Jak jest autor? Gra w (nie)obecność

Tomasz Dalasiński (UMK)

 

 

Tytułowe pytanie nawiązuje, co łatwo dostrzec, do podobnego, choć mimo wszystko nieco odmiennego, pytania postawionego przed laty przez Michela Foucaulta[1], odbiega jednak od niego zasadniczo. O ile Foucault poprzez zaimek „kim” – nawet jeśli de facto przeformułowany na zaimek „czym”[2] – wyraźnie sytuował swoją wypowiedź po stronie tradycyjnej (choć dla niego samego dyskusyjnej) ontologii, o tyle autor tych rozważań stara się podchodzić do sprawy bardziej czynnościowo czy jakościowo (w perspektywie procesualnej). Dyskurs ontologiczny – z powodów, o których niżej – jedynie presuponuje za pomocą czasownika „jest”. Obydwa te pytania wydają się wszakże naturalne i konieczne, zwłaszcza w kontekście restytucji kategorii autora i autorstwa tekstu. Nie chodzi w nich jednak o kwestie pozaliterackie – socjologiczne, historyczne, psychologiczne i tym podobne – ale o określenie sposobu używania kategorii autorstwa jako kategorii stricte literackiej, innymi słowy – o to, w jaki sposób tekst wskazuje na tę specyficzną przestrzeń, którą nazywamy przestrzenią autorstwa fundowaną przez dyskursy i dyskursy fundującą.

Hasła „śmierci autora” i kryzysu kategorii autorstwa przyniosły restytucję tych pojęć w nowych formach, sprowadzających się – ogólnie rzecz biorąc – do traktowania autora jako zmiennej przestrzeni własnego zanikania. Autor, zgodnie z twierdzeniami Rolanda Barthesa, nie jest suwerennym właścicielem i gwarantującym semantyczną i strukturową spójność „ojcem” tekstu[3], który ukrywa w jego obrębie sensy podlegające porządkowi aleatycznemu[4]; nie jest też, jak twierdzi Foucault, bytem autonomicznym, ahistorycznym[5] i pełniącym funkcje dystynktywno-dystrybutywne[6]. Jest natomiast zmiennym podmiotem kulturowym, elementem uniwersum tekstu, nieintencjonalną sygnaturą uzależnioną od dyskursywnego kontekstu, w którym się pojawia i przez który jest kształtowany. Pisanie – rozumiane jako rozważania nad uwarunkowaniami wszelkiego tekstu – samodefiniuje autora jako kulturową funkcję spełnianą przez tekst. Przejście od substancjalności do funkcjonalności stanowi zaprzeczenie spójności i homogeniczności autora, ponieważ jako funkcja wypowiedzi nie jest on źródłem i centralnym miejscem tekstu, ale wynikiem naszych operacji na nim dokonywanych[7]. Autor stanowi lekturowy konstrukt, którego charakterystyczną cechą jest to, że realizuje się poprzez swoją uporczywą nieobecność przybierającą w kulturowym uniwersum rozmaite formy, które jednak – jak się wydaje – mogą zostać sprowadzone do jednej płaszczyzny, którą nazwać można płaszczyzną wypełnianego w aktach lekturowych śladu.

Ślad we współczesnej filozofii i teorii tekstu nie jest pojęciem jednolitym – wywodzi się bowiem, co pokazał Andrzej Zawadzki, zarówno z tradycji metafizycznej, religijno-etycznej, jak i niemetafizycznej[8]. Nas interesować będą te źródła pojęcia śladu, które korespondują z vattimowsko-noikowską koncepcją myśli „słabej”, tj. teorie śladowości Emmanuela Lévinasa i Jacquesa Derridy. Elementarną cechą śladu w proponowanym rozumieniu jest jego semantyczna i ontologiczna samodzielność. Oznacza ona, po pierwsze, jego istnienie nie jako tego, co pozostawione przez jakąś obecność, ale jako dowodu na nieobecność pozostawiającą swoją własną obecność, a po drugie – nie jako tego, co konstytuuje i reprezentuje stabilne znaczenie, ale jako samego znaczącego pozostawiającego za sobą zmienne sensy. Widać to zwłaszcza w pracach Lévinasa, według którego ślad nie jest znakiem, ale tym, co wypełnia funkcję znaku[9]; znak nie wynika z intencjonalności, jest przywołaniem, ale nie odkryciem czy ujawnieniem i ukonstytuowaniem Innego. Jak pisze Lévinas, „ślad to obecność tego, czego właściwie nigdy tu nie było”[10], to „głębokie kiedyś”, coś, co nigdy nie było dane jako obecne, a jedynie jako zawsze przeszłe. Jest to sposób istnienia tego, co w każdym momencie radykalnie inne, co znaczy poza intencjami znaczenia, bo nie zachodzi w nim odpowiedniość znaczącego i oznaczanego. Zdaniem Lévinasa, ślad przekracza wszelkie przedstawienie, bo jako świadectwo nieobecności Innego nie jest możliwy do zaprezentowania w formie obecnościowej. Można więc stwierdzić, że autorski ślad w tekście jest pozostałością po nigdy niedanej i nigdy niereprezentowanej substancjalnej podmiotowości autora. Tym samym śladowość można określić mianem nowej formy, w jakiej autor powraca do tekstu. Przeczucie takiego powrotu dostrzec można już u Barthesa:

