Tożsamość jako wybór. Sytuacji pogranicza


Katarzyna Prałat

 



Naturalną konsekwencją rozwijających się badań kulturowych, rozpościerających się na nowe obszary badawcze, jest zainteresowanie świata nauk humanistycznych dyskursem pogranicza. To, co znajduje się na granicy budzi niepokój, wytrąca z utartych schematów percepcji.[1] Pogranicze często pojawia się w kontekście obszaru geograficznego, konkretnego miejsca ze współrzędnymi geograficznymi, tego, co rozdzielone materialną granicą. Schemat badań prowadzonych w ich zakresie jest przewidywalny. Fascynują natomiast pogranicza nieuchwytne, bez obrysowanych konturów, nie dające opisać się za pomocą danych statystycznych. Za takie zjawisko uznać można pogranicze polsko-inflanckie – konstrukt teoretyczno-interpretacyjny. Studia inflanckie zwracają uwagę na postaci i zjawiska kulturowe związane z krainą historyczną dawnych Inflant Polskich, które znacząco dopełniają wątek pograniczny w polskich badaniach literackich i kulturoznawczych. Inflanty pojawiają się zwykle w obszernym zagadnieniu pogranicz literackich, co – z jednej strony stanowi fortunny unik od kwestii związanych z zaniedbaniami w obrębie naukowych poszukiwań historycznych i geograficznych  (podkreślane jest to dodatkowo tytułami opracowań zawierającymi słowa takie jak niebyt, nieobecność, atrakcyjnymi retorycznie, lecz powielającymi stereotypy), z drugiej – uwrażliwia na intrygujące postaci i wątki literackie terenów obecnej Łotwy. Ciekawym przykładem (po)granicznej tożsamości i osobowości literackiej jest, urodzona w Rydze, poetka dwudziestolecia międzywojennego Olga Daukszta.[2] Jej życie i twórczość stanowią osobne zagadnienie; w artykule zakomunikowana zostanie jedynie kwestia tożsamości w sytuacji egzystencji między granicami (geograficznymi, politycznymi i – głównie – mentalnymi), tak jaskrawej w przypadku Łatgalii.

W Dyneburgu lat 20. i 30., ośrodku polskości, pełnym jednak wpływów niemieckich, rosyjskich, litewskich, białoruskich, młoda pisarka decyduje się na tworzenie w języku polskim (płynnie mówiła też po łotewsku, niemiecku i rosyjsku). Nie spotyka się to z przychylnością otoczenia – nauczyciele języka polskiego są represjonowani w dyneburskich szkołach, brakuje funduszy na wydawanie po polsku – nie ułatwia również kontaktów z polskimi centrami życia literackiego, tam bowiem inflancka prowincja stanowiła jedynie, w świadomości większości, egzotyczną nowinkę. W roku 1934 Daukszta rozpoczyna korespondencję z wydawcą „Kameny” Kazimierzem Andrzejem Jaworskim, która jest najcenniejszym źródłem informacji o wyborach i rozterkach tożsamościowych poetki.[3] Mimo dobrej znajomości języka polskiego, Daukszta wstydzi przyznać się, że uczy go w szkole, ponieważ popełnia sporo błędów:

Pyta mię Pan, czego nauczam w szkole?... Niestety, choć tyle błędów wsadziłam do Waleta, ze wstydem muszę się przyznać, że (uczę… czy) wykładam (no, jak lepiej) język polski… i w paru klasach mam lekcje historji powszechnej, psychologji[4]

Co istotne, dla mieszkańca z pogranicza język polski i polska kultura były najbliższą reprezentacją Zachodu, stąd zwielokrotniona obawa o niedopasowanie do norm. Także dostępność obcego (zagranicznego) słowa pisanego była reglamentowana. Uczenie języka polskiego w kraju, w którym zakazana była sprzedaż polskiej literatury było dla poetki absurdem. W liście z 1936 roku pisze:

Sprzedaż książek polskich, wydanych w Polsce, na Łotwie jest wzbroniona, chyba tylko stare zapasy, od dawna tu przywiezione, mogą być wykorzystane, lecz i to z wielkim ograniczeniem. Jak Pan przedstawia na tle tego naukę języka polskiego w szkołach? Oryginalne? Prawda?[5]

Bezradność, jaka wybrzmiewa w przytoczonej wypowiedzi ściśle wiąże się z tożsamością narodową mieszkańców dawnych Inflant Polskich zmuszonych do oscylowania pomiędzy prostymi definicjami przynależności narodowej. Ciekawy obraz kulturowego pogranicza wyłania się ze wspomnień Heleny Filipionek – polskiej działaczki społecznej na Łotwie, nauczycielki, łączniczki Armii Krajowej, która po II wojnie światowej pracowała w aptece. Zapytana o język w jakim najczęściej porozumiewała się z kupującymi, odpowiadała bez wahania „jak kto przychodził, to w takim języku rozmawiałam”[6]. Taki tok rozumowania wskazuje na niezbędną  cechę mieszkańca pogranicza, jaką jest elastyczność i otwartość na inność. Wielojęzyczność, która jest realizacją tych cech w praktyce, była koniecznością. Potwierdza to także zdanie, które Filipionek zapamiętała z wypowiedzi swojej nauczycielki z polskiej szkoły podstawowej „Wy jesteście Polacy, wy należycie do narodu polskiego, ale język łotewski, obcy, musicie znać.”[7] Język jako przejaw identyfikacji należy do podstawowych komponentów poczucia tożsamości narodowej, jednak i on często nie jest, w sytuacji pogranicza, dobrowolnym wyborem, lecz oznaką przemocy i to, jak uważa Paweł Bukowiec[8], wyrażonej expressis verbis, a nie – jak zazwyczaj – symbolicznie. Przemocą jest więc konieczność dostosowywania języka do aktualnej większości, a także stopniowe zakazywanie języków mniejszości, czego przejawem było zamykanie szkół polskich na terenach Łatgalii w czasach okupacji rosyjskiej. Norma językowa ulegała mityzacji. Polacy zamieszkujący obecną Łotwę definiowali swoją prowincjonalność poprzez odstawanie od niej.

Tożsamość pograniczna obejmuje swym znaczeniem nie tylko relacje na płaszczyźnie językowej, ale także kulturowej, psychologicznej, socjologicznej, egzystencjalnej[9]. Istotą badań nad pograniczem jest więc widzenie w nim mozaiki powstałej z wielu elementów, których zestawienie pozwala na stworzenie transdyscyplinarnych jakości interpretacyjnych. Sprawdzonym sposobem czytania  pogranicza jest także klasyfikowanie na podstawie opozycji najczęściej uznawanych za binarne. Do najważniejszych i zarazem najbardziej interesujących należą: dychotomia swój – obcy oraz para: centrum – peryferie. Łączą się one z tożsamością i postrzeganiem siebie na tle wielokulturowym. Pierwszy z członów w obu opozycjach zwyczajowo konotowany jest pozytywnie, drugi – negatywnie. Oddziałuje to na proces budowania tożsamości pogranicznej, gdzie:

Obcość zawsze zależy od swojej własnej dostępności, czyli od swego umiejscowienia, od danego porządku, w ramach którego pojawia się jako szczególnego rodzaju odniesienie dla tego, co uznajemy za swojskie.[10]

W świecie cyrkulacji dyskursów nie wystarcza jedynie samookreślenie przez wgląd w głąb siebie, niezbędna jest interpretacja na podstawie spotkania z obcością i ciągła redefinicja swojskości. Spotkanie się tego, co swojskie z tym, co obce i analogicznie – dyskursu centralnego z peryferyjnym stanowi nieustanną konfrontację. Zwróćmy uwagę na etymologię: ‘łac. confrontatio – zestawienie; granica; od confrontare  - być naprzeciw czegoś; graniczyć z czymś’. Intryguje, uruchomione przez etymologiczne konotacje, włączenie w znaczenie wyrazu pojęcia granicy i bycia naprzeciw, tak znamiennych dla dyskursu pogranicza. Na tej podstawie stwierdzić można, iż konfrontacja z innym jest w istocie bardziej zderzeniem niż spotkaniem. Zestawienie z obcością w punkcie wyjścia jest ustanowieniem granicy, potwierdzeniem opozycji, projekcją lęku. Dopiero kolejne procesy poznania mogą wpłynąć na zacieranie granic i oswajanie lęku bądź ich utrzymanie czy zwielokrotnienie. Co więcej, każda z ustanowionych granic jednocześnie odgranicza i ogranicza, tworząc definicyjny chiazm – strukturę przenikających się znaczeń.[11]

