swą ojczyznę, by szukać prawdziwej wiary. Wiarą prawdziwą jest prawosławie. Jurodiwi często zamykają się w klasztorach, by po ich opuszczeniu podjąć swą wędrówkę dla głoszenia prawdy. Często nie wiadomo również, gdzie jurodiwy umiera. Jego ciało odnajduje się przypadkiem, co potwierdza tylko cudowność działalności. Nieciągłość charakteryzuje również jego życie: jurodiwy znika, potem pojawia się gdzieś niespodziewanie; najczęściej związany jest z przestrzenią miejską, co odróżnia go od postaci Włodzimierza Pawluczuka i innych twórców polskiego nurtu chłopskiego, a także od ich następców.

Zachowanie jurodiwego przypomina szaleńca przedstawianego przez Foucaulta. Według autora „Historii szaleństwa” szaleniec ma własną tożsamość, nie jest istotą bezrozumną, ale: rozumną na swój własny sposób. Ma prawo być takim, jakim jest; mówi językiem własnym, nieznaczącym dla innych, ale dla niego samego jedynym, jakim można mówić o prawdzie. Tutaj można odnaleźć odniesienia do języka jurodiwego, opisywanego przez Wodzińskiego, o czym jeszcze poniżej będzie mowa. Według Foucaulta zachowanie szaleńca definiuje to, co w społeczeństwie jest normalne pokazując, co normalne nie jest: ”(…) kultura europejska od zarania pozostaje w relacji do czegoś, co niejasno nazywa się Szaleństwem, Obłędem, Nierozsądkiem (…), relacja rozum – Nierozum jest jednym z wyznaczników [kultury europejskiej]”.[8] Spostrzeżenie to staje się bliskie idei jurodstwa – przeglądania się w jurodiwym jak w lustrze, aby przez niego zdefiniować samego siebie. Jednakże „Boży szaleniec” do istota która, według własnej świadomej oceny, powołana została przez Boga do wykonania wyznaczonych jej zadań. Nie jest „zwykłym” szaleńcem, jest wariatem Bożym.

Jurodiwego można poznać po czynach i wyglądzie. Zachowuje się inaczej niż wszyscy wokół. Jednak co to znaczy - inaczej? Szaleństwem nazywają obserwatorzy zachowania ignorujące moralne zasady współżycia społecznego. Nie dbając o świętość miejsca jurodiwy może zachowywać się wulgarnie, obscenicznie, może obrzucać ludzi kamieniami bądź  opluwać ich i wyzywać. Często praktykuje ascezę – samoumartwianie; wyrzeka się snu i jedzenia, schronienia przed zimnem. Jurodiwi nierzadko wędrowali nago, z przepaską na biodrach, bądź okrywali się byle jakim łachmanem. Nagość jest ich częstym „strojem”. Zrzucenie ubrania ma wskazywać na bezcielesność jurodiwego, na jego odwrócenie się od sztucznego, ludzkiego porządku, którego składnikiem jest wstyd przed nagością. Nagie ciało to symbol czystości duszy, która nie ma nic do ukrycia, jest bezgrzeszna. Odrzucenie ubrania stanowi także odrzucenie erotyki, cielesności rozumianej jako pokusa. Jurodiwi często specjalnie eksponowali swą szpetotę – kalectwo, blizny. Miało to oznaczać, że ludzkie ciało jest tak naprawdę brzydkie, a jedyne piękno stanowi anielska bezcielesność. Reakcja obserwatora – potępiająca lub uznająca nagość za świętość – była dla jurodiwego próbą. Akceptowanie bezcielesności, a tym samym wyrzeczenie się pokusy, to droga do zbawienia. Wstyd oznaczał wydanie się na zabiegi szatana, który kusi erotyczną nagością.

Włosy długie, rozczochrane, często wytrzeszczone oczy -  to również znaki rozpoznawcze jurodiwego.

Jego cechą staje się także specyficzna „niemota”, a więc – obok niemoty dosłownej – posługiwanie się zagadkami, przypowieściami, echolalia lub wydawanie dziwnych pisków, krzyków.

Jurodiwy to osoba głęboko wierząca w Boga i głosząca prawdę Jego słów za pomocą kazań, nauk lub zachowania. Często słyszy on wezwanie do podjęcia takiej drogi życia od samego Boga lub Jego wysłanników.[9]

Jurodiwy, zaskakując swym zachowaniem, ma zadziwiać, obnażyć nasze myślenie. Obserwator burzy się przeciw zachowaniom nieprzewidywalnym, zawstydzającym, a to jednocześnie wskazuje na jego zakłamanie, bo świadczy o tym, że zwraca  on uwagę na rzeczy nieistotne, czyli odwraca się od Prawdy. Jurodiwy jest rodzajem krzywego zwierciadła, w którym przegląda się człowiek i określa się poprzez swą reakcję na jurodiwego.

Zjawisko jurodstwa pozostaje niejasne i niezrozumiałe nawet dla uczestników społeczności prawosławnej. Nie wiadomo, kiedy jurodiwy jest prawdziwy, a kiedy symuluje. Cerkiew w swej historii podejmowała walkę z fałszywymi jurodiwymi wstrzymując w XVII wieku kanonizacje ze względu na szerokie grono udawaczy, chociaż nie ma przecież możliwości „zmierzenia” jakości jurodstwa.

