Figury miasta

Figury miasta. Sny i kamienie Magdaleny Tulli

 

Dobrosława Korczyńska-Partyka

(Uniwersytet Gdański)

 

 

Prawdziwe wyznaczniki rozwiązań urbanistycznych to nikomu nieznane reguły łączenia zdań i tworzenia fabuł, zasady kojarzenia jednych myśli z innymi, przypisywania wagi pytaniom i odpowiedziom.

Magdalena Tulli

 

Warszawa nie Rzym. Tu trwała jest nie materia, lecz to, co ponad nią, czyli uczucia i słowa. Słowa lepiej spinają czas od cementu. I owo spinanie dotyczy zarówno jednostek jak i całego miasta.

Marta Zielińska

 

 

Twórczość Magdaleny Tulli, jak podkreśla Katarzyna Szalewska w swojej recenzji zbioru tekstów Od poetyki przestrzeni do geopoetyki, stanowi interesującą wizję przestrzennej katastrofy oraz „niezwykle interesujący przedmiot analizy dla antropologii miasta”[1]. Dominantą tej prozy afabularnej „jest właśnie urbanistyczna przestrzeń doświadczania”[2]. Warto powtórzyć za Kamilą Dziką-Jurek, że „pojęcie przestrzeni w prozie Magdaleny Tulli ma tak rozbudowaną strukturę i pobudza do istnienia tak ogromną sieć skojarzeń, że mogłoby stanowić przyczynek do analizy całej twórczości autorki Trybów[3]. Ponieważ tematyka ta posiada w twórczości warszawskiej pisarki wiele wymiarów, a w każdej z książek, mimo charakterystycznej specjalnej dominanty, realizowana jest w odmienny sposób i nie sposób uchwycić w jednej analizie wszystkich zagadnień związanych z przestrzenią. Wydaje się, że z tego powodu każdy z artykułów podejmujących tę tematykę, które pojawiły się dotychczas, ograniczał się do interpretacji jednej książkowej pozycji autorki, bądź wybranego wymiaru tej prozy[4]. Podobnie będzie w moim przypadku, zajmę się bowiem wybranymi aspektami związanymi z miastem, miejskością oraz pamięcią pojawiających się w Snach i kamieniach. Pamiętając o szerszym tle, w jakie została wpisana twórczość Magdaleny Tulli, oraz biorąc pod uwagę wszystkie późniejsze teksty autorki, chciałabym rozważyć, co tak szczególnego charakteryzuje figurę miasta, że stało się ono jedną z dominujących, jeśli nie najważniejszą, figur jej debiutanckiego utworu.

Wydawać się może, że Sny i kamienie konsekwentnie jawią się jako pozycja osobna w twórczości pisarki. Nawet we wspomnianych retrospektywnych interpretacjach, które prowadzić mają do reinterpretacji wcześniejszych utworów, zwykle ten debiutancki tekst zostaje pominięty. W związku z tym zasadne wydaje się pytanie, co takiego sprawia, że tekst ten nie daje się tak łatwo wpisać w ciąg przywoływanej twórczości? Z jednej strony wynikać to może z pewnej logiki recepcji: Sny i kamienie doczekały się wielu recenzji[5] i opracowań, a więc znalazły już swoje miejsce w historii literatury. Z drugiej strony wydaje się, że przypadek ten (pewien rodzaj tematycznej cezury) może być pochodną hermetyczności debiutanckiego tekstu Tulli oraz jego specyfiki gatunkowej. O ile W czerwieniTrybySkazęWłoskie szpilki czy Szum postrzegać można jako powieści czy opowiadania, kwalifikacja gatunkowa Snów i kamieni przysparza znacznie więcej kłopotu: tekst ten określany był między innymi jako „medytacyjna opowieść”[6], „poetycki esej”[7], „nieepicki model prozy”[8] czy „poetycka opowieść o Warszawie”[9]

Tak czy inaczej, ta swoista „osobność” debiutanckiego tekstu Tulli, jego gęstość i hermetyczność, w moim odczuciu potwierdza jej „zaczynowy” charakter. Kolejne zaś książki wydają się rozwijać zawiązane już w poetyckiej prozie Snów i kamieni wątki. Powodów, dla których tekst z 1995 roku potencjalnie zawiera w sobie tak wiele (często ukrytych) treści, jest przynajmniej kilka. Nie zamierzam szczegółowo omawiać każdego z nich, chciałabym natomiast przywołać kilka aspektów kluczowych z punktu widzenia niniejszej pracy.

 

Zwarte kłącze

Twórczość Magdaleny Tulli na tle literatury polskiej po 1989 roku stanowi przypadek szczególny. Recepcja książek tej autorki podlegała swoistej dynamice, której punktem zwrotnym okazało się wydanie Włoskich szpilek (2012) i Szumu (2014). Choć część krytyków od samego początku wskazywała na wątki autobiograficzne w twórczości autorki, dopiero pojawienie się dwóch ostatnich, wyżej wymienionych książek doprowadziło do wyraźnego zwrotu i reinterpretacji wcześniejszych utworów. Swego rodzaju odrębność na mapie polskiej literatury autorka zawdzięcza więc nie tylko osobliwej, nie poddającej się łatwej interpretacji oraz wyróżniającej się na tle pozostałych tekstów tego czasu dykcji prozatorskiej, ale również późniejszemu zwrotowi w stronę narracji jawnie autobiograficznej.

Tego rodzaju stopniowe odsłanianie własnej biografii, związane jednocześnie z upraszczaniem, „poluźnieniem” narracji (polegającej m.in. na sukcesywnym ograniczaniu metaforyczności) stanowi dość częste zjawisko w świecie literatury. Wspomnianej oryginalności takiego zwrotu w twórczości Magdaleny Tulli upatrywałabym przede wszystkim w niespodziewanym wyłonieniu się we Włoskich szpilkach i Szumie wyraźnego podmiotu sylleptycznego, który, przy zachowaniu tematycznej oraz – w dużej mierze – poetyckiej ciągłości, skłania do interpretacyjnej wolty i ponownego odczytania wcześniejszych utworów. Zwrot ten okazał się zaskakujący w tym sensie, że recepcja wcześniejszych utworów autorki zdominowana była przez interpretacje metaliterackiego wymiaru tej prozy, lokujące to pisarstwo głównie w kręgu postmodernistycznych eksperymentów. Możemy zaobserwować zatem wyraźne przeniesienie punktu ciężkości odbioru tej prozy z jej wymiarów metafikcyjnych, językowych i autotematycznych[10], ku analizom ogniskującym uwagę na postpamięciowym charakterze tej literatury[11]. To oczywiście uproszczony obraz, pomijający cały szereg interpretacji odnoszących się do poszczególnych utworów oraz podejmujący szczegółowe zagadnienia (z powodu bogactwa i wieloznaczności tych tekstów nie sposób zresztą wymienić wszystkich wątków, które pojawiają się w jej interpretacjach), który wskazuje jednak na pewną dominantę, charakteryzującą recepcję omawianej twórczości.

Mimo wyraźnej reorientacji (a może przede wszystkim dzięki niej), twórczość Tulli zachowała ciągłość w wielu aspektach. W moim odczuciu, proza ta, począwszy od Snów i kamieni, niczym pęknięta łupina, z każdą kolejną książką rozwiera się coraz bardziej, uwalniając zranione, naznaczone traumą, wnętrze. Marek Zaleski, analizując afektywny wymiar dwóch ostatnich książek autorki, również zwraca uwagę na znamienną ciągłość tej prozy: „Póki co, wszystkie kolejne powieści W czerwieniTryby i SkazaWłoskie szpilki i Szum tworzą sensorium cierpienia, budują opresyjny porządek świata, którego architektoniką jest przemoc”[12]. Już w Snach i kamieniach (1995) – debiutanckiej książce – niczym w mocno zwartym kłączu, ściśnięte zostały wszystkie ważne tematy tej prozy. Mamy zatem do czynienia z procesem stopniowego luzowania, rozchylania poszczególnych wątków, tematów, sposobów obrazowania i metafor, oraz – przede wszystkim – doświadczeń i emocji. Z pewnością jednym z tematów znajdujących się w samym rdzeniu tej literatury jest postpamięciowe zmaganie się z doświadczeniem Zagłady (mowa o doświadczeniu drugiego pokolenia) oraz dorastania w środowisku opresji ideologicznej. Wątek ten w twórczości Tulli jest kluczowy, jednak ograniczanie interpretacji jedynie do tej kwestii wydaje się stawać w sprzeczności ze złożoną i delikatną materią egzystencjalnego doświadczenia, wokół którego osnuta jest ta literatura[13]. Proces otwierania się na wyrażanie doświadczeń w sposób bardziej dosłowny interpretować można w różnych wymiarach, na przykład w kategoriach stopniowego przepracowywania traumy. Marta Cuber zwraca uwagę na dające się zaobserwować u autorki W czerwieni stopniowe odsłanianie żydowskiej tożsamości:

W prozie Ewy Kuryluk i Magdaleny Tulli mamy do czynienia ze zjawiskiem „narastającej żydowskości”, czyli sytuacją, w której tożsamość bardzo powoli staje się tematem głównym opowieści, współtowarzysząc wielu innym, najczęściej zwyczajnym sprawom. (…) Zasadniczą kwestią w tekstach obu pisarek jest to, że nie wskazują one na żaden szczegół związany z biografią ich autorek. (…) W twórczości Magdaleny Tulli są to cztery powieści (wliczając Sny i kamienie). Jeszcze zanim pojawią się jednoznaczne informacje na temat drugopokoleniowego doświadczenia, obserwować możemy coś w rodzaju przygotowań do tego wydarzenia[14].

