Podmiot tekstowy w Przezroczystości Marka Bieńczyka

Olga Szmidt

 

Próba krótkiego zrekapitulowania tez ponowoczesnych badaczy na temat podmiotowości wydaje się karkołomna. Niejednoznaczne i niejednorodne rozpoznania nie dają się łatwo streścić i podsumować. Z kolei przywoływanie szeregu książek traktujących o podmiocie ponowoczesnym, okazałoby się, szczególnie w tym miejscu, prawdopodobnie dysfunkcjonalne i wnoszące niewiele do samej interpretacji. Mając świadomość dokonywanych uproszczeń, kreślenia obrazu zbyt grubą kreską, przywołuję więc zarówno teksty, jak i rozpoznania w kontekście tego tekstu zdecydowanie najważniejsze. Nie stanowią one jednak jednoznacznie negatywnego punktu odniesienia, a raczej punkt wyjścia dla interpretacji zorientowanej na rozważanie nieco innych już problemów[1].

Po ponad czterdziestu latach od ogłoszenia przez Rolanda Barthesa artykułu Śmierć autora[2], rozważania na temat podmiotowości zmieniły znacznie swój kształt. Gdy czytamy na przykład, że

pisanie to sfera neutralności, złożoności, nieprzejrzystości, w której znika nasz podmiot, negatyw, na którym niknie wszelka tożsamość, odnajdująca siebie w piszącym ciele[3],

autor okazuje się instancją, która ponieść musi śmierć, aby mogło zaistnieć pisanie, a więc literatura. Oddając niemal pełnię władzy w ręce czytelnika, Barthes podkreślał, że to język jest najważniejszy, nie zaś „ja”. Rozumieć można to jako odsunięcie, jak to proponował badacz, autora, ale też w dalszej konsekwencji, jak sądzę, zmniejszenie znaczenia podmiotu tekstowego. Pierwszoplanowość systemu języka, zwrócenie uwagi przede wszystkim na tekst i szereg działań interpretacyjnych, które mają odbywać się na jego powierzchni, wskazywać utrwalone opozycje binarne, odsunęły, jak można wnioskować, na plan dalszy, kwestię podmiotowości. Nie zmienia to oczywiście faktu, że podmiot postmodernistyczny czy też ponowoczesny nie zniknął – nie przestał być także dla filozofów problemem interesującym, lecz rozważania na jego temat dotyczyły innych już kwestii. Postmodernistyczne „uśmiercanie” autora, podmiotu, a w końcu człowieka – co oburzało może najbardziej[4] – nie było jedynie efektownym odcięciem się od zastanych kategorii i tradycji, ale próbą przeformułowania tradycyjnego myślenia zarówno o podmiocie i literaturze, jak i, w dalszej konsekwencji, o jej doświadczaniu.

Kusząc się o określenie, choćby szkicowe, cech podmiotu ponowoczesnego, wskazywać trzeba na cechy w gruncie rzeczy głównie negatywne – podmiot jawi się jako słaby, niepewny, o ograniczonych możliwościach poznawczych, skazany na niestabilną tożsamość. Z drugiej strony bombardowany będzie na przykład przez media, które odgrywać zaczną kluczową rolę w postrzeganiu rzeczywistości społeczno-politycznej[5]. Także rozmaite „płynności”, o których pisze Zygmunt Bauman, od nowoczesności począwszy, a na życiu skończywszy[6], naruszają, i tak przecież bardzo ograniczoną, stabilność podmiotu i jego skonstruowanej tożsamości. Permanentna multifrenia[7], symulakryzacja kultury i rzeczywistości także nie mogą pozostać i nie pozostaną dla podmiotu obojętne. Tak przesunięte akcenty, zmieniające jednocześnie tradycyjną definicję rzeczywistości, składają się na pesymistyczną diagnozę, która rzeczywiście nie jest zbyt daleko od decyzji o rezygnacji z rozważań na temat podmiotowości.

Oczywiście problemy te nieco inaczej będą wyglądały w ujęciu filozofów, inaczej socjologów (jakkolwiek takie rozróżnienia są wysoce ryzykowne w przypadku ponowoczesności), że o filologach nie wspomnę. Kolejne metafory[8], w jakich próbowano określać podmiotowość, wydają się w tym momencie najlepiej służyć raczej jako wzorce, wobec których łatwo można się już dystansować – czy to z powodu małej atrakcyjności dla samego podmiotu, który niewiele z takiego rozpoznania wyniesie, czy z przeczucia opresyjnego charakteru kolejnego mechanizmu „wkluczania” – niż jako trafna i aktualna diagnoza. Konieczne uproszczenia, jakie niesie za sobą próba wykorzystania i aplikacji tych modeli, nie podziałałyby chyba na korzyść interesującej mnie tu literatury[9].

Powróćmy jeszcze na moment do wysoce problematycznej instancji autora, która, jak pisał Michel Foucault[10], wiązana jest także z – nie mniej przecież problematyczną – kategorią nieobecności. W tym ujęciu, piszący podmiot, poprzez zastosowanie rozmaitych pisarskich chwytów, znika czy „unieobecnia” się. Jakkolwiek nie oznaczało to mimo wszystko likwidacji pojęcia podmiotu, choć i takie obawy można by przecież wyrażać, w bardzo istotny sposób naruszyło trwałość tej kategorii. Foucault, zamykając swój tekst, pisał:

Autor, lub to, co nazwałem funkcją autora, jest z pewnością tylko jedną z postaci znacznie szerszej funkcji podmiotu. Postacią możliwą czy konieczną? Biorąc pod uwagę zmiany historyczne, nie wydaje się, by kategoria ta była nienaruszalna, zarówno jeśli chodzi o jej kształt, złożoność, a nawet samo istnienie.[11]

Po latach od publikacji tych i innych tekstów, które – raz jeszcze podkreślam – streszczam w ryzykownym, ale chyba koniecznym skrócie[12], problem okazuje się tyleż aktualny, co poddawany daleko idącym przeformułowaniom. Trudno nie dostrzec, że zarówno Foucault, jak i, a może przede wszystkim, Barthes odnoszą się krytycznie do takiego postrzegania autora, jakie było przyjęte może w wieku dziewiętnastym, nie zaś współcześnie. I rzeczywiście, punktował trafnie Ryszard Nycz w książce Literatura jako trop rzeczywistości, autor był dla Barthesa upiorem, postacią o wielu cechach fantazmatu[13]. Uwypuklając kwestię osoby w literaturze, pisze również Nycz:

Jak się zdaje, pytając o osobę, pytamy w praktyce przede wszystkim o jej historycznie usankcjonowane atrybucje oraz kulturowo uznane sposoby identyfikacji.[14]

Wskazując na aspekty antropologiczny i poetologiczny, mówi badacz o tym, że spojrzenie na tekst literacki jako „świadectwo obecności” pozwala na przeformułowanie wyżej rekonstruowanych stanowisk. Nie jest to bowiem gest tworzący opozycyjny projekt, odrzucający rozmaite – niemal bezspornie cenne – ustalenia poststrukturalistów, w którym autor powraca na pozycję rodem z dziewiętnastego wieku.

Ponowne przemyślenie jego cech, umiejscowienia i funkcji zarówno w tekście, jak i w komunikacji literackiej, oznacza przede wszystkim odejście od radykalnego ich – podmiotów empirycznego i tekstowego – oddzielenia. Nie jest to jednak równoznaczne z anachronicznym utożsamieniem tych dwóch przestrzeni działania czy twórczości podmiotu – wpływają one na siebie wzajemnie, pozostając w dynamicznych – często trudnych do ostatecznego zdefiniowania – relacjach. Ryszard Nycz tak ujmuje to zagadnienie:

Można by zatem zaryzykować ogólną hipotezę, że z punktu widzenia sposobów ujawniania „piętna osobowego” literaturę XX wieku charakteryzują dwie, po części komplementarne, po części przeciwstawne, tendencje: jedna zmierza do fikcjonalizacji, a druga do empiryzacji głosu autorskiego.[15]

Najwyraźniej widoczny jest ów problem, gdy rozważamy literaturę „czysto” fikcjonalną lub autobiograficzną (choćby deklaratywnie). Wtedy jednak nie zmienia się w spojrzeniu na jej podmiot zbyt wiele; dużo większe znaczenie wydaje się mieć inaczej postawiony problem. Badacz pisze dalej:

Tak więc bezosobowy podmiot fikcjonalnej literatury okazuje się – oglądany od strony kulis artystycznego przedstawienia – podszyty osobową empirią, rezultatem obiektywizacji oraz uniwersalizacji egzystencjalnego doświadczenia piszącej jednostki. Widziany zaś w tej samej perspektywie empiryczny podmiot wypowiedzi autobiograficznej – odsłania z kolei rysy fikcyjne, czy może raczej cechy celowo budowanego konstruktu.[16]

Skomplikowany układ relacji, w jaki wplątany jest podmiot, a także tekst, jaki tworzy, odnoszony jest często również do problemu autokreacji w literaturze. Przyjęcie, że tekst jest przestrzenią kreacji podmiotu, odsuwa także – do pewnego stopnia – pytanie, o prawdę i fałsz wypowiedzi literackiej. W pierwszym rzędzie dotyczyć to będzie autobiografii czy intymistyki, uwolnionej od przymusu odpowiedzi na pytanie o tradycyjnie rozumianą autentyczność i odbicie w tekście „rzeczywistego” doświadczenia podmiotu. W słynnym tekście Paul de Man pisze:

Okazuje się więc, że rozróżnienie między fikcją i autobiografią nie sprowadza się do opozycji albo-albo, lecz prowadzi do sytuacji, w której nie sposób rozstrzygnąć, czy coś jest jednym, czy drugim.[17]

Przyjęcie tego stanowiska oznaczać będzie tym samym inne niż tradycyjne spojrzenie na tekst i relację rzeczywistości i literatury, która nie może być lustrzanym odbiciem doświadczenia. Umieszczając siebie w centrum – lub choćby w istotnym miejscu – tekstu, podmiot niemal automatycznie zaczyna budzić wielkie zainteresowanie. W przypadku eseju, a więc gatunku „z zasady” hybrydycznego i trudnego do określenia, także pod względem stopnia fikcjonalizacji wypowiedzi, zagadnienie to wydaje się wręcz pierwszoplanowe. Zarówno ten aspekt, jak i autobiograficzny charakter istotnej części tekstu, skłaniają do postawieniu wiela pytań o cechy charakterystyczne i sposób funkcjonowania ujawniającego się podmiotu.

W Przezroczystości charakter esejów nie jest jednorodny – pojawiają się tu teksty nie tylko opowiadające historię idei tytułowego zjawiska czy interpretacje tekstów kultury, ale także takie, które wydają się wyraźnie osobiste, wykraczające poza tradycyjnie określone granice bezosobowego podmiotu literatury. Rozgraniczenie tych przestrzeni nie jest tu jednak wyraźne – teksty mówiące o uobecnieniach przezroczystości, często zabarwione są narracją o nieco innym charakterze; zmieniają się w obrębie fragmentu. Już w pierwszych zdaniach podmiot sygnalizuje wielopoziomowość wypowiedzi:

Od paru miesięcy, gdy włączałem do porannej kawy radio, słyszałem poważne, najczęściej niskie głosy mówiące o pełnej przejrzystości jako warunku sprawnego funkcjonowania gospodarki i wymiaru sprawiedliwości. (…) I o nieskalanych, przezroczystych biografiach. Słowa te rozbrzmiewały niczym echo głosu, który słyszę od bardzo dawna. Dzień wstawał z trudem, jedna kawa nie wystarczała, była znowu jesień, mokry wrzesień, mokry listopad, w pobliskim parku liście konały płowo.(5)[18]