Olga Daukszta posiadała imponującą świadomość, iż pojęcia takie jak swojskość czy obcość zależne są również od zbioru reprezentacji i powszechnych twierdzeń na dany temat. W listach do wydawcy „Kameny” wielokrotnie pisała o swoich zderzeniach z rzeczywistością oraz o napięciach wytwarzanych między obrazem Polski na pograniczu a centrum. W liście z czasów studiów w Wilnie czytamy:

I w ogóle przekonałam się, że „Polska” w Polsce jest inna niż my, „ludzie o nazwiskach nie na „ski”’ ją sobie gdzieś za dalekimi rubieżami przedstawiamy.[12]

Tak trafna diagnoza oparta na kategorii „Polski” – zbioru reprezentacji na jej temat w Polsce – państwie doskonale oddaje charakter sytuacji pogranicznej oscylującej pomiędzy swojskością i obcością a także centrum i peryferią. Olga Daukszta posługiwała się również zaimkiem swoi, by podkreślić jego pozytywne konotacje:

Ludzie swoi. Nie mówię tu o galicyjskiej szarańczy na urzędach… Mówię o naszych azjatach z dziada–pradziada. Litwini – polscy. Tatarzy – polscy. W polskości rozkochani mimo woli. I ziemia pod chmurami też swoja.[13].

Krótka i precyzyjna fraza, rozpoczynająca charakterystykę ludzi z czasów pobytu poetki w Wilnie, w powyższym cytacie ukazuje, jak łatwo za pomocą zaimka „swoi” przywołać cały szereg pozytywnych asocjacji. Określenia: ludzie swoi, ziemia swoja podobnie jak nasi (naszych azjatach), a także polscy – tę narodowość poetka wybiera jako własną i przyjazną – implikują poczucie bezpieczeństwa, możliwość porozumienia, zakreślają wspólny krąg doznań[14], doświadczeń i historii. Dodatkowo poczucie przynależności do prezentowanej grupy podkreślone zostało poprzez zestawienie z galicyjskimi urzędnikami nazwanymi „galicyjską szarańczą”, by spotęgować negatywne skojarzenia i tym samym zastosować proces odgraniczenia od nich.

W tym miejscu warto przywołać pytanie kluczowe dla tożsamości pogranicznej, którego zwolennikiem jest Paweł Bukowiec, mianowicie: „jakiej narodowości jesteś?”[15] zadanym w szerszym fragmencie: 

Czy można powiedzieć, że każda osoba ma tożsamość narodową? A może jest się pewnej tożsamości narodowej [...]. Jaka jest różnica między użytymi w tożsamościowym kontekście mieć i być?[16]