Rozkosz tekstu niesie ze sobą również przyjacielski powrót autora. Powracający autor nie jest oczywiście tym, którego zidentyfikowały instytucje […], nie jest to nawet bohater biografii. Autor, który wychodzi ze swojego tekstu i wchodzi w nasze życie, nie posiada spójności; jest prostą wielością „czarowań”, miejscem kilku zapamiętanych szczegółów, a oprócz tego źródłem olśnień powieściowych. […] to nie osoba (cywilna, moralna), to ciało. […] Bo jeśli za sprawą jakiejś przebiegłej dialektyki trzeba, aby w Tekście – niszczycielu każdego podmiotu – istniał podmiot do kochania, to jest on rozproszony […]; gdybym był zmarłym pisarzem, jakżeby mi odpowiadało, że moje życie redukuje się dzięki staraniom jakiegoś przyjaznego i niefrasobliwego biografa do kilku szczegółów, upodobań, charakterystycznych śladów,  powiedzmy – „biografemów”, które, wykwintne i ruchliwe, mogłyby podróżować poza wszelkie przeznaczenie i na sposób epikurejskich atomów dotknąć jakiegoś przyszłego ciała też skazanego na rozproszenie[11].

Jak widać, podmiot autorski nie jest tutaj instytucjonalny i uniwersalistyczny, nie przekazuje się w tekście jako byt autonomiczny i całościowy, ale przedstawia się w formie śladu, w formie pewnych ułamków i resztek, z których nie da się skonstruować czy zrekonstruować narracyjnie rozumianej biografii, a które przez to nie mają charakteru epistemologicznego, lecz etyczny. Paradoksalnie, jedynym nośnikiem takich śladów jest tekst, a więc to, co wyklucza potencjalność całościowej i autonomicznej struktury autorskiej; innymi słowy – tylko to, co niszczy całościowość, jest w stanie ocalić śladowość autorskiego podmiotu. Wydaje się, że śladowość jest rezygnacją z „mocnych” ontologii: zarówno z „mocnej” ontologii obecności autora (autor jako podmiot esencjalistyczny, autonomiczny i suwerenny), jak i z „mocnej” ontologii jego nieobecności (autor jako „puste miejsce” w strukturze tekstu), która przyczynia się do odnowienia sposobów widzenia kategorii autora w perspektywie „słabej”, przejściowej. Ślad więc jest świadectwem istnienia autora, choć jest to autor naznaczony permanentnym kryzysem własnej obecności. Za Derridą można powiedzieć, że ślad jest jednoczesnym ustanowieniem i likwidacją podmiotowej sygnatury[12], która ma charakter rozproszony i nietrwały. Jest więc – by posłużyć się zręczną metaforą Zawadzkiego – „zarysowywaniem”[13] autora, czyli działaniem paradoksalnym – takim, które jednocześnie powołuje autora jako swój przedmiot i uniemożliwia jego pełną obiektyzację (uobecnienie się jako reprezentacji w perspektywie intersubiektywnej, które nie skupia się na żadnym z tych dwóch biegunów ani na obu jednocześnie, ale które zajmuje się samą oscylacją pomiędzy nimi).

Ślad jest tutaj zatem pojmowany jako wymiar powrotu autora do tekstu. Powrót autora nie jest jednak przywróceniem dawnego porządku – autor powraca jako podmiot „słaby”, sylleptyczny i przejawiający się w śladach, odciskach. Tekst staje się ponownie próbą konstytuowania tożsamości podmiotu poprzez „sobąpisanie” oparte na dialektyce fikcjonalności i niemimetycznej, choć empirycznie ukierunkowanej, reprezentacji; mimo tego podmiot nie jest osobą ani jej aspektem[14], a językowym problemem, do którego odnosi się pozatekstowy autor, pojmowany jako osobowość hipotetyczna. Jak ujęła problem Małgorzata Czermińska:

Potraktowanie autora jako osobowości hipotetycznej pozwala rozważać relację między podmiotem sprawczym a utworem w kategoriach śladu. Wówczas wszystko, co jest w tekście, nie przestając być literaturą, jest jednocześnie śladem osoby. Niczego nie przesądzamy dowolnie na temat rzeczywistego autora. Mówiąc o osobowości twórczej jako osobowości hipotetycznej traktujemy dzieło literackie jako ślad po nieobecnym, ślad badamy i tylko o śladzie mówimy[15].

