Wykład profesora Mmaa Stefana Themersona jako dzieło oparte na wątpieniu

Katarzyna Gil (UJ)

Szanowni Państwo! – powiedział. – Przede wszystkim należy ustalić tzw. »z czym do gościa«, czyli jakimi możnościami badawczymi rozporządzamy1.

Wykład profesora Mmaa Stefana Themersona to książka niełatwa – wymaga od czytelnika erudycji z zakresu filozofii, historii, nauki i języka – a zarazem zaskakująco lekka – „nieodparcie zabawna i nieoczekiwanie głęboka”2. Podstawowym kontekstem, niezbędnym dla zrozumienia sensów zawartych w tej przewrotnej i ironicznej powieści, są realia historyczne i biograficzne. Powieść ta powstawała podczas drugiej wojny światowej, kiedy, jak się wówczas wydawało, kończył się świat. Pod ostatnim zdaniem dzieła widnieje adnotacja: „1942-1943 Voiron (Isère) Francja, Szkocja, Londyn”3.

Jak podkreślają badacze, twórczość Franciszki i Stefana Themersonów nie cieszyła się szerokim zainteresowaniem i długo pozostawała niezrozumiała4. Podobnie odebrany został Wykład profesora Mmaa. W tonie prześmiewczej dezaprobaty napisana została recenzja autorstwa Stanisława Lema – zaledwie kilkustronicowy artykuł pt. Falsyfikat. Opinia krytyka nie pozostawia wątpliwości:

Społeczeństwo ludzkie przebrane za termity, dobrze – ale jakaż mechaniczność przedstawienia! „Odkucnąć” zamiast „wstać”, „antenki” zamiast „ręce”, „wywąchać” zamiast „wypatrzeć” - to dobre w opowiadaniu, ale chwyt ten, z żelaznym rygorem stosowany przez kilkaset stron, to piła zrzędliwa! A dalej: termity badają ludzi, gromadzą wiedzę o ludziach, bardzo dobrze, nowy punkt widzenia, ale u Themersona właściwie to bardzo mali ludzie gromadzą wiedzę o bardzo wielkich (fizycznie) ludziach. (...) Wszystko to ma szalenie krótkie nogi, jest intelektualną płycizną, zabawą w podstawienie terminów za terminy (...), słoniowacizny naukowej metody pożerają połowę tekstu, stają się erupcjami jakiejś gargantuicznej pasji, wręcz manii klasyfikatorskiej (...). Gdyby ktoś się zabawił w „przetłumaczenie na ludzki język” tej książki poprzez podstawienie zamiast abdomenów – brzuchów itd., wyszłaby rzecz całkiem banalna, bo właśnie banał intelektualny, filozoficzny, koncepcyjny jest substancją wykładu profesora Mmaa5.

Wyliczone przez Lema zarzuty – mechaniczność obrazowania sprowadzonego do prostej zamiany terminów, antropocentryzm widoczny w sposobie opisywania termiciego świata, mania klasyfikacji i systematyzowania, czy wreszcie konwencjonalność przedstawienia oraz intelektualna miałkość – są chybione. Choć autor recenzji częściowo trafnie rozpoznał pewne zastosowane przez pisarza zabiegi, to nie zrozumiał ich znaczenia. Lem nie zauważył wyraźnie zamierzonych pęknięć widocznych w przywołanych systemach i konstruktach językowych, sprzeczności logicznych towarzyszących prezentowanym próbom dowodzenia naukowego i – równocześnie – wyeksponowanej sztuczności w przedstawionych rozważaniach logicznych. Themerson – zarówno w tej powieści, jak i w całej twórczości – jak najdalszy jest od prób opisywania rzeczywistości za pomocą siatek pojęć, zamkniętych systemów czy wypracowanych konstruktów teoretycznych. Jego celem jest zwrócenie uwagi na subiektywność każdej perspektywy i każdego stanowiska, z których żadne nie ma prawa do podporządkowywania sobie pozostałych. Każda teoria musi odnosić się do świata, który weryfikował będzie słuszność powziętych założeń.

Diametralnie odmienną opinię na temat Wykładu profesora Mmaa od tej zaprezentowanej w tekście Lema przedstawia Bertrand Russel. Brytyjski filozof we wstępie do omawianej powieści zaznajamia czytelnika z głównym założeniem, na którym zasadza się fabuła utworu:

Themerson w swojej książce przedstawia społeczność termitów i w błyskotliwy sposób usiłuje pokazać, jak odmienny musiałby wydawać się świat stworzeniom ich wielkości, dysponującym ich zmysłami, gdyby były obdarzone choćby niewielką dozą inteligencji, której posiadanie przypisujemy wyłącznie gatunkowi ludzkiemu6.

W krótkim, poprzedzającym utwór komentarzu podkreślone zostają podstawowe dla interpretacji powieści presupozycje. Pierwsza z nich zakłada, iż sądy i opinie zależne są od miejsca (dosłownie i metaforycznie) zajmowanego przez podmiot je formułujący i – co za tym idzie – pozostaną subiektywne i relatywnie względne, ograniczone do konkretnego i jednostkowego, nie-uniwersalnego położenia. W skonstruowanej sytuacji fabularnej istotne znaczenie dla użytego w utworze języka, sposobu prowadzenia narracji, konstrukcji bohaterów oraz relacji czasowo-przestrzennych funkcjonujących w świecie przedstawionym ma wspomniana (nie)wielkość termitów determinująca ich perspektywę, a także zmysły – stworzenia te są ślepe i nieme – jakimi posługują się, aby egzystować w świecie.

Druga uwaga, która jest następstwem pierwszej i nieustannie towarzyszącym jej zastrzeżeniem, to przestroga przed pokusą homogenizacji postaw przyjmowanych względem świata i innych oraz obiektywizacji wyznawanych poglądów i racji. To ostrzeżenie przed przyznaniem prymatu takiemu czy innemu stanowisku; przed kuszącą hierarchizacją i wywyższeniem jednych względem drugich; przed pewnością nieznoszącą sprzeciwu oraz przed utożsamianiem tego, co łatwiejsze i narzucające się, z tym, co właściwe. Jak czytamy dalej w przywołanej przedmowie:

Książka [ta – przyp. K.G.] parodiuje tak wiele różnych punktów widzenia, że czytelnik nie może się zorientować, który – jeśli w ogóle – cieszy się aprobatą autora. I może tak właśnie ma być.
Na świecie jest bowiem zbyt wielu ludzi, wyznających zbyt wiele poglądów, a być może prawdziwa mądrość zawiera się w tym, że im mniej żarliwie w coś wierzymy, tym mniej krzywdy wyrządzamy innym. Dla tych, którym bliski jest ten pogląd
Wykład profesora Mmaa będzie pożyteczną ewangelią7.

Przywołana postawa, którą określić należy mianem etycznej, charakteryzuje całą twórczość Stefana Themersona, który zawsze opowiadał się przeciw dogmatyzmowi i ciasnocie umysłowej. W tomie Generał Piesc i inne opowiadania czytamy:

Boże, który jesteś we mnie, nie pozwól, by oszukała mnie Miłość, nie daj, by oślepiła mnie Nienawiść. Nie odbieraj, o! nie odbieraj mi rozumu8.

Przytoczonego cytatu nie należy czytać dosłownie, ponieważ Themerson w podobnie nieufny sposób podchodził zarówno do religii, konwencji literackich, jak i do logiki oraz nauki utożsamianych z władzą rozumu. Zatem zarówno przywołany Bóg, jak i zgodne z tradycją odwołanie do Miłości i Nienawiści, czy wreszcie postawa zawierzenia racjonalnemu rozumowi, to zderzone w jednej wypowiedzi odległe horyzonty myślenia, które doskonale podkreślają subwersywny charakter postulatów tego, opowiadającego się zawsze po stronie etyki, pisarstwa. Jednocześnie prośbę o „zachowanie rozumu” można interpretować jako chęć ocalenia zdolności myślenia utożsamianego ze sceptycznym wątpieniem na zasadzie metonimicznego powiązania rozumu i myśli (zdolności rozumowania). Charakterystyka Themersona jako sceptyka wymaga rozwinięcia.


Themerson sceptyk

Themerson tłumaczy swoją postawę jako sprzeciw (wobec każdego z prezentowanych w tej twórczości punktów widzenia) opierający się na wskazywaniu innych możliwych perspektyw. Kluczowe będzie tu pozytywne wartościowanie pluralizmu. Bohater jednego z opowiadań przedstawia stanowisko autora:

Nie powiadam BIAŁE wtedy, kiedy większość mówi CZARNE; nie mówię CZARNE wtedy, gdy większość mówi BIAŁE, ale mówię CHLOROFIL wtedy, kiedy większość powiada ZIE-LONE i kiedy większość mówi CHLOROFIL, pytam: „Czy widzieliście tę piękną ZIELEŃ?” Albowiem świat jest bogatszy niż nasze o nim prawdy. (...) Ja, który nie przyjmuję żadnych dogmatów na wiarę, poddaję krytyce osiągnięcia we wszystkich dziedzinach wiedzy, nie śpieszę się z wydawaniem sądów, nie ufam kompetencji rozumu poza dziedziną ludzkiego doświadczenia. Ja ze szkoły greckiego filozofa Pyrrona z Elidy, który głosił, że realna, zupełna wiedza o rzeczach nie jest możliwa, nawet jeśli chodzi o tak zwane fakty doświadczone, a że spokojne duchem, niezakłócone poddawanie wszystkiego w wątpliwość powinno być cechą umysłu filozofów9.

W tym fragmencie znajdujemy bezpośrednie odniesienia do sceptycyzmu oraz Pyrrona z Elidy, co uprawomocnia przywołany kontekst filozoficzny.

Odo Marquard we wstępie do Apologii przypadkowości odnotowuje kilka uwag na temat pirrończyków, dla których sceptycyzm to „cnotliwy środek między dwoma zdrożnościami: absolutną wiedzą i absolutną niewiedzą”10. Określa także funkcję sceptycznego wątpienia:

Sceptyczne wątpienie (...) jest postępowaniem (...), które tak zderza ze sobą dwa przeciwstawne przekonania i obydwa pozbawia przez to tak dalece sił, by jednostka – divide et fuge! – jako ów śmiejący się lub płaczący trzeci mogła im ujść i odnaleźć swobodny dystans, dystans własnej indywidualności11.

W związku z powyższym umożliwia ono podważenie hegemonii jednego – zawsze słusznego – stanowiska i przyznanie racji wielości:

Wątpienie jest bowiem specyficznym przypadkiem podziału władz, o który generalnie chodzi sceptykowi: o podział każdej władzy wyłącznej na władze, o podział historii na historie, o podział siły społecznej i ekonomicznej na siły, o podział filozofii na filozofie, i tak dalej12.