Jurodstwo to zjawisko rdzennie rosyjskie, pomimo swego greckiego pochodzenia, ale tradycja ta znana jest również poza Rosją. Znana może jako cecha rosyjskiego folkloru, jako antropologiczna ciekawostka, nie zrozumiana przez społeczności zachodniej części Europy, chociaż w Polsce rozpoznana[10], choć bez znaczącego z punktu widzenia religii kontekstu nawiedzenia.

Literatura polska również prezentuje podobne postaci. Kreują świętych, nawiedzonych i cudotwórców przywołany już wcześniej Włodzimierz Pawluczuk, ale także  Jan Jakub Kolski, Tadeusz Nowak i inni twórcy nurtu wiejskiego. Postaci podobne jurodiwemu przywoływane są także w dziełach twórców epok wcześniejszych; jako przykład można tu podać choćby fragment z „Ogniem i mieczem” H. Sienkiewicza, po który sięgnął Ludwik Stomma:

– Brat mój obłąkany – rzekła Helena.

– Tobie grozi zguba, nie jemu – odparł Zagłoba. – Jeśli on obłąkany, to on dla Kozaków święty.”[11]

Stomma pisze o obłąkanym, iż jest on „(...) postacią ambiwalentną. Budzi śmiech, obrzydzenie, ale również grozę i fascynację. Jest osobą spoza tego świata, uosobieniem możliwości niespodziewanych i niezwykłych tak w sensie negatywnym, jak i pozytywnym[12].

Można mówić o pewnym przenikaniu takich wątków do polskiej literatury (jurodiwyj przecież także wędrował, mieszkańcy polskich wsi znają to z własnych doświadczeń, chociaż mogą nie znać nazwy; ponadto kultury nie są hermetyczne), ale nie jest moim celem dowodzenie, że jurodiwy jako postać – zjawisko pojawia się w Polsce. Chciałabym prześledzić istnienie postaci nawiedzonych, proroków, czy cudotwórców w literaturze polskiej dwudziestowiecznego nurtu chłopskiego, tego wątku czy może toposu postaci, które realizowane są w sposób szczególny w utworach Włodzimierza Pawluczuka. Bohaterowie „Judasza” należą do świata prawosławia, należy więc zastanowić się, jakie jest miejsce postaci podobnych jurodiwym w kulturze i literaturze polskiej.

Wielość tych „bożych wariatów” w światach kreowanych przez wymienionych powyżej twórców wskazuje na tęsknotę do jakiegoś innego  porządku bytu, na poszukiwanie odpowiedzi na najbardziej podstawowe pytania. Może to tęsknota do czasu, „kiedy Jezus chodził po świecie” – podświadome, archetypiczne dążenie do pewnych wartości. Jednak czy zawsze do tych, jakie są związane z religią? Może są to wartości uniwersalne, które nie są składnikiem religii, ale cechują człowieczeństwo w ogóle.

Roch Sulima pisze, iż „dewianci i odszczepieńcy w społecznościach folklorystycznych posiadają wielką moc kreacyjną i humanistyczną pełnię”[13]. W literaturze stają się często nośnikami i obrońcami dawnych prawd, wierzeń i tradycji. Można więc powiedzieć, że wartości reprezentowane przez „jurodiwych” dotyczą etycznego i moralnego porządku dawnej wsi – podziału ról, miejsc, powinności, rytmu pracy i świąt – których dochowanie ma prowadzić do zbawienia.

 O postaciach przypominających jurodiwych pisze Włodzimierz Pawluczuk (Wierszalin, Judasz), a opisywane przez niego społeczności to grupy ludzi pochodzenia białoruskiego lub ukraińskiego, mieszkające na wschodzie Polski (Białostocczyzna, szczególnie okolice Hajnówki i Bielska Podlaskiego, Sokólszczyzna) we wschodniosłowiańskim („ruskim”) obszarze etnograficznym, oraz wyznające prawosławie i należące do prawosławnych sekt. Należy tu dodać, iż prawosławie na terenie Białostocczyzny to nie „religia wyboru”, ale jak mówi Włodzimierz Pawluczuk – „religia losu”: „prawosławie jest formą świadomości etnicznej, etnicznej odrębności”[14], a nie przynależności narodowej.

W prawosławnych wsiach nad Narwią, w okresie między wojnami, rozkwitł sekciarski ruch odnowienia. Starło się tam wtedy, charakterystyczne dla ludowej kultury, poczucie odwiecznego niezmiennego porządku świata  z siłami historii i zmiany, czego przykładem były deportacje w 1915 roku i rewolucja. Włodzimierz Pawluczuk pisze, iż działalność proroków, nawiedzenia i cuda były przejawem walki w obronie tradycyjnego  kształtu duchowości wsi.[15] Podobnego zdania jest również Sokrat Janowicz: „Sprzyjała temu aura panująca w tej chłopskiej arkadii, niejasne na razie poczucie zagrożenia ze strony buchających młodym kapitalizmem dookolnych miasteczek i miast”[16]. Ponadto autor Ojczystości mówi o obecnej u schyłku wieków tendencji do poszukiwań dróg i osób mogących dopomóc w uwolnieniu się od nędzy. Pragnienie to mogło przyczynić się do sukcesu Ilji.

Jacek Sieradzan wskazuje, że przyczynami powstawania sekt millenarystycznych są między innymi kryzysy wspólnotowe, mające swój początek w poczuciu braku bezpieczeństwa, jak również pojawienie się charyzmatycznego proroka, ale także znaczny udział kobiet w ruchu, zmierzający do podniesienia ich statusu[17], co miało także miejsce w sekcie Ilji.