Zdania te przypominać mogą dziennikowe czy też pamiętnikarskie zapiski, może fragment autobiografii, chwytający codzienne doświadczenia podmiotu. Zwyczajna sytuacja, którą opowiada podmiot, nie ma raczej uczynić tekstu bardziej autentycznym. Zyskująca w ten sposób osobisty wymiar, wypowiedź wydaje się bardziej złożona. Niekoniecznie istotne musi być, czy doświadczenie tu wyrażone jest doświadczeniem empirycznego podmiotu autorskiego; znaczący jest raczej fakt wprowadzenia do tekstu pewnego, by użyć formuły Nycza, tropu rzeczywistości. Prowadząc opowieść tego rodzaju, nobilituje podmiot znaczenie doświadczenia dla konstruowanego tekstu. Zauważając prawidłowość w codziennie otrzymywanych komunikatach i podkreślając ich znaczenie dla konstruowania tekstu, podmiot znacząco lokuje siebie w przestrzeni literatury. Cytowany już badacz pisze:

Autor przedstawia coś, jednocześnie przedstawiając siebie i swoje przedstawianie; jest częścią świata, który opisuje i, w pewnym sensie, tekstu, w którym się wypowiada. Bowiem osoba opowiadająca staje się tu zarazem osobą opowieści; ta zaś nie daje się oddzielić ani od swoich doświadczeń, ani od snucia opowiadania, za sprawą czego zapewnia sobie poczucie ciągłości i integralności własnej osoby, swą empiryczną tożsamość.[19]

Umieszczając siebie pośród tak wielu przedmiotów czy tekstów kultury, podmiot Przezroczystości wciąż opowiada o sobie. Określając się wobec nich, uwypukla własne cechy, kreuje swój wizerunek w swoich i czytelnika oczach. Wyraża swoje doświadczenia, powtarza je, dlatego, że są one bardzo ściśle związane z opowiadaniem, które prowadzi. Jest to jednak relacja wzajemna – także doświadczenia wymuszają konieczność ich wyrażenia w przestrzeni tej – hybrydycznie zbudowanej – narracji. Szczególne znaczenie przypisuje badacz gestowi umieszczenia nazwiska autora w przestrzeni tekstu. W Przezroczystości pojawia się ono w niespodziewany sposób:

Scheerbart ze swoim tekstem (…) poświęconym w całości szklanej architekturze, ale też z fantastyczną topografią w kosmicznej, zapomnianej powieści science-fiction zatytułowanej Lesabendio, w której ludzie mówią nowym językiem i noszą nowe imiona, Peka, Labu czy Sofanti. Albo może i Ogla i Merak. (116)

Przestawione litery wewnątrz imion wydają się tylko żartobliwym zagraniem autora. Może to mieć jednak poważniejsze znaczenie. Transformacja imion – pojawiającej się w tekście kobiety i autora – sygnalizować może także pewną zmianę, jaka dokonuje się w przestrzeni literatury. Takie właśnie możliwe pseudonimy w tekście science-fiction mówić będą o tym, że podmioty, wskutek wkroczenia do literatury, zachowują swoją indywidualność, są dobrze rozpoznawalne, ale nie mogą być uznane za identyczne z tymi, które postrzega się jako empiryczne. Pewne wypaczenie, a nie używam tego określenia wartościująco, jakiemu poddawany jest podmiot, właściwe będzie więc nie tylko science-fiction – bardzo wyrazistej pod tym względem – ale, ogólnie rzecz ujmując, mechanizmom, jakimi rządzi się literatura.

Istotne jest tu także zdanie, które przywołuje w cytowanym wyżej fragmencie, podmiot słuchający radio. „Nieskalana, przezroczysta biografia” zdaje się być równoznaczna z biografią, szczerą, autentyczną i nie odwołującą się do fikcyjnego – czy też fikcjonalnego – aspektu narracji. W myśl przekonania, które za tym stoi, opowieść i życie są: po pierwsze, oddzielone od siebie, po drugie, następują po sobie – życie oczywiście poprzedza opowieść – a wpływ wywiera tylko rzeczywistość na literaturę, i po trzecie wreszcie, że w tekście można bez większego problemu, jeżeli autor dołoży wszelkich starań, przedstawić obiektywną prawdę. Polityczne znaczenie tych propozycji jest pierwszorzędne, o czym wspominałam już wcześniej. Jednak jeżeli spojrzeć na to oczekiwanie z innej – egzystencjalnej – perspektywy, okaże się w gruncie rzeczy upraszczać skomplikowaną pozycję współczesnego podmiotu. Raz jeszcze warto tu przywołać Paula de Mana:

Zakładamy, że życie rodzi autobiografię, tak jak jakiś czyn rodzi skutki; czyż nie możemy przyjąć, jako równie uzasadnionego, założenia, że przedsięwzięcie autobiograficzne może samo tworzyć życie, decydować o nim, i że wszystko, co autor czyni, podyktowane jest technicznymi wymogami portretowania samego siebie, a zatem że określają to – we wszystkich aspektach – możliwości obranego przezeń środka wypowiedzi?[20]

Widoczny w tym ujęciu wpływ opowieści na życie ujawnia się w autotematycznych fragmentach tekstu, lecz nie tylko. Przekraczające i podważające granice fikcji fragmenty wydają się tu bardzo symptomatyczne. W jednym z esejów czytamy:

Chciałem powiedzieć jeszcze słówko o Mallarmém i wcześniej o Octavio Pazie, ale się nie udało, przez tego rowerzystę. (…) Dzień był dobry, słoneczny od rana, kawa natychmiast smakowała lepiej, wyjeżdżałem za miasto w dobrym humorze, rowerzysta przejechał mi przed nosem na zakręcie, samobójca, musiał mocno zahamować, nic znowu takiego, pokazałem mu gestem, że chyba zwariował, zaraz się zabije, jeśli dalej będzie myślał o niebieskich migdałach. (199)

Życie wydaje się tu niemal wdzierać w tkankę opowieści. Opowiadanie o literaturze wyeliminowane jest przez zdarzenie, w którym podmiot bierze udział. Nie jest to jednak zdarzenie tekstowe, nie zarzuca on mówienia o wspomnianych twórcach z powodów, jakich można by się spodziewać. Octavio Paz nie jest zastąpiony przez innego artystę, nie jest to konkurencyjna postać z tego samego rodzaju doświadczenia. Wspomniane doświadczenie zmienia zupełnie planowaną opowieść, wjeżdżający pod koła samochodu rowerzysta staje się powodem, dla którego podmiot zmienia swoją narrację. Konstruuje swój tekst – jak gdyby pisany był „na gorąco” – w bezpośredniej reakcji na wydarzenia. Nie jest tu jeszcze widoczna wyraziście trudność w określeniu odniesienia rzeczywistości czy też życia do tekstu. Ale ilkadziesiąt stron dalej pojawia się taki fragment:

– Wiesz co? – powiedziałem – Muszę ci coś wyznać. Wtedy też ściemniłem. Wytworzyłem ciemność. Skłamałem. To była moja wina. A nie jego. On był niewinny. To ja go potrąciłem, niezbyt groźnie. Lekko go poturbowałem.