O ciągłości tej twórczości świadczy przede wszystkim konsekwencja w wykorzystywaniu metafor (Tulli stworzyła własną, oryginalną koncepcję metafory[15]) i w sposobie obrazowania oraz obecność tych samych motywów[16].

Na marginesach swoich rozważań Marta Cuber poczyniła ważną uwagę dotyczącą twórczości Magdaleny Tulli, zauważając, że dla autorki Trybów sztuka jest narzędziem wyrażania kłopotów z tożsamością, ale również ich osłaniania[17]. „Jej przewrotność (jakoby można było robić dwie różne rzeczy w jednym i dobrze pojętym interesie) wynika z osłaniająco-ironicznych możliwości literatury, jakie ma ona dzięki odpowiednio pomyślanym metonimiom i metaforom”[18]. Z możliwości „osłonienia” czy schronienia się za materią literacką autorka korzysta nie tylko w pierwszych, mocno zmetaforyzowanych tekstach, ale również w dwóch najnowszych, jawnie autobiograficznych książkach. W podobnym tonie pisze o tej prozie Ewa Wiegandt:

We Włoskich szpilkach mamy do czynienia z sytuacją niezwykłą, jaką jest pisanie (nie opowiadanie!) o sobie wyłącznie środkami właściwymi dla prozy fikcjonalnej, a więc bez odwoływania się do jakichkolwiek form dokumentalnych (dziennik, wspomnienie, pamiętnik) czy naturalnej życiowej sytuacji komunikacyjnej, a więc narracji mówionej. (…) Właściwością Włoskich szpilek jest dominacja „ja” pisarskiego nad autobiograficznym. Polega ona na realizowaniu różnymi środkami, znanymi z wcześniejszych książek, ironicznego dystansu narracyjnego do przedmiotu opowieści[19].

Według autorki pracy Metonimie Zagłady. O polskiej prozie lat 1987–2012 twórczość Magdaleny Tulli stanowi wielką metonimię Zagłady. Jak podkreśla, „opowieść autorki Snów i kamieni jedynie w części powierzchniowej obejmuje to, czego zdaje się, że przede wszystkim dotyczy, czyli kreacji, światów możliwych i samej literatury”[20]. Najważniejsze bowiem w tej prozie wydaje się to, o czym autorka nie pisze wprost. W Snach i kamieniachW czerwieniTrybach i Skazie tematyka drugiej wojny światowej: Holocaustu, obozów koncentracyjnych, getta, spalonej Warszawy, masowych śmierci i prześladowania, nie jest wyrażona wprost, a wręcz – jak zaznacza Cuber – nie pada na ten temat ani jedno słowo[21]. Mimo to tematyka ta jest sygnalizowana od samego początku, pełni znaczącą rolę w debiutanckim tekście, by powracać w każdej kolejnej książce. Autorka Skazy wypracowała własny, bardzo oryginalny sposób wyrażania tych treści. Mojej lekturze książek Tulli (już od Snów i kamieni i na długo przed opublikowaniem Włoskich szpilek) od początku towarzyszyło przekonanie o silnym związku tej prozy z doświadczeniami historii i łączącą się z nimi kategorią pamięci. Świadczyła o tym nie tylko pewna „niewystarczalność”, niekompletność kolejnych interpretacji i ograniczenia jakie implikowało zamknięcie analiz w kręgu metaliterackiej problematyki, ale również wiele sygnałów wewnątrz samego tekstu, dobór metafor i sposobu obrazowania. Pisała o tym Marta Cuber:

Wspomniany „sposób metonimiczny” dokładniej jeszcze niż indeks oddaje charakter działania Magdaleny Tulli w języku. Prowadzi ono do stworzenia historii na tyle konkretnej, że da się ją przeczytać w spójnym interpretacyjnie obszarze, i na tyle niesamodzielnej, że zmusza nas ona do poszukiwań innych znaczeń w jakimś oddzielnym, ale nieodległym terytorium[22].

Dlatego też, choć zgadzam się z możliwością interpretacji tych książek w ich antymimetycznym i metaliterackim wymiarze (choć skłaniałabym się ku ujęciu tych kwestii w taki sposób, w jaki pisze o tym chociażby Przemysław Czapliński[23]), przychylałabym się ku lekturze otwartej również na konkretne doświadczenia historyczne i egzystencjalne. Według poznańskiego badacza, po roku 1989 jedną z kluczowych strategii literackich stanowiło, ujmując rzecz ogólnie, „odwrócenie się od poznawczych zobowiązań literatury”[24]. Ważną rolę odegrała w tym czasie twórczość nieepicka i często antymimetyczna.

Proza Magdaleny Tulli – bodaj najpełniejsze wcielenie tej tendencji opisywała przecież rzeczywistość, nie poświęcając ani słowa widzialnemu światu. Kolejne książki tej autorki odsłaniały raczej zakrytą, podpowierzchniową matrycę, z której rzeczywistość się rodzi[25].

Sięgnięcie po postmodernistyczny „klucz” wiąże się często z konstatacją o braku połączeń między omawianym tekstem a światem rzeczywistym, pozaliterackim. Uważam jednak, że to, co przez niektórych interpretowane było jako postmodernistyczna zabawa formą, w twórczości warszawskiej pisarki stanowi wyszukaną i głęboko przemyślaną próbę odniesienia się do rzeczywistości[26].

 

Figura miasta

Parafrazując słowa Elżbiety Janickiej twierdzącej, że gdyby nie lektura Niewidzialnych miast Italo Calvino, nie spojrzałaby na Warszawę w sposób, który umożliwił jej napisanie Festung Warschau[27], można powiedzieć, że gdyby nie wspomniana książka włoskiego pisarza, prawdopodobnie nie mielibyśmy do czynienia ze Snami i kamieniami w obecnym kształcie. Debiutancki tekst Tulli oraz Niewidzialne miasta Calvino łączy szczególnego rodzaju zależność[28]. Autorka nie ukrywa zresztą powiązania z owym tekstem, które można, za Dionýzym Ďurišinem, określić jako twórczy impuls[29]. Wydaje się zresztą, że wpływ autora Palomara na polską pisarkę jest o wiele głębszy i wykracza poza relację między omawianymi tekstami. Książeczka Italo Calvino to pięćdziesiąt pięć poetyckich, nasyconych głęboką metaforyką opisów miast przeplatanych rozmowami literackich figur – Marka Polo i Kubłaj Chana. To, co w tym zbiorze jest najbardziej wyjątkowe, to właśnie wykorzystanie figury miasta do ukazania najróżniejszych, często wykluczających się wymiarów egzystencji oraz rozpisanie ich w wielopłaszczyznowej, misternej, sieciowej strukturze. Każda z poetyckich impresji stanowi ekstrakt jakiegoś wymiaru – w zależności od tego, od jakiej strony na tę kwestię patrzeć – życia w mieście lub życia i świata w ogóle. Dokonane przez Itala Calvina poszerzenie perspektywy dobrze oddają słowa Jamesa Donalda, który konstatuje:

Dlaczego jednak redukować rzeczywistość miast do ich rzeczowości, a ich rzeczowość do kwestii cegły i zaprawy? Stany umysłu mają konsekwencje materialne. Sprawiają, że rzeczy się dzieją. To, co interesuje mnie szczególnie, to siła miasta jako kategorii umysłowej. Miasto jest abstrakcją, która chce coś identyfikować (…). Miasto, którego doświadczamy – miasto jako stan umysłu – jest zawsze już przybrane w symbole i metafory[30].

Miasto jest szczególnym rodzajem przestrzeni – to środowisko życia człowieka przez niego samego stworzone, które łączy w sobie wyjątkowo rozgałęzioną sieć wzajemnych powiązań i zależności. Jest soczewką, w której odbija się stan cywilizacji i kultury. Już od antyku możemy mówić o kluczowej roli miast w kształtowaniu przestrzeni społecznej i gospodarczej Europy (a pośrednio również cywilizacji innych kontynentów)[31]. Trzeba podkreślić, że współczesne badania miejskie ujmują kategorię miasta i miejskości nie tylko „jako produkt mentalny cywilizacji, lecz także swoiste skupienie materii i ruchu domagające się odpowiedzi naszych zmysłów”[32]. Dzięki takiemu, poszerzonemu ujęciu, badania te otwierają się na podmiotowy odbiór miasta i to w wymiarze daleko wykraczającym poza antropocentryczną perspektywę (obszar kulturowych badań miejskich rozszerza listę miejskich podmiotów)[33]. W ujęciu kulturowych studiów miejskich architektura postrzegana jest nie tylko jako zespół budowli, ale przede wszystkim jako sztuka kształtowania przestrzeni kulturowych[34].

Przestrzeń miejska konstruowana przez nawarstwiające się w drodze przezwyciężania konfliktów realizacje urbanistyczne i architektoniczne, przez kumulację w jednym miejscu problemów politycznych i ekonomicznych, estetycznych i etycznych, epistemologicznych i metafizycznych wreszcie, ujmowana bywa przez filozofów jako odpowiednik świata w ogóle[35].