Wierszalin. Reportaż o końcu świata – esej z 1983 roku - jest zapisem historii opowiedzianych autorowi przez uczestników wydarzeń, w tekst włączone są również cytaty z ksiąg parafialnych, pochodzących z lat 20. i 30., czyli z czasu, gdy na Grzybowszczyźnie działał prorok Eliasz Klimowicz. Judasz, powieść tego samego autora z 2004 roku, to zbeletryzowana historia działalności sekty grzybowskiej, której głównymi postaciami zostają Eliasz Klimowicz, czyli ojciec Ilia i Saszka – mianowany apostołem Szymonem.

Wierszalin. Reportaż o końcu świata dokonuje rekonstrukcji fenomenu zjawiska nawiedzeń z widocznym zainteresowaniem, wyrozumiałością, empatią; autor wskazuje na dramatyzm życia w lęku przed zmianami. Tradycyjna wiejska świadomość zostaje rozbita. Pawluczuk podkreśla, że „próbował przeniknąć tajemnicę” szukając śladów proroka Ilii; że ludzie z Wierszalina byli mu bliscy w swej prawdzie.[18]

Sokrat Janowicz dopatruje się przyczyn późniejszych wydarzeń z życiorysu Eliasza Klimowicza w nieopatrznym dla niego przeczytaniu Pisma Świętego. Nieopatrznym, bo doprowadzającym go do śmierci.

Jako analfabeta, odludek i egoista nie mógł liczyć Klimowicz na pomoc w budowie cerkwi. Szukał jej więc w klasztorze słynącego z proroctw Joana z Kronsztadu. Uzyskawszy jego poparcie, poczuł się apostołem, który kieruje się pradawnymi Boskimi przykazaniami: nie znosił pijaństwa, złodziejstwa, przestrzegał przed rozpustą, postulował życie wzorowane na żywocie Chrystusa, kapłanów uważał za kombinatorów i dorobkiewiczów. Przyciągał do siebie biedotę, ludzi potrzebujących duchowego oparcia i wzoru,  wreszcie – nawiedzonych, uchyniętych na umyśle, jurodiwych. Eliasz zyskiwał coraz większe poparcie, powstała sekta, której celem było przygotowanie do dnia Sądu Ostatecznego. Kiedy proroctwo nie spełniło się, zawiedzeni wierni próbowali ukrzyżować proroka i czekać na jego zmartwychwstanie. Jednak miejscowi chłopi zapobiegli samosądowi, rozpędzili sekciarzy, a sam Klimowicz został zamordowany przez komunistów.

Historia Wierszalina i ludzi z nim związanych jest długa i skomplikowana – nie miejsce na nią w tak krótkim artykule. Powiedzmy tylko, że należy się zgodzić z Pawluczukiem, iż miejsce w kulturze, które zostało poddane tak wielkim zmianom i historycznej zawierusze, musiało urodzić proroków i świętych.

Postępowanie Ilji przypomina działalność Daniły Filipowicza – twórcy grupy religijnej chłystów. Nie byli oni uznawani za jurodiwych, jednak ich obrzędy prowadziły do popadania w ekstazę i prorokowania lub „mówienia językami”. Grupy chłystów naśladowały Chrystusa i jego uczniów oraz inne postacie z Pisma Świętego, choć należy zaznaczyć, że Biblię chłyści czytali alegorycznie, za jedyną prawdę uznając natchnienie przez Ducha Świętego.[19]

W powieści Judasz Ilja kreuje się na proroka, w czym przypomina założyciela sekty chłystów; jego działanie wydaje się być świadome i przemyślane: celowo wyposaża się w pewne cechy jurodiwego, takie jak twierdzenie o dostępie do tajemnicy znanej tylko Bogu czy przypisywanie sobie rodzinnych koligacji z Bożą Rodziną. Nazywa siebie ojcem, nawet Bogiem, dokonuje cudów, przepowiada koniec świata. Jednak narracja kładzie nacisk na tę drugą – nie świętą stronę działalności Ilji, polegającą na zbieraniu pieniędzy i budowaniu Wierszalina, o które to zadania Klimowicz dba szczególnie. Saszka dziwi się postępowaniu ojca. Widzi jego brak zainteresowania objawieniem, jakiego doznał, dostrzega chłopski spryt i chciwość oraz brak świątobliwości i pochylenia się nad potrzebującymi. W Judaszu brutalnie przedstawiony zostaje prawdopodobny mechanizm wydarzeń z okolic Grzybowszczyzny. Nabierają one niemal groteskowego w swej sztuczności kolorytu. Święci stają się kuglarzami, aktorami, nawiedzeni jarmarcznymi naciągaczami; to, czym żyli wierzący w Ilię pobożni okazuje się teatralnym przedstawieniem, za które fałszywy mesjasz pobierał opłatę, a Bóg nie dopasował się do planów Ilji.