– Kogo?

– No, tego rowerzystę.

– Aha. (228)

Istotne rozwiązanie fabularne, wykraczające poza opowieść na poziom metarefleksji, skłaniać może do zastanowienia nad kilkoma kwestiami. Zmyślenie zdarzenia, a może tylko jego szczegółów, poddaje w wątpliwość także istnienie jego podmiotu. Trudno bowiem orzec, czy zbudowane w ten sposób – właściwie warstwowo – opisy zdarzenia, prowadzące nie do oddania „prawdy życia”, lecz do podważenia autentyczności opowieści, mogą być jednoznacznie ocenione przez czytelnika. Nie tylko przez niego zresztą – przekonania podmiotu tekstu wydają się tutaj także niejednoznaczne. Pierwszy opis wypadku, tak jak go chciał widzieć jego uczestnik, poprowadził do daleko idących autoanaliz i rozważań na temat utraty zdolności nazywania rzeczy i powątpiewania w swoje możliwości poznawcze. W związku z tym, także zasadność ich snucia można by poddać w wątpliwość. Wydaje się to jednak niekonieczne. Pierwsza wersja wydarzeń jest przedstawiona i wyrażona tak, jak gdyby to ona była prawdziwa. Także skutki tam opisywane odnoszą się do tego konkretnego opisu. Gdy jednak później dochodzi do – trudno zresztą orzec, czy ostatecznej – korekty i swoistego wyznania winy, sens wcześniej ujawniony nie znika. Wyrażenie prawdy wydarzeń, postrzeganej niemal jako świadectwo wydarzeń, nie jest celem literackiej reprezentacji. Ponownie w odniesieniu do literatury XX wieku Ryszard Nycz pisze:

„Ja” sylleptyczne – mówiąc najprościej – to „ja”, które musi być rozumiane na dwa odmienne sposoby równocześnie: a mianowicie jako prawdziwe i jako zmyślone, jako empiryczne i jako tekstowe, jako autentyczne i jako fikcyjno-powieściowe.[21]

Nie naprzemienna obecność i wypowiedzi podmiotów fikcyjnego i prawdziwego, lecz ich wzajemne relacje, ujawniające się w tekście, są istotne. Nieuchwytna różnica pomiędzy nimi zmusza do odsunięcia kryterium prawdziwościowego, z powodu jego nieadekwatności. „Ja” zdarzenia pierwszego i „ja” zdarzenia drugiego to nie kategorie, które można by przypisać stronie prawdziwej i fałszywej. Podmiot przyznający się do zmyślenia przebiegu wydarzeń nadal jest podmiotem tekstowym, nie zaś empirycznym, nie może więc rozstrzygać problemu[22]. Relacja ta – podmiotów, a właściwie jego wariantów – rozstrzygana jest tylko w przestrzeni literatury. Zewnętrzny, powtarzany w esejach wielokrotnie, polityczny wymóg przedstawienia prawdziwej i przejrzystej biografii, nie ma tu większego znaczenia. Język figuralny pozwala na pewnego rodzaju eksperymenty poznawcze, możliwe do przeprowadzenia wyłącznie na takiej drodze. Przedstawienie, tak jak tu, wariantów opowieści, to przecież nie jedyna możliwość. Równie, a w wielu kontekstach – bardziej, istotna wydaje się także możliwość przedstawienia i „wypróbowania” poglądu lub sądu w przestrzeni literatury. Eksperymentując z fikcją i literaturą, podmiot nie musi jednocześnie eksperymentować w wyrażanych przez siebie doświadczeniach. O wiele bardziej uchwytne w tekście wydaje się to, w jaki sposób podmiot przekracza konwencjonalne sposoby artykulacji doświadczenia, jego oceny i tak dalej. Nie jest ono wyrażone ostatecznie, ale fragmentaryczne i procesualne. Język – nieprzejrzyste i nieneutralne medium – nie pozwala automatycznie rejestrować doświadczeń. Ujmując je w dynamicznej strukturze, często na przestrzeni jednego zdania, Bieńczyk nie doprowadza swoich sądów do ostateczności. Jego przekonania wydają się uzależnione od kontekstu rozważań, często niemal od chwili wypowiedzenia. Pisze:

Póki odbijałem piłkę, myśl wydawała mi się odkryciem, inną kroplą wśród zimnych strużek potu, ale później, gdy ciało stygło, gdy głowa się wyziębiała, myśl okazywała się coraz bardziej banalna, pretensjonalna, naiwna, aż wreszcie minęło znieczulenie wyobraźni, którym myśl siebie przemyciła, by – jako pozornie oryginalna – mogła była w niej rozgorzeć. (45)

Mówi – ponownie – w sytuacji, którą winno się chyba określić jako przekraczającą granice fikcji. Zahamowanie działania pozwala mówiącemu skupić się na pojawiającym się – także wielokrotnie wcześniej – pragnieniu odnalezienia przejrzystego słowa. Ciało, zmieniające się w zależności od tego, czy podmiot jest – fizycznie – aktywny, wydaje się tu odzwierciedlać jego psychiczną dynamikę. Gdy temperatura ciała spada, zmniejsza się też żarliwość wyrażanej nadziei. Krytycznie odnosząc się do własnych pomysłów, ukazuje proces refleksji w trakcie jego trwania, w trakcie negocjowania jego ostatecznego kształtu. Niestabilne i nieostateczne znaczenie wiąże się z – w pewien sposób – niestabilną pozycją podmiotu – pewność przeplata się niemal z zażenowaniem, zdziwienie ustępuje gorącym zawołaniom. Podmiot fikcjonalny nie przestaje wkraczać w sferę podmiotu empirycznego.