Zarówno w Niewidzialnych miastach, jak i Snach i kamieniach miasto bez wątpienia funkcjonuje jako metafora świata[36]. Dzięki swojej złożoności okazuje się ona na tyle pojemna, by pomieścić w sobie wiele bardzo różnych zagadnień, jednocześnie sprawiając, że każdy z poruszonych wątków splatał się z innymi. Posłużenie się metaforyką – i to w taki sposób, jak robi to Tulli – pozwala na zachowanie wieloznaczności oraz umożliwia kłączowe powiązania pomiędzy poszczególnymi wątkami[37]. W Snach i kamieniach, podobnie jak w książce Calvino, mamy do czynienia z wyabstrahowaniem pewnych idei powiązanych z życiem (nie ograniczających się do kategorii ściśle powiązanych z przestrzenią miejską) i przybranie ich w metaforykę zaczerpniętą z urbanistyki. Tego rodzaju strategia narracyjna stanowi główną oś omawianej książki i przenika całą „opowieść” Tulii. Tworzy nie tylko kluczowy element struktury tekstu, ale pojawia się również na poziomie mikro, tak jak w przypadku tego fragmentu:

Dla telefonistki oplątana kablami metropolia aparatów telefonicznych wyrasta z centrali miejskiej jak z ukrytego kłącza. Miasto pijaka jest puste, składa się tylko z falistych smug i z samych twardych kantów swobodnie unoszących się w przestrzeni. Jeszcze inne jest miasto umarłego, całkowicie pozbawione kaloryferów, wilgotne i ciemne, w którym nie można nawet poprosić o filiżankę gorącej herbaty i w którym żyć po prostu się nie da, zwłaszcza o piątej nad ranem, najzimniejszej z godzin [SK 43][38].

Opisywana przez Tulli metropolia rozpada się na szereg oddzielnych miast, z których każde wyraża inny wymiar doświadczenia. Związek Snów i kamieni z Niewidzialnymi miastami jest według mnie ważny, nie zmienia to jednak faktu, że kreacja polskiej autorki jest oryginalna, a intertekstualna relacja jest zawiązana w sposób niezwykle subtelny i twórczy. Niemniej, warto podkreślić, iż to, co sprawia, że obie książki są tak wyjątkowe na tle innych literackich pozycji, to właśnie, jak sądzę, owo wyabstrahowanie poszczególnych wymiarów egzystencji i przedstawienie ich jako elementów konstytuujących ideę miasta.

Jednym z aspektów, który dopełnia obraz miasta jako metafory świata, jest poetyka mitu, po którą sięga pisarka. Magdalena Tulli ujmuje historię narodzin, rozwoju i ostatecznego końca miasta w schemat opowieści mitycznej. Jednocześnie jednak, jak podkreśla Michał Kopczyk, „wielość spiętrzonych treści symbolicznych – właśnie swą ilością zaprzecza teleologii właściwej tekstowi mitycznemu i tym samym nie pozwala wpisać ich w znany z tradycji schemat”[39]. Uruchomione za pomocą języka i charakterystycznego dla mitu sposobu obrazowania w tekście Tulli nie znajduje swojej odpowiedzi w kreacji spójnego, sensownego świata[40]. Jak zauważa Arkadiusz Morawiec, dodatkowym aspektem, który obnaża sztuczność mitu (i bierze w znaczący nawias odtwarzaną w Snach i kamieniach kosmogonię, którą badacz określa „parodią kosmogonii”[41]), jest historia, która poprzedza czas mitu[42]. Tekst Tulli nie tylko nasycony jest aluzjami do historii Warszawy, która w pewnym sensie musiała narodzić się jako nowe miasto po drugiej wojnie światowej (zarówno z powodu zniszczeń materialnych, jak i praktycznie całkowitej wymiany ludności), co jeszcze mieściłoby się w poetyce mitu, ale również nawiązuje do życia miasta sprzed narodzin miasta-świata.

 

Miasto i ideologie

Snach i kamieniach zawarte zostały jeszcze przynajmniej trzy płaszczyzny, w ramach których figura miasta odgrywa ważną rolę, a które łączą się bezpośrednio ze wspominanym na początku rozdziału związkiem z „osłanianymi” wątkami osobistych doświadczeń. Magdalenie Tulli udało się sprząść kilka metaforycznych ujęć miasta (z różnych porządków) i wprawić je w ruch znaczeń w ten sposób, by wzajemnie się uzupełniały i oświetlały.

Na miasto Snów i kamieni można spojrzeć jak na wcielony projekt nowoczesnej utopii, który ożywa jako paraliżująca wszelkie życie dystopia. Zeidler-Janiszewska nie bez powodu podkreśla rolę, jaką odegrała architektura i urbanistyka w krytyce nowoczesności[43]:

Istniało więc wiele lepiej lub gorzej rozpoznawalnych przyczyn, dla których postmodernistyczna krytyka nowoczesności tak wyraźnie skupiła się na urbanistyce i architekturze oraz ich funkcjach społecznych. Pod jej – między innymi – wpływem skłonni jesteśmy dziś do odwrócenia metafory Wittgensteina [Wittgenstein swój obraz języka porównywał do miasta – przyp. D. K.-P.]. Mówimy o mieście jako „języku”, „piśmie”, „dyskursie”, „palimpseście”, „kompleksowej tkaninie tekstu”, a ludzi, którzy je zamieszkują lub tylko odwiedzają traktujemy jako „swego rodzaju czytelników” (określenie Rolanda Barthes’a, nieobce już Benjaminowi czy Kracauerowi)[44].

Nowoczesność, której początków upatruje się już w XVI wieku, narodziła się wraz z myślą, że świat jest niedoskonały i że funkcjonuje w sposób wadliwy, w związku z czym należy dokonać jego radykalnej naprawy. Dopełnieniem tej myśli jest wiara, że poprawy świata powinien podjąć się człowiek. Za pomocą rozumu należy oddzielić to, co dobre (a więc uporządkowane, logiczne) od tego, co kalekie, zepsute, niedookreślone i związane z chaosem. „Głównym założeniem, jakie legło u podstaw wszystkich nowoczesnych działań, był aksjomat «bez nas tylko potop»: spraw świata nie wolno zostawić ich własnemu biegowi, ponieważ grozi to katastrofą (nastąpi chaos, bellum omnium contra omnes zapanuje prawo dżungli)”[45]. Projekty związane z nowoczesnością miały na celu zamknięcie chaotycznej i nieprzewidywalnej natury świata oraz egzystencji w podporządkowany regułom geometrii system. Dlatego kolejnym ważnym symbolem nowoczesności i jego najlepszym upostaciowieniem jest zawód projektanta i planisty. „Niezbędnym przyrządem nowoczesności była deska kreślarska, a najściślej z nowoczesnością związanym powołaniem, które wychodziło bez szwanku ze wszystkich zmian mód i stylów, był zawód planisty, projektanta, rysownika planów”[46]. Magdalena Tulli w sposób twórczy odwołuje się do tych koncepcji przywoływanych przez Baumana, wykorzystując i przekształcając ukute przez socjologa przenośnie. W Snach i kamieniach metafory te (bądź symbole), związane z krytyką nowoczesności, ożywają. Można wręcz powiedzieć, że stały się one jednym z czynników fabułotwórczych[47] tej prozy.

Na czystym papierze kreślarskim najłatwiej o prostokąty. Za sprawą mechanicznych właściwości przyrządów kreślarskich same z siebie mnożą się na jego powierzchni, nie zostawiając miejsca innym formom. Gwiazdy zaś rodzą się w głowach. Tam, daleko od ziemi, od tego siedliska mrówek i dżdżownic, rozbłyskują nagle, a ich niepowstrzymane promienie na wskroś przeszywają ciemności. Pokrętny kształt jest świadectwem oporu, jaki istocie meandra stawiają pospołu liniał z ekierką i myśl kierująca ołówkiem. Promień gwiazdy zakrzywia się w polu przyciągania każdego prostokąta, a wyrwawszy się, znów szuka prostej drogi – i jeszcze raz, i po raz kolejny, zawsze bez powodzenia. Zawiłość rysunku dowodzi, że utkany z marzeń plan gwiazdy nie przystaje do przyziemnego planu kątów prostych powstałych z linii kreślonych na papierze. Ale między siłami prostokąta i gwiazdy może ustalić się stan równowagi, utrzymywany wśród meandrów ideologii i suchej kalkulacji [SK 15].

W tym opisie projekt jest ważny o tyle, o ile wchodzi w relację z realnie powstającym miastem. Trudno rozstrzygnąć, co było pierwsze: projekt składający się z linii prostych, czy żywioł meandra, który wykrzywia linię ulicy. Obserwujemy moment rodzenia się projektu, poznajemy motywacje planistów, choć samych architektów… nie. Plan miasta ma być uniwersalny, doskonały, więc nie może być dziełem naznaczonej indywidualnością osoby. Przede wszystkim jednak nie wiadomo, czy narrator opisuje projekt zapisany na papierze, znajdujący się na biurku projektanta, czy może opisuje już miasto, które jest ucieleśnieniem projektu. Wydaje się, że „w pierwszych dniach świata” Snów i kamieni te dwa porządki – planu i realnego miasta – pokrywają się do tego stopnia, że ich rozróżnienie nie tylko nie jest możliwe, ale wręcz niepotrzebne. Dopiero z upływem czasu (i narracji) te dwa plany zaczynają się rozchodzić, aż w końcu żywioł miasta rozsadza projekt.

Krytykę nowoczesności, która wpisana została w tekst Snów i kamieni, interpretować można w kontekście wniosków, jakie z projektów nowoczesności wysnuwają Max Horkheimer i Theodor Adorno w swojej Dialektyce oświecenia[48] oraz Zygmunt Bauman w Nowoczesności i Zagładzie[49]. Choć kwestia ta wydaje się pozostawać niejako poza poziomem znaczeń dosłownych tekstu Tulli, liczne aluzje do doświadczenia Zagłady wpisane w historię miasta-świata oraz rola, jaką odgrywa ono w kolejnych książkach (Zagłada okazuje się być jednym z najważniejszych, jeśli nie najważniejszym tematem tej prozy), potwierdzają ten trop interpretacyjny.

