Sprawdzanie czterdziestu wieków historii, czyli próba analizy cyklu Wycieczka do Egiptu Mirona Białoszewskiego

 

Joanna Mazur

 

 

18 grudnia 1978 roku w Miron Białoszewski zapisał w dzienniku:

„Wpłaciłem już około trzydziestu tysięcy, czyli tyle, ile trzeba, na wycieczkę do Egiptu. Teraz mam zrobić sobie zastrzyki przeciw ospie i jeszcze jakieś inne. Po to trzeba jechać do Anina, tam jest stacja epidemiologiczna (jak ja ją nazywam). Jestem ciekaw stanięcia twarzą w twarz z wielką metaforą, podstawową metaforą. Od dwóch tygodni studiuję Egipt, żeby wiedzieć dokładniej, co będę oglądał i gdzie będę.”[1]

Ten krótki fragment można odczytywać jako antycypację wielopłaszczyznowego charakteru wycieczki Białoszewskiego, o której poetyckim sprawozdaniu traktuje poniższy esej. Wymiar praktycznych przygotowań splata się z pogłębionymi studiami dotyczącymi historii miejsc, które obejmuje trasa wyprawy oraz z ciekawością wobec możliwości „sprawdzenia” wyobrażeń na temat Egiptu. Notatek poświęconych wycieczce w Tajnym dzienniku jest niewiele: trzy krótkie fragmenty dotyczące przygotowań do wyjazdu oraz wpisy z 22 i 23 stycznia 1979 roku dotyczące już samego przebiegu wyprawy. Tym większego znaczenia nabiera cykl Wycieczka do Egiptu wchodzący w skład tomiku Rozkurz, wydanego w 1980 roku, który mimo intuicji Małgorzaty Czemińskiej („Należy przypuszczać, że dziennik pisarza okaże się ważny dla tego tematu i może niejedno zmienić.”[2]) pozostał, pomimo publikacji w 2012 roku Tajnego dziennika, najpełniejszym świadectwem odbytej przez Białoszewskiego podróży.

W eseju przedstawiam trzy zagadnienia dotyczące cyklu. Wychodzę od krótkiej analizy jego struktury jako całości: przedstawiam sposób uporządkowania utworów oraz krótką charakterystykę form składających się na Wycieczkę do Egiptu. Zagadnienia te były przedmiotem zainteresowania literaturoznawców, w związku z czym esej w znacznym stopniu opiera się na poczynionych przez nich ustaleniach. Drugą część poświęcam problematyce związanej z wzajemnym przenikaniem się przestrzeni Warszawy i Egiptu, zespolonych w rzeczywistości odbieranej przez podmiot liryczny. Wskazuję te elementy cyklu, które świadczą o fakcie, że Egipt był Białoszewskiemu w jakiś sposób znany już przed wycieczką, a także staram się wskazać fragmenty, w których Warszawa (lub też szerzej: Polska) objawia się Białoszewskiemu w Egipcie. Trzecia, najbardziej rozbudowana część pracy, oscyluje wokół różnorodności perspektyw, z których Miron Białoszewski spoglądał na czterdzieści wieków historii. Wysoki stopień zróżnicowania tonacji i wymowy utworów budujących Wycieczkę do Egiptu wiąże się z tym, w jakie role wchodzi poeta podczas swojej wyprawy. Chciałabym spróbować wykazać, że tylko tak różnorodny ogląd mógł pomóc Białoszewskiemu w spełnieniu celu przyświecającemu podróży: „sprawdzeniu naczelnej metafory” (R 257[3]).

 

  1. Pięćdziesięciosiedmioletnia wycieczka – o cyklu Wyciecze do Egiptu jako podróży wzdłuż punktów na osi czasu

Na Wycieczkę do Egiptu do Egiptu składa się zbiór sześćdziesięciu czterech tekstów. Zgodnie z kryterium tematu, których dotyczą, wrażeń czy doświadczeń będących przedmiotem opisu, są one uporządkowane chronologicznie: „Wycieczka do Egiptu jest całością o wyraziście zaznaczonej konstrukcji. Ramy tekstowe stanowią tu ścisły odpowiednik respektujących chronologię ram fabularnych, które ogarniają to, co było przed wycieczką (początek – prolog), w jej trakcie (»akcja« właściwa) i po niej (koniec – epilog)”[4]. Obecność Egiptu w świadomości poety stanowi przedmiot opisu pierwszych czterech utworów cyklu. Ten swoisty prolog otwiera utwór mówiący o pierwszym zetknięciu ze sztuką egipską, którego doświadczył Miron Białoszewski w dzieciństwie:

Zanim co
piwo
Haberbusch
Waliców, browary
teść Mickiewicza[5]
sfinksy na butelkach (R 230)

Sfinksy na butelkach są przez poetę postrzegane jako początek podróży do Egiptu, jak stwierdza „Pięćdziesiąt siedem lat jechałem do piramid” (R 233). Będąc pod Piasecznem postrzegał on psy jako „Cheopsy / z mgły u lamp” (R 231), dźwięki zasłyszane podczas spaceru przywodzą skojarzenie z kolosami (R 231) – co świadczy o obecności Egiptu w spektrum elementów budujących wyobraźnię poety, wzbogacających paletę jego skojarzeń. Zarazem jednak opisywane w wierszach „Teraz jesień pod Piasecznem” oraz „idę…” (R 231) wrażenia mogą być wynikiem ekscytacji decyzją o wyjeździe, o której podjęciu traktuje kolejny wiersz cyklu: „Nagle” (R 232). Zgodnie bowiem z treścią korespondencji poety przed wyjazdem zdążył on napisać kilka wierszy na temat Egiptu[6]. Informacja ta jest istotnym tropem dotyczącym strategii tworzenia cyklu. Można bowiem zaryzykować tezę, że utwory powstawały w takiej kolejności, w jakiej zostały przez Białoszewskiego zaprezentowane czytelnikom.

Serię pięciu wierszy przed-egipskich zamyka utwór szósty, który stanowi zarazem wyjątek w całości cyklu:

Najdłużej ze wszystkiego
trwała jazda przez śnieg
z Saskiej Kępy na lotnisko
w Warszawie (R 232)

Perspektywa w nim zaprezentowana świadczy o fakcie, że Białoszewski napisał ów wiersz już po odbyciu wycieczki: „już po doświadczeniu skracania się odcinków czasu w przeżyciu związanym z podróżą”[7]. Pozostałe elementy cyklu są uszeregowane zgodnie z przebiegiem wyprawy. Ostatnie trzy fragmenty dotyczą natomiast rozmów, które odbyły się już po powrocie do Polski, zamyka zaś cykl wiersz, w którym mamy sytuację poetycką podobną do tej, którą opisał poeta w utworach powstałych przed wycieczką. Egipt we „Wrotach metafory” (R 263) objawia mu się bowiem w nocy, w mieszkaniu na Hożej, kiedy to widok „bloku z szaf” przywołuje na myśl „kolosy Memnona? pylony?”. Tym samym domknięta zostaje swoista klamra kompozycyjna struktury całego cyklu.