Tym, co sceptyk ceni jest „wolnościowe oddziaływanie powszechnej – dzielącej władze – rozmaitości panującej w rzeczywistości życiowej”13. Rozmaitość ta sprawia z kolei, że „los zsyła przypadki, które odciskają na naszym życiu niezatarte piętno”14. Tym samym postawa sceptyczna pozwala jednostce pogodzić się z własną kontyngencją. Marquard poucza, że człowiek jest nie tylko dziełem samego siebie (własnych wyborów, decyzji, poglądów), ale także nieuchronnie jest dziełem przypadków losu (takich jak miejsce i czas urodzenia). Na przypadek, wpisany w kondycję ludzką, należy przystać, dlatego tytuł książki brzmi: Apologia przypadkowości.

Istnieją różne formy zgody na to, co przypadkowe. Należą tu tyleż śmiech i płacz jako „reakcje graniczne”, jak i ta reakcja graniczna, jaką jest rozum: poniechanie wysiłku pozostania głupim15.


Themerson, należąc do szkoły Pyrrona z Elidy, w całej swojej twórczości ujawnia się jako sceptyk. Etyczny aspekt tej literatury opiera się na wątpieniu, które, krytykując kolejne systemy myślowe, podważa ich słuszność, zaś pozytywnie wartościuje pluralizm. Jednostki pojawiające się w tych dziełach wpisane są w ramy funkcjonowania określonych systemów, z których próbują się wyzwolić poprzez krytyczny namysł nad ich kształtem. Jednocześnie jednak funkcjonują one w określonej kulturze, w której zajmują konkretną pozycję, a także mają swoją historię i szereg własnych doświadczeń. Wszystko to warunkuje ich nie-obiektywny sposób patrzenia. Dlatego, zdaniem Themersona, niemożliwe jest osiągnięcie perspektywy obiektywnej, która byłaby absolutna. Stanowisko, które zajmuje pisarz sytuuje się pomiędzy absolutną wiedzą, a absolutną niewiedzą. Przedstawiona w jego pracach krytyka systemów ma umożliwić jednostce dystans i wymknięcie się spod ich władzy – na zasadzie divide et fuge16!


Wykład profesora Mmaa jako trawestacja dzieła M. Maeterlincka

Wykład profesora Mmaa to dzieło odnoszące się w sposób krytyczny do możliwości obiektywnego i pełnego poznania tego, co obce17. Themerson sugeruje, że wszystkie obserwacje prowadzone są zawsze z punktu widzenia tego, kto ich dokonuje. Badacz – mający swoją biografię i poglądy, a także pewne oczekiwania i założenia, ponadto należący do danej kultury, regionu czy gatunku – nie jest wstanie pozbyć się tego, kim jest, a to z kolei warunkuje sposób, w jaki prowadzi obserwacje, a także wnioski, jakie wyciąga, oraz język, jakim je formułuje. Wszystkie te czynniki sprawiają, że powstały opis jest zapisem jednostkowego doświadczenia, które więcej mówi o opisującym niż opisywanym. Niemożliwe jest poznanie, które, w najmniejszym choćby stopniu, nie zawłaszczałoby lub niszczyło przedmiotu badań. Taka interpretacja Wykładu profesora Mmaa możliwa jest w szerokim planie – gdy potraktujemy całą powieść jako trawestację dzieła Maurice'a Maeterlincka pt. Życie termitów – ale także w węższym zakresie: wskazują na to szczegóły umieszczone w treści utworu.

Symptomatyczna dla przyjętej w Wykładzie konwencji pisania o sposobach poznania i konsekwencjach przyjętych metod badawczych jest przywołana w powieści strategia czytania książek (ludzkich wytworów) przez termity. Otóż ślepe insekty, nie mogąc zapoznać się za pomocą wzroku z literaturą, która przynieść ma im wiedzę na temat badanego gatunku – ludzi, dosłownie zjadają zbiory, do których udaje im się dotrzeć. Tym samym niszczą one materiał badawczy, napotykając przy tym na trudności natury teoretycznej18 oraz dochodząc do absurdalnych wręcz wniosków.

Jak pisze Urszula Czartoryska, przywołaną sytuację i wypływające z niej wnioski można potraktować jako krytykę sposobów poznania i języków opisu, których logiczność i obiektywność jest tylko pozorna:

Opaczność tego wyrywkowego a mozolnego poznawania i niszczenia, płonność wniosków, jakie termity z pozorami systematyczności osiągają w tym procesie, Themerson zapewne odnosi do wszystkich kodów, wszystkich zamkniętych i niepoznawalnych systemów, wszystkich „wtajemniczeń”. Themerson zdaje się być wyznawcą czego innego, niż scjentystyczne aspiracje ustrojów izolowanych i rządzonych totalitarnie: obrony indywidualnego myślenia, prawa do samostanowienia, suwerennego wyboru środków ekspresji19.


W związku z powyższym, założenia Wykładu profesora Mmaa odnieść można do badań nad językiem prowadzonych przez amerykańskich strukturalistów. A w szczególności do hipotezy Sapira-Whorfa głoszącej prawo relatywizmu kulturowego warunkowanego językowo20. Zgodnie z tą koncepcją język determinuje – za pomocą wpisanych weń schematów opisu – sposób postrzegania oraz myślenia o świecie. W tym kontekście należy interpretować pojawiające się w powieści przykłady definicji analitycznych:

W groteskowych mikroświatach Bayamusa oraz Wykładu profesora Mmaa intuicja nie może być wykorzystywana jako główne narzędzie poznania. Właśnie dlatego, że odwołuje się do zdroworozsądkowego, uwikłanego w kulturę, potocznego widzenia rzeczywistości, zaś w światach tych panuje dogmat empiryzmu, każący wierzyć w możliwość odkrycia »nagiej, realnej«, a więc niezrelatywizowanej kulturowo prawdy o rzeczywistości21.

Jak podsumowuje Jerzy Franczak: „trawestując dzieło Maeterlincka, tworzy [Themerson – przyp. K.G.] ponurą i komiczną jednocześnie wizję człowieka, zamkniętego w świecie stworzonych przez siebie fantomów, które zyskały nad nim władzę”22. W tym kontekście Franczak posługuje się także pojęciem metafikcjonalności:

Popularyzatorskie dzieło Maeterlincka pełni funkcję pretekstową, właściwym tematem są implikowane przez nie założenia poznawcze. Można by powiedzieć, że Wykład... to powieść metafikcjonalna w nader szerokim rozumieniu. Nadbudowuje się nad pewną fikcją epistemologiczną, a właściwie: nad racjonalnym i optymistycznym projektem poznawczym, który zbankrutował i objawił własną fikcyjność. Zmieniając figury dyskursu w figury powieściowej fabuły, Themerson inscenizuje nowoczesne dylematy teorii poznania, teorii wiedzy i filozofii nauki23.

Przywołaną przez badacza kategorię można odnieść do konstrukcji Wykładu profesora Mmaa bez konieczności porównywania go z dziełem Maeterlincka24. Charakter meta wobec narracji powieściowej ma Appendix. Ta kilkunastostronicowa część ukazuje ludzką perspektywę. Katastrofa kopca i zagłada insektów opisana w termiciej narracji odwołuje się do topiki biblijnej25: pojawia się motyw Arki Noego – najpierw profesor Mmaa słyszy głos, który przepowiada koniec świata i nakazuje bohaterowi zbudowanie Arki Ratowniczej, następnie owady gromadzą się w szczycie kopca, oraz Apokalipsy – wskutek podłożenia materiału wybuchowego przez ludzi termitiera ulega zniszczeniu, a jej wierzchołek wylatuje w powietrze. W obu fragmentach wykorzystany zostaje podniosły styl biblijny:

Napoleonie Tytusie Habakukku Mmaa! Już się ma ku schyłkowi zachodzącego świata. W głębi ziemi zdeptane zostanie Osiedle twoje. I nikt nie zdoła tak głęboko się w nią zaryć, by go zaś nie dosięgła stopa deptająca. I nie głębią czarną, a górą, poprzez odmęt oślepiającego światła Arka Ratownicza wypłynąć jeszcze mogła będzie. Z każdego gatunku metamorficznego zatem, termitów czystych po par siedem, nieczystych po parze jednej weźmiesz na Arkę Ową. (...) Szczyt Szczytów, w którym znajdujesz się, Arką jest ową. (...) Szczyt Szczytów, Wierzch Wierzchów, Kopuła Kopuł, Pokrywa Pokryw, utopiona w oceanie oblewającego ziemię powietrza26.
W tej chwili jednak jakaś siła nieznana rzuciła nim w kąt stropu, kłąb gryzącego dymu wcisnął się pomiędzy stłoczone w celi ciała, równocześnie rozległ się trzask rozrywanego betonu i Szczyt Szczytów, oderwany od reszty Osiedla, wystrzelił w górę, w odmęty oślepiającego światła27.

Scena ta kończy zasadniczą część powieści – w tym miejscu, w połowie zdania urywa się tytułowy wykład profesora Mmaa: „Szanowni Państwo! Aczkolwiek mózg przeciętnego homo osobnika składa się z około dziesięciu tysięcy milionów neuronów...”28.

Dalsze strony stanowią Appendix, którego głównym bohaterem jest człowiek o imieniu Sebastian29. W tej części utworu katastrofa kopca jest epizodem ważnym ze względu na konstrukcję fabuły, jednak wydarzenie to pozbawione zostaje dramatyzmu. Zniszczenie termitiery zostaje wpisane w łańcuch przyczynowo-skutkowy wydarzeń świata przedstawionego – dwie z postaci postanawiają użyć materiałów wybuchowych, aby sprawdzić, czy we wnętrzu termitiery znajdują się zwłoki poszukiwanego przez nich doktora Perkinsa. Wyraźny jest charakter metanarracyjny tej części – uzupełnia ona i wyjaśnia wydarzenia, które były przedmiotem rozważań uczonych termitów30. Ponadto podane do tej pory fakty łączy w logiczny ciąg zdarzeń – naświetla wątek kryminalny (okoliczności morderstwa i odkrycia przez termity zwłok ludzkich) oraz rozwiązuje zagadkę tajemniczego rytmu, niepokojącego insekty i zwiastującego zagładę ich świata.

Zmiana perspektywy staje się równoznaczna ze zmianą świata przedstawionego, nierozłącznie z tą perspektywą związanego. Jak pisze Franczak:

(...) podwójne zakończenie powieści ustanawia wyraźnie relatywistyczną perspektywę: wszystko jest kwestią skali. (...) Okazuje się, że jesteśmy zależnie od perspektywy, Liliputami lub Brobdingnagczykami, ludźmi, zwierzętami lub bogami, a nasza małość lub wielkość jest sprawą względną31.