Spierać by się można, czy wszystko w tekście jest śladem po autorze, niewątpliwie jednak należałoby zgodzić się z Czermińską co do zasadniczych wyznaczników kategorii śladu: (1.) pojmowaniem śladu jako punktu wyjścia do badania relacji między empirycznym autorem a tekstem, tj. jako sposobu porozumiewania się między faktycznym autorem a faktycznym odbiorcą tekstu (pamiętając o zastrzeżeniu, że takie porozumienie w rzeczywistości nigdy nie będzie pełne, gdyż czytelnik „nigdy go [podmiotu autorskiego – przyp. T.D.] nie wytropi, nie zdoła go doścignąć”[16]; (2.) pojmowaniem śladu jako „ekspresji nieobecności”, czyli elementu fikcjonalnego (retorycznego, literackiego)[17], który w tekście pozostawiła empiryczność autora (a więc nie jako przejawu bądź aspektu samej osoby); (3.) wiążącym się z powyższym przeświadczeniem o nieobecności w tekście autora postrzeganego personalistycznie (osoby autora); (4.) przeświadczeniem o niemożliwości zrekonstruowania na podstawie śladu rzeczywistej, pozajęzykowej, osobowości autora.

Jeżeli rację ma Czermińska, to porządek rzeczywistości i kultury, który pozostaje w formie ułomnej i fragmentarycznej jako punkt odniesienia dla autora i czytelnika, decentralizuje podmioty w tym sensie, że stawia opór zarówno ich pełnemu odnalezieniu się w Innym, jak i autorefleksji i autokonstrukcji. W związku z tym nie można nie powiązać tej teorii z derridiańskim sposobem rozumienia koncepcji języka Ferdynanda de Saussure’a. Derrida, nawiązując do de saussure’owskiego postrzegania języka jako systemu różnic[18], traktuje znaki językowe jako elementy nieumotywowane[19]. W efekcie przyjęcia takiej definicji systemu językowego Derrida wprowadza pojęcie „śladu” (trace) na określenie manifestującego się – jak pisze Ryszard Nycz – „w grze różnic pisania […] zarysu czegoś/po czymś”[20], który jest strukturą nieskończonych odniesień wspólną wszystkim rodzajom sygnifikacji[21]. Ślad jest więc nie tyle formą istnienia (obecności[22]), ile manifestacją (przejawianiem się) czegoś w tekście, rozumianym jako językowy system różnic, bo „sam ślad nie istnieje”[23], istnieje jedynie pismo jako jego reprezentant; de facto nie można więc mówić o śladzie w rozumieniu tradycyjnej ontologii, gdyż wtedy mówiłoby się o obecności, można natomiast mówić o piśmie w kontekście reprezentowania przez nie śladów nieobecności. Ślad to zatem pojęcie nie metafizyczne, a retoryczne; retoryka śladu jest zaś retoryką nieprezentatywną, tj. nieobecnościową – ślad jest bowiem tym, co jest nieobecne, jest zaledwie świadectwem jakiejś minionej, ale niemożliwej do przedstawienia, obecności, która warunkuje sygnifikację. Z tego wynika, że to nie bycie jest uprzednie względem śladu, ale ślad jest uprzedni względem bycia, co jednak nie oznacza, że ślad jest metafizycznym źródłem sensu, a jedynie – że jest samą różnicą, która umożliwia konstytuowanie znaczeń i jednoczesne ich zanikanie, unicestwianie.