Jednocześnie jednak należy zauważyć, że owa wartkość przebiegu „akcji” jest jedynie pozorna. Zaburza ją bowiem włączenie perspektywy historycznej, fragmentów świadczących o „intymnej więzi z tymi co byli przed nami”[8], którą odczuwa poeta. Posługiwanie się nabytą podczas przygotowań do wyprawy[9] wiedzą w celu tworzenia mininarracji opartych na historii faraonów, poszerza znacząco rozpiętość czasową cyklu (wiersze: „nie było tu spokojnie…” – R 249, „Kolosy Memnona – R 250, „Totmes mścił się / na ciotce Hatszepsut / że mu tyle lat / zajmowała tron / a teraz” – R 253 i „Poczet mumii” – R 259).

Inny sposób zakłócania rytmu wycieczki wiąże się bezpośrednio z rozmaitością form literackich, którymi posługuje się Białoszewski aby oddać swoje doświadczenia („Raz jeszcze Białoszewski zignorował tradycyjne sposoby mówienia, raz jeszcze zdyskredytował literackość i obmyślił »bylejakość« w miejsce form dawnych, już przeżytych i wyeksploatowanych”[10]). Wśród wierszy, zapisków z zasłyszanych dialogów czy fragmentów prozy, na szczególną uwagę w kontekście struktury całości cyklu zasługują dwu-, trzywersowe zapiski, takie jak: „Kair / Ilu tu Ojców Zadżumionych” (R 233), „Tutank-Hamon / poszedł do wielu złotych klat / żył osiemnaście lat” (R 235), „Pociąg lata na boki, staje / - Komombo! / muchy wsiadły” (R 247). Podobne w swej formie i wymowie do haiku[11] wywierają w czasie lektury efekt swoistego zatrzymania. Lapidarność, a zarazem siła kontrastu, napięcia między wersami, prowokują do skupienia na tak krótkim fragmencie, zaburzając rytm cyklu, zorganizowanego zgodnie z harmonogramem orbisowskiej wycieczki.

 

  1. Po naszemu – po ichniemu – relatywność doświadczania obcości i swojskości w Wycieczce do Egiptu

Egipska sztuka była jednym z budulców wyobraźni poetyckiej Białoszewskiego, o czym świadczą nie tylko utwory otwierające cykl, ale i obecność w utworze z pierwszego tomiku poety, wydanych w 1956 roku Obrotów rzeczy porównania do Nefretete[12]. W związku z istnieniem w świadomości poety zbioru wyobrażeń o Egipcie jego wycieczce towarzyszyło jedno założenie: „a gdybym i jak tak pojechał posprawdzać?” (R 232). Miała być ona rodzajem konfrontacji budowanych na podstawie wspomnień z dzieciństwa oraz lat lektur wyobrażeń - z rzeczywistością.

Wycieczka do Egiptu była zarazem pierwszą z dłuższych wypraw Białoszewskiego za granicę. Poeta, związany od narodzin z Warszawą, rzadko opuszczał miasto i jego okolice, co znajdywało odzwierciedlenie w jego twórczości, dla której materiału dostarczały obserwacje stolicy, jej mieszkańców. O ile zatem wyobrażenia o Egipcie były elementem wzbogacającym postrzeganie świata przez poetę, to rzeczywistość warszawska stanowiła jedyne dobrze Białoszewskiemu znane otoczenie. Mechanizm przenoszenia jej elementów jako pryzmatu, przez który filtrował doświadczane w Egipcie wrażenia, wydaje się naturalny, ale i zarazem godny przeanalizowania.

W cyklu znaleźć można pięć utworów, w których rzeczywistość postrzegana przez Białoszewskiego w czasie wycieczki przedstawiona jest przy użyciu porównania do doświadczenia związanego z Warszawą. Pierwszym z nich jest wiersz:

W końcu to wchodzenie w piramidę
sznureczkiem z mijanką
przypomina mi przejście przez kanały
tylko że to jest tamtego
                        na pół odwrotność
Halina wtedy w powstanie była w Śródmieściu,
do kanałów nie wchodziła,
teraz do piramidy też nie (R 234)

Skojarzenie mogła wywołać obecność w obu sytuacjach Haliny Bocianowej, przyjaciółki poety jeszcze z czasów powstania, a jednocześnie współtowarzyszki wycieczki do Egiptu. Rozmowa Białoszewskiego z Haliną w nocy na balkonie jest przedmiotem opisu drugiego z utworów, w których rzeczywistość Warszawska determinuje odbiór rzeczywistości postrzeganej w czasie wycieczki: „…ale ten Nil pachnie / ja / - jak Wisła”[13] (R 247). Od tej chwili zaczyna się toczyć rozmowa o Tośce. Fragment ten wydaje się stanowić jeden z elementów cyklu, którymi Białoszewski pogrywa z tradycją literacką. Nieprzypadkowo rozmowa Halina i Mirona skwitowana zostaje stwierdzeniem: „Ściemniło się, a my o Tośce”[14] (R 247). Nocne polaków rozmowy sprowadzone zostają do… Tośki i jej zazdrości.

Kolejnym elementem wpływającym na odbiór Egiptu a będącym efektem doświadczeń warszawskim jest wspomnienie kotki Mizi, która zginęła w nalotach w czasie powstania warszawskiego. Tuż przed wyjazdem, jak się wydaje, poeta przypomina sobie, że „Jeszcze miałem sprawdzić Mizię” (R 258). U przyczyn owego sprawdzania leży jedno z przekonań o Egipcie, które Białoszewski miał od dziecka: to stamtąd pochodzą koty. Komórka, w której mama poety chowała ich kotkę na dzień w czasie wojny musi znaleźć swój odpowiednik w kraju pochodzenia gatunku Mizi, na wnętrze piramidy przeniesiona zostaje znana z dzieciństwa komórka dla kotki. Zgodnie z podobnym mechanizmem przenoszenia znanego schematy na inne otoczenie: spotkany na lotnisku kot staje się „Tutejszą Mizią” (R 260), zaś „piramidy prawdziwe” stają się „bliskie jak trójkąty mgły / od latań pod Piasecznem” (R 257). Skojarzenia z Polską – w tym z wyobrażeniami o Egipcie obecnymi w postrzeganiu polskiej rzeczywistości – oswajają obcą rzeczywistość („świat jest podobny do siebie” – R 246)[15].