Zaznaczyć należy, że dla obu światów – tego widzianego przez ludzi i tego „wąchanego” przez termity – wyróżnić można kilka wspólnych epizodów, takich jak: morderstwo, wysadzenie kopca i inne. Jednak ich znaczenie i doniosłość pozostają – w każdej z wersji – skrajnie różne. Przedstawione światy nawzajem się zazębiają, tłumaczą i dopełniają – znaleziony przez Sebastiana i zabrany przez niego wraz z ocalałymi termitami wierzchołek termitiery pozwoli mu później wyleczyć się z gorączki, ale obecność insektów poskutkuje także zniszczeniem skrzypiec należących do bohatera. Jednak taki ogląd sytuacji – z dwóch perspektyw – możliwy jest tylko z zewnątrz. Themerson w Wykładzie przedstawia rzeczywistość percypowaną z punktu widzenia termitów. W Appendixie natomiast wprowadzona zostaje perspektywa ludzka. Zakończenie utworu ma charakter meta wobec narracji powieściowej. Jednocześnie, w szerszym planie, całą powieść traktować można jako metafikcjonalną, ponieważ autor, a wraz z nim czytelnik, dystansują się wobec obu zaprezentowanych perspektyw, uświadamiając sobie ich konstrukcyjny charakter. Zarysowuje się wówczas trzecia perspektywa (autora i czytelnika), która, dystansując się do pozostałych, pozostaje wobec nich zewnętrza. To z tego punktu widzenia formułowane są wnioski i możliwe jest zrozumienie pointy. Nie jest to jednak perspektywa absolutna, gdyż takiej nie dopuszcza sceptyczny umysł Themersona-filozofa. Autor poprzez taką konstrukcję powieści Wykład profesora Mmaa przedstawia perspektywę metafikcjonalną, która opiera się na próbie osiągnięcia dystansu, umożliwiającego dostrzeżenie wielości możliwych sposobów doświadczania i języków opisu rzeczywistości. Taki pogląd przedstawiony jest również w powieści wprost:

Prof. Mmaa dotknął przyjazną antenką Rzeczuchy i rzekł:
– Panu najłatwiej jest słuchać rytmów. Niech pan ich słucha. Z rytmów zbudować można dokładniejszą, być może, mapę prawdy, czyli mapę rzeczywistości, mapę świata, niż ze słów czy ze znaków matematycznych. Jeżeli pan zginie, nikomu to nie zaszkodzi, że umie pan słuchać rytmów. A jeżeli zostanie pan przy życiu... – zatrzymał się32.

W powyższym cytacie warto zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, Themerson podkreśla, iż każdy język i kod opisu jest jedynie mapą rzeczywistości, nie zaś jej odbiciem czy nią samą. Mapą, do której właściwego odczytania konieczna jest legenda wyjaśniająca symbole, jakimi posłużył się jej twórca. To schemat, który pomaga poruszać się w świecie, daje pewne rozeznanie, ale pozostaje tylko jednym z wielu sposobów przedstawienia, nie umożliwia dostępu do rzeczywistości. Druga kwestia to kończące wypowiedź Mmaa aposiopesis – figura retoryczna odzwierciedlającą postawę etyczną Themersona, który jako sceptyk oraz obrońca pluralizmu nigdy nie ustawał w poszukiwaniach i jednocześnie wiedział, że poszukiwania te nigdy nie zostaną zakończone. Dlatego celem nie jest odkrycie prawdy, ale ciągłe do niej dążenie: „poniechanie wysiłku pozostania głupim”33. Najważniejsza jest przyzwoitość metod, która staje się jednocześnie celem i sposobem osiągnięcia go.


Krytyka systemów całościowych – „świat wydał się nagle prosty i nieskomplikowany”

Przedmiotem krytyki w twórczości Themersonów stały się różnorakie systemy: filozoficzne34, polityczne, społeczne, ale także wiedza naukowa – potraktowana tu jako zamknięty system reguł i zasad, który rości sobie prawo do obiektywizmu i prawdy. Podobnie ujęty został język – jako matryca sensów narzucona na rzeczywistość, nie opisująca doświadczenia, lecz je stwarzająca. Język nie jest zatem przezroczystym medium, które przedstawia fakty lub pozajęzykową rzeczywistość. Themerson wskazuje tu na fakt, iż forma – język, kod, pojęcia, jakimi się posługujemy – warunkuje treść, a rozgraniczenie jednego od drugiego nie jest możliwe.

Przywołany w tytule tego podrozdziału cytat w różnych parafrazach pojawia się wielokrotnie w dziełach Themersona35. Aż trzy różne jego wersje zapisane są w Wykładzie – dwukrotnie jako słowa prof. Mmaa oraz na końcu powieści jako myśl Sebastiana:

Szanowni Słuchacze! – rzekł profesor Mmaa i świat wydał mu się nagle prosty i nieskomplikowany.
– Świat wydał mi się nagle prosty i nieskomplikowany – powiedział profesor Mmaa. – Zapewniam jednak Państwa, że to czy wydało mi się nagle tak, czy inaczej, nie będzie miało wpływu, ani na treść, ani na formę mego wkładu, którego przedmiot jest skomplikowany i zagmatwany36.
Szanowni Państwo! – powiedział prof. Mmaa i świat wydał mu się nagle skomplikowany, zagmatwany i trudny.
– Świat wydał mi się nagle skomplikowany, zagmatwany i trudny, ale obiecuję Państwu, że to moje subiektywne wrażenie, nie będzie miało wpływu na obiektywną racjonalność, logiczność i prostotę mego wykładu. I prof. Mmaa przypomniał sobie, że już kiedyś był coś podobnego mówił. Nastawił więc badawczo wszystkie zmysły w stronę audytorium, by stwierdzić, czy nie zauważyło ono, iż prof. Mmaa się powtarza (...)37.
To jasne, że mam gorączkę” rzekł sam do siebie [Sebastian – przyp. K.G.] i w tej chwili wszystko wokoło wydało mu się proste i nieskomplikowane. „Świat jest prosty i nieskomplikowany” – powiedział sobie (...)38.

Zabieg ten ze względu na wprowadzone powtórzenia ma charakter satyryczny. Jego celem jest ośmieszenie przekonania termita-naukowca o możliwości odrzucenia subiektywnych poglądów, przekonań, doświadczeń i własnej perspektywy oraz uzyskanie dystansu umożliwiającego poznanie zewnętrzne, absolutne i obiektywne. Podkreślona zostaje tu złudność przekonania, często bliskiego olśnieniu, zgodnie z którym świat daje się obiektywnie i całościowo opisać w sposób wyczerpujący w ramach jednego systemu, kodu lub języka. Odzwierciedla to scena następująca po słowach Sebastiana: po tym jak bohater stwierdza prostotę i nieskomplikowanie świata, wychodzi na polanę, gdzie wokoło kopca termitów tańczy polkę nagi człowiek. Sytuacja ta pozostaje dla bohatera niezrozumiała (jasna jest natomiast dla czytelnika, który jej przyczynę interpretuje zgodnie z wiedzą zdobytą podczas lektury części powieści opisującej termicią perspektywę), dlatego reakcją jego jest śmiech: „Wtedy Sebastian wybuchnął śmiechem. Czkawka męczyła go nadal, więc śmiał się i czkał na przemian”39.

Pisarz wykorzysta ten cytat także w znacznie późniejszym dziele. Sformułuje wówczas motto będące krytyką wiedzy obiektywnej, które odnieść można do całej twórczości Themersonów:

Świat jest bardziej skomplikowany niż nasze prawdy o nim. Dlatego trzeba je tłumaczyć (...)40.

Krytyka języka jako systemu przeprowadzona zostaje również w powstającym równolegle projekcie Poezji Semantycznej, który znajduje swoje odbicie także w sposobie opisywania przez termity ludzkich zwyczajów i zachowań:

Faktem, który uderzył nas najbardziej, jest ogromna różnica temperatur, jakie zauważyliśmy obserwując porównawczo Abdomeny A i B [czyli ciało ludzkie oraz piec opalany drewnem – przypis K. G.]. Podczas, gdy temperatura Abdomenu A sięga 36,8°C, temperatura Abdomenu B jest tak wysoka, że jadalna celuloza, jaką jest wypełniony zajmuje się w nim płomieniem. Zbliżyć się do abdomenu o takiej temperaturze jest rzeczą trudną i niebezpieczną i nie udało się nam zadowalająco rozwiązać zagadnienia: jaki jest cel tego procesu, który polega na tym, że się wpierw jadalną celulozę zapala płomieniem, a potem się ten płomień ochładza za pomocą ustawiania tuż nad nim szeregu niejadalnych naczyń wypełnionych wodą i innymi cieczami41.

W powyższym cytacie, zgodnie z założeniami przywołanego projektu, wyrażenia potoczne – opis procesu gotowania – zastąpione zostają definicjami słownikowymi. Całe przedsięwzięcie ma po części charakter buffo42, gdyż postulowana próba dotarcia do „nagiego szkieletu słów”43 uzmysławia jedynie niemożność utożsamienia języka z rzeczywistością. Słowo, pojęcie czy znak konotują jednocześnie nieskończenie wiele desygnatów, spośród których nie sposób wyróżnić jeden właściwy, który ponadto pozbawiony byłby nacechowania uczuciowego czy kulturowego uwarunkowania. Z drugiej zaś strony celem tej strategii jest zwrócenie uwagi na nieprzezroczystość języka jako medium, który zaczął być wykorzystywany jako narzędzie ideologii. W opowiadaniu Bayamus Teatr Anatomiczny i Teatr Semantyczny okazują się tożsame, ponieważ przedmiotem zainteresowania Poezji Semantycznej jest anatomia słowa.

Przywołana refleksja nad językiem jest wyrazem niewiary w mit obiektywizmu języka prasy, nauki, religii i polityki – języka w ogóle. Themerson często podkreśla, że narzędzie to stało się przedmiotem manipulacji i nadużyć:

Prestidigitatorzy, którzy
słowami skradzionymi w połowie poetom, w połowie uczonym
wypowiadają swe własne kaprysy, zachcianki i pragnienia,
swe własne upodobanie i wolę,
by podać je nam stwardniałe w kamień,
swoją prywatną modlitwę rzucają nam jako
prawo
obowiązujące wszystkich.
Wzięli od poety jego odkrycie,
(...)
Wzięli od Galileusza i jego formułę także.
(...)
Korzystają z tego, że w wierszu wszystko jest prawdą,
co dobrze zostało zbudowane ze słów wziętych z puszczy dziewiczej,
(...)
Korzystają z tego, że w nauce wszystko jest prawdą, co zgodnie
z doświadczeniem skonstruowane zostało ze słów Laroussów,
ze słów tworzących zimne i obiektywne obrazy rzeczywistości44.

W późniejszej twórczości pisarz zwraca uwagę nie tylko na fakt, iż język w sposób zamierzony może stać się narzędziem ideologii, ale podkreśla on także towarzyszącą mu nierozstrzygalność oraz uwikłanie kulturowe, które nie pozwala wybrać jednoznacznie i właściwie najlepszego spośród wielu możliwych sposobów przedstawiania rzeczywistości. Bohater jednego z opowiadań daje wyraz zagubieniu spowodowanemu następującą aporią:

Nocy owej byłem w Hyde Parku, mówcom tamtejszym przysłuchując się. (...) dziesięciu mówców na tuzin trzymało się dość ściśle precyzyjnych reguł tej części składni, która się dziś nazywa logiką. Co więcej, punkt wyjścia był zawsze i wszędzie ten sam: wszyscy oni chcieli „dobra”. Konkluzje ich jednak różniły się, i często różniły się diametralnie. Taki stan rzeczy wydał mi się nie bardzo szczęśliwym. (...) Mówcy w Hyde Parku nie mieli sposobności wypróbowania swych formuł zbawienia świata. Jedno rozumowanie wydaje się więc tak samo logiczne jak inne. Fakt ten zasmuca. Myśl bezradnie rozkłada ramiona, ponieważ dzisiaj życie nasze zależy od tego, w jaki sposób nasz sąsiad rozumuje. I kiedy powiadam: życie, nie mam na myśli tylko warunków bytowania. Mam na myśli życie rozumiane jako przeciwstawienie śmierci45.