Ostatni problem wiąże się z fragmentem rozmowy bohatera z Olgą na temat Rousseau:

– Myślisz, że on naprawdę nie złamał tego grzebienia? – spytałem, odsuwając kapelusz znad czoła.

– Nie wiem. Nie wiem. Może jednak złamał – Olga wysączyła ostatnie krople spod lodu i powtórzyła z dziwną powagą, filuterną albo smutną. – Nie wiem. Czasami myślę, że złamał. (…)

– Trzeba mu wierzyć – powiedziałem przed siebie po dłuższej chwili. – To ten drugi złamał, kuzynek, czy kto tam był. (247)

Rozważając literacki i filozoficzny problem autentyczności wyznania piewcy „szczerości serc”, para zdaje się przenosić to zagadnienie do swojej rzeczywistości. Interesuje ich tu bowiem pozaliterackie, czy może: przed-literackie, doświadczenie autora Nowej Heloizy. Pytają, czy Rousseau w rzeczywistości dopuścił się czynu, o który był oskarżany. Wierząc ostatecznie jego deklaracji, powracają do przestrzeni literatury. Nie mają dostępu do empirycznego autora, decyzję o zawierzeniu temu, co odnajdują w tekście. Dzięki ukazaniu gry z fikcją i autobiografią u Rousseau, podmiot wskazuje jednocześnie na nierozstrzygalność tego problemu, na arbitralność gestu przypisania jednej ze stron prawdy wypowiedzenia. Jeżeli wspomniane kryterium przestaje mieć znaczenie, pozostaje gra sensów, konwencji, wzajemne oddziaływania w przestrzeni twórczości podmiotu. Tak też wydaje się rozumieć charakter swoich wypowiedzi. Brak konieczności ostatecznego rozstrzygnięcia tych dylematów, uznanie „ja” za sylleptyczne, wymykające się tradycyjnym, opozycyjnym kategoriom, uwidacznia nową sieć relacji podmiotu i tekstu.

Wiele spośród wymienionych wyżej cech charakterystycznych podmiotu sylleptycznego, może bez wahania zostać odniesionych do praktyk widocznych w eseistyce. Można by wręcz zaryzykować stwierdzenie, że esej jest gatunkiem najwyraźniej ujawnia taką konstrukcję tekstu. Postawa eseistyczna, bo ona mnie tu interesuje, w myśl której podmiot wypowiada się w pierwszej osobie, świadczy – choć to oczywiście tylko podstawowy wyznacznik – o jej personalnym charakterze[23]. Eksponowane w tekście subiektywność i indywidualizm czy podmiotowy punkt widzenia prowadzą do istotnego uobecnienia „ja” w tekście. Szereg innych cech, które badacze przedmiotu przypisują esejowi – wśród nich warto może jeszcze wskazać, ponownie, na procesualność prezentacji problemów czy pewną nieprzewidywalność tekstu, zbieżną z wątpiącą postawą podmiotu – skłaniają do stwierdzenia, że w przypadku rozważania doświadczenia artykułowanego w literaturze, esej będzie miał w pewien sposób uprzywilejowaną pozycję. Podkreśla to w swojej książce wielokrotnie Roma Sendyka:

(…) esej jest w tych daremnych czynnościach [w gestach sceptycznego wycofania z rzeczywistości – przyp. O.Sz.] w szczególny sposób pozytywny, chce oddać prawdziwą (procesualną, temporalną, niestabilną, zmienną, relatywną) naturę rzeczy, osiągając cel dzięki zastosowaniu zasady wiązania swej formy i swych operacji ze światem takim, jakim go doznaje. Esej więc nie tyle przedstawia, co – jeszcze raz chcę to podkreślić, wyraża – właśnie za pomocą upodobania własnej formy do tego, co poddaje obserwacji – prawdziwy (w tej perspektywie) kształt doświadczenia. [24]

Doświadczenie wyrażane w Przezroczystości wydaje się nie poddane radykalnemu uporządkowaniu, które zakładałoby selekcję czy grupowanie tekstów według klucza tematycznego. Dynamiczna struktura ma tu więc oddawać charakter – niesprowadzalnego do jednego typu, do jednego ujęcia – badanego zjawiska. Eksponowanie wieloaspektowości doświadczenia nie powinno być tu więc określane mianem kapryśnie konstruowanej konstelacji wrażeń. Osobiste doznania, zdarzenia mające miejsce w przestrzeni prywatnej, nawiązywanie do trywialnych, codziennych przeżyć – wśród nich wspomnieć warto jeszcze o fascynacji klarowną zupą – nie są także znakiem słabości – w pejoratywnym znaczeniu – podmiotu. Wprowadzając do eseju tego rodzaju refleksje, podmiot wiąże doświadczenie z tekstem bardzo ściśle. Badaczka pisze gdzie indziej:

Być może więc istotnie esej wytwarza stan tożsamości z doświadczeniem będącym jego fundamentem: nie tylko wnika w doświadczenie, czyniąc je grawitacyjnym centrum swej formy i tematycznym ośrodkiem jej treści, ale na nowo je ziszcza: „performatywnie ustanawia” to, co właśnie w tym samym momencie dyskursywnie oznajmia.[25]

Świadomość pisania pojawia się w tekście wielokrotnie, mówiący wspomina o tym, czego nie opisuje i dlaczego, na co decyduje się ostatecznie i jakie towarzyszą temu okoliczności. Aktywność pisarska determinuje w pewien sposób to, czemu poświęca się podmiot. Przeżywając ponownie doświadczenia, które wyraża w tekście – nie bez znaczenia są też zmiany w ich postrzeganiu, zachodzące wskutek tekstualizacji – zdaje się je niemal inscenizować, odgrywać je dla i wobec czytelnika. Sendyka pisze dalej:

Podmiot eseju, centralne tekstowe self, poszukując swej tożsamości, wciąż ponawia ukrywane pod pretekstualnymi tematami pytanie: „kim jestem?”.[26]