Trzy płaszczyzny: rzeczywistość znana z Polski, rzeczywistość, z która styka się poeta w czasie wycieczki, oraz wyobrażenia o Egipcie, przenikają się wzajemnie zarówno przed wycieczką, w jej czasie, jak i po powrocie. Cykl charakteryzuje manewrowanie między kontrastami a podobieństwami: „sprawdzanie” zakłada bowiem zarówno czujne śledzenie tropów wskazujących na prawdziwość przekonań poety dotyczących Egiptu, jak i uwrażliwienie na elementy weryfikujące jego wyobrażenia. Białoszewski w czasie wycieczki pozostaje twórcą otwartym na „donosy rzeczywistości”. Kiedy po pięćdziesięciu siedmiu latach dojeżdża do piramid, czyli styka się z „naczelną metaforą”, gdzie spotyka go „karuzela, krzyk / - bakszysz!! da - waj!!!” (R 233), wpierw reaguje nerwowo: „- w dupie! to grzdyle! nie dam!” (R 233), po czym już po chwili daje się porwać sytuacji:

- zaraz mi przejdzie, patrz, jak się podchodzi,
to pochył Cheopsa stromieje pionowo, zaskok, słyszysz?
Halina!
I z tłoku Arab – jak echo
- Halina!
Przytaknąłem mu, już mi przeszło (R 233)

„Zaskok” to nie tylko reakcja na widok Cheopsa. Nie tylko gra z „uskokiem”, który byłby na miejscu, jako określenie konstrukcji, która „stromieje pionowo”. „Zaskok” to również moment konfrontacji wyobrażenia „naczelnej metafory” z „karuzelą, krzykiem”. Poeta, który przecież przyjechał do Egiptu „sprawdzać” – daje się zaskoczyć. Pozwala, tak jak w Warszawie, rozmowom, słowom, sytuacjom, modyfikować jego wyobrażenia, sprostowywać istniejące w świadomości obrazy Egiptu ukształtowane na podstawie lektur czy etykiet na butelkach. Przywozi bowiem ze sobą nie tylko książkową wiedzę, wspomnienia reprodukcji dzieł sztuki, świadomość literackich przedstawień krainy Faraonów. Przede wszystkim Białoszewski przybywa do Egiptu jako poeta otwarty i wrażliwy na inspiracje, które docierają do niego z zewnątrz, z zasłyszanych dialogów czy ujrzanych scenek rozgrywających się między ludźmi, które są równie dobrym materiałem dla pisarza, co niemalże metafizyczne wyobrażenie o piramidach.

 

  1. „pustelnik w Orbisie” – wielość perspektyw postrzegania Egiptu w Wycieczce do Egiptu jako strategia „sprawdzania” rzeczywistości

Budowanie postrzegania rzeczywistości egipskiej na kontraście między wyobrażeniami o niej a obserwacjami poczynionymi w czasie wycieczki znajduje odzwierciedlenie w mnogości różnorakich perspektyw, z których Białoszewski na Egipt spogląda. Komentarz Ludwiki, przytoczony w wierszu „Nagle” (R 232), która na wieść o wyjeździe Mirona reaguje słowami: „pustelnik w Orbisie” (R 232) oddaje dysonans między codzienną osobnością poety, funkcjonowaniem jakby obok społeczeństwa, a decyzją o wyjeździe razem z grupą innych turystów. Próbując nakreślić cztery, moim zdaniem, możliwe do wyodrębnienia w utworach wchodzących w skład Wycieczki do Egiptu, perspektywy, z których podmiot liryczny postrzega rzeczywistość, chciałabym spróbować wykazać, że owa opozycja między codzienną osobnością Białoszewskiego oraz jego wiedzą na temat Egiptu, a kolektywnym charakterem orbisowskiej wycieczki, jest środkiem pozwalającym w pełni oddać doświadczenie, którym była dla poety podróż do Afryki.

Jako pierwszą chciałabym spróbować zarysować perspektywę, w której Białoszewski sytuuje podmiot liryczny w ramach szerszej zbiorowości: uczestników wycieczki czy też może nawet turystów odwiedzających Egipt. Pierwsza osoba liczby mnogiej używana jest w cyklu rzadko, tym istotniejsze jest zatem wskazanie fragmentów, w których poeta mówi z pozycji podmiotu zbiorowego. Wspomniana powyżej obecność Heleny Bocianowej była z kolei bodźcem przywodzącym na myśl skojarzenia z Polską. Jej towarzystwo, którego świadectwa znaleźć można w cyklu, pozwalało zbudować inne „my” – osobne w stosunku do reszty wycieczki, oparte jednak na wspólnej przeszłości, doświadczeniach. Pozostałe dwie perspektywy, które chciałabym wskazać, są już oparte na wyodrębnieniu podmiotu lirycznego z uczestników wycieczki. W części utworów ów dystans pozwala na obserwację i podsłuchiwanie dialogów innych podróżujących. Część natomiast jest świadectwem silnie spersonalizowanego i odrębnego w stosunku do reszty uczestników postrzegania wycieczki, jako osobistego doświadczenia „sprawdzania”. W moim przekonaniu to właśnie mnogość pozycji, z których Białoszewski patrzy na czterdzieści wieków historii, pozwala oddać w pełni doświadczenie odbytej przez niego podróży.

 

  1. „żeby nam się podobało” – o liczbie mnogiej w Wycieczce do Egiptu

Pierwszym wierszem, w którym pojawia się forma „my” jest „Serapeum czy separeum?”:

Idziemy
ciemno, piach,
korytarzami,
dymimy w milczeniu butami
ja, Halina i przewodnicy,
pani X, inni, mąż pani X,
po bokach wnęki z wielkimi płytami –
pod każdą święty byk,
 nagle pani X cicho:
- on jest zazdrosny,
że ja nie tylko Egipt, Apisy…
a on? (R 235)

Opis wspólnego przechodzenia korytarzami staje się w tym utworze pretekstem do ukazania rzeczywistej osobności każdego z uczestników. Pojawiające się w pierwszych wersach „my” – „idziemy”, „dymimy” – zostaje rozbite na: „ja, Halina i przewodnicy, pani X, inni, mąż pani X”. Różnorodność sposobu doświadczania przebywania wśród „wielkich płyt”, czyli w Serapeum w Sakkarze, podkreśla wypowiedź pani X: „- on jest zazdrosny, / że ja nie tylko Egipt, Apisy… / a on?”. Poczucie braku wspólnoty doświadczenia, mimo pozornego tworzenia grupy, spotęgowane zasłyszanym zdaniem, stanowi inspirację do przekształcenia „Serapeum” w „Separeum” – co przywodzi na myśl skojarzenia z „separacją”, „odseparowaniem”. Teoretycznie kolektywny charakter odbywanej przez poetę wycieczki nie daje podstaw do wysnuwania wniosków o wspólnym doświadczaniu Egiptu: nie tylko przez Białoszewskiego, lecz przez każdego z uczestników wyprawy.