Na przywoływany, można powiedzieć – abstrakcyjny – wymiar wykorzystania symboliki miasta nakłada się również opowieść o realizacji utopijnego projektu urbanistyki i społeczeństwa idealnego (niczym w renesansowych koncepcjach citte ideale). W tym wymiarze Sny i kamienie to opowieść o ideologii. Z jednej strony ideologia ta nie jest bliżej określona, z drugiej liczne aluzje i nawiązania do epoki PRL-u pozwalają na uruchomienie interpretacji umieszczającej tę opowieść w powojennej Warszawie. Dobiesław Jędrzejczyk określa wręcz socjalistyczny projekt miasta, jaki realizowany był w Warszawie, jako klasyczny przykład współcześnie pojmowanej dystopii[50]. Powołuje się przy tym między innymi na ujęcie Marka Gottdienera[51], który pojęcie to opisuje jako wyimaginowane, zaprojektowane odgórnie społeczeństwo, którego realizacja prowadzi do degradacji jakości życia i upadku wartości. Realizm socjalistyczny szczególnie upodobał sobie metaforykę architektoniczną[52]. Magdalena Tulli w sposób wyjątkowo precyzyjny wykorzystała w swoim tekście różne wymiary miejskiej symboliki, sprawiając, że przy jednoczesnym uruchomieniu każdego z tych ujęć (często wykluczających się), żadne z nich nie przesądza o całości. Dzięki temu proces stopniowego rozpadu miasta ze Snów i kamieni można interpretować na różne sposoby. Istnieje chociażby możliwość przyrównania tej historii do stopniowego rozpadu i degradacji idei, jaka miała miejsce w przypadku realizacji projektów Oskara Hansena, opisywanych przez Filipa Springera w książce Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach[53]. Przypadek osiedla Przyczółek Grochowski stanowi smutną ilustrację stopniowej degradacji odważnej, nowatorskiej idei nie tyle (lub: nie tylko) z powodu błędnych założeń projektantów, co z wymuszonej niedoborami finansowymi i niedbałością realizacji, która w znacznym stopniu odbiegała od pierwotnych założeń. Równolegle jednak tekst ten można odczytywać jako próbę zmierzenia się z doświadczeniem opresji ideologicznej, jakiej poddawane było powojenne społeczeństwo w Polsce.

Społeczeństwo, które jest nie na miejscu, to społeczeństwo bez miejsca (własnego). A zatem także: to społeczeństwo, na które nie ma miejsca – w strukturze zarządzanej przez władzę. Ergo: zdestruowanie i wykluczenie społeczeństwa (społecznych więzi, społecznej struktury i organizacji etc.) było istotnym czynnikiem, któremu PRL-owski komunizm zawdzięczał swoje zwycięstwo i trwanie. A z kolei powstanie społeczeństwa, odbudowanie społecznej organizacji, reaktywowanie społecznych więzi poza nadzorem komunistycznej kontroli było tym czynnikiem, który rozsadził instytucje owej władzy i doprowadził do upadku PRL-u[54].

W październiku 2008 roku na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu odbyła się konferencja naukowa poświęcona literaturze PRL-u. Znamiennie brzmiało tytułowe hasło owego spotkania: „PRL – Świat (nie)przedstawiony”. Partykuła „nie” zamknięta w nawiasie dobrze opisuje stan, w jakim znalazła się literatura tego okresu. Podobnego zdania jest Hanna Gosk, która we wstępie do pracy zbiorowej (Nie)ciekawa epoka? Literatura i PRL na pół ironicznie stwierdza: „Jak wiadomo, «Czarna dziura» symbolicznie pochłonęła tę formację społeczno-polityczną, a także literacką, skazując je na ułomny byt w polskiej pamięci zbiorowej, już w roku 1990”[55]. Badaczka podkreśla jednocześnie, że wzmożone zainteresowanie literaturą tego czasu prowadziło najczęściej do jej egzotyzacji i „leksykonizacji”[56] oraz konkluduje:

Nie ulega wątpliwości, że Polska Rzeczpospolita Ludowa odeszła do historii, ale też nie da się ukryć, iż stanowi najbliższe sąsiedztwo III Rzeczypospolitej, a ukształtowana w powojennym półwieczu mentalność i zbiorowa pamięć Polaków są ważnym układem odniesienia dla dzisiejszych sposobów reagowania na procesy transformacyjne[57].

Literatura najnowsza, która dotyka problematyki PRL-u, jest bogata i niezwykle zróżnicowana, dlatego nie sposób w tym miejscu należycie się nad tym tematem pochylić. Ważne natomiast, by podkreślić, że pisarze nadal stają przed problemem, „jak pisać o rzeczywistości PRL-u”, by nie popaść w ideologizację lub idealizację. Wydaje się, że Magdalena Tulli ma pełną świadomość trudności opisania tego czasu, uchwycenia roli, jaką odgrywał PRL dla miasta Warszawy. Dzięki temu problem opowiedzenia tego doświadczenia staje się dla niej pretekstem do refleksji nad wzorami opowiadania w ogóle[58]. Jak podkreśla Marta Koszowy, „w dominującym nurcie dyskursu PRL nie podlega narratywizacji, stał się niemal w pełni ikoniczny, przez to trudny do opowiedzenia, opierający się analizie, interpretacji, stał się afabularny”[59]. Magdalena Tulli, w charakterystyczny dla swojej twórczości sposób, przedstawia owe obrazy, otwierając je na ruch (często ukrytych) znaczeń. Autorka Snów i kamieni niejako destabilizuje ten uproszczony przekaz, a wpisując obrazy w narrację, neutralizuje ich wymiar – poprzez ich ożywienie, obnaża ich ikoniczny charakter.

 

Sen o Warszawie

Sny i kamienie to też, jak często powtarzają krytycy, poetycki sen o Warszawie. Chociaż przez całą książkę nazwa miasta nie pada ani razu, czytelnik bez trudu powinien odczytać w jego opisie aluzję do obecnej stolicy Polski. Narrator bawi się z czytelnikiem – nie podaje całej nazwy miasta, nie pozostawia jednak wątpliwości, że mowa o Warszawie. W pewnym momencie nawet pisze: „Mimo to w każdym kiosku można kupić złożony na szesnaście albo na trzydzieści dwa plan miasta, oznakowany z wierzchu specjalną konfiguracją liter W i A, do wrót, które strzegą mrowiących się wewnątrz nazw ulic” [SK 51] i kilkanaście stron dalej: „Wydawałoby się wątpliwe, czy w nazwie takiego miasta jeszcze się zmieści tyle naraz liter W i A” [SK 63]. Na podobnej zasadzie w tekście pojawiają się aluzje do historii Warszawy i jej mieszkańców – nigdy wprost, nie dosłownie, tak jakby dla narratora nie był istotny kontekst opisywanych przez niego zdarzeń.

Jeżeli spojrzeć na Sny i kamienie jak na zapis „historii życia” Warszawy, to należy przyjąć, że jego początku upatruje narrator w pierwszych latach powojennych. Druga wojna światowa z punktu widzenia mieszkańców Warszawy mogła oznaczać koniec świata, po powstaniu miasto zostało praktycznie zrównane z ziemią. Sny i kamienie rozpoczynają się od pojawienia się socrealistycznego projektu odbudowy stolicy (a raczej stworzenia jej na nowo). Kolejne etapy rozwoju miasta czytelnik może śledzić za pomocą przywołanych przez narratora przemian w planie architektonicznym i relacji, w jakie wchodzą ze zmieniającym się miastem mieszkańcy.

Marta Leśniakowska w artykule Warszawa XX wieku – strategie niepamięci zwraca uwagę na to, że Warszawa w XX wieku składa się z różnych następujących po sobie miast. Pojawienie się każdego z nich wiązało się z wyeliminowaniem poprzedniego. W czasie zaborów starano się zniwelować ślady polskości, w międzywojniu, gdy Warszawa stała się nowoczesną metropolią europejską, zostały usunięte ślady rosyjskości. Po wojnie, na gruzach miasta została wybudowana Warszawa panoptyczna[60], a z kolei dzisiaj metropolia ta próbuje wypełnić narosłą przez lata pustkę, stwarzając global lub generic city[61]. Obecność kolejnych, wyróżnionych przez Leśniakowską miast, możemy odnaleźć w Snach i kamieniach. I o ile pierwsze dni miasta z książki Tulli przypadają na czas po drugiej wojnie światowej, to przecież pojawiają się wyraźne reminiscencje poprzedzających wojnę miast, często nawet zostaje zaakcentowane przechodzenie jednych w drugie (np. „Pewnego dnia z szyldów znika cyrylica i ukazuje się gotyk” [SK 76]). Opisanie miasta za pomocą zmian zachodzących w przestrzeni (rozumianej tutaj nie tylko jako układ urbanistyczny, ale również jako relacje między wszystkimi aktorami, ludzkimi i pozaludzkimi), umożliwiło pokazanie zmian następujących w czasie.

W 1995 roku, mniej więcej w czasie wydania Snów i kamieni, w księgarniach pojawiła się książka Marty Zielińskiej Warszawa – dziwne miasto. Treść owej pozycji w niezwykle ciekawy sposób współgra z utworem Magdaleny Tulli. Książka Zielińskiej to pozycja krytycznoliteracka, choć wydaje się, że refleksja nad twórczością piszących o polskiej stolicy stanowi dla autorki jedynie pretekst do podzielenia się z czytelnikiem rozmyślaniami na temat fenomenu, jakim jest Warszawa. Dlatego, odnosząc się do tej książki, warto zdawać sobie sprawę z jej podwójnego charakteru: to praca naukowa, ale również (a może nawet przede wszystkim) subiektywna opowieść o mieście, w którym się dorastało, poszukiwanie prywatnej formuły dla jego zrozumienia[62]. Autorka zaznacza w przedmowie: „Poznać miejsce, w którym się jest – to poznać siebie. I może o to najbardziej mi chodziło w tej książce o mieście tak dla mojego pokolenia enigmatycznym, tak trudno dostępnym, nierozpoznawalnym”[63]. Co takiego wyjątkowego, innego tkwi w doświadczeniu tego pokolenia? Marta Zielińska zauważa:

Ale to chyba właśnie mojemu pokoleniu rosnącemu w Warszawie historia ofiarowała jedyne w swoim rodzaju doświadczenie dziwności tego miasta. Urodziliśmy się bowiem w miejscu niegotowym, na pół istniejącym, niewyraźnym. I choć nasi rodzice także się tu urodzili, to jakby całkiem gdzie indziej. Dla nas tamta Warszawa pozostała za tajemniczą zasłoną wojny, a ściślej powstania. Za nieprzekraczalną barierą[64].