Podmiot, wyrażając doświadczenia, ale także opowiadając historie, których był uczestnikiem, odnosi się do samego siebie refleksyjnie czy nawet krytycznie. Stając w obliczu i swojej biografii, i badanego problemu, i tkanki tekstu, który konstruuje, sam okazuje się wielokrotnie przedmiotem rozważań. Poszukiwanie tożsamości, jeden z podstawowych tu problemów, a także metatekstowe refleksje, wydają się dobrze widoczne w jednym z fragmentów:

– No, już – powiedziała Olga – daj spokój. Przeczytasz i po wszystkim. – Znowu będzie jak zawsze – mruknąłem – Co to, psiakrew, jest, będą szeptać po kątach, co to jest, referat nie referat, nigdy nie wiadomo. (247)

Autoironiczne odniesienie do tekstu i swojej pozycji wobec słuchaczy jego odczytu, podkreśla z jednej strony samoświadomość podmiotu, z drugiej zaś świadomość specyfiki uprawianego przezeń gatunku. Nieprzychylne spojrzenie na esej, jako gatunek hybrydyczny, jakiego spodziewa się autor, ujęte jest tu także jako powtarzające się. Stała strategia konstruowania tekstu jest tu więc dyspozycją podmiotu, określa jego charakter i usytuowanie. Nie jest to tekst przezroczysty, pragnący ukryć „jak jest zrobiony”. Ujawniający się podmiot pokazuje wiele wątpliwości, wprowadza czytelnika do centrum rozważanych problemów, nie uspójnia tekstu, gdy wymagałoby to ukrycia nierozstrzygalności. Esej pozwala więc podmiotowi nie tylko przedstawić szereg subtelnych rozważań na wybrany temat, ale także ukazać się w procesie rozważania i doświadczania zjawisk.

Na Przezroczystość składa się wiele esejów, których tematem – czy też centralnym problemem – jest doświadczenie literatury. Przywoływane teksty mają tu między innymi ilustrować przezroczystość, której poszukuje podmiot. Ich rola wydaje się jednak znacznie większa, choć nie stojąca w opozycji wobec wyżej wspomnianej. Literatura wydaje się tu bowiem być kolejnym rodzajem doświadczenia dla podmiotu. Nycz tak pisze o tym problemie:

To, co łączy te skądinąd bardzo odmienne koncepcje, to, jak sądzę, po pierwsze, przeświadczenie, iż sztuka (literatura, poezja) jest specyficzną, istotną (acz często negatywną) i faktyczną postacią doświadczania realności (…). Po drugie, to dostrzeżenie ekwiwalencji w pozycji i charakterystyce podmiotu oraz tekstu/dzieła sztuki w relacji ze światem. (…) A po trzecie, to uznanie, iż nieuchronna (zbawienna i nieszczęsna) dyskursywizacja doświadczenia nie oznacza koniecznie wykluczenia czy stłumienia jego zmysłowych, bezrefleksyjnych i bez-znaczeniowych wymiarów.[27]

Co równie istotne, doświadczenia zawarte w literaturze, reaktywowane są w doświadczeniu czytelnika. Relacja podmiotu i literatury będzie więc dynamiczna, zdarzeniowa, procesualna, wywierająca silny wpływ na jego postrzeganie rzeczywistości. Istotna wydaje się też pozycja podmiotu wobec tekstu. W przypadku Przezroczystości mówić można o kolejnym stopniu skomplikowania tego problemu. Podmiot wypowiada w tekście to, czego doświadcza, w ten sposób traktując literaturę jako – także – doświadczenie. Znów – nie tylko jednak. Pojawiające się – nader często – interpretacje czy wspomnienia tekstów literackich są również świadectwami doświadczeń. Specyficzne doświadczenie literatury, które podmiot traktuje jako jedno z wielu, które są jego udziałem, pozwala na wgląd w rzeczywistość, niedostępny poprzez inne medium. Ważna jest tu oczywiście forma, w jakiej przejawia się rzeczone doświadczenie. Wielokrotnie trudno wskazać bagatelne różnice poetologiczne, jakie dzieliłyby fragmenty odnoszące się do tekstów literackich i osobiste (choć wydaje się, że w tym przypadku także doświadczenie literatury można by bez wahania nazwać osobistym) opowiadania. W jednym z esejów czytamy:

Przyszedł już grudzień, świąteczny wieczór, trochę śnieży, ale jeszcze daleko, nie tutaj, bo w domu u ciotek jest ciepło i kolorowo, trwają już tańce, słychać śpiewy, kominek rozgrzewa licznych gości, talerze są pełne gęsi w sosie jabłecznym (…) jest piwo i wino ustawione w trzech rzędach, więc i śmiechy, żarty, rozmowy, płoche, rodzinne (…) pudding też jest wyśmienity, choć może nie tak brązowy jak trzeba, wreszcie wieczór wygasa, pożegnania (…). (7-8)

Opis nasuwa skojarzenie z relacją postaci zaglądającą do mieszkania przez okno, podglądającą rodzinną uroczystość. Dopiero kilka akapitów dalej, pojawia się wprost wyrażona informacja – niewiele wcześniej autor ujmuje niewielkie fragmenty w cudzysłów – że chodzi o utwór Jamesa Joyce’a. Podmiot wydaje się niemal zatapiać w świecie przedstawionym, tracąc jednocześnie w pewien sposób dystans wobec tekstu. Odnosi się do niego niczym do własnych wspomnień. Mówi zresztą:

Tak jak powolny, leniwy nurt opowiadania zamienia się niepostrzeżenie na ostatnich kartach w niepowstrzymany prąd, tak czas lektury staje się lawiną, która wyrywa nas z bezpiecznej, cichej chwili. (11)

Rzeczywistość literatury przenika świat podmiotu, „wyrywając” go ze stanu, w którym się wcześniej znajdował. Silny wpływ, jaki wywiera na niego lektura, nie pozostaje bez związku z interesującym go problemem, lecz nie jest tylko dlatego przywoływany, nie traktuje go wyłącznie jako jednego z przedmiotów w swojej kolekcji przezroczystości. Odnosi się do Gabriela – głównego bohatera – niemal tak, jak to obserwować można w relacjach międzyludzkich. Reaktywuje jego doświadczenia w lekturze, wykonując szereg przybliżających tekst gestów. Tekst, do którego wraca podmiot, jak deklaruje, najczęściej, staje się także w pewien sposób jego stałym punktem odniesienia. Świat przedstawiony przywoływany jest więc nie jednorazowo, zdaje się silnie oddziaływać na strategię postrzegania – między innymi – zimy w świecie rzeczywistym. Zainteresowanie przezroczystością, jakie dzielą mówiący i Gabriel, czyni z nich „znajomych, braci w spojrzeniu”, chciałoby się dodać: w doświadczeniu. Mimo innego kontekstu kulturowego czy innej perspektywy antropologicznej, jaką wyznają, podmiot także w obliczu tego tekstu wydaje się definiować swoje relacje ze światem.