Postać ta staje w obliczu dramatu, ponieważ zasady logiki zawiodły, nie ma pewności, który wybór jest właściwy:

I chcą ci przemawiacze z Hyde Parku, abyśmy się im przysłuchiwali. Chcą, abyśmy się wypowiedzieli za albo przeciw; chcą abyśmy spośród plątaniny łańcuchów logicznych wybrali jeden, ten ich właśnie, a nie inny i opętali się jego mocno ze sobą skowanymi metalowymi obrączkami. A przecież wiemy, że nasze przekładanie jednego łańcucha rozumowań na drugi zależy nie od tego czym są, ale od tego, czym my jesteśmy. Jeśli jesteś jednym z tych, co pragną władzy, zatkasz uszy na zgrzyty, jakie powstaną, kiedy się logikę formalną do języków mówionych przyłoży, i będziesz chciał innym swój, przez siebie wybrany łańcuch rozumowań narzucić. A jeśli ci na władzy nie zależy, ogarnie cię smutek. Bezradny.
Uczucie bezradności może być częścią dramatu.
Istnieć jednak może uczucie głębsze, uczucie, że na tę bezradność nic poradzić nie można.
To uczucie jest więcej niż dramatem, jest tragedią.
W dramatach mogą być namiętności i burze, pożogi i gaśnice. W tragedii wozy strażackie płoną najpierw, wraz z dzwonem czy syreną, po czym następuje cisza46.

Źródeł przywołanej w tym artykule krytyki systemów oraz konstruujących te systemy języków i kodów – która jest tematem podstawowym Wykładu profesora Mmaa – należy doszukiwać się w sceptycznym myśleniu pisarza-filozofa. Zaś powstałą w efekcie postawę nieustannego poszukiwania nowych sposobów wyrażania lub reprezentacji doświadczenia charakteryzować będzie świadomość braku referencyjności języka47. Stefan Themerson to etyk i moralista, który uwrażliwia odbiorcę, czytelnika – człowieka poczciwego48 – na obecność pluralizmu w świecie i konieczność zachowania tej różnorodności, która chroni przed totalitaryzmem.

Rzeczywistość pisana inaczej, czyli co widzą termity. O fokalizacji

W Wykładzie profesora Mmaa Themerson przedstawia rzeczywistość z termiciego punktu widzenia. Powieściowy narrator – nazwany Bezstronnym Kronikarzem – opisuje świat widziany oczami tych owadów. Użyte przeze mnie w tej części artykułu następujące metafory – „punkt widzenia świata” oraz „perspektywa” – w odniesieniu do termitów domagają się poczynienia koniecznych zastrzeżeń i wyjaśnień. Po pierwsze, insekty te są niemalże całkowicie ślepe, dlatego ich postrzeganie zmysłowe ogranicza się do wrażeń dotykowych, słuchowych i zapachowych. W konsekwencji niemożliwe jest dosłowne rozumienie przywołanych określeń, gdyż „punkt widzenia” oraz „perspektywa” w sposób jednoznaczny wiążą się z postrzeganiem wzrokowym. W swojej pracy celowo wykorzystuję te pojęcia, mając świadomość ich pozornej nieprzystawalności w stosunku do poruszanego tematu. Paradoks ten jest jednak zamierzony, a jego motywację przedstawię, posługując się kategorią fokalizacji jako pojęciem najbardziej operatywnym dla analizy sposobu istnienia doznań sensualnych w dziele literackim. Termin ten pozwoli mi wskazać pojawiające się w większości dzieł Themersonów zainteresowanie poznaniem zmysłowym powiązanym z indywidualizacją doświadczenia i perspektywy, które z kolei prowadzą do postulowanego w tej twórczości pluralizmu różnych punktów widzenia.


Fokalizacja zmysłowa

Na potrzeby mojej pracy przekształcam pojęcie fokalizacji zaczerpnięte od Gérarda Genette'a. Francuski teoretyk literatury, odnosząc się wyłącznie do zmysłu wzroku, wprowadza rozróżnienie na narratora – tego, który opowiada, oraz bohatera – tego, który widzi to, o czym się opowiada49. Podział na tego, „kto patrzy” i tego, „kto mówi” wynika z postulowanego oddzielenia poziomu „trybu” od poziomu „głosu”. Zgodnie z teorią Genette'a wyróżnić można trzy podstawowe odmiany ogniskowania: zerową, gdy narrator jest wszechwiedzący lub przynajmniej dysponuje większą wiedzą niż postać; zewnętrzną, gdy wie i mówi mniej niż bohater, oraz wewnętrzną, gdy wie i widzi to samo, co postać. Badacz zauważa nieprzystawalność tych dwóch konwencjonalnie ustalonych pól percepcyjnych i wskazuje na różne podmiotowe doświadczenia sensualne narratora i bohatera.

Genette'owski termin, wbrew intencji autora, podobnie jak pojęcie „punkt widzenia” odsyła do tego, co wzrokowe. Jednak metonimicznie wiąże się on z percepcją w ogóle, a więc także ze stanowiskiem światopoglądowym50.

Wykorzystując ten termin dla przedstawienia skomplikowanych relacji narratora, bohaterów i czytelnika książki Themersona, przychylam się do późniejszych re-definicji pojęcia, które nie ograniczają doświadczenia zmysłowego jedynie do jego aspektu wizualnego. Zgodnie z takim ujęciem, jako istotne pojawiają się pytania: „kto czuje smak, zapach?” lub „kto słyszy dźwięki?”, które stają się przedmiotem opisu narracji i odpowiadają za konstrukcję świata przedstawionego. Są to zatem pytania o pozycję, jaką zajmuje podmiot doświadczający tych wrażeń. Dokonując przekształceń funkcjonujących metafor, można wówczas mówić o „słuchowym punkcie widzenia”51 czy „smakowej perspektywie”. Zasadne jest wówczas użycie przywołanych terminów w kontekście doznań sensualnych, które odnoszą się do wrażeń innych niż wzrokowe. W takim przypadku można mówić o pięciu submodelach fokalizacji, które odpowiadają poszczególnym zmysłom.

Kategorię fokalizacji i jej funkcję w dziele analizować można na trzech płaszczyznach52. Po pierwsze, fokalizacja odnosi się do doświadczeń sensualnych postaci (centrum percepcyjnego), której pozycję opisuje narrator. Po drugie, określa ona sytuację percepcyjną narratora. Po trzecie, odwołuje się do doznań zmysłowych, które ewokowane są w momencie lektury.

Magdalena Rembowska-Płuciennik traktuje fokalizację jako „funkcję relacji narrator-bohater, opartej na stopniowalności przybliżenia obu perspektyw”53. Zgodnie z takim ujęciem w ramach przywołanej relacji można wyróżnić dwie odmienne perspektywy: pierwsza ogranicza się do punktu widzenia postaci wraz z doświadczeniem sensualnym jej dostępnym, druga przekracza pierwszą – w narracji możliwe jest przedstawienie postaci z punktu przestrzennie lub poznawczo jej niedostępnego. Fokalizacja jest połączeniem obu perspektyw:

Fokalizacja łączy umowną wiedzę narratora z konwencjonalnie reprezentowanym doświadczeniem zmysłowym bohatera oraz z jego indywidualnymi sposobami ekspresji językowej54.

Pojęcie to opiera się na płynnie dokonującej się zmienności perspektywy, oscylującej między doznaniami sensualnymi formułowanymi przez świadomość percypującej postaci a wrażeniami wyznaczającymi pozycję narratora:

Istota fokalizacji tkwi w nieustającej zmienności perspektywy płynnie przemieszczającej się ze sfery doznań psychocielesnych postaci do różnych poziomów funkcjonowania jej świadomości i poza nie: także w sferę konceptualizowaną przez narratora jako niedostępną doświadczeniu bohatera, pozawerbalną czy pozaświadomą55.

Obecne w literaturze sposoby fokalizacji wskazują na uprzywilejowanie jednych zmysłów względem drugich. W kontekście doświadczenia lekturowego należy zwrócić uwagę, iż „reprezentowanie doznań sensualnych apeluje do czytelniczego doświadczenia cielesnego”56. Za pomocą fokalizacji zmysłowej w dziele ewokowana jest rzeczywistość, która staje się dla odbiorcy weryfikowalna, ponieważ odwołuje się do konwencjonalnie ustrukturyzowanych doświadczeń sensualnych:

Fokalizacja zmysłowa jest środkiem apelowania do sfery intersubiektywności wyrastającej z elementarnych reakcji cielesnych na bodźce sensualne oraz ich emocjonalny komponent57.


Perspektywa termitów

Stefan Themerson przedstawia czytelnikowi rzeczywistość – bohaterów oraz relacje czasowo-przestrzenne funkcjonujące w ramach świata przedstawionego – percypowaną przez termity. Autor próbuje przełożyć wrażenia wzrokowe na inne zmysły: słuch oraz dotyk. Wykorzystuje w tym celu zakorzenione w antropocentrycznym, więc przyznającym prymat doświadczeniom wizualnym, języku metafory wzrokowe. Podobnie pisarz parafrazuje związki frazeologiczne, tak aby odwoływały się do odmiennej (od ludzkiej) cielesności insektów oraz przysłowia, które dopasowane są do termiciej rzeczywistości. W powieści pojawiają się następujące sformułowania58: „punkt obwąchiwania” (s. 20), „rzucanie się w powonienie [zamiast w oczy – ten i następne przypisy w nawiasach K.G.]” (s. 22), „nie pozwalać dmuchać sobie w humus” (s. 35), „dociekliwy swąd” (s. 39), „pchlakrew” (s. 90), „położyć antenki [zamiast zwrócić uwagę]” (s. 97), „węchacz [zamiast czytelnik] tej kroniki” (s. 102), „Do zwąchania! [zamiast zobaczenia]”(s. 139), „węchnąwszy [zamiast spojrzawszy] za siebie” (s. 139), „nadgryzalny [zamiast poznawalny]” (s. 140), „odcień zapachowy [zamiast kolorystyczny]” (s. 155), „utrzeć wyrostek słuchowy [zamiast utrzeć nosa]” (s. 157), „powąchasz! [zamiast zobaczysz]” (s. 168), „antenki jego jak gdyby zapadły się w przeszłość” (s. 171), „zapachniał ostro [zamiast rozzłościł się]” (s. 178), „światoswąd [zamiast światopogląd]” (s. 179), „dać sobie abdomen [zamiast rękę] uciąć” (s. 214), „jak nogą [zamiast ręką] odjęte” (s. 215), „sposób niuchania [zamiast patrzenia] na świat” (s. 227), „narzędzie w antenkach [zamiast rękach]” (s. 237) itp. Mnogość przywołanych przykładów pokazuje zakres tego przedsięwzięcia, którego celem jest redukcja jednoznacznie antropocentrycznych konotacji języka. Jednak kwestia świata przedstawionego w powieści za pomocą zmysłów, którymi posługują się termity, jest bardziej skomplikowana i nie polega na prostej zamianie terminów i pojęć. W Wykładzie odnaleźć można opisy sposobów percepcji dostępnych tym insektom:

Nie wolno było oczywiście eksponatów tych smakować [ponieważ zostałyby wówczas zniszczone – przyp. K.G.], ale można je było do woli wąchać, dotykać antenkami, opromieniowywać własnym ciepłem, rejestrując równocześnie jego odbicie, można było do nich mówić, nasłuchując równocześnie echa – można je było nawet i oglądać w fluoryzującym czy fosforyzującym jaśnieniu, gdyby oglądanie prowadziło do jakichś interesujących spostrzeżeń59.