Drugim fragmentem, w którym pojawia się podmiot zbiorowy, jest ostatnia strofa utworu „Przenilowanie” (R 239): „a my – ludzkie inności / migamy oknami / za grube pieniądze / na odmienną nędzę”. Ponownie mamy do czynienia z demaskacją pozorności formy takiej jak „my”: zestawienie jej ze sformułowaniem „ludzkie inności” ukazuje bowiem różnorodność osób, wchodzących w skład owego „my”, którego jedyną wspólną cechą jest pobyt o charakterze turystycznym w Egipcie (tak można bowiem rozumieć kolejne wersy). Usytuowanie utworu po wierszu „Nad pociągiem pustyniościan” (R 238) nakierowuje czytelnika na możliwość interpretacji „migania oknami” jako wyglądania przez szyby pociągu jadącego przez pustynię. Ponownie – mimo wspólnych warunków, w których znajdują się uczestnicy wycieczki, każdy z nich pozostaje osobny, każdy wygląda przez okno, wpatrzony w „odmienną nędzę”. Jedynie odmienną - przecież również: „- Bolanda biedna? / - tak” (R 243).

Zbiorowość w trzecim przypadku ujęcia jej jako podmiotu w wierszu, który możliwy jest do zaobserwowania w cyklu, oparta jest właśnie na kryterium narodowości: uczestnicy wycieczki biorą udział w przejażdżce po Nilu, w czasie której przewoźnik-Nubijczyk zwraca się do nich per „Bolanda”, wydając polecenie „Bolanda hop!!!” (R 241). Przedstawiając sielankową wizję ślizgania się po grzbietach hipopotamów, mimo tego, że fakt przynależności poety do grupy jest znany, Białoszewski sytuuje się niejako obok, najpierw mówiąc: „żeby nam się podobało z baniem”, potem zaś:

Bolacy chórem
- Nilomierz! Nilomierz!
ach jak przyjemnie
kołysać się wśród fal (R 241)

„Bolacy” – już nie „my”. Osobność poety, tutaj zasygnalizowana delikatnie, ukazana jest wyraziściej w kolejnym utworze cyklu, „Assuan” (R 242). Jest on zarazem przykładem zastosowania wszystkich z wymienionych przeze mnie perspektyw, które obiera Białoszewski w cyklu. Otwiera go bowiem fragment mówiący o uczestnikach wycieczki, jako całości: „Zawieźli nas na drugi brzeg / do grobowca bogacza”, następnie pojawia się przejście do perspektywy uczestnika wycieczki, lecz zarazem jej obserwatora, podsłuchującego rozmowy towarzyszy: „-to eks-mąż Rity Hayworth? / - eks-teść”. Po chwili, z grobowca, który jest jak „lep na ludzi” poeta rusza dalej, gdzie jest „dosłownie pusto / pustynia / wąwozy, góry / idę / stoję / patrzę: idzie Halina”. Moment odłączenia się od reszty wycieczkowiczów, tworzący sytuację, w której Białoszewski oddaje się obserwacji otoczenia z perspektywy nie typowego turysty, lecz turysty „sprawdzającego”, drążącego rzeczywistość dla niego nową, zostaje przekształcony w drugą z perspektyw, które chciałabym przedstawić: „my” – czyli Halina i Miron.

 

  1. „W 1979 pojechaliśmy razem do Egiptu. Ale to już on sam opisał najlepiej”[16] – Halina Bocianowa jako towarzyszka podróży

Pomysł wycieczki do Egiptu pojawił się w głowie Białoszewskiego pod wpływem informacji o podróży, którą zaplanowała Halina Bocianowa. Podczas wizyty u przyjaciółki w Gdańsku poeta dowiedział się, że wraz z mężem, Alkiem, wybiera się ona na wycieczkę organizowaną przez Orbis. Utwór „Nagle” (R 232), opisujący moment powzięcia decyzji o wyjeździe, jest zarazem pierwszym, w którym postać Haliny się pojawia. Oprócz niego imię Haliny pojawia się w ośmiu innych wierszach cyklu, zaś odnośnie do co najmniej jednego czytelnik może przypuszczać, że „my” oznacza poetę i przyjaciółkę („Autobisem” – R 238). Rozsypanie utworów uwzględniających obecność Haliny po całym cyklu pozwala poczynić obserwację, że jej towarzystwo było dla poety istotne podczas wycieczki.

Świadczy o tym już sytuacja opisana w „Szczycie piramidowym” (R 233). Nie otrzymując odpowiedzi na swoje pytanie („- zaraz mi przejdzie, patrz, jak się podchodzi, / to pochył Cheopsa stromieje pionowo, zaskok, słyszysz?” – R 233), straciwszy przyjaciółkę z oczu, podmiot wykrzykuje „Halina!”. Obecność Haliny jest również odnotowana w tekście „Serapeum czy separeum” (R 235). Są to utwory, w których brak jednak poczucia tworzenia osobnej całości w ramach grupy. Podmiotem mówiącym pozostaje jednostka. Podobnie sytuacja wygląda w wierszu „W końcu to wchodzenie w piramidę / sznureczkiem z mijanką / przypomina mi przejście przez kanały” (R 234). Tutaj jednak zachowanie i obecność Bocianowej wydaje się być bodźcem wywołującym skojarzenie, na którym zbudowany jest utwór. Mimo braku bezpośredniego użycia „my” (które wyklucza charakter opisywanej sytuacji – Halina pozostaje poza piramidą) poeta odwołuje się do wspólnych dla nich doświadczeń związanych z powstaniem warszawskim.