Problem „krystalizacji słowa”, jaki trapi podmiot Przezroczystości, podnoszony był – co zresztą niejednokrotnie z pewnym zakłopotaniem stwierdza – wielokrotnie przez innych twórców. Poszukiwanie jednego słowa, jednego, skondensowanego zdania łączy się z pragnieniem uchwycenia istoty rzeczy, oddania prawdy zjawiska. Wyobraźnia, nakierowana na realizację takiego projektu, przemienia swój przedmiot, „oczyszcza i przetwarza obraz” (42). Wyrażenie nie tyle więc opowiada o doświadczeniu, co formuje je, wpływa na kształt myśli[28]. Przedmiot w ten sposób ukazany nie jest tożsamy z przedmiotem sprzed reprezentacji językowej. Ścisły związek medium i rzeczy skłania do stwierdzenia, że to, co objawia się podmiotowi w akcie lektury, nie może zostać ujrzane poza nią, bez niej. Literatura zdaje się w ten sposób wydobywać przedmiot, a także jego cechy, a nie odzwierciedlać uprzednio istniejący. Szczególnie istotne będą w tym kontekście z pewnością przedsięwzięcia awangardystów, uzmysławiających z całą mocą nierozdzielności: przedmiotu i medium, a także medium i doświadczenia. Przestając w ten sposób ukrywać proces poznawczy, a także maskować zależność reprezentacji od umiejscowienia mówiącego. Krystaliczne słowo ma dać nadzieję na zatarcie tych śladów, jego poszukiwanie jednak je uwypukla, mimochodem wyeksponowane zostają indywidualne cechy podmiotów. Bieńczyk pisze:

Przezroczystość łączy się z imperatywem wyciszania, wybielania znaczeń; jest narastającym tłem, nieobecnością przechodzącą stopniowo w plan pierwszy. (196)

Przezroczystość – uczyniona tematem twórczości – wymusza autotematyczne deklaracje i zwątpienia. Słowa stają się tu bowiem zarówno medium, jak i przedmiotem przedstawianym w literaturze (szczególnie poezji). Teksty, do których odnosi się Bieńczyk, wydają się często zbliżać do zjawiska literackiej epifanii. To, co ujawnia się w tego rodzaju literaturze, nie może być doświadczone przez podmiot na innej drodze. Sięgając zarazem do zjawiska „wyrażania niewyrażalnego”, staje się dla odczytującego doświadczeniem niezestawialnym z tymi, które łączy się z językiem potocznym. Kwestia języka jest tu bowiem zasadnicza – ciążące ku milczeniu, „stające się lustrem dla siebie samych” (203), teksty przezroczystości (sic!) stają się przestrzenią ukazania metafizycznych problemów. Fantastyczne projekty modernistycznych poetów wydobywają zjawiska, których nie sposób szukać w potocznym doświadczeniu rzeczywistości, a jednak – jak pokazuje Bieńczyk – poprzez ich ujrzenie w literaturze (ich doświadczenie przy pomocy literatury), stają się obecne w świecie odbiorcy tekstów kultury. Doświadczenie literatury więc nie tylko pozwala przekroczyć rzeczywistość czy też realność, ale doświadczyć jej w inny sposób. Docierając do niej, podmiot dostrzega także swoją rolę w tym procesie – tekstualizacji czy też dyskursywizacji doświadczenia towarzyszą inni twórcy, inne teksty. Milczenie i zmysłowość, tak ściśle powiązane z tekstami wspominanymi w Przezroczystości, wydają się także świadectwem tego, że literatura nie racjonalizuje, ale pozwala wyrazić doświadczenie.

 

BIBLIOGRAFIA

  • Barthes Roland, Śmierć autora, w: „Teksty Drugie” 1999, nr 1-2, tłum. M.P. Markowski, s. 247-251.
  • Bielik-Robson Agata, Inna nowoczesność. Pytania o współczesną formułę duchowości. Kraków 2000.
  • Bieńczyk Marek, Klucz francuski, w: „Tygodnik Powszechny”, http://www.tygodnik.com.pl/kontrapunkt/52-53/bienczyk.html, 23 marca 2011.
  • Idem, Przezroczystość, Kraków 2007.
  • Foucault Michel, Kim jest autor?, w: idem, Powiedziane, napisane. Szaleństwo i literatura, tłum. T. Komendant, Warszawa 1999, s. 199-219.
  • Gergen Kenneth J., Nasycone Ja. Dylematy tożsamości w życiu współczesnym, tłum. M. Marody, Warszawa 2009.
  • Jay Martin, Pieśni doświadczenia. Nowoczesne amerykańskie i europejskie wariacje na uniwersalny temat, tłum. A. Rejniak-Majewska, Kraków 2008.
  • de Man Paul, Autobiografia jako od-twarzanie, tłum. Maria Bożenna Fedewicz, „Pamiętnik Literacki LXXVII", 1986, z. 2.
  • Nycz Ryszard, Język modernizmu, Wrocław 1997.
  • Idem, Literatura jako trop rzeczywistości, Kraków 2001.
  • Idem, Literatura nowoczesna wobec doświadczenia, w: red. W. Bolecki, E. Nawrocka, Literackie reprezentacje doświadczenia, Warszawa 2007, s. 11-25.
  • Sendyka Roma, Esej jako doświadczenie (wokół trzech esejów o doświadczeniu – Montaigne, Emerson, Benjamin), w: red. W. Bolecki, E. Nawrocka, Literackie reprezentacje doświadczenia, Warszawa 2007, s. 379-395. 
  • Eadem, Nowoczesny esej. Studium historycznej świadomości gatunku, Kraków 2006.