W czasie, gdy obie autorki urodziły się i dorastały, Warszawa podnosiła się z powojennych gruzów. Wielki plac budowy na ruinach starej Warszawy to jedyne miasto, jakie znały dzieci z tamtego czasu, natomiast ich rodzice najczęściej pamiętali przestrzeń z lat trzydziestych, ówczesny rozkład ulic, budynków oraz roli, jaką odgrywały w stolicy[65]. „Na rumowiskach od razu rozpoczęła się praca, wypełniająca wyobrażonymi obrazami puste ściany powietrza po zburzonych domach. Takie odtwarzanie było wówczas celem przechadzek niejednego warszawiaka”[66]. O pokoleniu, które przetrwało wojnę, narrator Snów i kamieni opowiada:

Ludzie w gumiakach byli do siebie podobni, jakby wyszli spod jednej sztancy. Mieli ręce i nogi, mieli nosy, uszy i oczy. Wydawałoby się, że kiedy stoją w szeregu, muszą widzieć te same rzeczy. Lecz oni ledwie na nie spojrzeli. Patrzyli każdy w swoją stronę: na wspomnienia, które woleli zachować dla siebie, na sceny rozgrywające się zawsze na pierwszym planie, na przypadkowym tle rusztowań. Byli dziećmi postaci siedzących na giętych krzesłach w atelier fotografa (…) Z dzieci przemienieni w dorosłych i sami zdani na łaskę cudzych wspomnień, przechowywali w pamięci nieistniejące adresy i wnętrza, dźwigali budynki, place, ulice, z którymi nie mogli się rozstać. (…) Jedna z ważniejszych różnic między miastem wykopów i miastem ze wspomnień polegała na tym, że większość postaci z fotografii już nie było [SK 66–67].

Co natomiast odnajdywali w tych pustych przestrzeniach ci, którzy z racji swojego urodzenia nie znali przedwojennej Warszawy? Marta Zielińska twierdzi, że ta unosząca się nad gruzami pamięć udzieliła się również im. Małgorzacie Baranowskiej, która w swoim Pamiętniku mistycznym odnotowuje: „Mnie się ciągle wydaje, że wszystko w tym mieście, jeśli nie w całości, to choć w małych częściach, złożone jest z cegieł znanych mi z dzieciństwa. No bo gdzie się podziały te miliony odkrytych, czerwonych, okaleczonych cegieł, jakie znałam?”[67] W Snach i kamieniach również możemy odnaleźć aluzję do materii starego miasta, która została przeciwstawiona czasom „granitu i piaskowca w płytach ważących po dwie tony każda”, epoce „ogromnych bloków szarego marmuru oraz wszelkich innych wiecznotrwałych materiałów budowlanych” [SK 10].

Rdzeniem tego miasta był jednak okrągły miliard czerwonych cegieł, prawdziwszych niż cokolwiek innego. Każda z nich przeszła przez wiele rąk i wszystkie znikły pod tynkami i okładzinami piaskowca. Zostały po nich chropowate odłamki, którymi dzieci bawiły się na podwórkach jeszcze przez długi czas [SK 10].

Obrazy dawnej Warszawy odbijają się w pamięci (snach) mieszkańców. Przywołane sceny wydają się być zlepkiem wyobrażeń (również stereotypów i kulturowych klisz) na temat przeszłości. Na przykład dziewiętnastowieczne miasto to:

Miasto dwujęzycznych szyldów, błyszczące od błota i kałuż, pachnące stęchlizną, zwierzętami i krwią. To na jego tle unosi się wieczna mgła i sunie pochód z krzyżami i chorągwiami, jeźdźcy w futrzanych czapach wznoszą szable, ręka złodzieja wyciąga portfel z czyjejś kieszeni, słychać zastygły w powietrzu świst kuli i rżenie koni wspiętych na zadnie nogi. Po deszczu mali chłopcy, nieślubni synowie kucharek i strażaków, puszczają łódki z papieru na spienione wody rynsztoków [SK 72].

Obraz ten nie jest wolny od literackich i artystycznych motywów znamionujących twórczość tamtego czasu, gdyż w takiej formie został dla nas ten czas zapisany. Ulice pachnące „stęchlizną, zwierzętami i krwią” zostały zapamiętane z naturalistycznych nowel i powieści; nad pochodami z krzyżami i chorągwiami nie może zaświecić słońce, gdyż mgła lepiej oddaje nastrój smutku po klęskach powstań narodowych, a chłopcy puszczający łódki z papieru (obowiązkowo nieślubni synowie kucharek) to jeden z ulubionych obrazków z powieści z drugiej połowy dziewiętnastego wieku.

Nieco inną formę przybierają wspomnienia II wojny światowej, choć w nich również bez trudu można znaleźć liczne odwołania do literackich i szerzej – kulturowych sposobów ujmowania tego doświadczenia.

Rozległy lej, pozostałość po eksplozji, w której huku się zrodziło – nie został zasypany. Trwa jako ślad po rozbłysku, w którym skąpali się kiedyś lokatorzy czynszówek, właściciele serwantek z porcelaną, sekreter i otoman. Skąpali się i spłonęli, podobnie jak ich meble, albo zapadli się pod ziemię, wyprostowani, z rękami uroczyście skrzyżowanymi na mostku. Jest tam więc ciągle ów lej, głęboki jak krater wulkanu, a w nim trwa cuchnące i krwawe bulgotanie: przewalają się brudne bandaże, wózki niemowlęce, pojedyncze buty, zgniecione kapelusze, zardzewiały żelazny złom, rozdeptane okulary. Nad nimi zaś, jak wulkaniczny pył, unosi się pierze z rozprutych poduszek [SK 66].

Niektórzy z mieszkańców tego miasta, mając dość jego ciasnych granic, postarali się zginąć  w płomieniach lub w śniegach. Inni, równie udręczeni, uznali, że żyć w nim to obowiązek i że śmierć jest rodzajem dymisji [SK 73–74].

Jak podkreślają liczni badacze studiów pamięciowych i miejskich, pamięć bardzo mocno sprzężona jest z miejską przestrzenią (zarówno w materialnym, jak i społecznym wymiarze). Magdalena Tulli w swoich Snach i kamieniach również uruchamia całą sieć powiązań między miejscem i pamięcią, nie pisze jednak o nie-miejscach pamięci, miejscach wydrążonych z pamięci czy nawet o konfliktach pamięci (choć ten temat się pojawia) w sposób charakteryzujący liczne, podejmujące te kwestie, teksty literackie. W debiutanckim tekście Tulli, za pomocą figury miasta, ukazane zostały mechanizmy, jakim poddawana jest pamięć, jej powiązania z ideologią i językiem. Złożona, heterogeniczna natura miasta umożliwiła także wyabstrahowanie pewnych idei czy zależności i wydobycie na jaw ukrytych, często nieoczywistych powiązań między nimi. Jednocześnie jednak, te w wysokim stopniu abstrakcyjne kategorie, wprawione w ruch pojęcia i idee, odnoszące się do kolektywnego wymiaru życia w mieście, okazują się być misterną szkatułką, schronieniem, w którym zamknięte zostały najbardziej intymne doświadczenia.

 

 

Bibliografia

Badula Ł., Pętla światozmyślania, „FA-art” 2006, nr 1/2.

Baranowska M., Pamiętnik mistyczny, Warszawa 1987.

Bauman Z., Nowoczesność i Zagłada, przeł. T. Kunz, Warszawa 2009.

Bauman Z., Tester K., O pożytkach z wątpliwości. Rozmowy z Zygmuntem Baumanem, przeł. E. Krasińska, Warszawa 2003.

Bugajski L., Myślenie o Warszawie, „Wiadomości Kulturalne” 1995, nr 24.

Bukowski P., Klucz do przestrzeni, „Dekada Literacka” 1995, nr 4.

Calvino I., Wykłady amerykańskie. Sześć przypomnień dla przyszłego tysiąclecia, przeł. A. Wasilewska, Warszawa 2009.

Cuber M., Metonimie Zagłady. O polskiej prozie lat 1987–2012, Katowice 2013.

Czapliński P., Nieepicki model prozy w literaturze najnowszej, w: Polska genologia. Gatunek w literaturze współczesnej, red. R. Cudak, Warszawa 2009.

Czapliński P., Polska do wymiany. Późna nowoczesność i nasze wielkie narracje, Warszawa 2009.

Czapliński P., Śliwiński P., Kontrapunkt. Rozmowy o książkach, Poznań 1999.

Czapliński P., Śliwiński P., Literatura polska 1976–1998. Przewodnik po prozie i poezji, Kraków 1999.

Dunin K., Czy kontemplując Warszawę można osiągnąć satori?, „Życie Warszawy”, dod. „Ex libris” 1995, nr 68.

Durišin D., Podstawowe typy związków i zależności literackich, przeł. J. Baluch, „Pamiętnik Literacki” 1968, z. 3.

Dzika-Jurek K., Problem ciężaru. Melancholia w twórczości Magdaleny Tulli, maszynopis pracy doktorskiej, promotor: dr hab., prof. UŚ E. Dutka, Uniwersytet Śląski, Katowice 2014.