Zachowanie i słowa Haliny wydają się inspiracją dwóch innych utworów cyklu: „Tutejsza Mizia” (R 260) jest zapisem sytuacji na lotnisku, kiedy podczas czekania na wylot „Halina zawołała / - chodź tu, kicia, mizia! / przyszła” (R 260). Sama obecność kotki, która niby „żegnała nas i nasze torby” (R 260) znajduje dopełnienie w sprowokowanej przez Halinę „akcji” przywołania zwierzęcia polskimi zwrotami. Mizia jest „tutejsza”, ale i oswojona, bo przecież reaguje na głos Haliny. Świat znów okazuje się „podobny do siebie” (R 246). Drugi utwór, zainspirowany słowami przyjaciółki, nosi tytuł „Halina” (R 254) i stanowi zapis dialogu poety i Bocianowej. Ten rodzaj obecności przyjaciółki odnotowuje Białoszewski w dwóch innych utworach: „Jedziemy wzdłuż Nilu” (R 246) oraz „Wychodzimy na balkon...” (R 247). Rozmowy, głównie dotyczące życia w Polsce, znajomych, są z jednej strony nieco nie na miejscu („Ściemniło się, a my o Tośce” – R 247), pozostając jednak dla poety godne odnotowania.

Najciekawszym z utworów dotyczących „my” jako poety i Haliny jako osobnej całości w stosunku do reszty wycieczki, jest „Assuan” (R 242).

(…) patrzę: idzie Halina
- można by dalej, nie uciekną nam?
- nie…
Halina z torebką w ręku
podskakuje
- hop! hop! i chodzę po pustyni,
dziękuję ci. (R 242)

Miron niejako przyzwala przyjaciółce uczestniczyć przez chwilę w swojej osobności. Przedstawia siebie jako pomysłodawcę małej ucieczki, jako przecierającego szlak wybiegający poza program, Halinę zaś jako wdzięczną za możliwość doświadczenia chodzenia po pustyni. Warto w tym miejscu odwołać się do wspomnień Bocianowej dotyczących zachowania poety w czasie wycieczki:

A kiedyś, jak był u mnie, wykupiłam wycieczkę do Egiptu. On na to: a nie mógłbym i ja pojechać? I załatwiłam mu. Na lotnisku okazało się, że nie ma jakiegoś znaczka skarbowego, jesteśmy tuż przed odlotem, mówię: Miron, na litość boską, bierz pieniądze i biegnij do okienka. on: kiedy ja nie mam pieniędzy! Dałam, poleciał.[17] Egipt się udał. Czasem musiałam się go wstydzić. W hotelu pokoje eleganckie, a on żarcie przy łóżku na ziemi sobie stawia, jak u siebie na Poznańskiej czy na placu Dąbrowskiego. Jego styl. I potem mi opowiada: w nocy przyszedł do mnie chrabąszcz, zielono-czerwony, usiadł na tym talerzu i ja mu pozwoliłem zjeść trochę. Opowiada to przy obiedzie, ludzie słuchają, patrzą jak na dziwoląga. Aż go kopnęłam pod stołem (…) Nie chciał pójść na „Światło i dźwięk” pod piramidami. Bo znajomi uważali, że to kiczowate. Ja mówię: znajomych odstaw, idziemy. I był zadowolony, że poszedł (…) W Egipcie chciałam mu robić zdjęcia. Mówił: nie rób mi, bo jestem brzydki[18]

Można stwierdzić, że „Egipt się udał”, bo mimo swej osobności i nietypowych przyzwyczajeń, z których nie chciał rezygnować, Białoszewski był wobec Haliny gotowy do kompromisów. W publikacji Miron. Wspomnienia o poecie przedrukowane zostało jedno zdjęcie z wycieczki do Egiptu: poeta ma na nim włożony na głowę koszyczek na chleb[19]. Halina była dla autora cyklu swoistym łącznikiem, między nim-poetą osobnym, a nim-uczestnikiem wycieczki, który siedzi w autobusie i głośno rozprawia:

My
- co? co to? takie biale
w brudnym rowie
między ludźmi
pionowe kaczuszki…?...

pani z kąta
- to ibisy (R 238)

 

  1. Rozmówki Polaków, rozmówki polsko-arabskie – inspiracje z podsłuchu, inspiracje z podpatrywania współtowarzyszy wycieczki

Charakter podróży, którą odbył Białoszewski, miał istotny wpływ na kształt cyklu Wycieczka do Egiptu. Przebywanie w otoczeniu grupy dawało bowiem okazje do obserwacji rozlicznych sytuacji, które zostały przez poetę wykorzystane w części utworów, a także stwarzało okoliczności, w których zasłyszana lub przeprowadzona rozmowa stawała się pretekstem do napisania wiersza. Poeta sytuuje się niekiedy obok innych uczestników wycieczki, jako ich obserwator, niekiedy uczestniczy w opisywanych sytuacjach: zachowując jednak perspektywę na swój sposób uproszczoną, która odróżnia utwory należące do tej grupy od wierszy, w których podmiot liryczny zdradza swą wiedzę na temat odwiedzanych miejsc.

Utwory wpisujące się w perspektywę stylizowaną na nieco naiwnego obserwatora, z wyjątkiem wiersza „Dwaj młodzi nasi…” (R 243) zawierają elementy lub też w całości są spisanymi wypowiedziami uczestników wycieczki. Zabieg ten tworzy wrażenie dystansu między poetą (kronikarzem?) a innymi podróżującymi. Jednocześnie jednak ich obecność świadczy o fakcie, że Białoszewski traktował zasłyszane wymiany zdań jako istotny materiał dla swojego pisania, a także jako ważny element odbywanej podróży. Część utworów: „Mój współlokator pan Zbytosław…” (R 245) czy „Zaglądam do moich bananów pod łóżko…” (R 252), to zapis rozmów prowadzonych przez poetę, w którym wyraźnie jest zaznaczona jego rola jako rozmówcy. Z kolei „Polki na dworcu w Assuanie” (R 245) to przykład rozmowy zasłyszanej, w której poeta na pewno nie uczestniczy. Najwięcej jednak w tej grupie utworów wchodzących w skład Wycieczki do Egiptu jest tekstów, w których obecność podmiotu lirycznego nie jest zaznaczona wyraźnie, nie wiemy czy to on prowadzi rozmowę w „Libretto wschodnie / (wszędzie Arab wtyka głowę)” (R 243), czy jest jedynie jej świadkiem. Podobnie zagadkowe są teksty: „Tu i tam” (R 242), „Arabi na nas” (R 244), „Wycieczki się mijają / na Totmesie od nóg / malutki ludzki paluszek” (R 249), „Zawrót” (R 251), „Wytworność” (R 252), „Egipt” (R 255) oraz „Sposób trwa” (R 260).