Kolejnym bohaterem Judasza jest Saszka, którego koleje losu zaniosły na pokład okrętu radzieckiego, potem do zakonu w Kronsztadzie, gdzie dowiaduje się o Ilji, a na koniec wraca na „kraniec świata prawosławnego”, czyli do Kamienia. W Kronsztadzie ojciec Zosima przepowiada mu, iż będzie świadkiem Sądu Ostatecznego. Świat, jaki zastał Saszka w niewidzianej od lat rodzinnej wsi, wydaje mu się sztucznym, nieprawdziwym – nawet cerkiew i jej dzwony, nawet słowa popa. Czegoś tu brakuje, więc Saszka szuka prawdy, która objawia mu się w czasie spotkania z Bogiem ofiarującym mu Księgę Przeznaczeń. Jednak gdy Saszka traci Księgę, wybiera się do proroka Ilji. Pozostaje przy nim pisząc Trzeci Testament i czekając na koniec świata jako apostoł Szymon. Im bardziej Saszka zbliża się do proroka, tym jaskrawiej dostrzega wady Ilji: kłamstwa, prostactwo i cwaniactwo, proroctwa okazują się fałszem, a cała działalność zmierza do zbicia majątku. O ile rzeczywisty Ilja mógł sprawiać wrażenie – przynajmniej czasami – jurodiwego, o tyle w powieści przedstawiony jest jako wyrachowany, cwany chłop – kombinator, dobry aktor i psycholog. Jak mówi Sieradzan w przywoływanym wcześniej artykule, wśród członków ruchu Ilji zdarzały się zachowania, które moglibyśmy odnaleźć w opisach żywotów jurodiwych – chodzenie nago, nawoływanie do pokuty, umoralnianie. Tego jednak nie widać w postępowaniu Ilji – bohatera Judasza.

Saszka ma dar odczuwania mocniej niż inni. Już w dzieciństwie dręczyły go dziwne przeczucia i smutek. Podczas wojennej zawieruchy uwolnił się od ciężaru myśli, które jednak wróciły w Kamieniu. Przeczuwał zło, grzech, występek. Szukał prawdy. Wyznaczony cel potwierdza Bóg: „Stworzyłem cię po to, żebyś istniał, to znaczy, żebyś szukał i pytał”[20]. Poszukuje więc spełnienia Boskiego planu wobec siebie, służąc Ilji jako Szymon, potem zostaje Judaszem, wydaje Ilję NKWD, ten jednak przepada bez śladu, a wierni z Grzybowszczyzny rozchodzą się.

Saszka, który zostaje opuszczony przez żonę i przyjaciela – kochanka, dostrzega swój grzech. Chciał zmieniać świat, poprawiać Boże dzieło, a dopiero uznanie własnej ułomności i małości nadaje rzeczom porządek. Bóg nie dostrzega dramatu chłopa – Judasza, który chce popełnić samobójstwo, na co liczył Saszka, ale objawia swą obecność w jego duszy. I wówczas bohater doznaje objawienia: wszystko jest takie, jak powinno być.

Inność Saszki i Ilji jest widoczna w relacji do „zwykłych” ludzi – bohaterów Judasza. Są wyróżnieni zadaniem, umiejętnościami i wiedzą. Jako bohaterowie literaccy należą do kanonu innych.

Iluzja rzeczywistości, jaką kreuje literatura, oparta jest na światopoglądzie jego twórcy, można więc pokusić się o definicję takiej rzeczywistości.

Świat w utworach Jana Jakuba Kolskiego to obszar cudowności, gdzie nie padają pytania o to, czy coś jest możliwe, prawdopodobne. Świat ten jest, bo jest. Działają w nim siły pozaludzkie. Bohaterowie kierują się intuicją, czymś, co nie wymaga pytań, dzieje się, bo się dzieje. Rzeczy stają się często poza ludzką świadomością. A jeżeli ludzie są ich świadkami lub uczestnikami, to przyjmują wszystko jako znak siły: siły Boga, może siły pierwotnej, siły magicznej, wielkiej.

Podobnie jest z kreacją świata w utworach Pawluczuka i Nowaka. To przywrócenie treści zapomnianym pojęciom, uczuciom, wartościom, może przypomnienie, że dawny świat był inny – pomimo Tajemnicy - prosty, gdzie wiadomo, czym jest zło, czym dobro, czym świętość, a co jest dziełem szatana. Te wartości muszą zostać ożywione, więc pojawiają się nawiedzeni prorocy, którzy dają świadectwo temu światu, ożywiają go, urealniają. Tym bardziej, że przestrzeń określona zostaje bardzo dokładnie - cuda wydarzają się na Podlasiu, Mazowszu, w Brzustowie, Popielawach, w Brzezinach... Po sąsiedzku.

To światy niezwykłe, na poły baśniowe - dzieją się tu rzeczy magiczne, postaci przechodzą metamorfozy, doznają objawień, otrzymują niezwykłe dary. Zwracają uwagę pewne podobieństwa  między postaciami wymienionych wcześniej twórców (Saszkę z Judasza Włodzimierza Pawluczuka z bohaterem Jana Jakuba Kolskiego łączy m.in. odkrywanie prawdy, jej doświadczenie, objawienie).

Jańcio, bohater noweli Jańcio Wodnik Kolskiego, robi wszystko inaczej, niż jego sąsiedzi (na przykład kapustę kisi wiosną, choć inni robią to jesienią). Odczuwa Boski nakaz  robienia inaczej, bo, jak mówi: „Na nas Pan Bóg miał osobne pomyślenie”[21]. I nagle otrzymuje dar. Nie przychodzi on ot tak sobie, bez przyczyny: Jańcio staje się świadkiem Piękna i jego pokornym odbiorcą – uczestnikiem. W jednej chwili dostrzega doskonałość Bożego Stworzenia.

Bóg nie jest w świecie Kolskiego karzącą, gniewną siłą, nie pojawia się jako jeden z bohaterów, ale płata ludziom figle i przypatruje się, jak też oni poradzą sobie z nieoczekiwanym prezentem. Sprawiedliwość Boża jest dosłowna i widoczna. Sprzeniewierzenie się zasadom zostaje natychmiast ukarane, a dobro nagrodzone.