 

ABSTRAKT

Artykuł jest interpretacją podmiotu tekstowego ujawniającego się w zbiorze esejów Przezroczystość Marka Bieńczyka. Autorka analizuje ten problem w kontekście poststrukturalistycznych koncepcji podmiotu, charakteryzując go – za Ryszardem Nyczem – jako sylleptyczny, konstytuujący się na granicy fikcji, literatury i doświadczenia.



[1] Ciekawą propozycję ujęcia tych problemów, odnosząc się krytycznie do podmiotowości ponowoczesnej, przedstawia Agata Bielik-Robson. Zob. A. Bielik-Robson, Inna nowoczesność. Pytania o współczesną formułę duchowości. Kraków 2000.

[2] R. Barthes, Śmierć autora, w: „Teksty Drugie” 1999, nr 1-2, tłum. M.P. Markowski, s. 247-251.

[3] Ibidem, s. 247

[4] Zob. M. Jay, Poststrukturalistyczna rekonfiguracja doświadczenia. Bataille, Barthes, Foucault, w: idem, Pieśni doświadczenia. Nowoczesne amerykańskie i europejskie wariacje na uniwersalny temat, tłum. A. Rejniak-Majewska, Kraków 2008, s. 509-563.

[5] Zob. np. K.J. Gergen, Nasycone Ja. Dylematy tożsamości w życiu współczesnym, tłum. M. Marody, Warszawa 2009.

[6] Pozostałe – dwie – książki Baumana dotyczą jeszcze płynnego lęku i płynnej miłości.

[7] Por. np. K.J. Gergen, Społeczne nasycenie i zaludnione Ja, w: op. cit., s. 79-111.

[8] Myślę tu choćby o tych proponowanych przez Deleuze’a i Guattariego (figura kłącza czy nomady), Baumana (wzory osobowe: gracza, włóczęgi, turysty i spacerowicza) i szeregu innych, które pojawiają się w tekstach czołowych myślicieli wiązanych z postmodernizmem.

[9] Co może ciekawe także w tym kontekście, powieści Marka Bieńczyka bardzo często określane są jako utwory postmodernistyczne. Sam Marek Bieńczyk wypowiadał się na temat postmodernizmu, na przykład w ankiecie „Tygodnika Powszechnego”, gdzie wskazywał na problematyczność samego użycia terminu i deklarował powściągliwość, jeśli idzie o jego odnoszenie do rozmaitych projektów pisarskich. M. Bieńczyk, Klucz francuski, w: „Tygodnik Powszechny”, http://www.tygodnik.com.pl/kontrapunkt/52-53/bienczyk.html, 23 marca 2011.

Rozpoznaje się także, że jego powieści mają wręcz „zakodowany” sposób czytania bliski dekonstrukcji czy poststrukturalizmowi. Także podmiot tekstowy, na przykład w Terminalu, wygodnie opisać można w kategoriach stosowanych w tych dyskursach. Obdarzony bardzo wysoką samoświadomością autor, rzeczywiście, konstruuje teksty w taki sposób, że dają się one „czytać dekonstrukcyjnie”. Nie wydaje mi się to jednak wystarczające ani satysfakcjonujące w interpretacji. Dylemat, jak czytać i interpretować literaturę postmodernistyczną – a więc na przykład, czy używać w interpretacji języka bliskich jej teorii – pozostaje otwarty. Także w przypadku Przezroczystości problem ten nie jest bez znaczenia. Warte zaznaczenia przy tej okazji jest chyba również to, że można rozpoznać w Przezroczystości znaczący stosunek podmiotu do samej nowoczesności, jego strategię wobec niej. Podobnie jak ponowocześni, będzie się on odnosił do projektów nowoczesnych krytycznie, próbując je zrewidować i przepracować (także i w tym kontekście pojawiają się problemy związane z melancholią), uwypuklając – poprzez narzucenie czegoś w rodzaju filtra, wyodrębniającego rozmaite przezroczystości – interesujący go aspekt

[10] M. Foucault, Kim jest autor?, w: idem, Powiedziane, napisane. Szaleństwo i literatura, tłum. T. Komendant, Warszawa 1999, s. 199-219.

[11] Ibidem, s. 219.

[12] Jestem jednocześnie przekonana, że są to kwestie na tyle rozpoznane, że wystarczy je zasygnalizować.

[13] R. Nycz, Osoba w nowoczesnej literaturze: ślady obecności, w: idem, Literatura jako trop rzeczywistości, Kraków 2001, s. 54-57.

[14] Ibidem, s. 58.

[15] R. Nycz, Literatura jako trop rzeczywistości, op. cit., s. 63.

[16] Ibidem.

[17] P. de Man, Autobiografia jako od-twarzanie, tłum. M. B. Fedewicz, „Pamiętnik Literacki LXXVII", 1986, z. 2.

[18] M. Bieńczyk, Przezroczystość, Kraków 2007. Lokalizację wszystkich cytatów z Przezroczystości zamieszczam bezpośrednio po nich w nawiasie, podając numer strony.

[19] R. Nycz, op. cit., s. 69.

[20] P. de Man, op. cit.

[21] R. Nycz, Język modernizmu, Wrocław 1997, s. 108.

[22] W wątpliwość można by poddać także prawo podmiotu empirycznego do podważenia „prawdy opowieści”, która jest nietożsama z, by tak rzec, „prawdą wydarzeń”.

[23] R. Sendyka, Nowoczesny esej. Studium historycznej świadomości gatunku, Kraków 2006, s. 257.

[24] Ibidem, s. 302.

[25] R. Sendyka. Esej jako doświadczenie (wokół trzech esejów o doświadczeniu – Montaigne, Emerson, Benjamin), w: Literackie reprezentacje doświadczenia, op. cit., s. 393.

[26] Ibidem.

[27] R. Nycz, Literatura nowoczesna wobec doświadczenia, w: red. W. Bolecki, E. Nawrocka, Literackie reprezentacje doświadczenia, Warszawa 2007, s. 22.

[28] Zob. R. Nycz, Literatura jako trop rzeczywistości, op. cit., s. 35.