Poeta wchodzi w rolę sprawozdawcy, który nie zdradza swej obecności przez wskazanie pozycji zajmowanej w relacjonowanych sytuacjach. Zagęszczenie tych mini-sprawozdań tworzy istotną płaszczyznę, na której jest „sprawdzany” Egipt. Przebijający z niej lingwistyczny witalizm, inspiracje wynikające ze styku arabsko-polskich dialogów („Arabi na nas / Bolanda gur or-bis / - tak tak i-bis / i anu-bis” – R 244), polskich przekształceń czy użycia arabskich nazw („- i ta szuflada się Hatszepsut” – R 242), spontaniczne demaskacje polskich dwuznaczności („- zrobię pranie w Luksorze / - ja też” – R 245), wynikające z przebywania pośród innych uczestników wycieczki, uzupełniają scharakteryzowany w kolejnym podrozdziale poziom indywidualnego „sprawdzania” Egiptu o warstwę odkryć, które mając genezę w konkretnych sytuacjach odsłaniają przed poetą tajemnice tworzywa jego twórczości: języka. Godząc się na współuczestniczenie w celebrowaniu czasu wolnego na sposób innych wycieczkowiczów, a przynajmniej bacznie ich obserwując i podsłuchując, poeta otrzymuje materiał, który przefiltrowany przez jego lingwistyczną wrażliwość tworzy obraz Egiptu skonstruowany w oparciu o językowe niespodzianki.

 

  1. Uciekinier z orbisowskiej utopii – czyli o budowaniu opozycji wobec tych, którzy przyjechali „chyba po prostu, żeby zwiedzać Afrykę”[20]

Najczęściej pojawiającą się w cyklu perspektywą jest mówienie z pozycji uczestnika wycieczki, który pozostaje w stosunku do reszty grupy osobny, odcina się od innych turystów, zarówno przez rzeczywiste zbaczanie z wyznaczonych tras (jak w „Assuanie” – R 242) jak – przede wszystkim – przez opis swoich wrażeń, w którym pojawiają się sygnały zdradzające pogłębioną znajomość historii odwiedzanych miejsc, zwyczajów związanych z kulturą Egiptu, czy tradycją literacką dotyczącą podróży pisarzy po tym kraju. Silnie podkreślona osobność poety została w utworze „Pociąg dobija” (R 240):

(…) a między tym a tym
wywlekłe
mijają się
Europejki
strojne, poranne, wściekłe
- ten pociąg przechodzi wszelkie
                                               granice!
- te ustępy to dno!
a tu
dla mnie
przez okno
sztuka
dobija do pierwszego „co?” (R 240)

Kontrast między postawą kobiet, ironicznie określonych jako „Europejki” (czyli reprezentantki kręgu kulturowego, które powinny teoretycznie zdradzać zainteresowanie odwiedzanym miejscem) a ekscytacją i ciekawością poety, podkreślony zostaje przez nieczęste w poezji Białoszewskiego zastosowanie rymu – wersy poświęcone Europejkom kończy wyraz „dno”, rymujący się z ostatnim słowem utworu, czyli pytanie pojawiającym się w głowie podmiotu lirycznego: „co?”. Pociąg, który „dobija” (zarówno do celu, jak i „dobijają” Białoszewskiego komentarze współpodróżnych), pokonywana trasa, prowadzi Mirona ku pytaniom, ku sztuce, ku „sprawdzaniu”. Jak zdradza w drugim z utworów poświęconych ukazaniu jego odmienności w stosunku do innych turystów, opowiadającym o „Dodatkowym dniu w Kairze” –

(…) - niech pan nie jedzie do piramid
- ja po to tu przyjechałem
- a to co innego
(…)
żadnych wycieczek, jeden koń (R 250)

Perspektywa silnie zindywidualizowanego odbioru rzeczywistości, z uwzględnieniem elementów, których dostrzeżenie umożliwiają przygotowania przeprowadzone przed wyprawą, lektury przeczytane na placu Dąbrowskiego, osadzenie w tradycji literackiej, przynosi rezultat w postaci utworów o zupełnie odmiennej od wspominanych w poprzednim podrozdziale sprawozdań. Już w pierwszym wierszu dotyczącym samego pobytu w Egipcie, dwuwersu: „Kair / Ilu tu Ojców Zadżumionych” (R 233), czytelnik otrzymuje sygnał, że podmiot liryczny dobrze zdaje sobie sprawę z tego jaką rolę odegrał Egipt w kulturze europejskiej (jak zauważyła Małgorzata Łukaszuk-Piekara – wyprawa tam, to wyprawa „ (…) do miejsc świętych bo uświęconych tradycją pisarską”[21]).

Inne utwory zdradzają wiedzę podmiotu lirycznego dotyczącą historii Egiptu – zarówno tej starożytnej („Poczet mumii” – R 259, „Totmes mścił się / na ciotce Hatszepsut / że mu tyle lat / zajmowała tron / a teraz” – R 253, „Tutank-Hamon” – R 235) jak i późniejszych losów skarbów faraonów, których rozkradzenie jest w cyklu opisywane („A i” – R 233, fragment: „porabowani / porozmieszczani / trylionem palców / pokazywani” czy „Główne sto pociech” – R 234 – „Anglicy wzięli mu do siebie kobrę i brodę”). Wiedza jest zawarta w wierszach w bardzo swobodny sposób:

(…) Podchodzę do półek
z sarkofagami
te portrety układali w miejsce twarzy
znajomy z reprodukcji
znajoma
dziecko
dwaj młodzi razem
i jedna z podbródkami
jaka znudzona
na wieki (R 236)

Pełni ona dla podmiotu różnorakie funkcje. W zacytowanym powyżej „Fajum” (R 236) znajomość reprodukcji zdjęć oglądanych obiektów stanowi podstawę do rewizji swoich wyobrażeń na ich temat (wers „jaka znudzona” jest świadectwem zaskoczenia prowadzącego do uzupełnienia wyobrażeń na temat „portretów układanych w miejsce twarzy”). Może być pretekstem do zbudowania wiersza na podstawie konceptu, tak jak na przykład „Poczet mumii” (R 259), opierający się na opisowej enumeracji władców Egiptu. Utwór ten jest zarazem przykładem kolejnej funkcji, którą spełnia posiadana przed podmiot liryczny wiedza: pozwala ona na przejście na poziom metafizyczny refleksji. Białoszewski, swobodnie poruszając się po osi czasu w zasięgu czterdziestu wieków historii, odczuwa silnie z jednej strony magię trwania zwiedzanych obiektów, z drugiej zaś kruchość ludzkiego życia. „Poczet mumii” kończą słowa: „hm / zlecieliśmy się / i się rozlecimy” (R 259). Oglądanie portretów dawno umarłych faraonów prowadzi do spostrzeżenia, które odnieść można do turystów odwiedzających Egipt (to oni przecież się tu „zlecieli”, samolotami, ze wszystkich stron świata), a szerzej – wszystkich śmiertelników[22].