Autor opowiada się po stronie sformułowania „mieć narodowość”, bowiem pozbawione jest ono opresyjnego charakteru ( jak to jest również w przypadku „bycia jakiejś narodowości”) i dopuszcza możliwość wyboru, samookreślenia. Ponadto narodowość w tym ujęciu ulega reifikacji, która, choć często kulturowo rozumiana pejoratywnie, tutaj stanowi szansę na podporządkowanie jej jednostce. Takie ujęcie tożsamości, według badacza, wskazuje na autentyczność przeżywania narodowości, stwarza przestrzeń dla przemian, wahań, nieoczywistości. Idąc dalej zaproponowanym tokiem rozważań uznać można, iż tożsamość narodowa, a właściwie stan jej definiowania, jest procesem, ruchem zależnym od jednostki, dopuszczającym połowiczne rozwiązania. Staje się również przeciwieństwem drugiego modelu tożsamości opartej na czasowniku „być”, poddając w wątpliwość tezę o tym, że należy utożsamiać to, co powszechne, z tym, co naturalne. Świadomość narodowa jest, jak cytuje Paweł Bukowiec za Jürgenem Habermasem, „specyficznym nowoczesnym przejawem integracji kulturowej”[17]. Oznacza to dopuszczenie do pojęcia narodowej identyfikacji usytuowań spoza centrum dyskursu, określeń spomiędzy definicji, liczby mnogiej, a także wskazuje na aktywność i kreatywnośćw tym zakresie. Totalność stojąca po stronie bycia danej narodowości jest tworem abstrakcyjnym, niespersonalizowanym i, co już zostało zasygnalizowane, staje się formą przemocy. Tylko „upodmiotowiony” model tożsamości opowiada się po stronie wolnego wyboru jednostki. Takie postrzeganie tożsamości wydaje się najodpowiedniejszym modelem dla interpretacji specyfiki „bycia z pogranicza”.

Możliwe jest zatem przedstawienie hipotezy ukazującej Olgę Dauksztę jako przedstawicielkę takiego poglądu na tożsamość.  W najczęściej cytowanym fragmencie korespondencji poetki wiele jest wskazówek pozwalających zidentyfikować poczucie przynależności narodowej poetki.

Dziwi się Pan, skąd mam takie ruskie imię „Olga”. Nie jestem Rosjanką, ani prawosławną, jak niektórzy myślą. Jestem katoliczką, ochrzczoną w Ryskim Kościele, i stąd pewna abnegacja księdza, który zapomniał mi dodać jakieś inne kalendarzowe imię: Aleksandry, Jolanty, czy Olimpji. Tak i zostałam z tym jednym ruskim imieniem, wybranym przez matkę ku czci carewny, córki Mikołaja II. (Tej zabitej przez bolszewików.) W rodzinie swej jednak nie mam całkiem Rosjan. Nazwisko moje jest żmujdzkie, a może tatarskie. Należy do bardzo popularnych tu nad Dźwiną, a w pruskim narzeczu „Daugste” „Daukste” „Daukšta” znaczy dźwiński. Daugawa to wszak Dźwina. Z drugiej strony mamy podobne pozostałości po Tatarach: Iłłukšta, Ałłukšta, Daukšta, Dukszty np. w Polsce. (Wileńscy Tatarzy) Miasteczko Dauksti na Łotwie też jest. Ogólnie myślę, że jestem w zgodzie ze swym imieniem i nazwiskiem, tylko mniej tu wikingów i Prusów, ale przeważają Żmujdzini, Jadźwingowie, Tatarzy... Wszak i ja mam kose oczy, szerokie plecy, nieduży wzrost. Lubię długo spać i jeść chałwę. Pomarańcze też lubię. Nie znoszę baraniny. Proszę jednak nie myśleć, że nie mam w swej krwi atomów polskości. Oho! Jest ich dużo. W rodzinie mojej nie brak przyzwoitych nazwisk polskich i niemieckich, tylko na moją dolę z tych splendorów już nic nie zostało. Udekorowano mię w rezultacie chłopskim nazwiskiem dziada karczmarza Daukszty. Bardzo zabawny to był człowiek. Bajarz i pijaczyna pierwszej marki. Kochał mię i nosił na rękach, kiedy byłam dzieckiem. Gwizdał jak kos, śpiewał jak słowik... a baśnie jego były tak piękne, że dotychczas śnią mi się w snach cudownych, niewypowiedzianych. Zresztą ja sama nie wiem, kim jestem. Piszę po polsku i lubię Polaków, bo byli zawsze dla mnie dobrzy, czego nie mogę powiedzieć o innych narodach, z którymi mię życie zetknęło. Najbliższy jest mi step i las, czuję mocno Ukrainę, którą znam, interesuje Wołyń choć tam nigdy nie byłam. Pociąga wschód, południe. W czasie mego pobytu w Rosji byłam z krótką wycieczką w Krymie i na Uralu.[18]