Derridiańska koncepcja śladu zrodziła się, jak wiadomo, z jego krytyki fenomenologii husserlowskiej, konkretnie: z krytyki metafizyki obecności, uznawanej za rudymentarną podstawę całej logocentrycznej filozofii[24]. Odrzucenie obecności, rozumianej jako centrum sensów i znaczeń, jako to, co jest, oznacza nie tyle całkowite zniesienie metafizyki jako poświadczania obecności, ale raczej – czemu ani Derrida nie zaprzecza, ani przed czym się nie wzbrania – przeformułowanie jej w kierunku poświadczania nieobecności, a zatem, paradoksalnie – w kierunku metafizycznego poświadczania obecności nieobecności. Pojawia się dzięki temu rozłam, pęknięcie, które w tradycyjną metafizykę wpisuje się „organicznie i systematycznie, artykułując od wewnątrz ślady pewnego przed i po oraz zewnętrza metafizyki”[25]. Sensowność nieobecności formułowana jest zatem jako ślad splotu różnic, a więc ślad zawsze Innego, który jest pewną formą, ale nie w ujęciu fenomenologicznym (jako sama obecność), ale w ujęciu językowym – bo to, co jest śladem nieobecnego Innego, jest tekstem bez określonego znaczenia i takiego znaczenia domagającym się od samego Innego uczestniczącego w tekście. Co więcej – myślenie o „ja” w kategoriach (jakiejś) obecności umożliwiane jest przez jego nieobecność zaświadczaną śladem, nie zaś odwrotnie: „żywa obecność tryska na gruncie swej nietożsamości ze sobą oraz możliwości retencyjnego śladu. Zawsze już jest śladem”[26]. Skoro obecność jest śladem zawsze (i od zawsze), to w żaden sposób nie można jej percypować – percypować można jedynie jej nieobecność, a więc ślad; sama obecność jest natomiast iluzją czegoś, co nie istnieje w postrzeganiu i myśleniu Innego. Jeżeli jednak percypujemy nieobecność w śladzie, to tak czy inaczej wciąż znajdujemy się w obszarze jakiejś metafizyki, która lokalizuje nieobecność w konkretnym „tu i teraz” odsyłającym do nigdy niebyłej obecności – bowiem, jak powiada Derrida przy zupełnie innej okazji, należy „nie tyle uwalniać się od niej [metafizyki – przyp. T.D.], co nie miałoby żadnego sensu i pozbawiałoby nas światła sensu, lecz opierać mu [językowi metafizyki – przyp. T.D.] się tak dalece, jak to tylko możliwe”[27]. Można zatem stwierdzić, że obecność jest znakiem z przeszłości, który nigdy nie zaistniał w formie fenomenu, a jedynym jego sposobem przejawiania się jest pamięć; tym samym obecność nie może być dana „tu i teraz”, a zatem nie może się faktycznie uobecnić. Negacja klasycznej metafizyki obecności wprowadza więc w miejsce ontologii pewien rodzaj kognicji, procesu „myśleniowego” skierowanego na teraźniejszość zdolną do przywoływania uprzednich teraźniejszości poprzez ślady. Ślady są przez to doświadczeniami czasowości pojmowanej jako następstwo teraźniejszych stanów podmiotu i, paradoksalnie, nie odsyłają w tył, ale stymulują nowe aktualności „ja”, które unieobecniają aktualności poprzednie, przekształcając je w pozostałości minionego/niezrealizowanego. Obecność zatem nigdy nie może zostać zrealizowana, jednakże jej tropienie, podążanie po śladach, jest formą metafizycznego wskazania na nieodpowiedniość tego, co pozostaje i jego faktycznego odniesienia spowodowaną przeczuciem wieczności teraźniejszości[28], czyli ukazania niemożliwości odczytania śladu jako śladu czegoś obecnego. Przeczucie odsyłania pozostałości do jakiejś obecności pozostaje w każdym momencie przeczuciem, w żadnym natomiast momencie nie odsyła do realnego, gdyż realne jest realne tylko „tu i teraz” jako nieobecność reprezentowana śladowo. Ślad odnosi się do zawsze Innego, a więc można powiedzieć, że wszystko, co rozumiemy jako „teraz”, to jest wszystko, w czym i poprzez co się przejawiamy, jest jakimś śladem; tym samym pojawia się tutaj metafizyka negatywna (nie antymetafizyka), która obecność czyni nie tylko przeciwieństwem, ale i punktem wyjścia oraz elementem niezbędnym dla zaistnienia realnego – nieobecności. W związku z czym nieobecność jest negatywną obecnością – tym, co potrafimy sobie przedstawić jako nieobecne bycie „ja” wobec Innego bez samoświadomości nieobecności[29], które wydarza się na skutek nieustannego ruchu teraźniejszości odwlekającego relację z „teraz” do pamięciowej obecności. Podmiot nigdy nie jest obecny dla siebie, bowiem zawsze poddaje się takiemu odwleczeniu czy opóźnieniu – każda próba samozdefiniowania się w teraźniejszości odsyła do minionych aktualizacji, a więc zapośrednicza się w śladach, czyli w nieobecności. Nie ma innego samokonstruowania się „ja” niż w formie swojego własnego „teraz” doświadczanego jako nieobecność w śladzie, a metafizyka negatywna nie służy wyobrażaniu sobie – jak klasyczna metafizyka platońska – „bytu w całości […] ze względu na wspólnotę bytu w byciu”[30], ale raczej ma na celu wyrażanie nieobecności w śladach przez wzgląd na „wspólnotę nieobecności” (skoordynowaną dzięki przeświadczeniu o niemożliwej do uchwycenia obecności).

Ślad wydaje się więc metaforą tego, co zmienne i zaświadczające o, najszerzej rzecz ujmując, braku. Ontologia braku – jeśli można o takiej mówić – jest jednak nadal ontologią, ponieważ brak wbrew pozorom nie jest kategorią pustą, ale istnieje zawsze jako brak czegoś. Nawet jeśli to coś – przedmiot braku – jest nieobecny jako realność realności, to jednak jest uobecniany jako realność spóźnionej refleksji, jako struktura kognitywna, proces uświadamiania sobie samego braku. Okazuje się zatem, że w każdej sytuacji istnieje jakaś obecność, która stanowi punkt odniesienia dla ontologii braku i dzięki której o kategorii śladu można mówić w kontekście ontologicznym i metafizycznym. Ślad jest zatem nie tylko metaforą zmienności, ale i trwałości – trwałości doświadczenia nieobecności odnoszonego do nierealnościowej obecności. Jest więc – paradoksalnie – formą doświadczenia samego siebie, czyli formą negatywnej tożsamości realizowanej w języku. To właśnie znakowość identyfikuje bowiem podmiot jako swoją własną nieobecność, bo to znaki wskazują na utratę „ja” pozostawiającą w teraźniejszości podmiotu jej ślad, jednocześnie, poprzez swoją płynność denotacyjną, skazując tę utratę na zapomnienie i stymulując nowe aktualności podmiotowego przejawiania się. Utrata obecności jest zatem zawsze odczuwalna i zawsze inna, podobnie jak zawsze odczuwalne i zawsze inne jest poczucie swojej nieobecności. Poczucie to opiera się na ustawicznej relacyjności, którą za Bruno Latourem można traktować jako ontologię relacyjną, zastępującą tradycyjny esencjalizm tożsamością rozumianą jako ustabilizowana w tej teraźniejszości i zmienna w zmiennych teraźniejszościach wiązka stale różnicujących się relacji między „ja” a Innym[31].