Gondowicz J., Pamiętnik z powstania Warszawy, „Nowe Książki” 1995, nr 5.

Gosk H., Wstęp, w: (Nie)ciekawa epoka? Literatura i PRL, red. eadem, Warszawa 2008.

Gottdiener M., The social production of urban space, Austin 1994.

Górnicka-Boratyńska A., Miasto nieprywatne, „Polityka”, dod. „Kultura” 1995, nr 2.

Horkheimer M., Adorno T.W., Dialektyka oświecenia, przeł. M. Łukasiewicz, Warszawa 1994.

Izdebska A., Proza Magdaleny Tulli – w kręgu wieloznacznej referencji, w: Inna literatura? Dwudziestolecie 1989-2009, t. 2, red. J. Pasterski, Rzeszów 2010.

Janicka E., Festung Warschau, Warszawa 2011.

Jędrzejczyk D., Geografia humanistyczna miasta, Warszawa 2004.

Komendant T., Dziurawe niebo, „Gazeta Wyborcza”, dod. „Gazeta o Książkach” 1995, nr 2.

Kopczyk M., Mityzacja przestrzeni miasta w utworze Magdaleny Tulli „Sny i kamienie”, w: Przestrzeń w języku i kulturze : analizy tekstów literackich i wybranych dziedzin sztuki, red. J. Adamowski, Lublin 2005.

Koszowy M., Dekonstrukcja dialektyki. „Sny i kamienie” Magdaleny Tulli (wobec realizmu socjalistycznego), „Teksty Drugie” 2013, nr 3.

Koszowy M., Obecne nierzeczywiste: apofatyczna reprezentacja jako agon na przykładzie prozy Magdaleny Tulli, „Pamiętnik Literacki” 2013, z. 1.

Krowiranda K., „Słowami da się wprawić w ruch wszystko”. O podmiocie i innych elementach świata przedstawionego w „Trybach” Magdaleny Tulli, w: Podmiot i tekst w literaturze XX wieku. Warsztaty interpretacyjne, red. H. Gosk, A. Zieniewicz, przy wsp. K. Krowirandy i Ż. Nalewajk, Warszawa 2006.

Leśniakowska M., Doświadczenie kulturowych wizualizacji. Antropologia (re-konstrukcji), „Teksty Drugie” 2009, nr 1–2.

Leśniakowska M., Warszawa XX wieku: strategie niepamięci, „Rocznik Warszawski”, t. 32, 2003.

Łebkowska A., Empatia. O literackich narracjach przełomu XX i XXI wieku, Kraków 2008.

Łęcka G., Metafora musi pracować. Rozmowa z Magdaleną Tulli, autorką „Snów i kamieni”, „Polityka” 1998, nr 43.

McLaughlin M.L., Italo Calvino, Edinburgh 1998.

Morawiec A., „Sny i kamienie” Magdaleny Tulli – płaszczyzny odczytań, [w:] Literatura polska 1990–2000, red. T. Cieślak, K. Pietrych, Kraków 2002.

Nowacki D., Jest takie miasto, „Twórczość” 1995, nr 6.

Nycz R., Literatura jako trop rzeczywistości, Kraków 2012.

Nycz R., Literatura postmodernistyczna a mimesis, w: idemTekstowy świat. Poststrukturalizm a wiedza o literaturze, Kraków 2000.

Nycz R., Od teorii nowoczesnej do poetyki doświadczenia, w: Kulturowa teoria literatury 2. Poetyki, problematyki, interpretacje, red. T. Walas, R. Nycz, Kraków 2012.

Nycz R., PRL: pamięć podzielona, społeczeństwo przesiedlone, „Teksty Drugie” 2013, nr 3.

Orski M., Sny i kamienie, „Arkusz” 1995, nr 12.

Rachwał T., Sławek T., Maszyna do pisania. O dekonstruktywistycznej teorii literatury Jacques’a Derridy, Warszawa 1992.

Rewers E., Przestrzeń ponowoczesnego miasta: między logosem i chorą, w: Przestrzeń w nauce współczesnej, red. S. Symotiuk, G. Nowak, Lublin 1999, t. 2.

Rusinek M., Porzucić pragnienie doskonałości, „Dekada Literacka” 1995, nr 4.

Springer F., Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach, Warszawa 2013.

Szalewska K., Czas przestrzeni. Problematyka spacjalna a współczesna teoria literatury, „Teksty Drugie” 2014, nr 1.

Tippner A., „Seansing the meaning, working towards the facts”: drugie pokolenie a pamięć o Zagładzie w tekstach Bożeny Keff, Magdaleny Tulli i Agaty Tuszyńskiej, „Teksty Drugie” 2016, nr 1.

Tomczyk Ł., Objawienie, „Opcje” 1996, nr 2.

Tulli M., Sny i kamienie, Warszawa 2004.

Ubertowska A., Sen i nożyce ogrodnika, „Tytuł” 1996, nr 1-2.

Varga K., Kamienne sny, „Nowy Nurt” 1995, nr 9.

Węgrzyniak A., Przestrzeń w prozie Magdaleny Tulli, w: Od poetyki przestrzeni do geopoetyki, red. E. Konończuk, E. Sidoruk, Białystok 2012.

Wiedemann A., Uwaga: poemat!, „NaGłos” 1995, nr 21.

Wiegandt E., Postmodernistyczne alegorie Magdaleny Tulli, w: eademNiepokoje literatury. Studia o prozie polskiej XX wieku, Poznań 2010.

Wiegandt E., „To” Magdaleny Tulli, „Poznańskie Studia Polonistyczne” 2013, nr 22.

Włodarczyk W., Socrealizm: sztuka polska w latach 1950–1954, Kraków 1991.

Zając W., Miasto jako mikrokosmiczny obraz uniwersum, w: Miasto i czas, red. J. Kurek, K. Maliszewski, Chorzów 2008.

Zaleski M., Historyczna teraźniejszość, czyli przestrzeń afektu, w: Ciała zdruzgotane, ciała oporne. Afektywne lektury XX wieku, red. A. Lipszyc, M. Zaleski, Warszawa 2015.

Zaleski M., Kometa Magdaleny Tulli, „Tygodnik Powszechny” 1995, nr 10.

Zeidler-Janiszewska A., Słowo wstępne, w: Pisanie miasta – czytanie miasta, red. eadem, Poznań 1997.

Zielińska M., Warszawa – dziwne miasto, Warszawa 1995.

 

ABSTRAKT

Artykuł stanowi analizę debiutanckiego tekstu Magdaleny Tulli, Snów i kamieni, który interpretowany jest w kontekście późniejszych, jawnie autobiograficznych, utworów autorki. Jednym z analizowanych wątków jest postpamięciowe zmaganie się z doświadczeniem Zagłady oraz dorastania w środowisku opresji ideologicznej. Ponadto, pamiętając o szerszym tle, w jakie została wpisana twórczość Magdaleny Tulli, oraz biorąc pod uwagę wszystkie jej późniejsze teksty, w artykule postawione zostało pytanie o to, co szczególnego charakteryzuje miasto, że stało się jedną z dominujących (jeśli nie najważniejszą) figur jej debiutanckiego utworu (a także w jakim stopniu figura ta literacko wiązać się może z kategoriami związanymi z osobiście doświadczanymi pamięcią i historią).

ABSTRACT

The article is an interpretation of literary works of Magdalena Tulli. Special attention was paid to her debut book titled Dreams and stones (“Sny i kamienie”) which was interpreted in the context of her later, evidently autobiographic works. One of the analyzed motifs is post-memory dealing with the experience of Holocaust and growing up in the environment full of ideological oppression. Moreover, having in mind a broader context in which Magdalena Tulli’s literary works have been engraved and taking into consideration all of her later texts, this paper asks a question of what is so special about the city that it has become one of the most dominant (if not the most important) figures of her debut work (and also to what extent can this figure be literary linked with the categories connected with the personally experienced memory and history).

 

 

 


[1] K. Szalewska, Czas przestrzeni. Problematyka spacjalna a współczesna teoria literatury, „Teksty Drugie” 2014, nr 1, s. 159.

[2] Ibidem.

[3] K. Dzika-Jurek, Problem ciężaru. Melancholia w twórczości Magdaleny Tulli, maszynopis pracy doktorskiej, promotor: dr hab., prof. UŚ E. Dutka, Uniwersytet Śląski, Katowice 2014s. 156.

[4] Cf. A. Węgrzyniak, Przestrzeń w prozie Magdaleny Tulli, w: Od poetyki przestrzeni do geopoetyki, red.  E. Konończuk, E. Sidoruk, Białystok 2012; M. Koszowy, Dekonstrukcja dialektyki. „Sny i kamienie” Magdaleny Tulli (wobec realizmu socjalistycznego), „Teksty Drugie” 2013, nr 3; P. Bukowski, Klucz do przestrzeni, „Dekada Literacka” 1995, nr 4.