W przytaczanym cytacie poetka wprost stwierdza, że właściwie nie wie, kim jest. Tak typowy dla sytuacji pogranicza punkt widzenia nie zaskakuje. W świetle wielokrotnie podkreślanej już różnorodności nie łatwo o interpretacje związane z narodowością podmiotu. Daukszta świadoma obco brzmiącego imienia, uwikłanego w wiele powiązań nazwiska, korzeni zarówno niemieckich, jak i polskich, ostatecznie stwierdza, iż bliska jest jej Ukraina, jednak najbardziej utożsamia się z przyrodą – stepem i lasem. Owo panteistyczne podejście najwłaściwiej odzwierciedla jej poezja[19]. W wypowiedzi ujmuje ironiczna autorefleksja poetki na temat jej wyglądu i preferencji żywieniowych, rzekomo mogących potwierdzać żmujdzkie, tatarskie czy jadźwińskie pochodzenie. Ciekawe jest przedstawienie prawidłowości znamiennych dla danej grupy etnicznej poprzez wybór reprezentatywnych dla nich cech fizycznych (skośne oczy, szerokie plecy, niski wzrost) oraz kwestię lubienia lub nie chałwy, pomarańczy, baraniny. Wymienione produkty potraktowane zostały jako prototypowe dla danej kategorii społecznej. Jest to interesująca strategia opisu, którą można by sklasyfikować jako proponowaną przez Umberta Eco definicję poprzez wymienienie cech. Według włoskiego humanisty:

Definiowanie poprzez cechy stosowane jest wtedy, kiedy nie posiadamy definicji istotowej albo gdy nam ona nie wystarczy. [...] Definiowanie poprzez cechy jest, według Arystotelesa, definiowaniem poprzez przypadłości. O ile definicja istotowa bierze pod uwagę substancje i mniema, że zna ich jakość i liczbę (na przykład istota żywa, zwierzę lub roślina), o tyle definiowanie przez cechy bierze pod uwagę każdy możliwy akcydens.[20]

Ten sposób układania charakterystyki powoduje, iż każda z pojedynczych cech ulega amplifikacji i jest postrzegana jako ważna w danym zbiorze. Nazwanie osoby z pogranicza za pomocą definicji istotowej byłoby problematyczne i wymagałoby zdecydowania się na konkretną jakość, tymczasem definicja poprzez cechy w sytuacji wielokulturowej nie zmusza do wykluczeń, pozwala na równorzędne zestawienie przymiotów uważanych przez jednostkę za ważne.

Autorka Dźwiny o zmierzchu w  opisie używa też frapującej metafory „atomy polskości”, co pozwala na plastyczne wyobrażenie polskości jako wartości policzalnej, w której wyodrębnić można jej poszczególne elementy. Takie dosłowne ujęcie daje możliwość uzmysłowienia sobie wielości cech składających się na poczucie narodowości, o czym dobrze wiedziała mieszkanka dawnych Inflant Polskich. W jej rozumieniu narodowości na plan pierwszy wysuwa się postrzeganie tożsamości jako patchworku.