„Obecność utracona” zawarta w każdym śladzie najpełniej ujawnia się w procesach sygnaturyzacji[32] tekstów. Zdaniem Derridy, najważniejszym śladem podmiotu autorskiego w tekście jest sygnatura, przy czym, po pierwsze, sygnaturę rozumieć należy nie tylko aletonimicznie, tj. jako autorski „podpis” sensu stricto, ale i najszerzej, tj. jako wszelkie autoprezentacyjne elementy tekstowe, po drugie – nie wolno jej postrzegać jako elementu zasadniczo zewnętrznego wobec tekstu (gdyby sygnatura była bowiem tylko zewnętrzna, akt sygnowania byłby niemożliwy do zrealizowania), a także nie jako elementu zasadniczo wewnątrztekstowego (w takim wypadku sygnatura przestałaby pełnić funkcje sygnaturalne)[33]. Sygnaturę należy postrzegać jako coś, co istnieje jednocześnie wewnętrznie i zewnętrznie, czego ostatecznej lokalizacji nie sposób jednoznacznie ustalić, i co przejawia się jako konieczność[34]. Sygnatura w obrębie tekstu literackiego nie jest zatem – jak dowodził choćby Andrzej Stoff[35] – „podpisem” czy „samozaświadczeniem” autora o sobie samym jako o bycie substancjalnym (osobie) obecnym w dziele in crudo (jako człowiek) oraz in toto (jako człowiek w pełni swoich funkcji); jest ona – paradoksalnie – wyrazem dystansu między nim a samym tekstem, dystansu między substancjalnością i empirycznością autora a dyskursywnością dzieła, mimo iż pozostaje świadectwem związku osobowościowo rozumianej (choć językowo dookreślanej i interpretowanej) podmiotowości zewnątrztekstowej z samym tekstem[36]. Okazuje się zatem, że wszelkie analizy sygnaturowe nie są w rzeczywistości analizami personalistycznymi (analizami osoby autora), ale badaniami śladów pozostawionych w obrębie tekstów przez jego substancjalność (posługując się określeniem Andrzeja Skrendy – badaniami śladów po empiryczności autora[37]). Osoba autora jest więc swoistą deleuze’ańską „kopią bez modelu”[38], personą-maską, której ślady przenoszone są na podmiotowość, tj. bezpośrednio na tekst (dokładniej: na „tekst-podmiot”). Dzięki temu sygnaturalność – a pośrednio śladowość – wiązać można z autobiograficznością[39] oraz autotematyzmem (jako schematem obnażania chwytów konstruowania tekstu, przekraczania pozornej autonomiczności tekstu na poziomie meta-). To z kolei sprawia, że autora tekstu literackiego nazywać możemy inskryptorem wpisującym się w pole sygnifikacyjne tekstu, choć niebędącym jego sygnifikantem (instancją nadającą tekstowi głębokie znaczenie, jednolity sens „teologiczny”). Autorska subiektywność – podobnie jak subiektywność czytelnicza – nie jest wobec tego neutralna; jest wiązką kodów (realizowanych w aktach pisania-lektury) o jawnych bądź niejawnych źródłach, które dekomponują tekst w procesie jego tworzenia i interpretacji.

W takiej sytuacji autor zachowuje w stosunku do tekstu – jak powiedziałby Nycz – „nieredukowalny dystans”[40], który jednak nie odsuwa autora w nieskończoność (tym samym: nie separuje go od tekstu), ponieważ w sferze oddziaływania dystansu odnaleźć można zwornik płaszczyzny tekstowości i płaszczyzny autorstwa w postaci śladowości. Dystans ten jednak problematyzuje ontyczne statusy podmiotu tekstowego, podmiotu autorskiego i samego tekstu, gdyż śladowość wprowadza „ja” w obszar niejednoznaczności, semantyczno-strukturalnej „gry” wewnętrznością i zewnętrznością, z której podmiotowość nie jest w stanie się wyzwolić poprzez autoreprezentowanie się jako instancji samotożsamej, niezależnej oraz autonomicznej. Tekstowa podmiotowość staje się dzięki temu dyskursywna, nielinearna i niehomogeniczna.