Cel przyświecający wycieczce Białoszewskiego został wyraźnie zwerbalizowany jeszcze przed powzięciem ostatecznej decyzji o wyjeździe: „- a gdybym i ja tak pojechał posprawdzać?” (R 232). W jej czasie poeta odwiedził szereg miejsc[23], które, tak jak Assuan „zlazł z mapy / do życia Polaka” (R 240), zostały „sprawdzone”. Jednak „sprawdzanie” nie objęło jedynie odwiedzanych obiektów, miast, budynków, zabytków, dzieł sztuki, muzeów. Białoszewski odkrył księżyc, który „wisi położony / nowiem na plecach” (R 251). Spostrzegł, że jeśli chodzi o cyfry, to „- przecież po naszemu to po arabsku” (R 251). Co więcej: dokumentował proces poznawania otoczenia, chłonąc zarówno bodźce w postaci turystycznych atrakcji, jak i samotnego zwiedzania starożytnych budowli. Poeta był otwarty zarówno na inspiracje wynikające z kontaktów z innymi uczestnikami wycieczki, jak i na korzystanie z możliwości odłączenia się od grupy i doświadczania Egiptu na własną rękę. Postrzegany jako część orbisowskiej wycieczki pozwalał się niekiedy wpisywać do grupy „Bolaków”, niekiedy jednak wyraźnie się odgradzając od „Europejek”. Wielość przybieranych przez Białoszewskiego perspektyw i ról, które odgrywał, pozwoliła na oddanie w cyklu różnorodności doświadczenia wycieczki, zbudowania niejednorodnej pod względem wymowy i formy utworów całości, która zarazem wydaje się w pełni oddawać wrażenia poety związane z wyjazdem.

Jak, na swój sposób, podsumowuje w wierszu „Piramida” (R 257):

jechałem do Egiptu
sprawdzić naczelną metaforę
styk z nieskończonością

- i co
sprawdziło się?

- na wylot (R 257)

Sprawdziło się na „wylot”. Czyli rzeczywistość okazała się tożsama z wyobrażeniami? Czy może Białoszewski ma na myśli przechodzenie „na wylot” przez piramidy? Czy może, o czym świadczy usytuowanie utworu po koniec, ułożonego przecież chronologicznie, cyklu – na „wylot” oznaczać ma gotowość do powrotu? Tak jak opis pierwszego zetknięcia z piramidami zatytułowany został „Szczyt piramidowy” (R 233) – co przywodzi na myśl nie tylko „szczyt” jako „spotkanie na szczycie”, ale i „szczyt wszystkiego!”, jest świadectwem pewnego zniecierpliwienia ruchliwą, turystyczną atmosferą miejsca, tak może „sprawdzenie” kończy myśl o powrocie do „piramid śniegu” (R 251) i pylonów z szaf?

        

 

Bibliografia

  1. Balcerzan Edward, Polska Mirona Białoszewskiego [w:] Pisanie Białoszewskiego. Szkice, pod red. Michała Głowińskiego i Zdzisława Łapińskiego, Warszawa 1993.
  2. Białoszewski Miron, Obmapywanie Europy, czyli dziennik okrętowy. AAAmeryka. Ostatnie wiersze, Warszawa 1988.
  3. Białoszewski Miron, Rozkurz, Warszawa 1980.
  4. Białoszewski Miron, Sprawdzone sobą. Wiersze wybrane, Warszawa 2008.
  5. Białoszewski Miron, Tajny dziennik, Kraków 2012.
  6. Bocianowa Halina, Rodzinna przyjaźń [w:] Wspomnienia o poecie, pod red. Hanny Kirchner, Warszawa 1996.
  7. Cieślak Tomasz, Prawie haiku Mirona Białoszewskiego [w:] O wierszach Mirona Białoszewskiego, szkice i interpretacje, pod red. Jacka Brzozowskiego, Łódź 1993.
  8. Czermińska Małgorzata, Male i wielkie podróże Mirona Białoszewskiego [w:] Pisanie Białoszewskiego. Szkice, pod red. Michała Głowińskiego i Zdzisława Łapińskiego, Warszawa 1993.
  9. Fiut Aleksander, Pod(różne) strategie Białoszewskiego, „Kwartalnik literacki”, Bydgoszcz 1996, nr 1.
  10. Łukaszuk-Piekara Małgorzata, „niby ja”. O poezji Białoszewskiego, Lublin 1997.
  11. Sobolewski Tadeusz, Człowiek Miron, Kraków 2012.
  12. Szajnert Danuta, Kanarek Romuald, Mirona Białoszewskiego podróż na Wschód [w:] O wierszach Mirona Białoszewskiego. Szkice i interpretacje, pod red. Jacka Brzozowskiego, Łódź 1993.

 

Abstrakt

Tekst stanowi analizę i interpretację cyklu Wycieczka do Egiptu Mirona Białoszewskiego. W pierwszej jego części zajmuję się aspektami związanymi z formą utworów wchodzących w skład cyklu oraz strukturą cyklu jako całości. Druga część jest próba zarysowania płynności, z jaką Białoszewski w Wycieczce do Egiptu porusza się między krainą faraonów a Warszawą. Pokazuję niezwykłą paletę skojarzeń, które wywołują w nim bodźce natykane podczas wyprawy, a które odsyłają poetę do innych miejsc, innego czasu, sprawiając, że podróż staje się jedynie pretekstem do refleksji. W części trzeciej natomiast pokazuję jak różne pozycje przybiera podmiot liryczny w cyklu. Jest zarówno członkiem orbisowskiej wycieczki, jak i samotnikiem oddalającym się od grupy, jest egiptologiem amatorem, a jednocześnie zaskoczonym rzeczywistością turystą.

Cykl Wycieczka do Egiptu jest świetnym przykładem ilustrującym co najmniej dwa aspekty związane z (trans)granicznością. Po pierwsze jest to aspekt rzeczywistej podróży, przekraczania granicy komunistycznej polski, świadectwem wyprawy do kraju dziecinnych marzeń i fascynacji już dojrzałego mężczyzny. Jako niezwykle wrażliwy obserwator Miron Białoszewski z fascynującą precyzją wskazuje niuanse różnicujące Polskę i Egipt, ale i łączące oba państwa elementy rzeczywistości. Po drugie zaś sama forma poezji Mirona Białoszewskiego stanowi przykład (trans)graniczności: Wycieczka do Egiptu jest cyklem, na który można patrzeć jako na specyficzny dziennik z podróży. Wykorzystywane przez poetę fragmenty zasłyszanych rozmów, zaskakujące brzmienie obcych wyrazów, nazwy własne Egipskich miast czy imiona władców tworzą na płaszczyźnie językowej obszar spotkania dwóch zupełnie różnych kultur. W tekście uwypuklam te aspekty interpretacji cyklu, operując przykładami z konkretnych utworów wchodzących w jego skład, starając się na konkretnych frazach pokazać przekraczanie przez poetę granic języka, które towarzyszy opisowi przekraczania granic polskich.