Również język, w którym tworzy jest wyborem, choć na podstawie cytatu przypuszczać można, że podyktowanym raczej przez intuicję niż zamierzoną strategię.[21] Nie brak w historii literatury egzemplifikacji takich wyborów. Zwłaszcza poezja ze swoją sensualnością i intymnością ewokuje wybór języka jeśli nie ojczystego, to najbliższego piszącemu. Oczywistym przykładem jest Czesław Miłosz deklarujący pisanie wierszy po polsku. Jak zauważa Jean Ward nawet „angielszczyzna Miłosza zdradza obcość. Sama w sobie jest problemem wygnania, wyobcowania, alienacji [...]”[22]. Bywa tak, że figury myśli języka, z którym utożsamia się podmiot pozostają niezmienne nawet w przekładzie, co stanowi interesujący przedmiot badań dla translatologa. W przypadku twórczości Olgi Daukszty, mimo że język jest polski, mówić można o wierszach inflanckich, ponieważ wypełnione są one lokalnością i trudno omawiać je bez regionalnego kontekstu. Ostatecznie, podjęta przez poetkę próba znalezienia odpowiedzi na pytanie o swoją przynależność narodową, nie kończy się odnalezieniem konkretnej odpowiedzi. Właściwie dzieje się odwrotnie – autorka Dźwiny o zmierzchu ucieka w krajobraz, w surową inflancką przestrzeń, co jednak nie przynosi ukojenia, a jedynie upojenie otaczającą nieokreślonością i szarością. Z wierszy inflanckich wybrzmiewa tęsknota za zgubioną, a może nigdy nie zdefiniowaną tożsamością.

Ił dźwiński

Najgorsze są takie oczy, jak dno naszej Dźwiny

poprzez fale widziane, słońcem nagle zalane,

czasem złoto-ciepłe, czasem urągliwe, obojętnie sine. (...)

Strzeż się tych oczu zielono-złoto-szaro-piwnych:

w nich szał dźwińskiej wody, gdy się kruszą lody

wezbrane, gwałtowne; stopione w nich rozbójcze grzywny,

za które przepite – młodość, miłość, talent i dola.

Dlatego ta woda tak pali, zmartwychwstają żale.

Uciekaj od tych oczu w szerokie, wielkie pola!

Inaczej... – zamiast wina, miłości... Jeśli świat ci miły,

nie trzeba marzyć, bo może się zdarzyć:

z oczu tych, jak z dna dźwińskiego, łykniesz tylko iłu.

 

 

(...)

Kraj spod bieguna, wklęsły, bezniebny

wstaje w mych oczach wystygłych w twarzy,

nigdy nie było dni, kalendarzy,

a jest kraina moich przerażeń.

(Kraina przerażeń)

 

(...)

Od brzegu do brzegu. I z fali na falę

niósł kruczogrzywy na ten mię ląd

jedyny, własny, skąd ptaków rząd

zmarłych powracał z oddali.

(Wiatr na Dźwinie)

 

W miasteczku Suboczu, leżącem na uboczu

wielkich miast, ludzi, idej i czynów

jest kościół, synagoga i pod górę droga(...)

Lud pobożny: litewski, żydowski, łotewski,

zrujnowane wkoło majątki folwarki.

(W miasteczku Suboczu)

(...)

Kogóż mam ja błagać o tę wielką łaskę,

abyś je usłyszał? Naszą Ostrobramską

czy Twą Bizantyjską?

(Spóźnione słowa)

 

BIBLIOGRAFIA

  1. Daukszta, Dźwina o zmierzchu, Drukarnia Zorza, Dyneburg 1930.
  2. Daukszta, Błękitne Inicjały, Wydawnictwo „Naszego Głosu”, Dyneburg 1933.
  3. Daukszta, Walet kierowy, Biblioteka Kameny, Lublin 1937.

Korespondencja (nieopublikowana)

 

  1. Bartmiński, Opozycja swój/obcy a problem językowego obrazu świata, [w:] „Etnolingwistyka”, nr 19, Lublin 2007, s. 35-59.
  2. Czernik, Nowości poetyckie, „Prosto z mostu”, (R. IV), nr 22, 1938, s. 2.
  3. Hryniewicz, Teoria centrum – peryferie w epoce globalizacji, [w:] „Studia Regionalne i Lokalne”, nr 2(40)/2010.
  4. Maciejewska, Twórczość Olgi Daukszty na tle polskiej poezji dwudziestolecia międzywojennego, „Ruch literacki”, (R XLIV, Z. 5), 2003, s. 535-550.
  5. Attrige, Jednostkowość literatury, Universitas, Kraków 2007.
  6. Durejko, Polskie wiersze znad Dźwiny, wyd. nakładem autora, Wrocław 1994.
  7. Durejko, Polskie życie kulturalne i literackie na Łotwie w XX w., Sudety, Wrocław 2002.
  8. Eco, Szaleństwo katalogowania, Rebis, Poznań 2009.
  9. Sugiera, M. Borowski, W pułapce przeciwieństw. Ideologie tożsamości, Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego, Warszawa 2012.
  10. Walas, Czy jest możliwa inna historia literatury, Universitas, Kraków 1993.
  11. Waldenfels, Podstawowe motywy fenomenologii obcego, Oficyna naukowa, Warszawa 2009.
  12. Zajas, Nieobecna kultura. Przypadek Inflant Polskich, Universitas, Kraków 2008.