BIBLIOGRAFIA

  • J. Abramowska, Jednak autor! Skromna propozycja na okres przejściowy, w: Ja, autor. Sytuacja podmiotu w polskiej literaturze współczesnej, pod red. D. Śnieżki, Warszawa 1996.
  • K. Abriszewski, Socjologia wiedzy, w: idem, Wszystko otwarte na nowo. Teoria Aktora-Sieci i filozofia kultury, Toruń 2010.
  • R. Barthes, Krytyka i prawda, tłum. W. Błońska, w: Współczesna teoria badań literackich za granicą. Antologia, t. 2, Kraków 1972.
  • R. Barthes, Sade, Fourier, Loyola, tłum. R. Lis, Warszawa 1996.
  • R. Barthes, Śmierć autora, tłum. M.P. Markowski, w: Teorie literatury XX wieku. Antologia, pod red. A. Burzyńskiej i M.P. Markowskiego, Kraków 2007.
  • J. Bouveresse, Racjonalność i cynizm, tłum. M. Kowalska, „Literatura na Świecie” 1988, nr 8/9.
  • M. Czermińska, Hipoteza autorstwa (O podmiocie dzieł wszystkich jednego autora), w: Ja, autor. Sytuacja podmiotu w polskiej literaturze współczesnej, pod red. D. Śnieżki, Warszawa 1996.
  • M. Czermińska, Wygnanie i powrót. Autor jako problem badań literackich, w: Kryzys czy przełom. Studia z teorii i historii literatury, pod red. M. Lubelskiej i A. Łebkowskiej, Kraków 1994.
  • J. Derrida, Forma i znaczenie. Uwagi o fenomenologii języka, tłum. B. Banasiak, w: idem, Pismo filozofii, Kraków 1992.
  • J. Derrida, Freud i scena pisania, w: idem, Pismo i różnica, tłum. K. Kłosiński, Warszawa 2004.
  • J. Derrida, Głos i fenomen. Wprowadzenie do problematyki znaku w fenomenologii Husserla, tłum. B. Banasiak, Warszawa 1997.
  • J. Derrida, O gramatologii, tłum. B. Banasiak, Wrocław 1999.
  • J. Derrida, Sygnowanie Ponge, tłum. S. Cichowicz, „Literatura na Świecie” 1988, nr 8-9.
  • M. Foucault, Kim jest autor?, tłum. M.P. Markowski, w: idem, Powiedziane, napisane. Szaleństwo i literatura, tłum. B. Banasiak i in., Warszawa 1999.
  • M. Heidegger, Koniec filozofii i zadanie myślenia, tłum. K. Michalski, w: idem, Ku rzeczy myślenia, tłum. K. Michalski, J. Mizera i C. Wodziński, Warszawa 1999.
  • E. Lévinas, Ślad innego, tłum. B. Baran, w: Rozum i słowo. Eseje dialogiczne, pod red. B. Barana, Kraków 1988.
  • M.P. Markowski, Efekt inskrypcji. Jacques Derrida i literatura, Bydgoszcz 1997.
  • M. Michalski, Podmiot w dyskursie literatury filozoficznej, w: Osoba w literaturze i komunikacji literackiej, pod red. E. Balcerzana i W. Boleckiego, Warszawa 2000.
  • R. Nycz, Literatura jako trop rzeczywistości, Kraków 2001.
  • R. Nycz, Tekstowy świat. Poststrukturalizm a wiedza o literaturze, Kraków 2000.
  • F. de Saussure, Kurs językoznawstwa ogólnego, tłum. K. Kasprzyk, Warszawa 1961.
  • B. Skarga, Spór z Derridą, [w:] eadem, Ślad i obecność, Warszawa 2002.
  • A. Skrendo, Sygnatura Tadeusza Różewicza. Dwie interpretacje ze wstępem i post scriptum, w: Osoba w literaturze i komunikacji literackiej, pod red. E. Balcerzana i W. Boleckiego, Warszawa 2000.
  • J. Sławiński, O dzisiejszych normach czytania (znawców), w: idem, Próby teoretycznoliterackie, Kraków 2000.
  • A. Stoff, O funkcjach sygnatur w literaturze współczesnej, w: Ja, autor. Sytuacja podmiotu w polskiej literaturze współczesnej, pod red. D. Śnieżki, Warszawa 1996.
  • A. Zawadzki, Literatura a myśl słaba, Kraków 2009.


ABSTRAKT

Artykuł jest próbą odpowiedzi na pytanie o status autora tekstu w perspektywie koncepcji śladu. Głównymi obszarami zainteresowania są: metafizyczność i niemetafizyczność, esencjalizm i nieesencjalizm, ontologia i filozofia „słaba”. Zasadniczą tezą artykułu jest skonstruowanie teorii autorstwa jako gry obecnością i nieobecnością.


[1] Zob. M. Foucault, Kim jest autor?, tłum. M.P. Markowski, w: idem, Powiedziane, napisane. Szaleństwo i literatura, tłum. B. Banasiak i in., Warszawa 1999.