[5] Cf. L. Bugajski, Myślenie o Warszawie, „Wiadomości Kulturalne” 1995, nr 24; P. Bukowski, Klucz do przestrzeni, „Dekada Literacka” 1995, nr 4; K. Dunin, Czy kontemplując Warszawę można osiągnąć satori?, „Życie Warszawy”, dod. „Ex libris” 1995, nr 68; J. Gondowicz, Pamiętnik z powstania Warszawy, „Nowe Książki” 1995, nr 5; A. Górnicka-Boratyńska, Miasto nieprywatne, „Polityka”, dod. „Kultura” 1995, nr 2; P. Gruszczyński, Metropolis, „Res Publica Nowa” 1995, nr 10; T. Komendant, Dziurawe niebo, „Gazeta Wyborcza”, dod. „Gazeta o Książkach” 1995, nr 2; D. Nowacki, Jest takie miasto, „Twórczość” 1995, nr 6; M. Orski, Sny i kamienie, „Arkusz” 1995, nr 12; M. Rusinek, Porzucić pragnienie doskonałości, „Dekada Literacka” 1995, nr 4; Ł. Tomczyk, Objawienie, „Opcje” 1996, nr 2; K. Varga, Kamienne sny, „Nowy Nurt” 1995, nr 9; A. Ubertowska, Sen i nożyce ogrodnika, „Tytuł” 1996, nr 1/2; A. Wiedemann, Uwaga: poemat!, „NaGłos” 1995, nr 21; M. Zaleski, Kometa Magdaleny Tulli, „Tygodnik Powszechny” 1995, nr 10.

[6] A. Ubertowska, op. cit., s. 188.

[7] D. Nowacki, op. cit., s. 111.

[8] P. Czapliński, op. cit., s. 82.

[9] Ł. Tomczyk, op. cit., s. 113.

[10] V. A. Izdebska, Proza Magdaleny Tulli – w kręgu wieloznacznej referencji, w: Inna literatura? Dwudziestolecie 1989–2009, t. 2, red. J. Pasterski, Rzeszów 2010; Ł. Badula, Pętla światozmyślania, „FA-art” 2006, nr 1/2; P. Czapliński, Nieepicki model prozy w literaturze najnowszej, w: Polska genologia. Gatunek w literaturze współczesnej, red. R. Cudak, Warszawa 2009; E. Wiegandt, Postmodernistyczne alegorie Magdaleny Tulli, w: eadem, Niepokoje literatury. Studia o prozie polskiej XX wieku, Poznań 2010; K. Krowiranda, „Słowami da się wprawić w ruch wszystko”. O podmiocie i innych elementach świata przedstawionego w „Trybach” Magdaleny Tulli, w: Podmiot i tekst w literaturze XX wieku. Warsztaty interpretacyjne, red. H. Gosk, A. Zieniewicz, przy wsp. K. Krowirandy i Ż. Nalewajk, Warszawa 2006.

[11] V. A. Tippner, „Seansing the meaning, working towards the facts”: drugie pokolenie a pamięć o Zagładzie w tekstach Bożeny Keff, Magdaleny Tulli i Agaty Tuszyńskiej, „Teksty Drugie” 2016, nr 1; M. Zaleski, Historyczna teraźniejszość, czyli przestrzeń afektu, w: Ciała zdruzgotane, ciała oporne. Afektywne lektury XX wieku, red. A. Lipszyc, M. Zaleski, Warszawa 2015; M. Koszowy, Obecne nierzeczywiste: apofatyczna reprezentacja jako agon na przykładzie prozy Magdaleny Tulli, „Pamiętnik Literacki” 2013, z. 1; E. Wiegandt, „To” Magdaleny Tulli, „Poznańskie Studia Polonistyczne” 2013, nr 22.

[12] M. Zaleski, op. cit., s. 337.

[13] Wydaje się, że Sny i kamienie Magdaleny Tulli w pewnym sensie rozciągnięte są między dwoma (z trzech) zarysowanymi przez Ryszarda Nycza wariantami poetyki doświadczenia. Przede wszystkim mamy do czynienia z poetyką doświadczania rozumianą jako proces „mozolnej i długotrwałej krystalizacji, oczyszczania, eliminacji, nadawania formy bezkształtnemu przeżyciu (o charakterze hybrydy czy amalgamatu doznaniowo-konceptualnego), osadzonego w progrowych, niemal predyskursywnych i przedpojęciowych warstwach doświadczenia a «domagającego się» artykulacji i próby pojęciowego uchwycenia”. [R. Nycz, Od teorii nowoczesnej do poetyki doświadczenia, w: Kulturowa teoria literatury 2. Poetyki, problematyki, interpretacje, red. T. Walas, R. Nycz, Kraków 2012, s. 52.] Jednocześnie jednak, jak się wydaje, gdzieś na marginesach tej prozy wyłania się „apofatyczny” tryb „wypowiadania owego stłumionego, opierającego się możliwościom wysłowienia, traumatycznego doświadczenia, które nie tyle przebija się, co daje o sobie znać via negativa – poprzez rozstępy, szczeliny, sprzeczności, nieobecność, luki artykulacyjnej retoryki”. Ibidem.

[14] M. Cuber, Metonimie Zagłady. O polskiej prozie lat 1987-2012, Katowice 2013, s. 14.

[15] V. G. Łęcka, Metafora musi pracować. Rozmowa z Magdaleną Tulli, autorką „Snów i kamieni”, „Polityka” 1998, nr 43; P. Czapliński, P. Śliwiński, Kontrapunkt. Rozmowy o książkach, Poznań 1999, s. 125–128.

[16] K. Dzika-Jurek,  op.cit., s. 10.

[17] M. Cuber, op. cit., s. 15.

[18] Ibidem.

[19] E. Wiegandt, „To” Magdaleny Tulli..., op.cit., s. 144.

[20] M. Cuber, op. cit., s. 227.

[21] Ibidem.

[22] Ibidem.

[23] Opisana przez niego koncepcja nieepickiego modelu prozy, według mnie, w sposób bardzo adekwatny opisuje charakter narracji Snów i kamieni: „Za najogólniejszą definicję opisywanego wariantu przyjąć można stwierdzenie, iż jest to model oparty na aktywizacji semantycznej każdego elementu tekstu – stąd chwytem podstawowym będzie przenoszenie reguł poetyckiej organizacji do prozy narracyjnej – umożliwiający wytrącanie najniższych poziomów organizacyjnych tekstu ze znaczeniowej służebności. Zwiększonej gęstości tekstu odpowiada podwyższony poziom świadomości literackiej: teksty należące do tego modelu usiane są komentarzami metapoetyckimi, metatekstowymi czy nawet metaksiążkowymi”. [P. Czapliński, op. cit., s. 74.] „Wątpliwości ontologiczne związane z niejasnym statusem ontologicznym świata przedstawionego w nieepickim modelu prozy, jego bytowym nieukonstytuowaniem, zostały bardzo szybko rozstrzygnięte na niekorzyść reprezentacji i zakwalifikowane do antymimetyczności. Wydaje się jednak, że zamiast o antymimetyczności nieepickiego modelu prozy należy mówić o jego antyiluzyjności. Polega ona na ustawicznym zrywaniu umowy mimetycznej pojmowanej jako zdolność prozy do normalnej reprezentacji świata – bliskiej realizmowi i osadzonej w stylistyce transparencji. Antyiluzyjność wynika również – i to należy uznać za istotniejszy składnik nieepickiego modelu prozy – z podkreślania niesamodzielności świata przedstawionego względem aktu narracji. Akcentowanie równoczesności narodzin przedstawianego i przedstawiającego realizuje się poprzez włączenie wszystkich elementów rzeczywistości w dwa, wzajemnie uzupełniające się porządki: mimesis świata i mimesis tekstu. (…) W efekcie świat przedstawiony w tej prozie – eksponującej akt mowy, podkreślającej własną literackość – cierpi na ontologiczną chwiejność, nieokreśloność, niestałość, bytowanie w sferze nominalistycznej”. [Ibidem, s. 80–81.] Zob. R. Nycz, Literatura postmodernistyczna a mimesis, w: idem, Tekstowy świat. Poststrukturalizm a wiedza o literaturze, Kraków 2000, s. 128.

[24] P. Czapliński, Polska do wymiany. Późna nowoczesność i nasze wielkie narracje, Warszawa 2009, s. 234.

[25] Ibidem, s. 234–235.

[26] W tym kontekście o twórczości Tulli pisze chociażby Ewa Wiegandt: „Wydaje się, że ta opozycja [niewypowiadanego, czyli braku słów i niewyrażalnego, czyli ekspresji, a więc jakości estetycznej] charakterystyczna jest także dla innych pisarzy, dla których wojna i Zagłada są już wydarzeniami historycznymi, mającymi jednak swoje dalsze ciągi. Dominuje już nie problem niemożliwości sztuki po Auschwitz, ale mniemanie wręcz przeciwne: tylko językiem sztuki można wyrazić to, co się stało”. [E. Wiegandt, „To” Magdaleny Tulli..., op.cit., s. 155.] „Ta estetyka ekspersji nie jest oczywiście romantyczna, lecz postawangardowa. Nie chodzi już o wyrażanie niewyrażalnego czy dotąd nienazwanego, istotny jest natomiast, jak to rozmaicie definiują postmodernistyczne estetyki, wyraz tego, co istnieje jako nieobecne”. [Ibidem.] Zob. R. Nycz, Tadeusza Różewicza „tajemnica okaleczonej poezji”, w: idem, Literatura jako trop rzeczywistości, Kraków 2012, s. 186–207.

[27] E. Janicka, Festung Warschau, Warszawa 2011, w. 28.

[28] Magdalena Tulli jest tłumaczką z włoskiego i francuskiego. Dokonała m.in. przekładu powieści Italo Calvino Długi dzień Ameriga (La giornata d'uno scrutatore).

[29] D. Ďurišin, Podstawowe typy związków i zależności literackich, przeł. J. Baluch, „Pamiętnik Literacki” 1968, z. 3.

[30] J. Donald, Imagining the Modern City, Minnesota 1999, s. 8, 17; cyt. za: M. Leśniakowska, Doświadczenie kulturowych wizualizacji. Antropologia (re-konstrukcji), „Teksty Drugie” 2009, nr 1–2.

[31] D. Jędrzejczyk, Geografia humanistyczna miasta, Warszawa 2004, s. 303.