Bóg w utworach Nowaka to postać z bożonarodzeniowej stajenki, figura z przydrożnej kapliczki, pradawnie obecny w każdej chwili życia człowieka: od jego narodzin do śmierci; znany, bo do Niego odnoszone jest wszystko, co przynosi życie; tradycyjnie karzący, wszechwiedzący i sprawiedliwy.

Natomiast Bóg w Judaszu staje się jedną z postaci. Życzliwy, dobroduszny, pragnie dopomóc Saszce w poszukiwaniu Prawdy. Zatroskany „ambarasem i ciężarem istnienia” pomaga ułomnym ludziom. Bóg kocha prostotę otaczających Go przedmiotów należących do wystroju wnętrz w raju, ceni obowiązkowość i gospodarność Saszki, jako wyraz troski o ludzi daje „rozum paru filozofom”[22]. Objawia jednak niezadowolenie nawiedzając chłopa, gdy ten w swej pysze popada w samozachwyt i chce poprawić dzieło Boże.

Z „Bogiem” - Ilją z Judasza dzieje się to samo, co z bohaterami Kolskiego (Stygmą, Grażynką, Jańciem Wodnikiem): traci swą świętość. Z odmiennych powodów i w innych okolicznościach, ale traci.  Nawiedzonym okazuje się być ten najbardziej wątpiący – Saszka. U Kolskiego prawdziwym cudotwórcą jest miejscowy głupek – Indorek, nie zabiegający o rozgłos i poklask.

W światach Kolskiego, Nowaka czy Pawluczuka siła Boskiej mocy igra z siłami ludzkich ludowych wierzeń. Postaci cudotwórców czy naznaczonych nie są nauczycielami, pouczającymi: patrzcie i bierzcie przykład. Raczej, wmieszane żartobliwie w plan boskiego widzimisię, poddają się swemu losowi z pokorą i bez zdziwienia. Ale mogą też nie zgodzić się na wypełnienie zamysłu Boga (Kolski), traktować jako naturalne, lecz obserwować z dala (Nowak) lub paść ofiarą mistyfikacji, która jednak wiąże się z poznaniem tajemnic istnienia (Pawluczuk).

Świętość bohaterów zostaje im odebrana lub okazuje się żartem albo kłamstwem. Nawiedzenia, cuda i proroctwa są odpowiedzią na zło. U wymienionych pisarzy to zło tożsame jest z wojną lub jej wspomnieniem, rewolucją, zbrodnią.

Jaką rolę wobec tego pełnią święci, nawiedzeni i cudotwórcy w polskiej literaturze? Stają się być może przypomnieniem – tęsknotą za czasem, kiedy kulturę ludową wykreślały Boże przykazania, a także tęsknotą za tym, jak było niegdyś. Może są lustrem dla ludzi, wskazującym, jakim trzeba być. Stanowią kontrast, przeciwwagę do zła. Fałszywa świętość zostaje ujawniona i wyśmiana, a w obliczu prawdziwej człowiek odnajduje prawdę – uświadomienie własnej słabości, kruchości, nikczemności. Przekonuje się też, jak niewygodnie, w gruncie rzeczy, jest być świętym.

Świętość okazuje się być czymś niedostępnym dla zwykłych ludzi, choć może być tak blisko. Czasem dana na chwilę - dla żartu, dla próby - albo przybrana jako maska, jak na przykład Stygma z Jańcia Wodnika czy Ilja z Judasza. Gdy nagle ktoś zza płotu staje się tym nawiedzonym, rodzą się skrajne uczucia: radość i duma, ale też zawiść i niechęć. Świętość okazuje się próbą, sprawdzeniem, czy ludzie zasłużyli na jej przyjęcie. W świecie Jańcia Wodnika i Cudownego miejsca Bóg wydaje się bawić z ludźmi uwikłanymi w zło. Pokazuje im na chwilę, co mogą otrzymać, ale oni nie spełniają pewnych warunków, więc fałsz ich świata pokazuje się z jeszcze większą mocą, gdy wszystko wraca do „normy”. Jednak pozostaje też szansa na porządek, który może wprowadzić dawna ludowa mądrość, pod warunkiem, że ludzie do niej wrócą pozbywając się ambicji, wybaczając i korząc się przed tymi, którym wyrządzili krzywdy. 

Postaci świętych lub dotkniętych Bożą dłonią odnajdujemy również w utworach innych twórców nurtu chłopskiego.

Postacią w pewien sposób „nawiedzoną” jest postać Stefka, bohatera Wezwania Juliana Kawalca.  Stefek rzeźbił postacie, którymi ozdabiał sad. Ale były to dziwne figury: „Nie był to człowiek, raczej istota człekopodobna o skaleczonej głowie. Ale jemu z pewnością chodziło o pokazanie człowieka. To był jego człowiek”[23]. Staszek prawie nie mówił, nie krępował się swej nagości, miał więc cechy wspólne z jurodiwym. Jednak nikt nie rozpoznaje w nim nawiedzonego, nie przyjmuje przesłania, jakie chce  wyrazić. Społeczność traktuje go jako miejscowego głupka, „bezpożytka”. Nawiedzony nie ma tutaj swojego miejsca.