 


 

[1] M. Białoszewski, Tajny dziennik, Kraków 2012, s. 575.

[2] M. Czermińska, Male i wielkie podróże Mirona Białoszewskiego [w:] Pisanie Białoszewskiego. Szkice, pod red. M. Głowińskiego, Z. Łapińskiego, Warszawa 1993, s. 80.

[3] Wszystkie cytaty z cyklu Wycieczka do Egiptu podaję za: M. Białoszewski, Rozkurz, Warszawa 1980 posługując się formą zapisu w nawiasie (R) wraz z numerem strony.

[4] D. Szajnert, R. Kanarek, Mirona Białoszewskiego podróż na Wschód [w:] O wierszach Mirona Białoszewskiego. Szkice i interpretacje, pod red. J. Brzozowskiego, Łódź 1993, s. 80.

[5] W tym miejscu warto zwrócić uwagę na uproszczenie dokonane przez poetę. W rzeczywistości właścicielem terenów, na których już wówczas znajdował się browar, który w dwudziestoleciu międzywojennym nosił nazwę od nazwisk ówczesnych właścicieli „Haberbusch i Schiele”, był wcześniej nie teść Mickiewicza, lecz ojciec matki żony Mickiewicza, Celiny, Franciszek Wołuski.

[6] Por.: D. Szajnert, R. Kanarek, op. cit., s. 82.

[7] Ibid., s. 81.

[8] A. Fiut, Pod(różne) strategie Białoszewskiego, „Kwartalnik literacki”, Bydgoszcz 1996, nr 1, s. 35.

[9] Nie tylko tych, o których wspomina poeta w Tajnym dzienniku, lecz również lat spędzonych na czytaniu na placu Dąbrowskiego, o których mówi w Obmapywaniu Europy (por.: M. Białoszewski, Obmapywanie Europy, czyli dziennik okrętowy. AAAmeryka. Ostatnie wiersze, Warszawa 1988, s. 37).

[10] M. Łukaszuk-Piekara, „niby ja”. O poezji Białoszewskiego, Lublin 1997, s. 163.

[11] Por.: T. Cieślak, Prawie haiku Mirona Białoszewskiego [w:] O wierszach Mirona Białoszewskiego, szkice i interpretacje, op. cit., s. 122.

[12] M. Białoszewski, Rozprawa o stolikowych baranach [w:] Sprawdzone sobą. Wiersze wybrane, Warszawa 2008, s. 43.

[13] Rozmowa ta jest również przytoczona w Tajnym dzienniku: „Siedzę u Haliny na balkonie. Alek śpi. Nil – światła. Halina o tych odbiciach, że jak złote topole, ja, że Nil pachnie jak Wisła”. M. Białoszewski, Tajny dziennik, op. cit., s. 588.

[14] Co ciekawe: jest to jeden z przykładów jedynie delikatnego modyfikowania rzeczywistego przebiegu sytuacji – w Tajnym dzienniku kwestia „Tośki” zostaje wprost wyłuszczona: „Potem ona opowiada o Zośce (sic!). O jej ciotce, która była druga, nieślubną zoną mojego ojca. Obydwoje mieliśmy od niej za swoje.” – ibid., s. 588.

[15] Warto w tym miejscu odnieść się do tekstu Edwarda Balcerzana Polska Mirona Białoszewskiego: „Dystans terytorialny (…) rodząc poczucie swojskości zamorskiego świata, każe poecie-turyście odkrywać w sobie – z nieodmiennie »uroczystym zdziwieniem« – »ojczyznę prywatną«, pamiętaną, nieodłączną od jawy i snu, rzec by można – Polskę obwoźną, która się okazuje najcenniejszym bagażem pamięci (…) Polską może więc być dla Polaka w Egipcie Piaseczno, bo i ono ma mgły i latarnie jak Cheopsy. Polska to stołeczne zaspy śnieżne – przypominające piramidy”. E. Balcerzan, Polska Mirona Białoszewskiego [w:] Pisanie Białoszewskiego. Szkice, op. cit., s. 30.

[16] H. Bocianowa, Rodzinna przyjaźń [w:] Miron. Wspomnienia o poecie, pod red. H. Kirchner, Warszawa 1996, s. 92.

[17] Przygodę tę opisuje pokrótce Białoszewski w „Tajnym dzienniku”: M. Białoszewski, Tajny dziennik, op. cit., s. 585.

[18] Wypowiedź Haliny Bocianowej przytoczona w: T. Sobolewski, Człowiek Miron, Kraków 2012, s. 184-185.

[19] Miron. Wspomnienia o poecie, op. cit., s. 93.

[20] Ten fragment „Tajnego dziennika” odnosi się do pojawiającej się w cyklu postaci „Zbytosława”, współlokatora poety w hotelowym pokoju. M. Białoszewski, Tajny dziennik, op. cit., s. 588.

[21] M. Łukaszuk-Piekara, op. cit., s. 162.

[22] Ten wymiar cyklu Wycieczka do Egiptu został na swój sposób skrytykowany w cytowanej powyżej pracy Małgoarzaty Łukaszuk-Piekary: „Konwencjonalna u Białoszewskiego jest zatem nie tylko fascynacja, ale i jej poetyckie rezultaty. Spoza »lingwistycznej« gry w kalambur, aliterację czy eufonię wyziera powaga sentencji w sumie historiozoficznej, sięgającej dna ludzkiej natury” – M. Łukaszuk-Piekara, op. cit., s. 173. Można by jednak polemizować czy to „powaga sentencji” faktycznie „wyziera” spoza warstwy lingwistycznej, czy może, jak proponuję postrzegać cykl, tworzy jedną z przenikających się płaszczyzn, które stanowią literacki efekt „sprawdzania” Egiptu?

[23] „Na podstawie różnorakich – mniej lub bardziej bezpośrednich – sygnałów w tekście można podjąć próbę rekonstrukcji tej trasy. Byłyby to więc, kolejno wzdłuż Nilu: Kair, Giza (piramida Cheopsa), Sakkara (Serapeum, miejsce kultu Apisa), Fayum (portrety na sarkofagach), Assuan (zalane świątynie na wyspie File), Teby (Luksor, Karnak, Dolina Królów, Kolosy Memnona), Kair.” D. Szajnert, R. Kanarek, op. cit., s. 89.