[32] E. Rewers, Wstęp, w: Kulturowe studia miejskie. Wprowadzenie, red. E. Rewers, Warszawa 2014, s. 13.

[33] Ibidem.

[34] Ibidem, s. 17.

[35] E. Rewers, Przestrzeń ponowoczesnego miasta: między logosem i chorą, w: Przestrzeń w nauce współczesnej, red. S. Symotiuk, G. Nowak, Lublin 1999, t. 2, s. 176.

[36] O metaforze miasta-świata w sposób bezpośredni pisze chociażby Barbara Głyda w swoim studium Miasto – anatomiczny model filozofii współczesnej. [B. Głyda, Miasto – anatomiczny model filozofii współczesnej, w: Miasto i czas, red. J. Kurek i K. Maliszewski, Chorzów 2008, s. 171.]

[37] Metafora kłącza wydaje się bardzo adekwatna w kontekście Snów i kamieni jako całości. Kłącze, w przeciwieństwie do korzenia „posiada formy bardzo zróżnicowane od momentu swojego powstania” i nie sposób wydzielić jego głównego trzonu. „W przeciwieństwie do rysunku, grafiki czy fotografii (…) kłącze powstaje w związku z mapą, którą musi skonstruować, wyprodukować, a która zawsze pozostanie otwarta na demontaż, modyfikacje, nowe połączenia, odwrotności, na wejścia i wyjścia, dzięki drogom ucieczek, które pozostają zawsze dostępne”. [G. Deleuze, F. Guattari, Rhizome, Paris 1976, s. 53; cyt. za: T. Rachwał, T. Sławek, Maszyna do pisania. O dekonstruktywistycznej teorii literatury Jacquesa Derridy, Warszawa 1992, s. 120.]

[38] M. Tulli, Sny i kamienie, Warszawa 2004. Liczba przy cytacie oznacza numery stron z tego wydania.

[39] M. Kopczyk, Mityzacja przestrzeni miasta w utworze Magdaleny Tulli „Sny i kamienie”, w: Przestrzeń w języku i kulturze: analizy tekstów literackich i wybranych dziedzin sztuki, red. J. Adamowski, Lublin 2005, s. 119.

[40] Michał Kopczyk, który w swoim artykule dokonał wnikliwej analizy sposobu mityzowania przestrzeni miasta w Snach i kamieniach zauważa, że w książce Tulli mit nie pełni tej samej roli, co w prozie sytuującej się w obrębie „korzenności”. W literaturze małych ojczyzn mit pomagał przywrócić sens odsemantyzowanej już dzisiaj przestrzeni. „Mit przywracał bowiem rzeczywistości cechy życzliwe życiu (…). Panowanie mitu w prozie jest aktem zgody jednak nie ze światem takim, jakim jest, lecz takim, jakim chcemy, aby był”. [P. Czapliński i P. Śliwiński, Literatura polska 1976-1998. Przewodnik po prozie i poezji, Kraków 1999, s. 249.] Po przeanalizowaniu obecności i funkcji mitu w Snach i kamieniach badacz stwierdził, że „Omawiany utwór, stanowiąc realizację mitologicznego schematu kosmogonii miejskiej, nie jest więc – wbrew opinii sporej części krytyki – jeszcze jedną próbą reaktywizacji mitu, czy też próbą ukazania jego ponadczasowej siły. Wydaje się, że jest przeciwnie: książka, sprowadzając znaczenie mitu do roli inkrustacji, ornamentyki wyrażonej środkami stylistycznymi tworzącymi zewnętrzną płaszczyznę tekstu, ilustruje przekonanie, że obszar naszej wyobraźni zbiorowej wolny jest już od mitów ujawniających się w tak zwanych wielkich opowieściach, że straciły one moc ogniskowania ludzkich działań i wyobraźni, stanowiąc przestrzeń semantycznie jałową. Że twórczo kreacyjny potencjał posiada jeszcze mit jedynie w swej warstwie stylistycznej”. [M. Kopczyk, op. cit., s. 120.]

[41] A. Morawiec, „Sny i kamienie” Magdaleny Tulli – płaszczyzny odczytań, [w:] Literatura polska 1990–2000, red. T. Cieślak, K. Pietrych, Kraków 2002, t. 2, s. 315.

[42] Ibidem, s. 316.

[43] O krytyce nowoczesnych „nożyc ogrodnika” pisze również w tym kontekście Aleksandra Ubertowska. V. A. Ubertowska, op. cit.

[44] A. Zeidler-Janiszewska, Słowo wstępne, w: Pisanie miasta – czytanie miasta, red. eadem, Poznań 1997, s. 7.

[45] Z. Bauman, K. Tester, O pożytkach z wątpliwości. Rozmowy z Zygmuntem Baumanem, przeł. E. Krasińska, Warszawa 2003, s. 96.

[46] Ibidem.

[47] Posługuję się tym pojęciem za Anną Łebkowską: A. Łebkowska, Empatia. O literackich narracjach przełomu XX i XXI wieku, Kraków 2008, s. 45.

[48] M. Horkheimer, T.W. Adorno, Dialektyka oświecenia, przeł. M. Łukasiewicz, Warszawa 1994.

[49] Z. Bauman, Nowoczesność i Zagłada, przeł. T. Kunz, Warszawa 2009.

[50] D. Jędrzejczyk, op. cit., s. 302.

[51] V. M. Gottdiener, The social production of urban space, Austin 1994.

[52] „Celem architektury w ostatnim stadium stalinizmu nie było wyrażanie patosu epoki czy realizacja funkcji perswazyjnych, ale ciągłe powtarzanie samej siebie, stała obecność w świadomości odbiorców bez sugerowania jakichkolwiek treści. W socrealizmie wszelka polemiczność była zakazana. Architektura nie musi na nas oddziaływać. To, co o niej wiemy, a przede wszystkim to, co wiemy o epoce, w jakiej żyjemy, wystarcza, abyśmy oceniali ją pozytywnie. Budynek nie musi istnieć, wystarczy, że będziemy wiedzieli, jaka ta architektura powinna być. Centrum walki o architekturę realizmu socjalistycznego przeniosło się w ostatnich latach życia J. Stalina w sfery bardziej subtelne, w sferę świadomości. W architekturze socjalistycznej istniała skłonność do przezwyciężania materialności budowli. Ukryty program «dematerializacji» budynku miał swoje źródło w ideologii końca epoki stalinowskiej, ale daje się też wpisać w tradycje architektury ruskiej”. [W. Włodarczyk, Socrealizm: sztuka polska w latach 1950-1954, Kraków 1991, s. 51–52.]

[53] F. Springer, Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach, Warszawa 2013.

[54] R. Nycz, PRL: pamięć podzielona, społeczeństwo przesiedlone, „Teksty Drugie” 2013, nr 3, s. 9.

[55] H. Gosk, Wstęp, w: (Nie)ciekawa epoka? Literatura i PRL, red. eadem, Warszawa 2008, s. 7.

[56] Ibidem.

[57] Ibidem.

[58] Hanna Gosk podkreśla, że: „dla niektórych owa nieodległa historia staje się problemem do opowiedzenia, domagającym się refleksji nad wzorami opowiadalności”. [H. Gosk, op. cit., s. 8–9.]

[59] M. Koszowy, Dekonstrukcja dialektyki…op. cit., s. 176.

[60] Projekt Warszawy socrealistycznej nie był jedynym pomysłem na wybudowanie panoptycznego miasta. Nazistowscy urbaniści w czasie drugiej wojny światowej stworzyli projekt nowego niemieckiego miasta, które miało być zredukowane do 40 tysięcy mieszkańców i przeznaczone wyłącznie dla Niemców. Miasto to miało powstać na gruzach wyburzonej wcześniej Warszawy. Na podstawie tych planów polska artystka Aleksandra Polisiewicz stworzyła komputerową symulację w 3D. Jej projekt nosi nazwę Wartopia (2005). [Zob. M. Leśniakowska, Doświadczenie kulturowych wizualizacji. Antropologia (re-konstrukcji), „Teksty Drugie” 2009, nr 1–2.]

[61] M. Leśniakowska, Warszawa XX wieku: strategie niepamięci, „Rocznik Warszawski”, t. 32, 2003, s. 147–153.

[62] Wydaje się, że Zielińska tworzy swój własny mit o Warszawie, doszukując się w niej swoistego genius loci. Wyjątkowość stolicy miałaby wynikać z piaszczystego podłoża metropolii. Charakter tego terenu (jego ukształtowanie) w takim ujęciu pełniłby funkcję symbolicznego uzasadnienia dla materialnego kształtu Warszawy: według badaczki, w mieście tym nie istnieje nic pewnego: „Owa niestabilność miejskiej materii oddziałała w pewien sposób na ducha Warszawy: nigdzie tak często nie wywoływano powstań i tak lekko nie narażano siebie i domów na zniszczenie”. [M. Zielińska, Warszawa – dziwne miasto, Warszawa 1995, s. 31.]

[63] Ibidem, s. 7.

[64] Ibidem, s. 5.

[65] Jakaś część reprezentantów pokolenia, które przeżyło wojnę, znała i pamiętała starą Warszawę (jak chociażby matka autorki). Po wojnie, na skutek przesunięcia granic, przesiedleń itd. do miast napłynęła ludność z zewnątrz, spoza Warszawy. Wątek ten również pojawia się w Snach i kamieniach: „W tym miejscu wypada przypomnieć oczywistą prawdę, że mieszkańcy miasta wykopów także byli nietutejsi. Oni także wyczołgali się przez ów lej, brudni, osmoleni, obdarci. Tam skąd przybywali, nie było powrotu”. [SK 68]

[66] M. Zielińska, op. cit., s. 44.

[67] M. Baranowska, Pamiętnik mistyczny, Warszawa 1987, s. 68. 

 

Comments