[2] „Krótko mówiąc, chodzi o to, by pozbawić podmiot roli fundamentu i źródła i analizować go jako zmienną i złożoną funkcję dyskursu” – ibidem, s. 219. Foucault, pytając o obustronną relację tekstu i autora (tj. o stosunek tekstu do autora i reguły tekstowego konstruowania autora) upodrzędnił autora w stosunku do dzieła, co zresztą przywodzi na myśl barthesowski gest zastąpienia autora skryptorem.

[3] Zob. R. Barthes, Śmierć autora, tłum. M.P. Markowski, w: Teorie literatury XX wieku. Antologia, pod red. A. Burzyńskiej i M.P. Markowskiego, Kraków 2007.

[4] Zob. idem, Krytyka i prawda, tłum. W. Błońska, w: Współczesna teoria badań literackich za granicą. Antologia, t. 2, Kraków 1972, s. 286-287.

[5] Zob. M. Foucault, op. cit.

[6] Ibidem, s. 206.

[7] Zob. ibidem, s. 209.

[8] Zob. A. Zawadzki, Naśladowanie świata, w: idem, Literatura a myśl słaba, Kraków 2009.

[9] Zob. E. Lévinas, Ślad innego, tłum. B. Baran, w: Rozum i słowo. Eseje dialogiczne, pod red. B. Barana, Kraków 1988, s. 112.

[10] Ibidem, s. 114.

[11] R. Barthes, Sade, Fourier, Loyola, tłum. R. Lis, Warszawa 1996, s. 10-11.

[12] Zob. J. Derrida, Freud i scena pisania, w: idem, Pismo i różnica, tłum. K. Kłosiński, Warszawa 2004, s. 357.

[13] Zob. A. Zawadzki, Zarysowywanie autora, w: idem, Literatura a myśl słaba.

[14] Ślad jako „określony aspekt osoby wyrażającej się w pewnej aktywności” rozumie Maciej Michalski – zob. idem, Podmiot w dyskursie literatury filozoficznej, w: Osoba w literaturze i komunikacji literackiej, pod red. E. Balcerzana i W. Boleckiego, Warszawa 2000, s. 122. Przyjęcie takiego założenia jest, jak się wydaje, wyrazem skrajnej koncepcji personalistycznej, według której oddzielenie autora od tekstu możliwe jest jedynie w sytuacji, w której istnieją bezpośrednie wskazówki co do takiego postępowania. Michalski, analizując różne sposoby rozumienia dyskursu, wychodzi z mylnego – jak się wydaje – założenia, że dyskurs jest opozycyjny względem fikcjonalności. Jak się zdaje, jest dokładnie odwrotnie – fikcjonalność jest elementarną cechą dyskursu literackiego; cechą sprawiającą, że „ja” tekstowe w żadnych okolicznościach nie stanowi prostej reprezentacji „ja” autorskiego i że między tymi dwiema instancjami każdorazowo (w sytuacji tworzenia-lektury) zachodzi szereg procesów problematyzujących ich relację. Nawet w literaturze autobiografizującej i autoportretowej „uwierzytelnianie” tekstu dokonuje się poprzez filtr fikcjonalności; i o ile może być mowa o sylleptycznych śladach pozatekstowego, empirycznego „ja” w obrębie tekstu, o tyle rozumienie śladu jako aspektu osoby bezpośrednio przełożonego z rzeczywistości pozajęzykowej na dyskurs (język) na zasadach mimetycznej reprezentacji wydaje się dyskusyjne. Koncepcja śladu jest zresztą mediacją między trzema przeciwstawnymi koncepcjami autora: personalistycznej – apoteozującej autora jako osobę, także występującą w tekście w pełni praw; strukturalistycznej – neutralizującej osobę autora i kategorię autorstwa (zob. np. J. Sławiński, O dzisiejszych normach czytania (znawców), w: idem, Próby teoretycznoliterackie, Kraków 2000) i hipostazującej – negującej ideę autorstwa jako taką (postulowanej, jak się wydaje, przez antybiografistów).

[15] M. Czermińska, Hipoteza autorstwa (O podmiocie dzieł wszystkich jednego autora), w: Ja, autor. Sytuacja podmiotu w polskiej literaturze współczesnej, pod red. D. Śnieżki, Warszawa 1996, s. 83. Zob. również: eadem, Wygnanie i powrót. Autor jako problem badań literackich, w: Kryzys czy przełom. Studia z teorii i historii literatury, pod red. M. Lubelskiej i A. Łebkowskiej, Kraków 1994.

[16] Zob. M. Czermińska, Hipoteza autorstwa…, s. 83.

[17] Ślad – z czym może nie do końca zgodziłaby się Czermińska – jest zawsze formą językową, fikcjonalną, konstruowaną i skonwencjonalizowaną.

[18] Zob. F. de Saussure, Kurs językoznawstwa ogólnego, tłum. K. Kasprzyk, Warszawa 1961, s. 128.

[19] Zob. J. Derrida, O gramatologii, tłum. B. Banasiak, Wrocław 1999, s. 70 i dalej.

[20] R. Nycz, Tekstowy świat. Poststrukturalizm a wiedza o literaturze, Kraków 2000, s. 48.