Przytoczony fragment daje nie tylko pełen obraz możliwości doznań sensualnych tych stworzeń, ale także wyraźnie podkreśla nieistotną dla insektów warstwę wrażeń wzrokowych, które nie są „interesujące”.

W powieści odnaleźć można także tezę o percepcji, która niezależnie od tego, na który zmysł powołuje się opowiadający, jest zawsze synestetyczna:

Oparłszy się na szeroko rozstawionych przednich nogach, [prof. Mmaa – przyp. K.G.] wyciągnął głowę naprzód i słuchał. Kronikarz użył słowa „słuchał”, ale wszyscy rozumieją przecież, że chodzi tu o zarejestrowanie pobudek nie tylko akustycznych, bezpośrednich i z-echowanych, ale i zapachowych, cieplnych, wilgotnościowych, wiewnych, kinestetycznych itd., itd., – a kto wie? – może nawet zamajaczonych w pryzmacikowatych ommatidiach (...)”60

W świecie termitów najczęściej to, co zapachowe, zastępuje to, co wzrokowe – zamiast ubrań, insekty zakładają z powodu bezpłodności królowej „tużurki ze specjalnie na podobne cele tkanych zapachów kondolencyjnych”61, a sale „dekorowane są zapachami więdnących liści akantu”62.

W powieści pojawiają się jednak wyraźne błędy, celowe niekonsekwencje, które ujawniają konstrukcyjny charakter przedsięwziętego projektu. Bohaterowie Wykładu, choć nie postrzegają tego co wzrokowe, to kilkakrotne zamiast coś „zwąchać” „zauważają”63 to. W utworze odnaleźć można również inne sformułowania, które bezpośrednio odnoszą się do tego, co wizualne64. Warto także zauważyć, że rysunki Franciszki Themerson towarzyszące tekstowi powieści przedstawiają postaci termitów, które – wbrew swojej ślepocie – mają oczy i spoglądają wprost na czytelnika.

Warto w tym miejscu skonfrontować treść Wykładu profesora Mmaa z zarzutami Lema, przywołanymi na początku tego rozdziału. Opisywana w Falsyfikacie „mechaniczność przedstawienia” która zdaniem autora jest chwytem z żelaznym rygorem praktykowanym przez kilkaset stron to zabieg celowy, który – stosowany przez Themersona niekonsekwentnie – ujawnia fikcyjność przeprowadzonej analogii i jej konstrukcyjny, czysto tekstowy charakter. Podobnie pisze Kraskowska:

Tłumaczenie języka możliwych zachowań ludzkich na język możliwych zachowań termickich porównywalne jest do budowania celowo byle jakiej dekoracji teatralnej: tu i ówdzie zachwieje się ściana, a aktorowi w kostiumie z epoki błyśnie na przegubie zegarek65.

Dzieło to nie jest próbą przełożenia perspektywy ludzkiej na tę dostępną dla termitów, ani też odwrotnie. Themerson, podejmując wyzwanie przedstawienia rzeczywistości z perspektywy tych owadów, skupia się na dwóch kwestiach. Po pierwsze, uświadamia czytelnikowi, że znany mu obraz świata jest prawdziwy tylko z ludzkiego punktu widzenia. Termity natomiast mają swój własny punkt „wąchania”, który determinuje ich rzeczywistość. Dzięki przedstawionej w Wykładzie próbie oddania wrażeń zmysłowych dostępnych owadom, czytelnik nie dowiaduje się tego, co rzeczywiście „wi(e)dzą” termity, ma on natomiast świadomość, że jest to coś zupełnie innego od tego, co sam zna. Po drugie, trawestując dzieło Maeterlincka, Themerson pisze traktat o niemożliwości poznania, zrozumienia, a nawet obiektywnego pisania o obcości. Podkreśla fakt, że autor Życia termitów, pisząc swoje dzieło, narzuca owadom perspektywę antropologiczną – organizację termitiery przedstawia na wzór struktury i przy wykorzystaniu kategorii charakterystycznych dla społeczeństwa ludzkiego. Ponadto pod pozorem naukowego opisu samych tylko faktów wprowadza abstrakcyjne pojęcia wartościujące, takie jak szczęście czy wolność, a także korzysta z wypracowanych w literaturze konwencji pisania. Podstawowym założeniem towarzyszącym powstawaniu Wykładu było podkreślenie konstrukcyjnego charakteru systemów naukowych i filozoficznych, które miałyby odnosić się do rzeczy takich, jakimi są, a nie jakimi widzi je człowiek.

Jak podsumowuje Franczak: „Themerson traktuje powieściowe medium instrumentalnie, tworząc literaturę metakrytyczną, literaturę drugiego stopnia czy surfikcję66. Badacz odnosi się do pojęcia67 Raymonda Federmana, zgodnie z którym zadaniem literatury jest uzmysłowienie czytelnikowi fikcyjności nie tylko każdej opowieści, ale przede wszystkim samego życia, ponieważ „rzeczywistość jako taka nie istnieje, albo raczej istnieje jedynie w fikcyjnej formie”68. Zgodnie z takim ujęciem żadne znaczenie nie jest uprzednie w stosunku do języka, ponieważ tworzy się w procesie pisania69.

Rembowska-Płuciennik, pisząc o fokalizacji, odwołuje się do frazeologizmu „być w cudzej skórze”, który trafnie oddaje opisywaną sytuację narracyjną. To sformułowanie odnieść można również do Wykładu profesora Mmaa. Themersonowski narrator, „aby doświadczyć dokładnie tego samego, co inny” próbuje „znaleźć się dosłownie w jego skórze”70. Przyjmując perspektywę termita, chce dosłownie wcielić się w insekta (zostaje to zaznaczone poprzez podkreślaną w tekście zmianę metafor cielesnych). Jak zauważa Rembowska-Płuciennik fokalizacja podkreśla podmiotowy charakter kreacji literackiej, ponieważ „wejście w cudzą skórę (...) jest tu rodzajem metafory bliskiego kontaktu zmysłowego, ale i intelektualnego, emocjonalnego, do jakiego zmusza akt tworzenia”71. Jednocześnie przedstawiona w powieści Themersona perspektywa narracyjna jest szersza, ponieważ nie ogranicza się jedynie do punktu widzenia owadów.

W kontekście projektu etycznego Themersona, którego naczelnym postulatem jest ukazanie wielości możliwych perspektyw, fokalizacja jest tym, co „pozwala przekroczyć nieuchronnie pojedynczy i ograniczony czasoprzestrzennie punkt sensualnego odbioru bodźców, osiągalny dla jednego podmiotu”72. Przeplata ona dwa horyzonty jednoczesności73, przedstawiając odmienne punkty odczuwania i doświadczania. Jednak posłużenie się kategorią fokalizacji wskazuje na niezbywalnie obecną w dziele perspektywę antropocentryczną:

Nie utożsamiając podmiotu literackiego z konkretnym człowiekiem, nie można go jednak pozbawić antropomorficznego wyposażenia, cech psychosomatycznych fundujących specyficznie ludzką podmiotowość, która i świadomie, i mimowolnie przejawia się w artefaktach74.

Wykład profesora Mmaa posługuje się rozpoznawalnymi dla czytelnika kliszami oraz sposobami opisu relacji przestrzennych, czasowych, ale także systemów społecznych, politycznych, filozoficznych oraz języka i dyskursów naukowych. Zastosowana w powieści fokalizacja, która pomijać ma doznania wizualne, zwraca uwagę czytelnika na dwie kwestie. Po pierwsze na fakt, iż antropocentryczna rzeczywistość, której doświadczanie opiera się na tym, co wzrokowe, uwarunkowana jest ludzkimi cechami psychofizycznymi. Zatem głoszone z tej perspektywy prawdy o świecie nie mogą być traktowane jako obiektywne i uniwersalne. Po drugie, próby przyjęcia przez człowieka innego punktu widzenia niż ten, który jest mu właściwy, pozostają jedynie w sferze teoretycznych konstruktów i domysłów. Jednak z etycznego punktu widzenia takie niemożliwe przedsięwzięcia są jedyną możliwością.


System doskonały

Stefan Themerson występuje przeciwko systemom, które nazywa doskonałymi. Zarzuca im schematyzm i formalizm, które nie pozostawiają miejsca na wyjątek od głoszonych przez siebie zasad. W swojej twórczości literackiej i filozoficznej próbuje uwolnić jednostkę spod władzy systemów – politycznych, naukowych, religijnych – ale także spod władzy konwenansów społecznych, językowych stereotypów determinujących obraz świata, oraz systemów myślowych, które jako konstrukcje czysto teoretyczne, nie mają związku z praktyką życiową. W wykładzie pt. Katedra przyzwoitości z 1981 roku jasno określa przeciw czemu występuje. Jego oponenci to:

(...) klasyczni formaliści, którym śni się sen o świecie jednoznacznych rzeczowników i orzeczeń, rządzonym prawem wyłącznego środka; o świecie, w którym wszystko (łącznie z tobą i mną, z nim i z nią) jest tym, czym jest i nie jest tym, czym nie jest. I śnią swój sen aż do logicznych wniosków, które są prawdziwie dla wszystkich światów, z wyjątkiem tego, w którym żyjemy, ponieważ w świecie, w którym żyjemy żaden rzeczownik nie jest pozaczasowy, żadne orzeczenie nie ma sensu w oderwaniu od reszty wszechświata, żaden fakt nie jest tym, czym jest i niczym ponadto, ani żaden człowiek nie jest wyspą75.