Natomiast w Takim większym weselu Tadeusza Nowaka mamy do czynienia z sytuacją podobną do tej, o jakiej mówi Pawluczuk: zamach na ład chłopskiej tradycji wywołuje zjawisko nawiedzeń. Czas przedstawiony to okres wojny, śmierci, zagłady. I nagle pojawiają się we wsi postacie wcześniej nieznane, ubrane odmiennie – z miejska. Ta odmienność wyglądu jest, przypomnijmy, również charakterystyczna dla postaci jurodiwego. „Tych nawiedzonych było coraz więcej. Przychodzili do wsi (…), przenikali, obłąkani i święci(…). Szli od domu do domu. Śpiewali pokutne psalmy, te grane przez Dawida na harfie zapaćkanej gnojem, czytali urywki Ewangelii, wygłaszali kazania”[24]. Jedna z nich – nawiedzona – w oczach ma syna rozdwojonego: żywego i tego, którego przywieziono jej na sianie. Widzi więcej. Widzi po dwakroć, czyli przeżywa każdą chwilę dwa razy: raz jako przewidywanie, a drugi, jako jego spełnienie. Bohater mówi, że przed wojną Bóg istniał, a potem Niemcy przynieśli to „złe nawiedzenie”. Mówi też, że nawiedzenie w ogóle istniało zawsze – jak powiada Biblia. Nawiedzenie to widzenie głębiej.

Ciąg dalszy obrazu świętego jako odmieńca odnajdujemy w innych powieściach Tadeusza Nowaka. Matka Jantoski, bohaterki Diabłów, mówi: „[święci] sami kiedyś byli ułomni, jeśli nie na ciele, na mowie, na słuchu, to pewnikiem na duszy”[25].

W postaciach świętych odmieńców może potwierdzić się  uniwersalne przedstawienie wyrażające koncepcję i ocenę świata: świata tradycji, w którym istnieje Siła – Bóg – która może objawić się każdemu, bez względu na jego kondycję, chęci, potrzeby, wiarę czy miejsce zamieszkania. Święty odmieniec okazuje się być jednym z elementów świata dawnej społeczności wiejskiej istniejącej już tylko w magicznych światach Kolskiego, Nowaka czy Pawluczuka. Świętość tych bohaterów to także zabawa, gra, przedstawienie, będące sposobem funkcjonowania i osiągania konkretnych celów.

Jednak nawiedzeni w literaturze polskiej wskazują na brak zakorzenienia w naszej kulturze ludowej wyobrażenia świętości czy potrzeby świętości, jaka stoi za prawosławnym jurodiwym. Postaci świętych odmieńców  podkreślają dramatyzm czasu. Boży wariaci pojawiają się w stanie wyjątkowym, nie są wpisani w świat na stałe. Ich nawiedzenie jest czymś chwilowym, co pojawia się jako próba, żart bądź kara. „Święci są dobrzy na obrazkach – mówi Pawluczuk – ale nie w życiu. W życiu irytują. Oskarżają samą swoją obecnością”[26]. Jurodiwy ma swe stałe miejsce w kulturze. Takiej, podobnej jurodiwemu, postaci nie respektują twórcy literatury polskiej, gdyż nie ma jej w tradycji społecznej. Wynikać to może z odmiennego pojmowania religii i jej funkcji w społeczności. Nawiedzeni przegrywają z miejscowym, ludowym postrzeganiem świata, ich działanie staje się obiektem lęku i drwin. Traktuje się ich tak samo, jak innych miejscowych dziwaków. Można więc powiedzieć, że przegrywają, gdyż nie zyskują swojego stałego miejsca, ich słowom i czynom nie daje się wiary. Mogą być jedynie ubarwieniem rzeczywistości, ciekawostką. W tradycji rosyjskiej jurodiwych odbierano jako bożych ludzi, w polskiej podobne im postacie jako głupków, którym wydało się, że usłyszeli Boga. Przedstawiani są z przymrużeniem oka, z pobłażliwością lub ironią. To ci, którzy próbują polecieć na skrzydłach z dachu kościelnej wieży, jak na przykład pomylony pastuch Piotr[27], lub zbudować nową Jerozolimę. Jednak ten dystans do postaci nawiedzonych wydaje się mieć też ukrytą tęsknotę za obcowaniem z boskością. Można tu przytoczyć słowa bohaterów powieści T. Nowaka: „Ktoś ludziom odebrał tego prawdziwego anioła, a postawił im za plecami drewniane pajacyki. A może nikt nigdy nie miał żadnego anioła. Najwyżej jakieś światełko nie większe od ćmy”[28]. Nawiedzeni w literaturze polskiej pojawiają się w chwilach zagrożenia, w momencie upadku dawnego świata, gdy nic już nie jest pewne: czy anioł istniał, czy nie? Czy Bóg istnieje? Dlaczego pozwala na zło? Pragnienie cudu staje się synonimem pragnienia dawnego porządku, gdy ludzie nie wyrządzali sobie krzywd, gdy kierowali się mądrością przekazywaną przez miejscowych Mądrych. Jednocześnie bohaterowie zdają sobie sprawę, że jest to już niemożliwe i że świat ten nigdy nie wróci. Stąd może prorocy okazują się oszustami, uzdrowiciele przywracają zdrowie jedynie na chwilę, a stygmaty można zmyć magiczną wodą.

Postaci Włodzimierza Pawluczuka mogą stać  się lustrem dla innych podobnych im bohaterów z powodu swej wyjątkowości i cech charakterystycznych. Stanowią odniesienie dla porównań z bohaterami utworów najnowszych – jak na przykład z Żółtoskrzydłym z powieści Pawła Huelle Weiser Dawidek, czy Ścichapęk i jego brat z Kroniki  umarłych Daniela Odiji. Wszyscy ci bohaterowie zachowują się niezgodnie z zasadami, nazywani są wręcz wariatami, uznani za chorych, ale jednocześnie ich związek z Bogiem stawia ich ponad „normalnymi”: głoszą Boże słowo, budują „prawdziwe” ołtarze, piętnują ludzkie wady.