Etniczność, tożsamość, literatura. Zbiór studiów, red. P. Bukowiec, D. Siwor, Universitas, Kraków 2010.

Na pograniczach literatury, red. J. Fazan, K. Zajas, Universitas, Kraków 2012.

Kultura po przejściach, osoby z przeszłością. Polski dyskurs postzależnościowy – konteksty i perspektywy badawcze, red. R. Nycz, T. I, Universitas, Kraków 2011.

ABSTRAKT

Artykuł podejmuje kwestię granicy (rozumianej politycznie i wspólnotowo, ale także mentalnie) w kontekście tożsamości jednostek funkcjonujących w sytuacji pogranicza. Przykład rozważań stanowi nieuchwytne pogranicze polsko-inflanckie i jego reprezentantka Olga Daukszta – poetka międzywojnia. Opisywany jest wpływ rozbieżności dyskursów na konstruowanie samoświadomości lokalnej i twórczej, a także model tożsamości podmiotowej zaproponowany przez Pawła Bukowca, który wydaje się idealny do scharakteryzowania poszukiwań inflanckich. Pokrótce omówione zostały elementy tożsamości takie jak: wielojęzyczność, opozycje swój-obcy i centrum-peryferie.  Dodatkowy kontekst stanowią fragmenty wierszy Olgi Daukszty.

 


[1] Por. B. Waldenfels, Podstawowe motywy fenomenologii obcego, Oficyna Naukowa S.c., Warszawa 2009, s. 11.

„(...) w dziedzinie ludzkiej to, co dzieje się na granicach nacechowane jest szczególnym niepokojem, gdyż granice ustawicznie stawiane są pod znakiem zapytania.”

[2] Olga Daukszta – ur. w 1893 r. w Rydze, zm. w 1956 r. w Dyneburgu;  studiowała, w lach 1818–1923, w Wyższej Szkole Malarskiej w Moskwie (nie ukończyła nauki ze względu na chorobę płuc; malarskość stanowi jeden z kluczy do odczytania jej poezji) oraz na Wydziale Literatury i Języków Słowiańskich na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie (1937-1939; wybuch wojny uniemożliwił poetce obronę tytułu – dość niefortunne sformułowanie, nie tytułu, a stopnia naukowego). Większość życia spędziła na Łotwie, głównie w Dyneburgu, pracowała jako nauczycielka języka polskiego i przedmiotów humanistycznych. Tworzyła po polsku. Wydane zostały jej trzy tomy poetyckie (dostępne w Polsce): O. Daukszta, Dźwina o zmierzchu, Drukarnia Zorza, Dyneburg 1930, O. Daukszta, Błękitne Inicjały, Wydawnictwo „Naszego Głosu”, Dyneburg 1933, O. Daukszta, Walet kierowy, Biblioteka Kameny, Lublin 1937. Tom Dźwina o zmierzchu – wysublimowany, najbardziej znany i najszerzej komentowany – jest studium krajobrazu znad Dźwiny, dającym się interpretować jako pejzaż wewnętrzny autorki wierszy; pełen odniesień do sytuacji poetki odciętej od centrum życia literackiego, jednocześnie subtelny, surowy, wolny od krzyku i dosłowności. Tom Błękitne Inicjały – ze względu na minimalny nakład oraz brak dystrybucji, niedoceniony i nieznany; zawiera utwory cechujące się plastycznością, wielobarwnością i kunsztem opisu, dowcipem, ironią – pozwalające na szereg porównań z twórczością Marii Pawlikowskiej–Jasnorzewskiej. Walet kierowy – tom budzący oburzenie krytyków (męskich), poetycki zapis relacji erotycznej między nauczycielką-korepetytorką a młodzieńcem-uczniem, odważny i emancypacyjny. O. Daukszta regularnie publikowała w „Kamenie”, sporadycznie w „Skamandrze”. Zachowała się korespondencja poetki z Kazimierzem Andrzejem Jaworskim – nieocenione źródło wiedzy o życiu i twórczości autorki Dźwiny o zmierzchu.