Pisarz podkreśla nieustanną konieczność odnoszenia koncepcji teoretycznych do rzeczywistości76. Jego celem nie jest odnalezienie jedynego właściwego rozwiązania tajemnicy funkcjonowania świata. Jako sceptyk nieufnie podchodzi do wypracowanych konstruktów myślowych oraz powstających systemów, języków i kodów. W swojej filozofii przedstawia potrzebę ciągłego poszukiwania, które nie może mieć końca. Jest to filozofia, która godzi paradoksy. Dlatego – jak poucza jeden z bohaterów powieści Euklides był osłem – system, aby mógł być doskonałym, musi pozostać niedoskonały:

Widzisz, każdy system ma wbudowane trzy dźwignie. Księdza, milicjanta i skarbnika. Kiedy system jest doskonale doskonały, może się zdarzyć, że jeśli człowiek jest OK nie dlatego, że ksiądz mu tak kazał czy że milicjant mu tak kazał, lecz jest OK po prostu dlatego, że jest OK, to wtedy skarbnik może mu wstrzymać wypłatę i człowiek taki dostaje się w tryby systemu. (...) Widzisz – powiedział bardzo cicho – doskonały system nie może być doskonały. System, żeby być doskonałym, musi być niedoskonały. Trochę korupcji, trochę przekupstwa, trochę obłudy, trochę pociągania za sznurki, to bardzo przydatne. Dostarcza doskonałym systemom tych drobnych niedoskonałości, małych okienek, przez które nowe mutacje mogą przyfrunąć i zapłodnić nasze konwencjonalne ogrody. Bez nich, bez tych błogosławionych małych okienek otwartych dla niedoskonałości, wszystkie doskonale zaplanowane systemy są sztywne. A wszystko, co sztywne, kończy się chaosem. Jeden drobny fakt może wywrócić gigantyczną teorię. Nieskończenie małe, pominięte w obliczeniach, drobne imponderabilia, takie kamyczki, jakie ksiądz, milicjant czy skarbnik wrzucają do stawu, od czego tworzą się malutkie fale, które budzą niepokój w sercach malutkich ludzi i mogą sprawić, że cały system zawibruje nieplanowanymi tonami harmonicznymi, wzmożonymi perturbacjami, nakładającymi się na siebie rezonansami, za którymi wkradnie się chaos77.

Powyższe słowa wypowiedziane zostają przez Ministra Imponderabiliów, który konkluduje: „Wszyscy jesteśmy w potrzasku: z jednej strony piękne projekty najdoskonalszych systemów, a z drugiej świat, który przeczy sam sobie. Świat, który jest »wielki i zawiera mnogości«78. Wypowiedź ta odnosi się bezpośrednio do stanowiska Themersona, któremu daje on wyraz w całej swojej twórczości. Pojawia się tutaj ton buffo, kiedy jako niedoskonałość wskazane zostaje „trochę korupcji, trochę przekupstwa, trochę obłudy”. Pisarz, w ten żartobliwy sposób, podkreśla konieczność uwzględnienia czegoś, co nazwać można „czynnikiem ludzkim”, błędem, irracjonalnością lub przypadkiem, którego system nie przewidział.

Podobną pointę odnaleźć można w zakończeniu ostatniej powieści. W Wyspie Hobsona główny bohater podkreśla wartość uśmiechu, który jest kwintesencją tego, co ludzkie, więc wykraczające poza ramy systemów, nie uwzględniających ani człowieka, ani wielości obecnej w świecie.

Wysoko nad Wyspą zatacza pętlę i uśmiecha się. Śmiechu wart jest ten świat, ale Bóg wtrącił swoje trzy grosze i stworzył okrucieństwo, ból i niesprawiedliwość, żebyś przestał się śmiać, gdy życie łaskocze Cię w piętę lub w mózg. Ale zawsze można się uśmiechnąć. Zwłaszcza gdy się lewituje. (...)
Uśmiecha się i ten uśmiech wznosi go coraz wyżej ku błękitnemu niebu i jasnemu słońcu. Jaka szkoda, przelatuje mu przez głowę, że Bóg nie uśmiechał się, gdy stwarzał ten świat,
i Jezus się nie uśmiechał,
i Marks się nie uśmiechał,
ani Lenin,
ani ekonomiści się nie uśmiechają, więc jakże on, który był maklerem giełdowym, może brać ich na serio, skoro we wszystkich ich równaniach nie istnieje symbol na oznaczenie uśmiechu?79

Takie spojrzenie z dystansu możliwe jest, ponieważ bohater (dosłownie) lewituje. Nieliteralne znaczenie może odnosić się do śmierci postaci – Sean unosi się coraz wyżej, z dystansu obserwuje świat przedstawiony w powieści80, „Jego umysł wyprodukował właśnie najważniejszą myśl. Jaka szkoda, że nie może znaleźć słów, by ją wyrazić”81, „zatacza jeszcze jedna pętlę pod błękitnym niebem, pod jasnym słońcem”82, po czym następuje koniec – najpierw synestezja83, później cisza:

a teraz myśl zamienia się w barwę,
a barwa zamienia się w dźwięk,
a dźwięk zamienia się w ciszę84.

O kwestii świata dostosowanego do „Ludzkich Wymiarów” Themerson mówi także wprost w Katedrze Przyzwoitości:

Kiedyś, dawno temu, pomagaliśmy sobie w rozumieniu świata redukując (lub powiększając) wszystko do Ludzkich Wymiarów. Przez ludzkie wymiary rozumiem wszystko to, co większe od pchły, a mniejsze od słonia; historie dłuższe niż czas pojedynczego uderzenia skrzydeł ćmy, a krótsze niż stulecie; ciężary większe niż ciężar płatka spadającego z wiśniowego drzewa, a mniejsze od tego, który dźwigał na ramionach Atlas.
Otóż właśnie: CGS, centymetr gram sekunda, system metryczny Fizyki Klasycznej. Egipscy Bogowie, Greccy Bogowie, Rzymscy Bogowie byli ludzkich wymiarów. Także Jezus wolał narodzić się człowiekiem tak, by łatwiej nam było zrozumieć ogrom Tragizmu wtopionego w gmach wybudowany przez Jego Ojca.
Dziś jest na odwrót. Dzisiaj wszelkie zjawiska o marnych ludzkich wymiarach tłumaczy się przez odniesienie do rzeczy bardzo dużych: jak pył galaktyczny, pierwotny chaos fizykochemiczny, Wielkie Bum (...) albo też tłumaczy się je przez odniesienie do rzeczy bardzo małych: molekuł, łańcuchów DNA, atomów, kwarków... do tego wszystkiego co eksperymentalnie udowodnione, lecz nieznane naszym przeżyciom85.


Zakończenie

Wykład profesora Mmaa to dzieło, które, występując przeciw dogmatyzmowi i totalności, podważa obiektywność znanych sposobów przedstawiania i podkreśla językowy, konstrukcyjny charakter znanej człowiekowi rzeczywistości. Themerson traktuje systemy – filozoficzne, polityczne, religijne, a także wiedzę wraz z całym dyskursem naukowym oraz język z przypisanymi mu sztywnymi zasadami gramatyki, semantyki i syntaktyki – jako struktury, które wpisują jednostkowe wydarzenie w matryce sensów, co umożliwia oswojenie wielości świata i przypadkowości życia. Wskazuje jednocześnie na zagrożenia płynące z zawierzenia tym systemom i uznania ich uniwersalistycznych dążeń za słuszne.

Projekt etyczny, który zarysowany jest wyraźnie na przestrzeni twórczości Themersona-filozofa, wyłania jedną tylko zasadę – Godziwość Metod. Początki takiego myślenia odnaleźć można w omawianej powieści, która traktuje o sposobach poznania i rozumienia świata, ze szczególnym uwzględnieniem percepcji zmysłowej. Jako konkluzja, wynikająca z przedstawionych w utworze perspektyw i prób przyłożenia teoretycznych konstruktów do praktyki życia, przedstawiony zostaje pogląd, że tylko sceptyczna zgoda na pluralizm świata i kontyngencję życia ludzkiego jest postawą, która pozwala zachować przyzwoitość. A w obliczu sytuacji, w której niemożliwe jest przewidzenie celu, do którego doprowadzą ludzkie działania, jedynym celem jest podążanie nie w odpowiednim kierunku, ale w zgodzie z zasadami, zasadami – które wyznaczają dobre maniery. Zdaniem Themersona „w tym zmieniającym się z dnia na dzień świecie droga od przesłanek do wniosków doczesna jest i burzliwa i (...) nie można naszego Wczoraj narzucać Jutru naszych wnuków”86. Idee, w imię których toczy się walka, przemijają zbyt szybko, żeby można było podporządkowywać im swoje życie: „Politycy są śmiertelni, idee polityczne są śmiertelne, poezja jest śmiertelna, dobre maniery są nieśmiertelne”87. Aby opisać postawę Themersona posłużę się słowami jego powieści:

On natomiast – nie, on nie chce wygrywać. Wygrana, jego zdaniem, nie świadczy o męskości, lecz o złych manierach88.

Wykład profesora Mmaa pisany był w czasie, kiedy druga wojna światowa postawiła pod znakiem zapytania wszystkie kategorie i systemy oraz całą wiedzę o rzeczywistości, jaką dysponował człowiek. Nauka, religia, filozofia i polityka zawiodły, zawiódł również człowiek, który stał się elementem tych struktur. W powieści nie mogło zostać pominięte pytanie (niewyrażone wprost): w oparciu o jakie zasady ma działać świat, gdzie szukać pewników, które uchronią przed katastrofą? Wydarzeń drugiej wojny światowej nie udało się uniknąć, przedstawionej w Wykładzie społeczności termitów również nie udaje się przetrwać. Pojawia się jednak element, który rozjaśnia poszukiwania.

W fabule powieści Themersona powraca kilkakrotnie enigmatyczny epizod. W podtytule rozdziału szóstego mowa jest „o świętojańskim robaczku jako narzędziu badań naukowych”89. Pojawia się wówczas „nędznie raczej pachnący jegomość w średnim wieku” (s. 90), który pędzi „przed sobą większego od siebie świętojańskiego robaczka” (tamże). Postać ta zatrzymana przez konstabla i zapytana, dokąd idzie, odpowiada: „– Szukam Termita! (...) Po prostu: TERMITA” (tamże), a usłyszawszy, iż nie ma niczego takiego, ripostuje: „Właśnie dlatego szukam...” (tamże), po czym odchodzi w swoją stronę. Na dalszych stronach powieści niespodziewanie postać ta powraca, co więcej akapit, w którym się pojawia, przerywa w tekście wypowiedź profesora Mmaa:

Pytacie państwo – rzekł powoli Mmaa – do jakiego wniosku ja dochodzę. Ja... nie dochodzę do żadnego wniosku. Ja... szukam... – przerwał na chwilę i wydawało się, że szuka rzeczywiście czegoś gdzieś daleko przed sobą.
W tym czasie gdzieś daleko przed prof. Mmaa szedł wolno wzdłuż któregoś z tuneli nędznie raczej pachnący jegomość w średnim wieku. Nimfy wyśmiewały się z niego, młodzież akademicka pluła nań z wysokości autonomicznych sufitów, zdziwione konstable odsyłały go precz; a on szedł naprzód i pędził przed sobą wielkiego świętojańskiego robaczka.
– Nie, ja nie dochodzę do żadnego wniosku – powtórzył prof. Mmaa – ja szukam – dodał podniósłszy w górę antenki i prawie szeptem, ale szeptem tak nabrzmiałym, iż słychać go było w najdalszym kącie sali, rzekł na pozór nie bardzo do rzeczy: – szukam świętojańskiego robaczka (s. 100).