Istnienie Saszki i Ilji jako bohaterów niepowtarzalnych w swej odmienności tym bardziej zwraca uwagę na marginalne pojawianie się postaci im podobnych w polskiej literaturze, co wywołuje  refleksję o braku we współczesnym polskim pisarstwie utworów poruszających tematykę związaną z tradycyjną kulturą wiejską. Od czasów Konopielki, Kamienia na kamieniu, Panien szczerbatych lub przywołanych już utworów Tadeusza Nowaka czy Juliana Kawalca, temat wiejskiej kultury tradycyjnej jest zapomniany. Kilkoro „wnuków” pokolenia nurtu chłopskiego broni tego wiejskiego świata (Jan Jakub Kolski, Olga Tokarczuk, Andrzej Stasiuk czy Mirosław Nahacz) jednak pojawienie się utworów takich jak Judasz jest tym bardziej istotne, że niewielu twórców sięga dziś po obrazy odchodzącego wiejskiego świata.

Włodzimierz Pawluczuk w wydaniu Wierszalina z 1999 r. w części zatytułowanej: Trzydzieści lat później zastanawia się, czy Wierszalin można odbudować. Oczywiście, nie chodzi tu autorowi o budynki, ale o świat, „gdzie życie, sztuka i religia stanowiłyby znów niepodzielną całość, a człowiek realizowałby się w głębokiej wspólnocie, gdzie bycie byłoby wartością wyższą niż posiadanie”[29].Wydaje się, że powieść Judasz jest próbą takiego odbudowania Wierszalina. Staje się powrotem do historii Ilji, ale przede wszystkim poszukiwaniem straconych prawd i prawideł życia. Idea stolicy świata, jaka zaistniała po opublikowaniu przez Włodzimierza Pawluczuka Wierszalina. Reportażu o końcu świata, już nigdy nie powróci tak, jak nie powrócą realia temu towarzyszące: ustrój polityczny, położenie i samopoczucie czytelników Wierszalina, teatr „Gardzienice”, a także – na co z żalem zwraca autor uwagę – czytanie po to, aby zmądrzeć, aby poszukiwać, błądzić i odnajdywać. Jednak Judasz dał szansę powrotu do tej zapomnianej i często dziś wyśmiewanej idei życia: życia dla poznania Prawdy.

Bibliografia:

Literatura podmiotu:

  • Pawluczuk Włodzimierz, Wierszalin, reportaż o końcu świata. Trzydzieści lat później, Białystok 1999
  • Idem, Judasz, Warszawa 2004

Literatura przedmiotu:

  • Benedyktowicz Zbigniew, Portrety „obcego”, Kraków 2000.
  • Bereza Henryk, Związki naturalne, Warszawa 1972.
  • Bukraba – Rylska Izabella, Kultura ludowa, wieś, mieszkańcy wsi, Warszawa 2002.
  • Burszta Wojciech, Czytanie kultury. Pięć szkiców, Łódź 1996.
  • Bystroń Jan Stanisław, Tematy, które mi odradzano, Warszawa 1980.
  • Dobrowolski Kazimierz, Studia nad życiem społecznym i kulturą, Wrocław 1966.
  • Eliade Mircea, Sacrum. Mit. Historia., Warszawa 1970.
  • Foucault Michel, Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu, Warszawa 1987.
  • Idem, Powiedziane, napisane: Szaleństwo i literatura (wybór pism), Warszawa 1999.
  • Gosk Hanna, Bohater swoich czasów, Warszawa 2003.
  • Janowicz Sokrat, Ojczystość. Białoruskie ślady i znaki, Olsztyn 2001.
  • Komar Michał, Czarownice i inni, Kraków 1980.
  • Kotula Franciszek, Znaki przeszłości, Warszawa 1976.
  • Idem, Przeciw urokom, Warszawa 1989.
  • Idem, Muzykanty, Warszawa 1979.
  • Kolski Jan Jakub, Jańcio Wodnik i inne nowele, Wrocław 1994.
  • Idem, Grający z talerza. Opowieść filmowa, Regiony 1995, nr 1.
  • Łuczak Antoni, Czary i czarownice wczoraj i dziś, Tarnów 1993.
  • Nowak Tadeusz, Półbaśnie, Warszawa 1976.          
  • Idem, Diabły, Kraków 1977.
  • Idem, Takie większe wesele, Warszawa 1978.
  • Idem, Przebudzenia, Warszawa 1989.
  • Pawluczuk Włodzimierz, Żywioł i forma, Warszawa 1978.
  • Idem, Światopogląd jednostki w warunkach rozpadu społeczności tradycyjnej, Warszawa 1972.
  • Samp Jerzy, Droga na sabat, Gdańsk 1981.
  • Sieradzan Jacek, Ruch proroka Ilji na tle innych ruchów millenarystycznych. w: W kręgu sacrum i pogranicza, Białystok 2004.
  • Stomma Ludwik, Antropologia wsi polskiej, Warszawa 1986.
  • Sulima Roch, Głosy tradycji, Warszawa 2001.
  • Idem, Folklor i literatura, Warszawa 1985.
  • Wodziński Cezary, Św. Idiota, Gdańsk 2000.
  • Idem, Trans, Dostojewski, Rosja czyli o filozofowaniu siekierą, Gdańsk 2005.
  • Idem, Jurodiwy. Portret niebywalca, Więź 3(497)/2000, marzec, s.89.
  • Zawada Andrzej, Gra w ludowe, Warszawa 1983.
  • Inny, inna, inne. O inności w kulturze, red. M. Janion, Warszawa 2004.
  • Kultura w społeczności lokalnej – podmiotowość odzyskana? red. R. Kantor, W. Kołodziej, Warszawa 2000.
  • Od Janicjusza od Nowaka, red. K. Długosz, Warszawa 1988.
  • Socjologia wsi, red. R. Zych, Rzeszów 1998.