[3] W 1934 roku wydawca wysłał list do poetki z prośbą o przesłanie wierszy łotewskich, do listu dołączył także wydanie „Kameny”, o czym dowiadujemy się z odpowiedzi Daukszty z 2 czerwca 1934 roku. Poetka jest zafascynowana czasopismem, prosi od razu o stałą prenumeratę, informuje adresata, że nie posiada twórczości, o którą ją prosił. Do odpowiedzi dołączyła jednak swoje wiersze, które wkrótce opublikowano. W piśmie od 1934 roku do początku II wojny światowej ukazało się osiemnaście utworów autorki Dźwiny o zmierzchu. Podstawą wymiany listów były prace redakcyjne Jaworskiego nad wydaniem w „Bibliotece Kameny” Waleta Kierowego – trzeciego tomu poetki, jednak nie brak w niej rozważań o życiu i sytuacji twórcy w Łatgalii.

[4] Korespondencja, s. 17.

[5] Korespondencja, s. 19.

[6] Cytaty z wypowiedzi pani Heleny Filipionek na podstawie nagrania przeprowadzonej z nią krótko przed śmiercią rozmowy. Zmarła 20 marca 2009 roku w Daugavpils (Dyneburgu) na Łotwie.

[7] Ibidem.

[8] Zob. P. Bukowiec, Mała tożsamość. Esej na marginesie „Leśnika” Marii Kuncewiczowej [w:] Etniczność, tożsamość, literatura. Zbiór studiów, red. P. Bukowiec, D. Siwor, Universitas, Kraków 2010,  s. 251.

[9] Por. K. Zajas, Widnokresy literatury [w:] Na pograniczach literatury, red. J. Fazan, K. Zajas, Universitas, Kraków 2012, s. 5-10.

[10] M. Sugiera, M. Borowski, W pułapce przeciwieństw. Ideologie tożsamości, Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego, Warszawa 2012, s. 309.

[11] Por. Ibidem, s. 307.

[12] Korespondencja, s. 49.

[13] Korespondencja, s. 45.

[14] Por. K. Zajas, Nieobecna kultura. Przypadek Inflant Polskich, Universitas, Kraków 2008, s. 255 oraz T. Walas, Czy jest możliwa inna historia literatury, Universitas, Kraków 1993, s.117.

[15] Autor w przypisie zaznacza, iż jest to parafraza inspirującego pytania Judith Buttler z książki J. Butler, Uwikłani w płeć. Feminizm i polityka tożsamości, Krytyka Polityczna, Warszawa 2008.

[16] P. Bukowiec, op.cit., s. 250.

[17] Ibidem, s.251, cyt. za J. Habermas, Obywatelstwo a tożsamość narodowa – rozważania nad przyszłością Europy, IFiS PAN, Warszawa 1993, s.8.

[18] Korespondencja, s. 37.

[19] Zwłaszcza tom Dźwina o zmierzchu.

[20] U. Eco, Szaleństwo katalogowania, Rebis, Poznań 2009, s. 218.

[21] Nie wszystko poetka pisała po polsku. Zachowały się także rosyjskojęzyczne rękopisy.

[22] Jean Ward, Albowiem nie mamy tu miasta trwającego, ale przyszłego szukamy. Przyjaciele złączeni wygnaniem. O korespondencji Czesława Miłosza z Thomasem Mertonem [w:] „Przekładaniec”, nr 25/2011, WUJ, Kraków 2012.