[21] Zob. J. Derrida, O gramatologii, s. 71.

[22] Istnieć – wedle Derridy – to „być bytem-obecnym” – zob. idem, Freud i scena pisania, s. 226.

[23] Idem, O gramatologii, s. 226.

[24] Zob. idem, Forma i znaczenie. Uwagi o fenomenologii języka, tłum. B. Banasiak, w: idem, Pismo filozofii, Kraków 1992. Gruntowny przegląd tej krytyki przeprowadza Barbara Skarga – zob. eadem, Spór z Derridą, [w:] eadem, Ślad i obecność, Warszawa 2002.

[25] J. Derrida, Forma i znaczenie, s. 127.

[26] Idem, Głos i fenomen. Wprowadzenie do problematyki znaku w fenomenologii Husserla, tłum. B. Banasiak, Warszawa 1997, s. 140.

[27] Cyt. za M.P. Markowski, Gra przeciw strukturze, w: idem, Efekt inskrypcji. Jacques Derrida i literatura, Bydgoszcz 1997, s. 98. Wydaje się, że brak realnej ucieczki z metafizyki warunkowany jest nieredukowalną zależnością między tradycją, nawet nieobecną, a tym, co stara się ją odsunąć; odsuwanie to musi bowiem – z konieczności – odbywać się językiem i w dyskursie odsuwanego. Słusznie pisał bowiem Jacques Bouveresse, że „najbardziej nawet radykalna kontestacja filozofii zmuszona jest w fatalny (prawie) sposób przyjąć formę, logikę oraz immanentne postulaty podważanego przez nią dyskursu filozoficznego” – zob. idem, Racjonalność i cynizm, tłum. M. Kowalska, „Literatura na Świecie” 1988, nr 8/9, s. 351.

[28] Podobnie, jak się zdaje, sprawę tę ujmował Emanuel Lévinas: „Żadna pamięć nie może iść śladem tej przeszłości. Jest to przeszłość niepamiętna, a może też wieczność, której sens nie jest obcy temu, co przeszłe” – zob. E. Lévinas, Ślad innego, s. 111.

[29] Wydaje się właśnie, że świadomość – o której Derrida pisał, że „nie oznacza [ona – przyp. T.D.] niczego innego, jak tylko możliwość obecności dla siebie, tego, co obecne w żywej obecności” (idem, Głos i fenomen, s. 17) – jest kluczowym pojęciem w negatywnej metafizyce śladu. Świadomość bowiem jest zawsze spóźniona w stosunku do śladu, to znaczy: w momencie uświadomienia sobie obecności śladu, ślad staje się nieobecny w „teraz” podmiotu, podmiot nigdy więc nie może stać się obecny jako byt refleksyjny.

[30] M. Heidegger, Koniec filozofii i zadanie myślenia, tłum. K. Michalski, w: idem, Ku rzeczy myślenia, tłum. K. Michalski, J. Mizera i C. Wodziński, Warszawa 1999, s. 78.

[31] Zob. K. Abriszewski, Socjologia wiedzy, w: idem, Wszystko otwarte na nowo. Teoria Aktora-Sieci i filozofia kultury, Toruń 2010, s. 21.

[32] Sygnaturyzacji, którą definiuję jako wskazywanie na oznaczanie (w tym wypadku tekstów przez ślady autora), nie należy mylić z sygnowaniem, tj. samą czynnością oznaczania.

[33] Zob. A. Skrendo, Sygnatura Tadeusza Różewicza. Dwie interpretacje ze wstępem i post scriptum, w: Osoba w literaturze i komunikacji literackiej, s. 149-150.

[34] Derrida uważa, że „jest czymś koniecznym, aby podpis [sygnatura – przyp. T.D.] pozostał i zniknął, albo zniknął, by pozostać. Jest czymś koniecznym – tylko to ma znaczenie” – idem, Sygnowanie Ponge, tłum. S. Cichowicz, „Literatura na Świecie” 1988, nr 8-9, s. 317.

[35] Andrzej Stoff sugerował, że sygnatura jako integralny element tekstu (tj. sygnatura niewystępująca w pozycji metrykalnej) jest „ostatecznym uwierzytelnieniem osobowego i osobistego charakteru utworu” – zob. idem, O funkcjach sygnatur w literaturze współczesnej, w: Ja, autor…, s. 68.

[36] Zob. M.P. Markowski, Zdarzenie sygnatury, w: idem, Efekt inskrypcji.

[37] Zob. A. Skrendo, op. cit., s. 151.

[38] Zob. ibidem.

[39] Mając świadomość, że autobiograficzność jest konwencją, w związku z czym – że analizy „autobiograficzne” nie powinny być analizami personalistycznymi, tj. analizami osoby autora jako integralnego składnika tekstu, ale powinny uwzględniać fikcjonalność i podległość konwencjom śladów osoby autora w tekstach.

[40] R. Nycz, Literatura jako trop rzeczywistości, Kraków 2001, s. 133.