[1] Można tu przywołać szereg utworów E. Orzeszkowej, W. Reymonta, B. Prusa i wielu innych. Oczywistym jest, że postać głupca, dziwaka, innego pojawia się u zarania literatury. Moje opracowanie tego tematu zawęża zakres badań do literatury o tematyce wiejskiej nurtu chłopskiego XX w. oraz jego kontynuacji, twórczości „wnuków”.

[2] L. Stomma, Antropologia kultury wsi polskiej, Warszawa 1986, s. 219.

[3] Ibidem, s. 242.

[4] Dogłębnie zjawisko to analizuje Cezary Wodziński w książce Św. Idiota. Por. C. Wodziński, Św. Idiota, Gdańsk 2000.

[5] W. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych, Warszawa 2000, s. 244.

[6] C. Wodziński, Św. Idiota, Gdańsk 2000, s. 23.

[7] Idem, Jurodiwy. Portret niebywalca, Więź 3 (497) /2000, marzec, s. 89.

[8] M. Foucault, Szaleństwo i nierozum, w: "Literatura na  świecie", nr 6 (1988), przeł. T. Komendant, s. 134 - 442.

[9] Jako przykład można przytoczyć historię życia jurodiwej Kseni Petersburskiej, żyjącej w XVIII wieku. Ksenia po śmierci męża pragnęła służyć Bogu, więc jej gorące pragnienie zostało spełnione. Legenda głosi, że święta Maria Egipska przekazała jej wieść z nieba: „Otrzymałaś Kseniu błogosławieństwo na najtrudniejszą z dróg. Będziesz głupia dla Chrystusa”. Kobieta oddała dom ubogim, rozpoczęła wędrówkę głosząc, iż w jej ciele mieszka zmarły mąż, a właściwie słowami męża twierdziła, że umarła Ksenia, a on właśnie w jej ciele istnieje nadal. Noce spędzała na polach, modląc się żarliwie, za dnia wędrowała po Petersburgu, modliła się, ale też miała zwyczaj pouczania ludzi. Jej szczególną złość budzili pijacy, na których napadała z wściekłością, a potem modliła się gorąco i Bóg ich uzdrawiał z alkoholizmu. Za: http://www.przybylscy.pl/przybylscy/akatyst/sw_ksenia.php

[10] W. Pawluczuk: „Razem z nimi mieszka ów jurodiwy – głupkowaty przybłęda, którego kobiety dobrotliwie przejęły”, Wierszalin..., s. 103.

[11] L. Stomma, op.cit., s. 21.

[12] Ibidem, s. 21.

[13] R. Sulima, Folklor i literatura, Warszawa 1985, s. 29.

[14] W. Pawluczuk, Białorusini – polityczni, tutejsi i ci inni, w: "Kartki" r. 2004 -2005 nr 33/34, s. 61.

[15] Idem, Wierszalin. Reportaż o końcu świata trzydzieści lat później, Białystok 1999; Judasz, Warszawa 2004.

[16] S. Janowicz, Ojczystość. Białoruskie ślady i znaki, Olsztyn 2001, s. 152.

[17] J. Sieradzan, Ruch proroka Ilji na tle innych ruchów millenarystycznych w: W kręgu sacrum i pogranicza, Białystok 2004

[18] W. Pawluczuk, Wierszalin…, s. 111.

[19] Za: H. Masson, Słownik herezji w Kościele katolickim, Katowice 1993.

[20] W. Pawluczuk, Wierszalin…, s. 109.

[21] J.J. Kolski, Jańcio Wodnik i inne nowele, Wrocław 1994, s. 171.

[22] W. Pawluczuk, Judasz, s. 115.

[23] J. Kawalec, Wezwanie, Warszawa 1968, s. 69.

[24] T. Nowak, Takie większe wesele, Warszawa 1978, s. 55.

[25] Idem, Diabły, Warszawa 1977, s. 83.

[26] W. Pawluczuk, Wierszalin..., s. 96.

[27] T. Nowak, Takie większe wesele, s. 86.

[28] Ibidem, s. 60.

[29] W. Pawluczuk, Wierszalin..., s. 128.


ABSTRAKT

W swoim artykule autorka prezentuje postaci INNYCH – świętych, proroków i cudotwórców z utworów Włodzimierza oraz zestawia je z postacią jurodiwego pochodzącą z tradycji rosyjskiej. Zastanowia się nad tym, jaka wizja świata kryje się pod kreacją takich postaci. Na podstawie źródeł etnograficznych i innych próbuje odnaleźć odpowiedź na pytanie: jaka jest funkcja i rola nawiedzonych, świętych czy proroków w tradycyjnej społeczności wiejskiej szczególnie w społecznościach wschodniego pogranicza, jakie przedstawia Włodzimierz Pawluczuk w „Judaszu”.

Artykuł niniejszy fragmentem rozprawy doktorskiej o wiejskich odmieńcach i dziwakach w utworach twórców nurtu chłopskiego przygotowywanej pod opieką dr Zygmunta Ziątka w IBL PAN.