Wątek ten jest interesujący z kilku względów. Po pierwsze, z powodu analogii między tymi postaciami, która zostaje wprowadzona przez przywołany układ tekstu. Po drugie, ze względu na fakt, iż przedstawiona analogia jest nieoczekiwana i zaskakująca. Porównania bohaterów dokonuje wyłącznie narrator, wprowadzając przywołaną paralelę, ponieważ obie postaci nie miały szansy się spotkać ani nawet dowiedzieć się nawzajem o swoim istnieniu. Dlatego Mmaa mówiący o robaczku świętojańskim wydaje się mówić „nie bardzo do rzeczy”, jednak tylko pozornie, gdyż dysponujący szerszą perspektywą narrator jest w stanie właściwie zinterpretować słowa profesora. Kontekst pochodzenia tej enigmatycznej postaci uzupełniony zostaje później o informację, iż jest to jeden z chorych, który uciekł ze szpitala psychiatrycznego, nie jest on jednak niebezpieczny, „ma po prostu manię szukania Termita i majaczy sobie w tym celu robaczkiem świętojańskim” (s. 119).

Przywołany epizod interpretuję jako niezwykle ważny w kontekście filozoficznego wydźwięku powieści. Przedstawiona sytuacja sprowadza się do prostej pointy, jednak jej prostota jest raczej zaletą niż wadą. Wykład profesora Mmaa to dzieło, którego koncepcja filozoficzna opiera się na wątpieniu. A sceptyczne wątpienie opiera się na ciągłym poszukiwaniu, logice nieaksjomatycznej i unikaniu dogmatów. Celem nie jest dojście do żadnych wniosków, celem jest samo poszukiwanie i próba wypracowania metod, które wydawać się mogą absurdalne lub nieracjonalne, metod, które – podobnie jak robaczek świętojański niewidzącemu termitowi – choćby w niewielkim stopniu ułatwią poszukiwania. A ton buffo bynajmniej powadze tej pointy nie przeczy.


BIBLIOGRAFIA

Dzieła Franciszki i Stefana Themersonów

  • Themerson S., Euklides był osłem, tłum. I. Szymańska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1989.
  • Themerson S., faktor T, część II i III, tłum. M. Sady, Gaberbocchus w Polsce, [brak miejsca wydania] 2011.
  • Themerson S., Generał Piesc i inne opowiadania, Czytelnik, Warszawa 1980.
  • Themerson S., Hau! Hau! Czyli kto zabił Ryszarda Wagnera?, Gaberbocchus w Polsce, [brak miejsca wydania] 2004.
  • Themerson S., Jestem czasownikiem czyli zobaczyć świat inaczej, rys. F. Themerson, wybór i oprac. M. Grala, Płock 1993.
  • Themerson S., Katedra Przyzwoitości, tłum. A. i P. Biknot, „Literatura na świecie” 1987, nr 7.
  • Themerson S., Przygody Pędrka Wyrzutka, rys. F. Themerson, Wydawnictwo ISKRY, Warszawa 2002.
  • Themerson S., Studium wychowawcze albo kto do kogo?, tłum. M. Fabianowska, „Literatura” 1984, nr 6.
  • Themerson S., Wiersze wybrane 1939-1945, przedmowa, wybór i oprac. J. Reichardt, Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2003.
  • Themerson S., Wykład profesora Mmaa, rys. F. Themerson, Wydawnictwo ISKRY, Warszawa 2003.
  • Themerson S., Wyspa Hobsona, tłum. E. Kraskowska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1997.

Literatura przedmiotu

  • Czartoryska U., O słowach i obrazach, „Projekt” 1983, nr 1.
  • Federman R., Surfikcja – cztery propozycje w formie wstępu, [w:] Nowa proza amerykańska, oprac. Z. Lewicki, Czytelnik, Warszawa 1983.
  • Franczak J., Poszukiwanie realności. Światopogląd polskiej prozy modernistycznej, UNIVERSITAS, Kraków 2007.
  • Giżycki M., Kino niezależne Franciszki i Stefana Themersonów, [w:] tegoż, Awangarda wobec kina. Film w kręgu awangardy artystycznej dwudziestolecia międzywojennego, Wydawnictwo małe, Warszawa 1996.
  • Konkretna zalgebraizowana rzeczywistość, ze Stefanem Themersonem rozmawia Andrzej Ziembicki, „Nowe Książki” 1981, nr 10.
  • Korżyk K., O definicjach analitycznych w grotesce Stefana Themersona, [w:] Językowy obraz świata, red. J. Bartmiński, Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 2004.
  • Kraskowska E., Twórczość Stefana Themersona: dwujęzyczność a literatura, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1989.
  • Kubikowski T., Themerson: umrzeć ze śmiechu, „Dialog” 1992, nr 3.
  • Lem S., Falsyfikat, [w:] tegoż, Wejście na orbitę, Agora, Warszawa 2010.
  • Łebkowska A., Pojęcie fokus w narratologii – problemy i inspiracje, [w:] Punkt widzenia w tekście i dyskursie, red. J. Bartmiński, S. Niebrzegowska-Bartmińska, R. Nycz, Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 2004.
  • Maeterlinck M., Życie termitów tłum. F. Mirandola, Wydawnictwo Książka i Wiedza, Warszawa 1958.
  • Marquard O., Apologia przypadkowości, tłum. K. Krzemieniowa, Oficyna Naukowa, Warszawa 1994.
  • Pochwałę niechlujstwa chcę pisać (…) niechlujstwa z premedytacją, niechlujstwa kontrolowanego, wyszukiwanego świadomie”, rozmowa z M. Sady i M. Giżyckim przeprowadzona przez J. Olczyka, „Mrówkojad” 2007, nr 7.
  • Prodeus A., Themersonowie: szkice biograficzne, Świat Literacki, Warszawa 2009.
  • Pruszyński A., Dobre maniery Stefana Themersona, Słowo/Obraz Terytoria, Gdańsk 2004.
  • Rembowska-Płuciennik M., W cudzej skórze. Fokalizacja zmysłowa a literackie reprezentacje doświadczeń sensualnych, „Ruch Literacki” 2006, z. 6.
  • Rorty R., Przygodność języka, [w:] tegoż Przygodność, ironia, solidarność, tłum. W. Popowski, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009.
  • Wadley N., Kopcińska K., Pisarz nigdy nigdzie nie jest na wygnaniu, tłum. A. Zapałowski, „Twórczość” 1992, nr 3.


ABSTRAKT

Przedmiotem artykułu jest analiza powieści Stefana Themersona "Wykład profesora Mmaa". Istotnym kontekstem analizy powieści jest tekst M. Maeterlincka "Życie termitów". W zestawieniu z tym tesktem, "Wykład..." ujawnia swój charakter metafikcjonalny, zarówno wobec fikcji literackiej, jak fikcji teoriopoznawczych. W analizie wykorzystana zostaje kategoria fokalizacji jako operatywne narzędzie w badaniu przemieszczeń punktu widzenia. Dzieło Themersona okazuje się w konsekwencji traktatem o niepoznawalności Innego, co prowadzi do konkluzji dotyczących etycznego wymiaru twórczości autora oraz jego sceptycyzmu jako postawy otwierającej na pluralizm i kontyngencję (nie tylko) ludzkiej egzystencji.



1S. Themerson, Wykład profesora Mmaa, Warszawa 2003, s. 92.

2J. Bralczyk, notka zamieszczona przez wydawcę na okładce książki, [w:] S. Themerson, Wykład profesora Mmaa, dz. cyt.

3S. Themerson, Wykład profesora Mmaa, dz. cyt., s. 290.

4Zob. m. in. J. Zagrodzki, Outsiderzy awangardy, [w:] Stefan i Franciszka Themerson. Poszukiwania wizualne, katalog wystawy, Łódź 1981, s. nlb; Pochwałę niechlujstwa chcę pisać (…) niechlujstwa z premedytacją, niechlujstwa kontrolowanego, wyszukiwanego świadomie, rozmowa z M. Sady i M. Giżyckim przeprowadzona przez J. Olczyka, „Mrówkojad” 2007, nr 7; A. Prodeus, Themersonowie: szkice biograficzne, Warszawa 2009.

5S. Lem, Falsyfikat, [w:] tegoż, Wejście na orbitę, Warszawa 2010, s. 87-88.

6B. Russel, Przedmowa, [w:] S. Themerson, Wykład profesora Mmaa, dz. cyt., s. 5.

7Tamże, s. 6.

8S. Themerson, Z encyklopedii wieczorów rodzinnych, [w:] tegoż, Generał Piesc i inne opowiadania, Warszawa 1980, s. 163.

9S. Themerson, Hau! Hau! Czyli kto zabił Ryszarda Wagnera?, Gaberbocchus w Polsce, [brak miejsca wydania] 2004, s. 40-41.

10O. Marquard, Apologia przypadkowości, tłum. K. Krzemieniowa, Warszawa 1994, s. 4.

11Tamże.

12Tamże.

13Tamże, s. 5.

14Tamże, s. 6.

15Tamże, s. 7.

16Przywołuję w tym miejscu określenie O. Marquarda – divide et fuge, które tłumaczyć można jako dziel i umykaj”. Jest ono trawestacją rzymskiego divide et impera – „dziel i rządź” (Zob. przypis nr 11).

17Podobnie pisze Jerzy Franczak: „Wykład profesora Mmaa, sam w sobie będący humorystyczną relacją »obcego« o człowieku, w relacji z tekstem Maeterlincka tworzy zakamuflowany traktat o niepoznawalności świata i o źródłowej nieoswajalności tego, co obce” (Zob. J. Franczak, Poszukiwanie realności. Światopogląd polskiej prozy modernistycznej, Kraków 2007, s. 479).

18Termici badacze rozważają miedzy innymi kwestię tego, jak należy czytać książkę Maeterlincka i literaturę w ogóle – horyzontalnie czy wertykalnie? od prawej do lewej czy odwrotnie? itp. (Zob. S. Themerson, Wykład profesora Mmaa, dz. cyt, s. 11).

19U. Czartoryska, O słowach i obrazach, „Projekt” 1983, nr 1, s. 54.

20Por. E. Sapir, Kultura, język, osobowość: wybrane eseje, tłum. B. Stanosz, R. Zimand, Warszawa 1978. Na ten temat pisze także Franczak (Por. J. Franczak, dz. cyt., s. 467-477).

21K. Korżyk, O definicjach analitycznych w grotesce Stefana Themersona, [w:] Językowy obraz świata, red. J. Bartmiński, Lublin 2004, s. 255.

22J. Franczak, dz. cyt., s. 476.

23Tamże, s. 487.

24Pojęcia metafikcji i metanarracji odnieść można także do innych dzieł Themersona. W jego książce dla dzieci pt. Przygody Pędrka Wyrzutka główny bohater jest świadkiem rozmowy na temat fikcji w literaturze (Zob. S. Themerson, Przygody Pędrka Wyrzutka, Warszawa 2002, s. 17-18). W utworze tym uwaga czytelnika zwrócona jest na konstrukcyjny charakter opowieści, w której Pędrek podróżuje drogami łączącymi nie miejsca, ale kolejne rozdziały (Zob. tamże, s. 13, 59).

25Także trzecie imię profesora Mmaa – Habakkuk – odwołuje się do ósmego z mniejszych proroków Starego Testamentu. Na temat konotacji imion głównego bohatera pisze Franczak, wskazując ponadto na odwołania do Napoleona Bonaparte i Tytusa Flawiusza (Zob. J. Franczak, dz. cyt., s. 514).

26S. Themerson, Wykład profesora Mmaa, dz. cyt., s. 261-262.

27Tamże, s. 274.

28Tamże.

29Postać o tym imieniu pojawia się również w poemacie Themersona z okresu wojny pt. Szkice w ciemnościach, w którym Sebastian jest głównym bohaterem i wyrazicielem poglądów autora. W utworze tym pojawiają się także wyraźne odwołania autobiograficzne, pozwalające charakteryzować tę postać jako porte-parole Themersona (Zob. S. Themerson, Szkice w ciemnościach, [w:] tegoż, Wiersze wybrane 1939-1945, Katowice 2003, s. 95-117).

30Na ten temat zob. także: A. Pruszyński, Dobre maniery Stefana Themersona, Gdańsk 2004, s. 40.

31J. Franczak, dz. cyt., s. 515.

32Tamże, s. 273.

33Zob. przypis nr 15.

34W Wykładzie profesora Mmaa odnaleźć można odwołania do takich filozofów, jak: Hegel, Rousseau, Bergson, Comte, a także Freud. Więcej na ten temat pisze Cezary Rowiński: „(...) przedmiotem jego [Themersona – przyp. K.G.] satyry stają się zwłaszcza pewne systemy metafizyczne, ale również neopozytywizm z jego aroganckim doktrynerstwem i niezachwianą pewnością siebie” (C. Rowiński, dz. cyt., s. 54-56).

35Zob. także S. Themerson, Szkice w ciemnościach, cz. II, [w:] tegoż, Jestem czasownikiem czyli zobaczyć świat inaczej, Płock 1993, s. 32.

36S. Themerson, Wykład profesora Mmaa, dz. cyt., s. 8.

37Tamże, s. 90.

38Tamże, s. 286.

39Tamże.

40S. Themerson, Hau! Hau!..., dz. cyt., s. 35.

41S. Themerson, Wykład profesora Mmaa, dz. cyt., s. 50.

42Podobnie projekt Poezji Semantycznej opisują także inni. Tomasz Kubikowski podkreśla błazeńsko-barokowy charakter tego przedsięwzięcia (Zob. T. Kubikowski, Themerson: umrzeć ze śmiechu, „Dialog” 1992, nr 3, s. 130), a Nick Wadley pisze, iż już w założeniu wynalazek ten nacechowany był ironicznie (Zob. N. Wadley, K. Kopcińska, Pisarz nigdy nigdzie nie jest na wygnaniu, tłum. A. Zapałowski, „Twórczość” 1992, nr 3, s. 88).

43Chciałem słowa wydezynfekować, wyszorować do samej kości ich słownikowej definicji. Tak wymyśliłem Poezję Semantyczną” (S. Themerson, Jestem czasownikiem..., dz. cyt., s. 91-92).

44S. Themerson, Szkice w ciemnościach [V], [w:] tegoż, Wiersze wybrane..., dz. cyt., s. 111.

45S. Themerson, Hau! Hau!..., dz. cyt., s. 8-9.

46Tamże, s. 10.

47Problem referencyjności języka podobnie do Themersona rozwija Richard Rorty. Amerykański filozof, analizując kwestię relacji języka i rzeczywistości, stawia tezę: „że świat nie wyposaża nas w żadne kryterium wyboru pomiędzy alternatywnymi metaforami, że języki i metafory możemy porównywać jedynie między sobą, a nie z jakimś bytem pozajęzykowym zwanym »faktem«” (R. Rorty, Przygodność, ironia, solidarność, Warszawa 2009, s. 46). Rorty, opisując język, odnosi się do kategorii przygodności i przedstawia postulat dotarcia do punktu, „w którym niczemu już nie będziemy oddawać czci, w którym niczego nie będziemy uznawać za quasi-bóstwo, w którym wszystko – nasz język, nasze sumienie, naszą wspólnotę – traktować będziemy jako wytwór czasu i przypadku” (Tamże, s. 49). Teoria ta koresponduje z filozofią sceptycyzmu, w której jednostka godzi się na własną kontyngencję. Na tej podstawie Themerson pisał będzie o wielości punktów widzenia, perspektyw, z których postrzegany jest świat, Rorty natomiast przedstawia koncepcję rozmaitych słowników, które w odmienny sposób opisują rzeczywistość. Zestawienie obu myślicieli jest tylko sugestią interpretacyjną, dla której rozwinięcia niestety zabraknie w tym artykule miejsca.

48Zob. Przygoda człowieka poczciwego (The Adventure od a Good Citizen), scenariusz, reżyseria i zdjęcia: F. i S. Themerson, muzyka: S. Kisielewski, cz/b, dźwiękowy, 35 mm, 10 min, Warszawa 1937.

49Skrótowo przedstawiam koncepcję Gerarda Genette'a odwołując się do stwierdzeń zreferowanych przez Annę Łebkowską oraz Magdalenę Rembowską-Płuciennik (Zob. A. Łebkowska, Pojęcie focus w narratologii – problemy i inspiracje, [w:] Punkt widzenia w tekście i w dyskursie, red. J. Bartmiński, S. Nadbrzegowska-Bartmińska. R. Nycz, Lublin 2004, s. 219-238; M. Rembowska-Płuciennik, W cudzej skórze. Fokalizacja zmysłowa a literackie reprezentacje doświadczeń sensualnych, „Ruch literacki” 2006, z. 6, s. 585-596).

50A. Łebkowska, dz. cyt., s. 227.

51Określenia tego typu pojawiają się na gruncie zarówno amerykańskich, jak i europejskich badań wykorzystujących pojecie fokalizacji (Por. M. Rembowska-Płuciennik, dz. cyt., s 586). Znamienne jest, że taki termin „punkt obwąchiwania” pojawia się również w treści Wykładu profesora Mmaa.

52Por. M. Rembowska-Płuciennik, dz. cyt., s. 585-596.

53Tamże, s. 587.

54Tamże.

55Tamże, s. 588.

56Tamże, s. 593.

57Tamże.

58W tym akapicie odsyłam do Wykładu profesora Mmaa S. Themersona, podając w nawiasach numery stron.

59S. Themerson, Wykład profesora Mmaa, dz. cyt., s. 80.

60Tamże, s. 123.

61Tamże, s. 145.

62Tamże, s. 158.

63Tamże, s. 35, 98, 192.

64Na przykład zapach określany jest jako „nieprzezroczysty” (Tamże, s. 168 i 174).

65E. Kraskowska, Twórczość Stefana Themersona: dwujęzyczność a literatura, Wrocław 1989, s. 53.

66J. Franczak, dz. cyt., s. 536.

67Odniesienie Wykładu profesora Mmaa do pojęcia surfikcji, użytego przez Federmana w jego eseju z 1975 roku wymaga szeregu zastrzeżeń. Artykuł ten stanowi wyliczenie programowych założeń Federmana. Pisarz, odwołując się do stworzonego przez siebie pojęcia surfikcji, którym określa nową odmianę prozy, wymienia konieczne do przeprowadzenia zmiany w zakresie czytania prozy oraz kształtu, materiału i znaczenia fikcji. Analogia między tymi dziełami jest po części słuszna, ponieważ niektóre wyszczególnione przez francusko-amerykańskiego pisarza założenia nowej prozy pokrywają się z cechami dzieła Themersona. Jednocześnie jednoznaczne podporządkowanie Wykładu tej kategorii nie jest możliwe, ze względu na liczne rozbieżności tych projektów. Jednak w tym artykule zabraknie miejsca na dokładną analizę Wykładu profesora Mmaa w kontekście pojęcia surfikcji.

68R. Federman, Surfikcja – cztery propozycje w formie wstępu, [w:] Nowa proza amerykańska, oprac. Z. Lewicki, Warszawa 1983, s. 424.

69Tamże, s. 430-431.

70M. Rembowska-Płuciennik, dz. cyt., s. 589.

71Tamże, s. 594.

72Tamże, s. 589.

73Jak pisze Rembowska-Płuciennik, powołując się na Ernsta Pöppel'a: „Horyzont jednoczesności jest odległością, w granicach której percypujący podmiot może odebrać symultaniczne dane sensualne różnego rodzaju” (Zob. Tamże, s. 589).

74Tamże, s. 595.

75Tamże, s. 352-353.

76„Wychodzi się z rzeczywistości, potem algebraicznie porusza się pod górę, ale przecież trzeba powracać do świata, wiecznie sprawdzać. Kiedy widzę jakąś formułę matematyczną, logiczną, chcę ją sprawdzić w życiu” (Zob. Konkretna zalgebraizowana rzeczywistość, ze Stefanem Themersonem rozmawia Andrzej Ziembicki, „Nowe Książki” 1981, nr 10, s. 59).

77S. Themerson, Euklides był osłem, tłum. I. Szymańska, Warszawa 1989, s. 134-135.

78Tamże, s. 135.

79S. Themerson, Wyspa Hobsona, tłum. E. Kraskowska, Warszawa 1997, s. 237.

80Opisywaną scenę można interpretować, w węższym rozumieniu, jako metanarrację w stosunku do świata przedstawionego w powieści oraz, szerzej, jako filozoficzną refleksję nad sytuacją człowieka w świecie.

81S. Themerson, Wyspa Hobsona, dz. cyt., s. 238.

82Tamże.

83Do synestezji główny bohater odnosi się także w innej scenie, gdy rozmawia z Georginą Shepherd:
– To już koniec tej historii, panie D'Earth – a gdy nie odpowiadał spojrzała na niego z ukosa (...) – Ale pan nie słucha...
– O tak, słucham – powiedział. – I nie tylko słyszę, co pani mówi, ale także to
widzę.
– Ale pan ma zamknięte oczy – powiedziała.
– Słyszę, gdy mam wyłączony aparat słuchowy i widzę, gdy mam oczy zamknięte” (Tamże, s. 226).

84Tamże, s. 238.

85S. Themerson, Katedra Przyzwoitości, tłum. A. i P. Biknot, „Literatura na świecie” 1987, nr 7, s. 345-346.

86S. Themerson, Katedra przyzwoitości, dz. cyt., s. 353.

87S. Themerson, Euklides był osłem, dz. cyt., s. 151.

88Tamże, s. 30.

89S. Themerson, Wykład profesora Mmaa, dz. cyt., s. 79. Lokalizację dalszych fragmentów pochodzących z Wykładu profesora Mmaa będę podawała w nawiasach umieszczonych po cytacie.